Liczyli na łut szczęścia

zab
Broniąca się przed spadkiem z wadowickiej "okręgówki" Babia Góra przegrała w Andrychowie z miejscowymi Beskidami 2-5 (2-4). Jednak podopieczni Jarosława Gąstały trochę postraszyli wicelidera.

Babia Góra wkalkulowała porażkę w Andrychowie z miejscowymi Beskidami

    - Zdawałem sobie sprawę z tego, że w Andrychowie czeka nas trudna przeprawa - mówi trener suskiej ekipy Jarosław Gąstała. - Porażka była wkalkulowana w "rozkład jazdy". Z ligi spadają obligatoryjnie trzy zespoły, a my zajmujemy czwarte miejsce od końca. Nie możemy być jednak pewni swego, bo w IV lidze poważnie zagrożona degradacją jest wadowicka Skawa. Jeśli stanie się ona faktem, trzeba będzie jej zrobić miejsce w naszej grupie, a wtedy nasza lokata też zostanie objęta degradacją. Trzeba zatem wyprzedzić znajdującą się przed nami Stanisławiankę. Musimy wygrać u siebie z Iskrą Klecza. Od tego nie ma odwrotu - podkreśla trener Gąstała.
   Babia Góra już po 24 minutach przegrywała 0-3. - Jak na ironię przeciwnicy strzelali nam gole w takich sytuacjach, w których nie powinni tego zrobić. Niestety, chociaż do grudnia jeszcze daleko, to gospodarze wykorzystali nasze prezenty - zwraca uwagę trener. - W klarownych pozycjach po prostu zawodzili - dodaje Gąstała.
   Jednak suska ekipa w ciągu niespełna 180 sekund złapała kontakt z rywalem, doprowadzając do stanu 3-2. - Być może był to efekt przesunięcia do ataku Starowicza - rozważa trener Gąstała. - Przy "kontakcie" mieliśmy jeszcze dwie pozycje do strzelenia gola. Jednak nie wyszło nam rozegranie wolnego pośredniego z 5 metrów, natomiast Pęczek II trafił w słupek. Ten zawodnik rozegrał świetną partię. Nie wiem, czy nawet w przypadku wyjścia na prowadzenie udałoby nam się wywieźć z Andrychowa jakieś punkty. To są rozważania czysto teoretyczne. Wiem jedno, że w Andrychowie tylko pół godziny zagraliśmy na bardzo dobrym poziomie. To w końcowym rozrachunku okazało się niewystarczające, by myśleć nawet o punkcie. Jednak zawsze będę powtarzał, że nasze nieszczęście rozpoczęło się po porażkach w Kalwarii i w Przeciszowie. One będą się wlokły za nami do końca rozgrywek. Oby tylko nie przesądziły o degradacji. Nie chcę nawet o tym myśleć - kończy Jarosław Gąstała.
(zab)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie