Łukasz Maślona: prezydentowi Majchrowskiemu najlepiej wychodzi PR, a kluczowe decyzje chce podejmować jednoosobowo

Piotr Ogórek
Piotr Ogórek
Łukasz Maślona radnym jest pierwszą kadencję, wcześniej był aktywistą miejskim, należał też do Nowoczesnej
Łukasz Maślona radnym jest pierwszą kadencję, wcześniej był aktywistą miejskim, należał też do Nowoczesnej Archiwum
Łukasz Maślona sprawuje mandat radnego pierwszą kadencję. Członek klubu Łukasza Gibały - Kraków dla Mieszkańców, współzałożyciel stowarzyszenia Funkcja Miasto, jest jednym bardziej aktywnych radnych obecnej kadencji. W rozmowie z nami mówi, że Kraków musi zaoferować nowym mieszkańcom więcej atutów niż tylko historyczne dziedzictwo i imprezowo-turystyczną stolicę Polski. O prezydencie Jacku Majchrowskim mówi, że najlepiej wychodzi mu PR, a kluczowe decyzje chce podejmować jednoosobowo i w zaciszu gabinetu. Maślona krytykuje także upartyjnienie samorządu, choć sam ma przeszłość partyjną.

FLESZ - Trzecia fala - ważne zmiany

Mamy prawie półmetek bieżącej kadencji rady miasta. Pan radnym jest pierwszy raz. Jest pan jednym z aktywniejszych radnych. A może najaktywniejszym?
Nie odczuwam, aby moja aktywność od momentu zostania radnym była większa, niż wcześniej, gdy byłem działaczem społecznym. Dzięki byciu radnym zyskałem jednak inne możliwości wpływania na, to co się dzieje w mieście. Niemniej znam swoje miejsce w szeregu.

No właśnie, wcześniej był pan działaczem społecznym, aktywistą miejskim. To pomogło w zostaniu radnym?
Bycie działaczem społecznym to dobra szkoła, zanim zostanie się radnym. Robię to, co wcześniej, tylko bardziej. Tak sobie wyobrażałem funkcję radnego, że jest się aktywnym, wsłuchuje się w głos mieszkańców, bo wraz z mandatem radnego nie zstąpiła na mnie jakaś wiedza oświecona. Ludzie do mnie dzwonią i piszą, to cieszy, że coraz więcej nowych osób angażuje się w sprawy miasta.

Więcej sukcesów miał aktywista Maślona, czy radny Maślona?
Nie rozpatruję tego w kategorii sukcesów, tylko robienia tego, co do mnie należy. Chcę, aby pewne tematy i zagadnienia były realizowane. Jednak paradoksalnie bycie radnym wielokrotnie utrudnia niektóre działania, bo niestety duża część społeczeństwa odbiera radnych jako polityków, a to spora przeszkoda.

Trudno się dziwić, skoro sporo radnych to członkowie partii, a wielu z nich kandyduje w wyborach do parlamentu.
Upartyjnienie to jedna z dwóch chorób trawiących samorząd. Drugą jest nadaktywność układu sprawującego władzę, który jest jak dziecko wyrywające innym dzieciom zabawki, gdy te nie chcą się z nimi bawić. Najgorsze, że są to choroby współistniejące. Trudno w takich realiach radnym niezależnym podejmować jakiekolwiek pozytywne działanie. To wyzwanie na przyszłość, żeby samorządy wyrwać z kajdan partyjniactwa i je uzdrowić.

"Byłem w Nowoczesnej, ale umizgi do Jacka Majchrowskiego przelały czarę goryczy"

Pan sam ma jednak korzenie partyjne, bo przed tą kadencją był pan działaczem Nowoczesnej.
Ale jeszcze wcześniej byłem działaczem antysmogowym. Potem, owszem tworzyłem Nowoczesną jako ruch oddolny, jako stowarzyszenie, które chciało działać inaczej, niż wszystkie partie do tej pory. Gdy jednak z tej idei niewiele zostało, postanowiłem odejść, a czarę goryczy przelały umizgi do prezydenta Jacka Majchrowskiego. Ja od początku fundamentalnie nie zgadzam się ze sposobem sprawowania tego urzędu oraz z kierunkiem, w którym podąża Kraków.

Jaki jest największy osobisty sukces tej kadencji radnego Maślony?
Największym sukcesem jest obecność w radzie miasta niepartyjnego klubu spoza układu sprawującego władzę i możliwość wprowadzenia pod obrady tematów i uchwał, które inaczej na sesjach by się nie znalazły. To tematy dotyczące ochrony środowiska, zieleni, czy po prostu oddanie głosu mieszkańcom.

To chyba lekka przesada. Są w radzie miasta radni z innych klubów, jak chociażby Łukasz Sęk (KO), czy Michał Drewnicki (PiS), którzy i wsłuchują się w głos mieszkańców, wnoszą na radę miasta sprawy przez nich podnoszone, jak i sami poruszają tematy środowiskowe.
OK, jednak często są to tematy wykorzystywane do politycznej awantury, albo takie, wokół których zrobiło się już tyle szumu medialnego, że nie da się ich dłużej pomijać. Sukcesem naszego klubu jest to, że mieszkańcy mogą w łatwiejszy sposób wprowadzić pod obrady miasta sprawy dla nich ważne. Jesteśmy strażnikami tego, aby nie popsuć w Krakowie zbyt dużo, czego przykładem może być m.in. obrona Bulwaru Czerwieńskiego przed zabudową pomnikiem Wstęga Pamięci.

No dobrze, a największa porażka Łukasza Maślony?
Nie udało się do tej pory wyjaśnić, jak zanieczyszczone są grunty w rejonie kombinatu, nie ustanowiliśmy parku XXL przy Słonej Wodzie, a deweloper grodzi nielegalnie ten teren i szantażuje miasto. Nie ma też w budżecie miasta zapisanych większych środków na dopłaty do OZE, termomodernizacji i mikroretencji. A przede wszystkim, nie ma pieniędzy na wykup terenów przeznaczonych na zieleń i nie udało się przekonać do tego prezydenta, choć on sam deklarował to w kampanii wyborczej.

"ZZM podjął próbę przywrócenia zieleni należnego miejsca, ale najlepiej wychodzą im wizualizacje"

Wasz klub wielokrotnie krytykuje władze miasta, zwłaszcza w kwestii terenów zielonych. Czy rzeczywiście Zarząd Zieleni jest taki zły, nic im nie wychodzi? Prezydent Majchrowski przekonuje, że Kraków jest jednym z najbardziej zielonych miast świata.
Powołanie w 2015 r. ZZM to realizacja licznych apeli aktywistów i ekologów widzących skalę dewastacji krakowskiej zieleni. Początki działalności ZZM zapowiadały się jak nigdy, jednak ta dobra energia została roztrwoniona przez ambicje polityczne i stopniowe dyskredytowanie aktywności mieszkańców. Bezsprzecznie do sukcesów Zarządu należy próba przywrócenie zieleni należytego miejsca, ale na razie ZZM jest głównie znany z łąk kwietnych, parków kieszonkowych i licznych, pięknych wizualizacji. Mieszkańcy mają pretensje, że nie zaniechano masowej wycinki drzew, nie poszerza się terenów zielonych i nie tworzy nowych parków. To główne zarzuty.

Powstał nowy park w Czyżynach.
Tak, ale to przecież zasługa krakowian i ich głosów w budżecie obywatelskim. To był impuls dobrze wykorzystany przez ZZM. Jednak jak na miasto z 7-miliardowym budżetem oczekiwania są większe niż park w Czyżynach, wykup lasu Borkowskiego, także "wytupany" przez mieszkańców, czy przejęcie terenów przy Łokietka. Widać natomiast pęd do wydawania pieniędzy na poprawianie natury. Rewitalizacja Zakrzówka za kilkadziesiąt milionów, czy parku rzecznego Wilgi to tylko przykłady pierwsze z brzegu. I jeszcze jeden sprzed dosłownie kilku dni - Nowa Huta Przyszłości, która zapowiedziała wycinkę – uwaga – 2300 drzew w rejonie ulicy Igołomskiej.

Za co można pochwalić Jacka Mjachrowskiego? Za PR

Za coś chyba Jacka Majchrowskiego i jego ekipę da się pochwalić.
Od chwalenia prezydenta są służby prasowe magistratu i jego radni z Koalicji Obywatelskiej. Ale za tę PR-ową rzeczywistość poniekąd można pochwalić, bo stworzyli ją z dbałością o każdy wirtualny szczegół. Konsekwentnie realizowana jest zasada, że jeśli fakty przeczą rzeczywistości, to tym gorzej dla faktów. Na przykład ostatnio przedstawiono statystyczne dane z satelity, że Kraków jest jednym z najbardziej zielonych miast świata. Trzeba sięgać danych z kosmosu, żeby obronić tezę, że zieleni w Krakowie jest pod dostatkiem. A przecież mieszkańcom nie chodzi o zieleń w pasach drogowych czy na cmentarzach. Chciałbym pochwalić prezydenta za piastowanie tego urzędu przez tyle kadencji. Dowodzić to może zarówno dobrego zmysłu politycznego, ale również słabości lokalnych działaczy partyjnych. Jednak mam wątpliwość, czy wraz z upływem lat, ten personalny sukces prezydenta, którym jest trwanie na stanowisku, jest również sukcesem całego Krakowa. Miasto musi podjąć chociażby wyzwanie walki ze zmianami klimatycznymi, ale to wymaga wizji na miarę XXI wieku. Jako ostatni taką wizję Wielkiego Krakowa miał Juliusz Leo, który podjął wiele odważnych decyzji i dzięki temu powstał m.in. las Wolski.

Mamy przecież jednostkę odpowiedzialną właśnie za zmiany klimatyczne – Klimat-Energia-Gospodarka Wodna.
Ta jednostka utonęła w morzu niejasności wokół gospodarki wodnej. To kolejne wyzwanie, bo w przyszłości będziemy mieć problemy z deficytem wody. Tymczasem tylko 15 proc. miasta posiada system odwodnienia, gdzie wodę opadową możemy przekierować nie do ścieków, a do kanalizacji deszczowej. Marnujemy wielkie ilości wody, nie możemy sobie pozwalać na jej wylewanie do kanalizacji. Woda będzie złotem XXI wieku. Tymczasem my budujemy zbiornik retencyjny z Tauron Areny i napełniamy go wodą z wodociągów, zamiast zasilać go wyłącznie deszczówką z dachu tego obiektu. Brakuje koordynacji działań całego Urzędu Miasta, jego jednostek i spółek miejskich. Jesteśmy chyba jedynym miastem na świecie, które w ramach miejskiego planu adaptacji do zmian klimatycznych ma wpisaną budowę miejskiej autostrady za ponad 3 miliardy, której pierwszym etapem jest Trasa Łagiewnicka.

Z jakimi problemami, pańskim zdaniem, boryka się jeszcze Kraków?
Kończąc wątek klimatu to pomimo ciągłych zakupów autobusów i tramwajów, mamy słabo rozbudowaną sieć tramwajową i całkowicie zapomnianą kolej. W planowaniu przestrzennym zaniedbaliśmy funkcje komunikacyjne, a same plany tworzone są często zbyt późno, gdy już teren jest zabudowany. A nie musimy popełniać tych samych błędów co miasta zachodnie, które teraz przeznaczają miliony euro, aby zrywać beton i asfalt. Musimy powstrzymać w Krakowie degradację zielonych terenów, które już mamy. Bardzo dużo zieleni jest w rękach prywatnych, czy też należy do Kościoła i nie można z niej korzystać.

"Urząd miasta ma sydnrom oblężonej twierdzy"

W kwestiach klimatycznych to ważne, że zieleń w ogóle jest, a nie w czyich rękach.
Tak, jednak proszę to powiedzieć mieszkańcom centrum, szczególnie teraz w dobie pandemii. A jeśli zieleń jest w rękach prywatnych, to zawsze jest ryzyko jej sprzedaży i zabudowy.

Czyli postuluje pan masowe uwłaszczenia, żeby zieleń trafiła w ręce publiczne.
Nie. Trzeba nam w Krakowie stworzyć umowę społeczną z mieszkańcami, wspólnotami i spółdzielniami mieszkalnymi. Potrzebny jest dialog i rozmowa, aby ograniczyć jedynie maksymalizację zysków właścicieli gruntów i deweloperów, kosztem ogółu. Wszystkie strony powinni brać odpowiedzialność za miasto. Co jeśli Kraków przestanie być liderem rynku usług wspólnych i outsourcingu? Zostaniemy wtedy z setkami metrów powierzchni biurowych, których nie zapełnimy. Pandemia powinna dać tu do myślenia.

Co zatem trzeba zrobić, aby osiągnąć to, o czym pan mówi?
Trzeba zmienić styl rządzenia miastem, czyli permanentnego tworzenia konfliktów. Prezydent i urząd muszą wyzbyć się syndromu oblężonej twierdzy. Nie może być tak, że jakakolwiek chęć kontaktu z urzędem uważa się tam za zakamuflowaną próbę ataku. Nawet dobre pomysły są odbierane opacznie. Trzeba na nowo uwolnić energię mieszkańców, a potencjał jest ogromny. Widać to chociażby w podjętej przez krakowian walce o czyste powietrze, o park przy Karmelickiej, w zaangażowaniu mieszkańców w dyskusji o Wesołej i trosce o przyrodę. Trzeba myśleć o Krakowie nie w perspektywie jednej czy dwóch kadencji, ale kolejnych pokoleń.

Łukasz Gibała prezydentem? Zdecydują młodzi wyborcy

Czyli w skrócie Łukasz Gibała prezydentem, Łukasz Maślona wiceprezydentem. Realny scenariusz?
Od dawna uważam, że wprowadzenie dwukadencyjności w samorządzie to dobre rozwiązanie. Kraków jest tu dobrym przykładem. Na dziś najbliżej prezydentury jest Łukasz Gibała, który sukcesywnie, z wyborów na wybory poszerza grono swoich zwolenników, co jest niezmiernie trudne w kraju tak spolaryzowanym jak Polska, gdzie są dwa duże bloki polityczne, co jest też wykorzystywane w wyborach samorządowych.

Łukasz Gibała jest na razie wiecznym kandydatem na prezydenta. Jeśli Jacek Majchrowski znowu będzie kandydował w 2023 roku, to Łukasz Gibała znów może mieć problem, aby wygrać.
To bardzo ciekawe, bo sondaż opublikowany niedawno na łamach waszej gazety mówił coś dokładnie odwrotnego. Moim zdaniem do głosu dochodzi młode pokolenie, a to już zupełnie nowy, inny głos, niż obecna władza w Krakowie. Im więcej młodych się zaangażuje, tym większa szansa na przeprowadzenie zmiany i odwrócenie dotychczasowych tendencji w Krakowie. Przyszłość należy do miast, a w opinii Polaków Kraków niekoniecznie jest numerem jeden, jak sami o nim życzeniowo myślimy. Teraz dobrze oceniane są także: Poznań, Wrocław czy Gdańsk. Musimy zaoferować nowym mieszkańcom więcej atutów niż tylko historyczne dziedzictwo i imprezowo-turystyczną stolicę Polski. O wyborze miejsca do życia decyduje nie tylko praca, ale przede wszystkim jakość życia.

"Prezydent chce podejmować decyzje jednoosobowo i w zaciszu gabinetu"

Wasz klub często podkreśla potrzebę społecznych konsultacji, tak aby mieszkańcy mogli się wypowiedzieć w różnych kwestiach i przedstawić swoje pomysły. Nie ma pan jednak wrażenia, że czasami prowadzi to do przekonsultowania? Zamiast działań, są tylko ciągłe dyskusje, a efektów brak. Tak jest chociażby ze wspomnianą wcześniej Wesołą.
Wesoła to temat, jakiego długo nie było i długo nie będzie. To ogromny obszar, jest tu wiele niewiadomych. I pochwalę prezydenta, że zrealizował nasz postulat o zakupie tego terenu. A dzięki konsultacjom wiemy, że mieszkańcy chcą przestrzeni dla nich, nie chcą patrzeć na turystów, tylko chcą kawałka miasta dla siebie, gdzie będzie można wypocząć w zieleni, z dostępną blisko kulturą. Mam nadzieję, że władze miasta ostatecznie zrozumiały, że mieszkańcy nie chcą tam kasyna i fastfoodów, co było w pierwotnym pomyśle na Wesołą.

Pytam jednak, czy za dużo rzeczy się nie konsultuje w mieście. Czasami po kilka razy, gdy raz, a czasami i dwa razy, mieszkańcy już się wypowiedzieli.
Świadomość mieszkańców i ich potrzeby się zmieniają. Jak ktoś wyciąga z szuflady archaiczne projekty sprzed lat, to nie ma się co dziwić, że mieszkańcy się irytują i chcą je ponownie przedyskutować. Konsultacje muszą jednak być właściwie przeprowadzone, a u nas robi się to po macoszemu i nie szanuje się głosu krakowian. Tak jak prawo budowlane nie przyjęło się na Podhalu, tak u nas nie przyjęły się konsultacje społeczne. Miejskie Centrum Dialogu przestało działać, nie ma kultury rozmowy, bo prezydent chce podejmować decyzje jednoosobowo i w zaciszu gabinetu.

Igrzyska Europejskie w Krakowie powinny się odbyć, czy nie?
Nie. Co prawda z jednej strony prezydent mocno gra z Jackiem Sasinem o dofinansowanie imprezy, ale z drugiej to pokazuje, że jest źle z finansami miasta, skoro nie ma pieniędzy na organizację imprezy trzeciej kategorii. Uważam, że prezydent zatracił instynkt, bo całe zamieszanie wokół IE to trochę ośmieszanie Krakowa. Przez sojusz Jacka Majchrowskiego i Jacka Sasina spada prestiż naszego miasta. Stajemy w jednym szeregu z Baku i Mińskiem, a ambicją Krakowa powinno być aspirowanie i porównywanie do innych topowych europejskich miast.

Wideo

Materiał oryginalny: Łukasz Maślona: prezydentowi Majchrowskiemu najlepiej wychodzi PR, a kluczowe decyzje chce podejmować jednoosobowo - Gazeta Krakowska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Polityka UMK musi się zmienić...z tuszowania spraw na rozwój i unowocześnianie ...w jednostkach pracownicy wola szachraic niż np. dokształcać się na szkoleniach ...to jest ogolnopojety zmysł patologiczny na rozwiązywanie problemów

G
Gość

celem nowych wyborów wygranych ewent. przez Gibałę...będzie wymiana kadry kierowniczej i rozerwanie więzi i powiązań...a dopiero później będzie można brać się za naprawę Krakowa

Dodaj ogłoszenie