Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Łowcy odszkodowań

Redakcja
Odebraliśmy bardzo wiele telefonów i e-maili od ofiar wypadków komunikacyjnych. Wczoraj opisaliśmy sposób zdobywania przez pracowników firm odszkodowawczych danych osobowych ludzi poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Najprawdopodobniej odbywa się to poprzez sieć nieformalnych informatorów.

"Wolny handel ofiarami" - cd.

Jak twierdzą "złowieni" w ten sposób ludzie, ich dane mogły pochodzić z kart rejestracyjnych w szpitalach, dokąd zostali zawiezieni przez karetki pogotowia. Agenci czasem dzwonili już podczas pobytu w szpitalu, innym razem po powrocie chorych do domu, ale zawsze dla poszkodowanych ich telefony były zaskoczeniem. Szczególnie gdy wykonywano je na numery komórek.
Ofiarom wypadków proponowano podpisanie pełnomocnictwa i umowy o dochodzenie roszczeń. Takich firm, których przedstawiciele znajdują ofiary wypadków, zanim jeszcze zagoją się rany (na ciele i na duszy), jest bardzo dużo. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej "odszkodowania", by znaleźć setki adresów.
Helena H., jedna z Czytelniczek, pisze do "Dziennika Polskiego": "Ja także zostałam odwiedzona w domu przez agenta Jerzego Kuchtę z Europejskiego Centrum Odszkodowań, niecały tydzień po wypadku. Na pytanie, skąd zna mój adres, odpowiedział, że z jakiegoś mitycznego ťbiuraŤ, które ma wypracowane metody zdobywania danych". _Pani Helena była dociekliwa. Koniecznie chciała wiedzieć, jakim cudem obcy mężczyzna trafił do jej domu. Agent przekonywał ją, że musiał zadzwonić ktoś znajomy albo sąsiad, albo "biuro" znalazło ją na stronach internetowych policji, pogotowia, szpitala lub w mediach.
- _Mój wypadek nie był nigdzie odnotowany, a jeśli na stronie którejkolwiek z wymienionych instytucji byłaby informacja o moim wypadku, to z pewnością nie było tam moich danych osobowych - _pisze do nas Czytelniczka. - _Agent wciąż powtarzał, że to "biuro". Dopiero na koniec rozmowy dotarło do mnie, że "biuro" to żona agenta.

Wczoraj, po tygodniu nieudanych prób, reporterce "Dziennika Polskiego" udało się skontaktować z Krzysztofem Lewandowskim, prezesem Europejskiego Centrum Odszkodowań Sp. z o.o z siedzibą w Legnicy.
- Jesteśmy największą tego typu firmą w Polsce i mamy na swoim koncie ponad 5 tys. zadowolonych klientów, którzy bez naszej pomocy nie uzyskaliby żadnego odszkodowania, albo takie, które nie pokryłoby podstawowych kosztów leczenia lub renty dla rodziny - mówi prezes.
- Kierujemy się zasadami etyki i moralności, w tym duchu szkoleni są także nasi agenci i przedstawiciele. Trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek od nas próbował przekupić pielęgniarki i namówić je do współpracy.
We wczorajszym tekście Anna K., jedna z krakowskich pielęgniarek, mówiła o tym, że rozmawiał z nią agent, przedstawiający się jako pracownik Europejskiego Centrum Odszkodowań. Proponował, by zorganizowała grupę pielęgniarek, które dostarczałyby mu informacji o ofiarach wypadków.
- Czy ten pan się przedstawił, zostawił wizytówkę? Nie. A więc nie wiadomo, czy był naszym pracownikiem. Na terenie Polski działa jeszcze jedna firma o takiej samej nazwie - _mówi prezes.
Agenci ECO, których jest w Polsce bardzo wielu, zarabiają, otrzymując prowizję od ilości "zdobytych" klientów.
- Ale jeśli nie mogą sprostać wymaganiom firmy, są usuwani ze wszystkimi konsekwencjami. Jedną z nich jest utrata prowizji wynikających ze wszystkich spraw w przeszłości. Dla agenta są to niebagatelne kwoty - tłumaczy prezes.
To może być odpowiedzią na pytanie, dlaczego agent, przedstawiający się jako pracownik ECO, nie zostawił Annie K. wizytówki. Kiedy powiedziała mu, że najpierw chce porozmawiać z prawnikiem, obiecał skontaktować się ponownie za kilka dni, ale już się nie odezwał.
ECO pomaga poszkodowanym w wypadkach ludziom uzyskać należyte odszkodowanie. Prezes twierdzi nawet, że firma trafia do ludzi, którzy bez niej nie mieliby żadnych szans na uzyskanie choćby złotówki rekompensaty.
- Typowy nasz klient - to potrącony przez samochód pijany mężczyzna na wsi, który osieroca żonę i kilkoro dzieci. Rodzina nie ma szans wygrać czegokolwiek, a my im załatwiamy pieniądze, renty dla dzieci, od których nie bierzemy prowizji, bo chcemy być kojarzeni nie tylko z chęcią zysku, ale i z niesieniem pomocy. Jesteśmy jedyną wśród trzystu w kraju firmą odszkodowawczą, która zakłada pieniądze za klientów w sprawach sądowych. Tego nie robi nikt. Klient u nas nie płaci żadnych opłat manipulacyjnych - mówi prezes Lewandowski. - _Kiedy sprawa jest trudna, musimy założyć pieniądze, iść do sądu, czyli podjąć ryzyko. Za jakość usług chcemy otrzymać odpowiednio wysokie wynagrodzenie.
Nie ma wątpliwości, że firma umie walczyć o prawa swoich klientów. Być może istotnie jest w tej dziedzinie liderem na rynku krajowym. Pozostaje jednak pytanie: jakimi metodami ta i inne firmy odszkodowawcze zdobywają klientów? Skąd biorą nazwiska, adresy, jakimi drogami docierają do ofiar wypadków? Jeśli kupują dane osobowe, płacąc za nie nieformalnym informatorom, to trudno przyklasnąć nawet najlepszym efektom takiej pomocy.
- Jeśli by tak było, jest to karygodne i niedopuszczalne. Nie ma mojej zgody na taką działalność. Nie chcę, żeby firma była kojarzona z jakimikolwiek nieetycznymi działaniami, które nadają się do prokuratora - mówi prezes.
Tymczasem zawiadomienie o "podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego" złożyła do prokuratury Wioletta Ł., jedna z opisywanych wczoraj ofiar wypadku komunikacyjnego, która została złowiona przez agenta firmy ECO. W zawiadomieniu pani Ł. wyszczególnia czyny zabronione: zbieranie danych osobowych osób bez ich wiedzy, wykorzystanie sytuacji życiowej poszkodowanych do podpisania niekorzystnej umowy cywilnoprawnej i grożenie konsekwencjami prawnymi przy próbie zerwania umowy.
- Wielokrotnie telefonowałam do Legnicy, bo agent zniknął od momentu, kiedy podpisałam umowę. Wypadek zdarzył się w maju, umowę podpisałam w czerwcu, a pod koniec lipca dowiedziałam się, że w mojej sprawie nie zrobiono nic albo prawie nic. W końcu poprosiłam o przysłanie kopii dokumentów, bo chciałam wiedzieć, na jakim etapie jest moja sprawa. Ostrzegałam, że jeśli nie będę miała żadnych informacji, zawiadomię prokuraturę - mówi Wioletta Ł.
- Ponieważ nikt się do mnie nie odezwał, złożyłam doniesienie. A wczoraj dostałam list od ubezpieczyciela sprawcy wypadku, że mam dostarczyć kopię dowodu i przebiegu leczenia. To ja pytam: za co firma ECO chce 25 proc. odszkodowania plus 22 proc. VAT.
ELŻBIETA BOREK

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski