Lider to lider

Redakcja
Inauguracja pomyślna dla "Białej Gwiazdy"

Odra Wodzisław - Wisła 0-2 (0-2)

Inauguracja pomyślna dla "Białej Gwiazdy"

Odra Wodzisław - Wisła 0-2 (0-2)

Piłkarzom zaświeciło słońce. Były obawy przed inauguracją, że zagrają na śniegu i lodzie. W kalendarzu przecież był luty...
Wodzisławskie służby jednak dobrze, jak na tę porę roku, przygotowały boisko. Murawa się zieleniła. Niemniej błota nie można było uniknąć, zwłaszcza w drugiej połowie meczu, gdy wyjrzało wiosenne już słońce...

Pech do lamusa!

Jeśli kibice krakowscy (była ich w Wodzisławiu kilkusetosobowa grupa) mieli jakieś obawy przed sobotnim meczem, to wiązały się one nie z porównania sił obu drużyn, co z irracjonalnych przesłanek, pechowego jakoby dla wiślaków boiska Odry. Ale jeszcze przed meczem trener Smuda odżegnywał się od przesądów. To, że Wisła jeszcze nigdy w I lidze nie wygrała na wyjeździe z Odrą, niczego nie dowodziło. Piłkarze "Białej Gwiazdy" mieli nie myśleć o pechu, ale czynić swoje. Czyli grać. I stało się tak, że pechowa seria dobiegła końca. Nie strzeliła Odra, jak dwukrotnie, gola Wiśle w ostatniej minucie...
Skoro wiślacy nie uwierzyli w jakieś wiszące nad nimi w Wodzisławiu fatum, decydowały tylko umiejętności. Te jednoznacznie wskazały, kto może być górą. Lider to jednak lider. Nie było żadnej niespodzianki, nawet od remisu Odra była w sobotę daleko. Warunki podyktowała Wisła, choć trzeba pochwalić gospodarzy za ambicję, wolę walki. "Czerwoną Latarnię" jednak dzieli spory dystans od przodownika.

Kanonier Jegor!

Odra wprawdzie zaatakowała na początku meczu i lekko przeważała, ale nie potrafiła odzwierciedlić tego w wyniku. Częściej wtedy strzelała, egzekwowała kornery. Nie mieli jednak Ślązacy w swych szeregach precyzyjnego strzelca, spóźniali się też do dobitek na polu karnym. Najbardziej starał się Jegor, znany z potężnych rzutów wolnych. Wykonywał ich bodaj pięć, jeden trafił nawet w słupek, ale Sarnat i obrońcy w pozostałych przypadkach stali pewnie na posterunku. Po przerwie groźne były szarże Nosala.
Po zdobyciu gola przez Węgrzyna z wodzisławian jakby uszedł duch. To już była inna Odra, jakby podłamana. Gol Kulawika pozbawił gospodarzy reszty złudzeń. Potem walczyli tylko o honor.
Druga połowa polegała na tym, że Wisła kontrolowała grę, a gospodarze próbowali coś gościom wyszarpnąć. Może jednego gola, ale i na to okazali się zbyt słabi.
W miejscowej drużynie zadebiutowali dwaj ekswiślacy. Adamczyk grał równo cały mecz, jak zwykle czyścił przedpole swej bramki, raz nawet zaskakująco strzelił z daleka. Matyja doznał kontuzji, niemniej do przerwy obok pełnienia zadań defensywnych zapędzał się do przodu, centrował na pole karne. Obaj z pewnością przydadzą się Odrze w jej rozpaczliwej sytuacji w tabeli.

Powrót Kałużnego!

Wisła zaczęła sezon z Kałużnym w roli stopera. Jak w inauguracji rundy jesiennej, ale wtedy z Odrą Kałużny na tej pozycji zagrał krótko, bo zniesiono go kontuzjowanego. Od tej pory nie grał w lidze. Wrócił, a wielokrotny dotąd stoper drużyny B. Zając oglądał prawie cały mecz z ławki. Nadal też trener Smuda stawia na Kaliciaka jako bocznego obrońcę (czasem w meczu włącza się do ofensywy), Niciński też jest cofnięty. Z przodu nominalnie zagrał tylko Frankowski. Rozbudowana jednak II linia pozwalała często iść mu w sukurs. Zadebiutował pozyskany z Odry Paluch. Chyba trema nieco go sparaliżowała, musiał też słyszeć jakieś nieprzychylne uwagi z trybun, bo na pewno jego możliwości piłkarskie są większe. Trzeba poczekać na kolejne mecze.
A bramkarz? Sarnat należał do najlepszych graczy tego spotkania. Bronił pewnie, strzały z daleka i bliska, znakomita forma na początek sezonu. Podobnie wysokie loty zaprezentowali strzelcy obu bramek.
Nie mógł wystąpić w sobotę kontuzjowany Moskalewicz, także leczący się Wierzchowski przekazał rolę zmiennika Sarnata Bułce.

Najpierw - Malinowski

Pierwszy strzał oddał już w 1 min Malinowski, jednak niecelnie. W 4 min z wolnego strzelał mocno Jegor. Ciekawe, czy obrońca Odry, kiedyś pomocnik Górnika Zabrze, w takiej chwili przypomina sobie swą wspaniałą bramkę z Realem Madryt? Pewnie ma ją przed oczyma, bo znów uderzył mocno, głową odbił Bukalski, za chwilę poprawiał Adamczyk, obok bramki. Wiślacy odpowiedzieli zdecydowanym atakiem dopiero w 9 min, Czerwiec półgórnie strzelał, bramkarz bronił. W 13 min z wolnego znów uderzał Jegor w swoim stylu, piłkę dopadł na polu karnym Kampka, było groźnie, ale napastnik został zablokowany. Odra nadal nacierała, z kolei uciekł do przodu Matyja, pewnie chcąc pokazać ekipie z Krakowa, że umie grać. Centrował, Kampka strzelał z 12 metrów, Sarnat wykazał swą czujność.
W 16 min Bukalski z ponad 20 metrów udowadniał, że siłę strzału ma nie gorszą niż Jegor. Piłkę wybito na róg. Za moment sfaulowano Frankowskiego, tym razem z 25 metrów strzelał Kałużny, zakończyło się też kornerem. Po tej krótkiej kanonadzie wiślaków uciekł im Sibik, strzelał z rogu, jednak niecelnie. Po faulu na Bałuszyńskim gospodarze znów na chwilę przycisnęli, Sowisz strzelał w mur wiślaków, Paluch wybił na róg.

Węgrzyn!

Do tej pory obraz gry wyglądał tak, że "czerwona latarnia" zaciętością nie ustępowała liderowi, miała nawet lekką przewagę. Nadeszła 26 min. Czerwiec egzekwował kornera, Malinowski wybił piłkę, a Węgrzyn znalazł lukę w murze obrońców gospodarzy i płaskim strzałem zdobył prowadzenie.
Odra stanęła, bo położono na niej tamę. Odtąd swe warunki dyktowali wiślacy. Jeszcze w 35 min Matyja starł się z Sarnatem, skończyło się wolnym dla Wisły. Wtedy zaczęła grać orkiestra górnicza. Miała pomóc swoim piłkarzom? Okazało się inaczej.

Kulawik!

Miejscowi jakby się zasłuchali w tony melodii, bo pozwolili gościom na przeprowadzenie drugiej skutecznej akcji. W 41 min Frankowski sprytnie podał do wychodzącego na wolne pole Kulawika, kapitan wiślaków był prawie sam na sam z Tomalą, bramkarz odbił silny strzał. Piłkę przechwycił Bukalski, za sekundę miał ją już Kulawik. Tym razem nie huknął od razu, tylko spojrzał, jak daleko Tomala jest od swej linii bramkowej. Szybko zorientował się, który wariant wybrać. Trafił w optymalny. Piłka, uderzona lekko, ale technicznie, zatoczyła precyzyjny łuk i spadła za plecy bramkarza. Było 2-0. Jak się potem okazało, ustalono wtedy końcowy wynik.
Tuż przed przerwą po kolejnym wolnym Jegora Woś usiłował naśladować kapitana Wisły, bo strzelał na bramkę też precyjnie, w dolny róg. Sarnat wyciągnięty jak długi pewnie wyłapał groźne uderzenie.

Na jedną kartę

Trener Odry Jerzy Wyrobek, ongiś obrońca Ruchu Chorzów oraz reprezentacji wczesnych lat 70., po przerwie od razu wymienił trzy ogniwa. Matyję na Plutę musiał, bo były krakus został kontuzjowany. Wprowadził też Polichta (niedawno w Okocimskim) i Nosala. Ten ostatni okazał się pożytecznym wzmocnieniem, wykazując tzw. ciąg na bramkę, dochodząc do pozycji strzeleckich. Gola na skutek dobrej postawy obrońców gości oraz Sarnata nie udało się mu ani innych graczom Odry strzelić. Trener Smuda zmieniał swych graczy powoli, nawet symbolicznie, niektórzy pograli niewiele minut.

Mogła być czerwona

W 50 min Nosal z bliska strzelał. Węgrzyn wybił piłkę sprzed bramki. Jegor w 55 min znów mocno uderzył z kąta boiska, Sarnat wypiąstkował strzał. Z kolei Pluta zgubił obrońców Wisły, lecz jego strzał przeszedł wzdłuż linii bramkowej. Wisła zrewanżowała się kontrą z głębi swego pola, Frankowski otrzymał piłkę, mijał Jegora i miał przed sobą w perspektywie tylko bramkę Odry. W tym momencie zaatakował go Jegor, wiślak upadł. Sędzia ukarał winowajcę żółtym kartonikiem, choć Jegor mógł ujrzeć nawet czerwony kolor.
Po okresie gry bardziej na środku pola w 69 min Policht uderzył z 16 metrów, strzał przeszedł nad poprzeczką. W 70 min Adamczyk strzelił z 30 metrów celnie, Sarnat bronił. Za minutę doszło do gorących momentów pod bramką gości. Po faulu Kałużnego na Bałuszyńskim Jegor rąbnął z wolnego, Sarnat odbił piłkę, wtedy strzelał już z 5 metrów Nosal i bramkarz Wisły znów wyszedł zwycięsko z opresji. Istotnie, miał dobry dzień. A ponieważ szczęście sprzyja lepszym i odważnym, Sarnat nie skapitulował w 79 min, kiedy strzał Jegora wylądował na słupku.
M. Zając zablokował następnie strzał Nosala, skończyło się tylko rogiem dla Odry. Jeszcze w 82 min próbował z wolnego Jegor. Wisła zaatakowała mocniej w końcówce. W 87 min Pater umknął obrońcom prawą stroną, piłkę otrzymał Bukalski, strzelał silnie, bramkarz odbił i skończyło się na szansie. Jeszcze raz zerwał się Nosal, lobował Bałuszyński. Nic jednak nie wyszło ze strzeleckich marzeń gospodarzy. Goście zaś schodzili z boiska promienni jak to wczesnowiosenne słońce...
Jan Otałęga

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie