Lustrowanie Wierzynka

Redakcja
Magda Gessler (z lewej) fot. Marcin Obara, Elżbieta Filipiak (z prawej) fot. Katarzyna Prokuska
Magda Gessler (z lewej) fot. Marcin Obara, Elżbieta Filipiak (z prawej) fot. Katarzyna Prokuska
Udostępnij:
Obelżywe wyzwiska stały za wielkim kongresem monarchów w Krakowie, który odbył się we wrześniu, 648 lat temu. Poszło oczywiście o kobietę.

Magda Gessler (z lewej) fot. Marcin Obara, Elżbieta Filipiak (z prawej) fot. Katarzyna Prokuska

HISTORIA. Kraków plotkuje o kulinarnej wojnie właścicielki Wierzynka Elżbiety Filipiak z Magdą Gessler

Dziewka o lekkich obyczajach i pijana pipa - od tych słów zaczęła się obyczajowa afera, która o włos nie zakończyła się wojną w średniowiecznej Europie. Konflikt między Andega-wenami a Luksemburgami miały załagodzić: słynny kongres monarszy i uczta u Mikołaja Wierzynka. Za sporem stała kobieta, Elżbieta Łokietkówna, matka Ludwika Wielkiego, którą cesarz Karol IV odważył się w gniewie obrazić. Dziś za słynną restauracją stoi też Elżbieta, tyle że Filipiak, żona prezesa Cracovii. Na konflikt zbrojny podobno na razie się nie zanosi, choć Kraków i tak plotkuje o kulinarnej polemice krakowianki z warszawską restauratorką i gwiazdą TVN Magdą Gessler, która po sąsiedzku prowadzi włoską kuchnię.

Śledztwo historyków

W opowieści o zjeździe i uczcie więcej spekulacji niż faktów. - Począwszy od daty, miejsca, celu spotkania i roli Mikołaja Wie-rzynka - punktuje prof. Stanisław Sroka, znawca średniowiecza, prodziekan Wydziału Historycznego UJ. Co wiemy? Jedną rzecz na pewno: wydarzenie musiało być na tyle ważne, że Jan Długosz nie wahał się umieścić je w kronice jako jedno z ważniejszych w 1363 roku. Cel zjazdu miał być romantyczny, mianowicie ślub cesarza Karola z wnuczką króla Kazimierza. - Pudło - rzuca Mieczysław Czuma, krakauer. - I choć pojawiają się takie wersje, krakauerologia ma na ten temat swoje zdanie.

Poparte przez historyków, którzy twierdzą, że ślub owszem był i to w Krakowie, tyle że zjazd odbył się rok później, w 1364 r.! Po co więc wielcy monarchowie przyjechali do Krakowa? - Zaciekłe spory trwają do dziś i wciąż budzą ogromne emocje - śmieje się profesor UJ.

A że pewność historyka, który nie ma pod ręką żadnych źródeł historycznych, może być zgubna, przy wielu tezach profesor stawia znak zapytania. - Po latach badań i polemik mamy pewność, że do Krakowa zjechali cesarz i król Czech Karol IV, król Węgier Ludwik Wielki, był oczywiście Kazimierz Wielki i nieco egzotycznie przy nich wypadający król Cypru. Pojawili się także liczni książęta, między innymi Władysław Opol-czyk - wylicza profesor Sroka.

Czyli prócz Cypryjczyka: rodzinka, dokładniej skonfliktowa-ni wówczas członkowie rodów Luksemburgów i Andegawenów.

Historycy, którzy przez lata badali tropy związane z krakowskim zjazdem, podawali różne przyczyny spotkania: zawarcie paktu o nieagresji w środkowej Europie, organizacja krucjaty tureckiej (o którą miał się starać król Cypru), inauguracja Akademii Krakowskiej czy też próba dogadania się o tron po śmierci Kazimierza Wielkiego.

Pierwsza, autorstwa Romana Grodeckiego, długo uważana była za jedną z bardziej prawdopodobnych. - Tak było do czasu prac Józefa Śliwińskiego - przypomina prof. Sroka.

Ów spekulował, że skoro pod Wawelem spotkała się rodzina ostatniego Piasta na tronie polskim, to tematem rozmów musiała być sprawa tronu, który miał poprzez małżeństwo z wnuczką Kazimierza Wielkiego objąć po nim Karol IV.
Teza nie ma oparcia w źródłach - zaoponował krakowski historyk Stanisław Szczur i podawał własną wersję wydarzeń. Kluczem do rozwiązania zagadki, zdaniem Szczura, był dokument króla Węgier Ludwika Wielkiego, podpisany w Krakowie 22 września 1364 r. o zachowaniu pokoju między rodami Andegawenów i Luksemburgów. - Po analizie tekstu i zwyczajów dyplomatycznych w XIV-wiecznej Europie badacz doszedł do wniosku, że głównym celem było zakończenie rodzinnych sporów, a nie organizacja krucjaty, sukcesja czy też podpisywanie paktów - zaznacza Sroka. - Tym bardziej że wojna naprawdę wisiała na włosku. Z powodu kobiety oczywiście.

Wojna o cześć kobiety

Bezwstydna - takim obelżywym słowem miał obrazić cesarz Karol IV Elżbietę, matkę Ludwika Wielkiego, a siostrę Kazimierza Wielkiego. Jak pisze Jan Długosz wyrzekł te słowa w gniewie.

- Nazwał ją po prostu dziewką lekkich obyczajów, a to w tamtych czasach było wielką obrazą - nie przebiera w słowach Czuma. - Zresztą Ludwik nie pozostał mu dłużny i nazwał Karola pijaną pipą. Nie było to wielkie odkrycie, bo wszyscy wiedzieli, że Karol za kołnierz nie wylewał.

Bitych dowodów na rozwiązłość Elżbiety brak. Nieważnie jednak, czy cesarz mylił się czy nie, bo w Europie zawrzało i to całkiem poważnie. Dwa lata przed krakowskim zjazdem Ludwik z wojskami stał już u granic Królestwa Czech. Dlaczego ich nie przekroczył? - Być może pomogły mediacje króla polskiego, być może papieża. Pakt o nieagresji rodzin miał umocnić właśnie krakowski zjazd. Odbył się w drugiej połowie września i, jak pisze Długosz, trwał 21 dni - przypomina prof. Sroka.

- Kraków stał się wówczas pępkiem Europy. Jakby nie patrzeć, to spotkanie, to nic innego niż pierwszy zjazd Organizacji Narodów Zjednoczonych - nie ukrywa dumy Czuma.

Towarzyszyły mu turnieje i biesiady. Jak zachwyca się w swej kronice francuski poeta i muzyk, który dotrzymywał towarzystwa królowi Cypru, każdy jeden z uczestników był królewsko ugoszczony, obsłużony. Król podejmował gości chlebem, winem, wszelkimi rodzajami pożywienia i napojów, ptactwem, rybami i innymi gatunkami mięs.

To jednak u polskiego kronikarza pojawia się nazwisko Mikołaja Wierzynka, organizatora biesiady, która dała początek legendzie o polskiej gościnności. Czytamy: "Ten zgodnie z poleceniem króla Kazimierza okazywał w czasie kilkudniowych uroczystości królom, książętom, panom i wszelkim gościom i przybyszom, zarówno zaproszonym, jak i tym, którzy przybyli z własnej woli, taką hojność i taki przepych, że nie tylko podawano im wszystkim mnóstwo jedzenia i pokrywano ich wydatki, ale nadto dawano im bez ograniczeń wszystko, co ktoś z nich zażądał na prywatną potrzebę i użytek".

Legenda w centrum Krakowa

Mikołaj, kupiec, bankier i rajca przebojem wdarł się na karty historii. Dokładniej wyszukanymi potrawami i darami, które Długosz wycenił na kilkaset tysięcy florenów. Co jedli? - Możemy się domyślać, że dziczyznę, grzyby, przepiórki i mięsiwa. Pito zapewne miód i wino, które wówczas gościły często na polskich stołach - wymienia Elżbieta Filipiak.
 

Długosz taktownie milczy o szczegółach. Nie wiemy więc dokładnie, jakie dary przygotował monarchom, nie wiemy, jak zabawiał gości. - Tak naprawdę nie znamy też dokładnego adresu domu Wierzynka. Legenda związała go z kamienicą na Rynku Głównym pod numerem 15, więc ja pilnie strzegę, by sprostać i utrzymać wagę tego przekazu, by nadal trzymać poziom Mikołaja Wierzynka, a każdego z gości przyjmować tak, jakby był królem, choć i ci ostatni też u nas bywają - mówi Elżbieta Filipiak.

I słusznie. - Bo z legendą się nie dyskutuje - uważa Czuma. - Tym bardziej że ciągłość jest oczywista - mruga. - Średniowieczna Elżbieta Łokietkówna namaściła nam tę współczesną...

...która nie zwykła chadzać na kompromisy. Dlatego też w menu wierzynkowym, niczym na średniowiecznych stołach, złoci się kaczka, goszczą jaja przepiórcze, jawią się śledzie z beczki czy paruje żur na króliku, podawany z ziobrem wędzonym. Jest szynka z dzika, która pachnie jałowcem, śliwowica Mikołaja Wierzynka i wódka Koronna Kazimierza Wielkiego. - Tak wyobrażam sobie menu, które układali kucharze krakowskiego rajcy i takie podaję - mówi.

Ale nie tylko. Bo wierność legendzie to jedno, a dbanie o różnorodność smaków i poszukiwanie wyzwań to drugie. Dlatego w kamienicy "pod piętnastką" pojawiły się drzwi do sushi baru, grilla, a ostatnio do włoskiej Libiamo. I wtedy zahuczało.

Plotka czy znowu wojna?

Filipiakowie chcą konkurować z Magdą Gessler, która pod ich nosem otwarła restaurację Marccelo - zaczął plotkować Kraków. Fakt, dwa miesiące po inauguracji restauracji gwiazdy TVN, w Wierzynku pojawiła się kuchnia włoska - restauracja Libiamo.

Przypadek? - Nie potwierdzam - śmieje się z plotek Elżbieta Filipiak. - Zresztą to dziecko mojej córki, nie moje.

Faktycznie Libiamo wymyśliła Anna Pruska. Zrodziło się z miłości do jedzenia i kuchni włoskiej. - Nie zamierzam konkurować z panią Gessler - zapewnia. - Daleko mi do kuchennych rewolucji i robienia show. Dla mnie liczy się tylko jedzenie, świetna jakość i zadowolenie gości.

W konkurencyjnej restauracji jeszcze nie jadła. - Ale to z braku czasu - zapewnia.

Jak dotąd o kulinarnej polemice nic u źródeł nie wiadomo. Milczy też krakauerologia. Przynajmniej na razie.

Katarzyna Kachel

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie