Lenin w prokuraturze

MM
Wierna kopia pomnika Lenina, który stał w tym miejscu przed laty, została zauważona przy al. Róż w minioną niedzielę ok. godz. 8. Gromadzili się przy niej mieszkańcy, którzy też sami zaczęli się zabierać do usuwania pomnika. Tuż po godz. 8 na miejscu interwencję podjęła krakowska policja oraz Straż Miejska. Były oględziny, przesłuchania, zabezpieczanie śladów, terenu i samego Lenina, który ostatecznie (po godz. 10) został wywieziony przez samochód radia, za zobowiązaniem - co oznacza, że jako dowód w sprawie nie może ulec zniszczeniu czy zostać sprzedany do czasu rozstrzygnięcia. Jak usłyszeliśmy w SM, nie udało się jednoznacznie ustalić, kto postawił pomnik.

Przy zamieszaniu z pomnikiem przez dwie godziny zatrudnionych było 5 policjantów, a przez około półtorej godziny - patrol strażników miejskich

 - Wniosek w sprawie i zebrany materiał dowodowy został dzisiaj wysłany do prokuratury. To ona oceni, jaki przepis został naruszony i zadecyduje o dalszym toku postępowania - powiedział nam wczoraj rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji, komisarz Tomasz Klimek, pytany o dalsze losy sprawy styropianowej atrapy pomnika Lenina, która stanęła w niedzielę przy alei Róż w Krakowie. Termin, w jakim prokuratura ma podjąć decyzję, to maksymalnie 30 dni. Tymczasem radio RMF FM, które przyznaje się do postawienia pomnika, przekazało nam, iż "Policja w Krakowie i inne służby porządkowe były o tej akcji wcześniej nieoficjalnie powiadomione".
 Jak powiedział nam Michał Zazula z radia - wydawca programu, którego to elementem było wystawienie pomnika w Nowej Hucie - krakowska policja i służby porządkowe były wcześniej powiadomione nieoficjalnie o planowanej akcji. - Już na miejscu, gdy policjanci zadawali pytania przedstawicielom radia, ani przez moment nie ukrywaliśmy, że to nasza akcja - wyjaśnił. Jak dodał, oprócz tego, iż postawienie pomnika należało do scenariusza letniego programu, miało też na celu wysondowanie, jak ludzie zareagują na pojawienie się Lenina i czy powrót do PRL-u byłby możliwy. - Lenin miał tam stać cały dzień, ale ludzie ostro reagowali i sytuacja na tyle się zaogniła, że akcję trzeba było przerwać - relacjonuje Zazula. Zapytany o stosowne zezwolenia, odpowiedział, że jedyne, jakie być może było konieczne, to zezwolenie na zajmowanie pasa drogowego. - Nie wystaraliśmy się o nie, ponieważ procedura jest skomplikowana i pracochłonna, a do tego akcja straciłaby element zaskoczenia - powiedział.
 Przy zamieszaniu z pomnikiem przez dwie godziny zatrudnionych było 5 policjantów, a przez około półtorej godziny - patrol strażników miejskich. Dlaczego tyle sił i zaangażowania funkcjonariusze poświęcili (i nadal poświęcają) wydarzeniu o rysie happeningu, podczas gdy - jak np. donoszą nasi Czytelnicy - często względem poważniejszych wykroczeń nie są tak rychliwi?
 - Straż Miejska zajęła się tą sprawą, gdyż wpłynęło zgłoszenie o pojawieniu się pomnika, miało zresztą dość dramatyczną treść. Mamy obowiązek interwencję podjąć - bo istnieje podejrzenie, że zostało popełnione wykroczenie (np. zajęcia pasa drogowego bez zezwolenia) - powiedziała nam Marta Cieśla, rzecznik SM w Krakowie. - Każde zgłoszenie do Straży Miejskiej jest sprawdzane, żadne nie jest ignorowane - dodała.
 - Liczba policjantów była adekwatna do zapotrzebowania. Czy był to nieszkodliwy happening - oceni prokuratura - ucina rzecznik krakowskiej policji. Jak twierdzi, policja w mieście zawsze podejmuje interwencję, jeśli ktoś zakłóca bezpieczeństwo lub porządek publiczny. (MM)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie