Łowcy skarbów

Redakcja
Według ustawy o ochronie dóbr kultury z 1962 roku, wszystkie wykopaliska - zarówno szczątki ludzi, zwierząt, jak i rzeczy będące wytworem rąk ludzkich - są własnością skarbu państwa. Tak więc, jeżeli coś przypadkowo znajdziemy, by uniknąć kary grzywny, powinniśmy w ciągu trzech dni poinformować o tym wojewódzkiego konserwatora zabytków. Konserwator oceni wartość znalezionych rzeczy i na tej podstawie zadecyduje, czy należy je przekazać do muzeum. Jeżeli uzna, że znalezisko można pozostawić w depozycie u znalazcy, będzie to również zgodne z prawem. Na takiej zasadzie pochodząca sprzed 50 tysięcy lat kość nosorożca włochatego, znaleziona niedawno w okolicy Tarnowa, pozostała u osoby, która ją znalazła.

Wykopaliska są własnością państwa

 (INF. WŁ.) Bezprawne poszukiwanie ukrytych pod ziemią skarbów stało się w Polsce plagą - twierdzą wojewódzcy konserwatorzy zabytków.
 Według prof. Henryka Kubiaka z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN, ludzie jednak często "wolą pozostawiać u siebie znalezione rzeczy". - Czasem przynoszą do nas wykopane pod ziemią szczątki zwierząt, by dowiedzieć się, jaka jest ich wartość - mówi prof. Kubiak. - Potem obiecują, że jeszcze wrócą i przekażą je w nasze ręce. Z reguły nie wracają. Jeżeli jednak obiekt jest wartościowy, staramy się, by trafił do muzealnych zbiorów.
 Ustawa zakazuje znalazcy handlu obiektami pochodzącymi z wykopalisk, a także wywożenia ich za granicę. Archeolodzy twierdzą, że to prawo od kilku lat jest nagminnie łamana.
 Według Piotra Góry, konserwatora zabytków archeologicznych w woj. warmińsko-mazurskim, poszukiwaczy podziemnych skarbów można podzielić na trzy grupy. Pierwszą i drugą stanowią osoby, którymi kieruje chęć odnajdywania militariów z II wojny światowej. Obie grupy różnią się jednak tym, że jedni działają w porozumieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków, drudzy zaś tego nie robią. Trzecia grupa to "detektorzy", czyli ludzie szukający - za pomocą wykrywaczy metalu - bliżej nieokreślonych skarbów. Oni nie liczą się z nikim.
 - Prawo nie zabrania poszukiwań. Trzeba to robić jednak w porozumieniu z odpowiednimi instytucjami. Wojewódzcy konserwatorzy archeologiczni, dysponujący odpowiednimi mapami, potrafią wskazać, gdzie można kopać - twierdzi Piotr Góra.
 Zdaniem doc. Jana Chochorowskiego, dyrektora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, w Polsce powinna jednak nastąpić zmiana przepisów na takie, które stanowiłyby, że poszukiwań może dokonywać tylko uprawniona do tego grupa osób. - Wzorem niektórych państw zachodnich, na poszukiwanie powinno wydawać się koncesje - _mówi doc. Chochorowski. - Wtedy istniałaby pewność, że jeżeli ktoś natrafi na wartościowe przedmioty, zasięgnie rady fachowca z dziedziny archeologii. Jeżeli odkrywca łamałby zasady, koncesja byłaby mu odbierana_.
 W tej chwili przed polskimi sądami toczy się kilka postępowań przeciwko osobom, które na terenie stanowisk archeologicznych nielegalnie poszukiwały pod ziemią wartościowych przedmiotów. Jednym z nich jest wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej w woj. warmińsko-mazurskim, który z wykrywaczem do metalu przechadzał się po terenie wykopaliska. Przyłapał go na tym wojewódzki konserwator zabytków. Sprawa trafiła do sądu przed ponad rokiem. Przeciąga się jednak, bo w myśl przysłowia, że szewc bez butów chodzi, prezes nie był nigdzie zameldowany, więc nie można mu było dostarczyć wezwania do sądu.

(STRZ)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie