Lipnik. Wieś nie zostawiła pogorzelców samych sobie. Pomoc ruszyła już kiedy ogień trawił ich dorobek

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Z pożarem (i z wiatrem) w Lipniku walczyło kilkudziesięciu strażaków. Mimo ich wielkiego wysiłku czteroosobowa rodzina straciła dach nad głową. Ich krewni, sąsiedzi i przyjaciele robią wszystko, aby mieli dokąd wrócić. Pomóc można na różne sposoby, również poprzez internetową zrzutkę.

[b]FLESZ - Uwaga piesi! Mandat za telefon na pasach

Domownikom, a na miejscu w chwili pożaru był jedynie właściciel domu z dorosłym synem, udało się uratować przed płomieniami traktor, samochód i należącą do syna koparkę, która jest jednocześnie jego narzędziem pracy. Odcięli też dopływ prądu, aby strażacy mogli bezpiecznie gasić pożar wodą.

Rozmiar tragedii powiększył wiatr

Tego dnia, w miniony piątek, w Lipniku bardzo mocno wiało. Silne podmuchy rozprzestrzeniały ogień na kolejne pomieszczenia, a zaraz za garażem w tym samym murowanym budynku mieściły się stodoła i obora. Co gorsza kierowały go również na drewniany (ocieplony styropianem) dom.

Strażacy wyprowadzali bydło używając aparatów powietrznych.

- Zadymienie było tak duże, że nie było widać wyciągniętej przed siebie ręki. Na szczęście znałem rozkład pomieszczeń, wiedziałem, gdzie stoją zwierzęta i dzięki temu udało się wyprowadzić zarówno cielna krowę jak i dwoje cieląt - mówi Łukasz Kaczmarczyk, naczelnik OSP Lipnik i bliski krewny pogorzelców.

Przyznaje, że gaszenie pożaru u rodziny: cioci, wujka i kuzynostwa było dla niego traumatycznym doświadczeniem, o wiele trudniejszym od innych akcji, których ma na swoim koncie wiele, bo w straży służy od lat. I to wcale nie dlatego, że akcja była obiektywnie trudna z powodu silnego wiatru.

Spalone poddasze, a w domu wody po kostki

Wcale nie łatwiejszy był poranek, kiedy jemu i pozostałym w dziennym świetle, w całej okazałości ukazał się widok pogorzeliska. Wtedy też okazało się, że dom o którego ocalenie z takim poświęceniem walczyli, jest w takim stanie, że rodzina nie tylko nie wróci do niego szybko, ale najpewniej nie będzie mogła wrócić w ogóle. - Woda w domu sięgała po kostki, ale to nie wszystko. Między drewnianą ścianę domu, a graniczącą z nią ścianę murowanego budynku gospodarczego dostało się bardzo dużo wody, która nie ma szans, aby odparowała cała – mówi strażak.

Niemniej, żeby chronić to co zostało, z pomocą sąsiadów zabezpieczyli doraźnie dom, aby do środka nie dostawał deszcz lub śnieg.

Ludzie dowozili strażakom gorącą herbatę

Dom ma kilkadziesiąt lat. Mieszkała w nim czteroosobowa rodzina.

Na pomoc jej ruszyło mnóstwo osób. Właściciel dźwigu HDS, jeszcze kiedy strażacy walczyli z ogniem, przyjechał pomóc w ratowaniu dobytku wydobywając siano i pomagając rozebrać dach. Inni wieczorem i w nocy przywozili strażakom jedzenie i gorącą herbatę. Niemal od samego początku akcji do samego jej końca na miejscu obecny był wójt gminy Wiśniowa, który również skierował do pomocy koparkę. Pojawili się też lokalni przedsiębiorcy oferując pomoc materialną oraz proboszcz również deklarując pomoc ze strony parafii.

W ich stronę płynie też mnóstwo słów wsparcia. Ludzie piszą, że współczują, bo rodzina w kilka chwil straciła wszystko na co ciężko pracowała przez całe życie.

Rodzina jest zaskoczona tak dużym odzewem mieszkańców i ich życzliwością. - Dziękujemy za każdą okazaną pomoc. Zawsze radziliśmy sobie sami, choćby remont domu wykonywaliśmy sami, sukcesywnie, w miarę swoich możliwości. Nie spodziewaliśmy się, że coś takiego może nas spotkać. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni za każdy życzliwy gest w naszą stronę – mówi Stanisław, syn właścicieli domu.

Pomoc dla pogorzelców z Lipnika

Przyjaciele założyli internetową zrzutkę pieniędzy na pomoc w odbudowie domu. Na razie za cel postawili sobie zebranie 50 tys. zł. Czy to wystarczy? Prawdopodobnie nie, ale już deklarują, że nie zostawią pogorzelców samych.

W niedzielę w parafii w Lipniku ma się odbyć zbiórka na pomoc pogorzelcom.
To nie pierwszy raz, kiedy społeczność Lipnika okazuje taką solidarność z osobami, których spotkało nieszczęście. - W trudnych życiowych sytuacjach, czy to w przypadku choroby, pożaru lub innych zdarzeń losowych staramy się pomagać sobie. Zresztą nie tylko wtedy kiedy dotyczy to mieszkańców naszej wsi, ale również sąsiednich - mówi Barbara Kirzeniewska, sołtyska wsi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie