Literatura to nie pole walki

RedakcjaZaktualizowano 
Rozmowa z JOANNĄ LECH, krakowską poetką, autorką książki "Nawroty" nominowanej do Nike 2011.

Nominacja była niespodzianką?

Przyznam, że dowiedziałam się dopiero od koleżanki, która zadzwoniła, żeby mi z tej okazji pogratulować. To było dla mnie ogromnym zaskoczeniem; zupełnie nie spodziewałam się nominacji.

Czy nominacja spowodowała większe zainteresowanie Pani twórczością?

Nie sądzę, w każdym razie nie odczułam tego w większym stopniu niż właśnie wiadomości od znajomych czy też negatywne komentarze czytane w Internecie. Ale dla tego typu niszowej kategorii, jaką jest poezja, nominacja chyba zwykle nie wiąże się z większą popularnością. Co prawda, jesienią będę uczestniczyć w festiwalach literackich we Lwowie i w Southend w Anglii, jednak myślę, że to bardziej wynikło z docenienia całości mojej pracy niż z ostatnich wydarzeń.

Jest Pani najmłodszą osobą w gronie wyróżnionych autorów.

Początkowo nie zwróciłam na to uwagi. Myślę, że akurat wiek nie gra tu takiej dużej roli. Jednak zdaję sobie sprawę, że jestem w tym gronie także osobą o najmniejszym dorobku, więc jest to tym większe wyróżnienie dla mojej książki.

Pani poezji to wiersze o bolesnych wspomnieniach, pustce, rozpadzie. Skąd taka tematyka?

Inspiracją dla tych wierszy były głównie zdarzenia autobiograficzne, a przecież te wspomnienia nie zawsze były pozytywne. Chyba mogę powtórzyć za Cioranem, że głębia to wyłączny przywilej tych, którzy cierpieli. Więc pewnie to jest dobry trop do odczytania książki. Zawsze uważałam, że poezja musi o czymś mówić, musi mieć ową głębię, do której trzeba dotrzeć, żeby to wszystko nabrało ważności, miało jakieś znaczenie. Nie chodzi mi bynajmniej o powrót do klasycyzmu, po prostu uważam, że wiersz, tak jak i cała literatura, to nie jest miejsce na eksperymenty ani pole walki o cokolwiek.

Takie też są "Nawroty"?

Mam nadzieję, że przynajmniej ocierają się o tę ważność.

A co obecnie ma Pani w planach?

Tych planów jest dużo. Właściwie pracuję jednocześnie nad prozą poetycką i zaczątkiem powieści. Mam też pomysł na projekt związany z fotografią. Ale na pewno nie jestem gotowa na następny tom wierszy. "Nawroty" były podsumowaniem pewnego etapu w moim życiu. Teraz te wątki zostały zamknięte. I na razie niech tak pozostanie.

Na początku września poznamy finałową siódemkę konkursu. Jakie ma Pani typy?

Nie będę obstawiać; mam swoich ulubionych autorów, wybrane książki właściwie w każdej z kategorii, które uważam, że najbardziej zasługują na nagrodzenie. Jednak nie chciałabym wybierać z tego zbioru najlepszych pozycji.

Należy Pani do twórców urodzonych w latach 80. Jaka jest najmłodsza polska literatura?

Nie wiem, czy kategoria pokoleniowości ciągle ma takie zastosowanie jak dawniej, przynajmniej w odniesieniu do literatury. Nie zauważyłam tworzenia się specjalnie silnych formacji czy koncepcji artystycznych. Raczej coraz częściej wybija się wiele poszczególnych, za to mocnych głosów. Najmłodsza literatura jest bardzo różnorodna, ale to chyba dobra wróżba na przyszłość.
A jak wygląda środowisko młodych pisarzy w Krakowie?

Na pewno najsilniejsza grupa jest skupiona wokół Korporacji Ha!art i "Krytyki Politycznej", reszta jest raczej rozproszona. Może dlatego, że tak naprawdę nie ma takich miejsc czy wydarzeń, na których wszyscy mogliby się spotkać. W ogóle mam wrażenie, że w Krakowie mało się dzieje, przynajmniej, jeśli chodzi o literaturę. Nie mówię tu o dużych, corocznych festiwalach, ale o cyklicznych inicjatywach, których na co dzień ewidentnie brakuje.

W innych miastach jest lepiej?

Zwłaszcza blado wyglądamy pod tym względem w porównaniu z życiem kulturalnym Warszawy czy Wrocławia. Choć można powiedzieć, że i w Krakowie w ostatnim czasie coś się poprawiło, głównie dzięki slamom (rywalizacja na wiersze między poetami z udziałem publiczności - przyp. red.) organizowanym przez stowarzyszenie Nowa Mina Kultury czy też grupę Poetwory. Fundacja Liternet także wprowadza dużo zamieszania.

Rozmawiała Marta Stanisz

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Literatura to nie pole walki - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3