Lwów - miasto nieobojętne

PP
We wczesnej młodości Lwów był dla mnie miastem na wskroś tajemniczym. Niektórzy ze starszych znajomych mówili dziwnie śpiewnym językiem. Wiadomo było, że pochodzą z kresów, z miasta, które choć widoczne w atlasie na skraju strony poświęconej Polsce - wyraźnie oddzielone było od niej równo wykreśloną granicą. Poza ogólnikami trudno było znaleźć jakieś konkretne wiadomości o tym mieście. Niekiedy tylko, trochę mimochodem, okazywało się, że ktoś z bardzo zasłużonych Polaków urodził się tam lub został pochowany.

Już kilkanaście lat temu stało się możliwe odwiedzanie miasta, o którym bezskutecznie marzyło tylu Polaków - tych, dla których był gniazdem, z którego zmuszeni byli odejść, i tych z późniejszych pokoleń, dla których był legendą

   Jak zatem wygląda obecnie miasto będące największym ośrodkiem miejskim zachodniej części Ukrainy (około 730 tys. mieszkańców)? Otóż, nadal jest miastem pełnym zagadek, choć możemy spróbować na część z nich znaleźć odpowiedź!
   Zagadka 1.: Jak to możliwe, że Lwów w ogóle istnieje? Przecież od czasów średniowiecza, kiedy na południowym skraju istniejącego podówczas ruskiego grodu, z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, powstało nowoczesne miasto z dużym rynkiem i szachownicowym układem ulic - było tak wiele zawieruch wojennych i pożarów. Miasto było niekiedy kompletnie zniszczone. A jednak zawsze odbudowywane, rosło i stawało się coraz piękniejsze!
   Zagadka 2.: Dlaczego mieszkańcy miasta byli w stanie stworzyć jedną społeczność, potrafiącą ze sobą współpracować? Przecież Lwów cechował się zawsze dużym zróżnicowaniem narodowościowym i wyznaniowym. Mieszkali tu: Polacy, Rusini (Ukraińcy), Żydzi, Ormianie, Niemcy, a nawet Grecy i Wenecjanie. Stąd aż trzy katedry - katolicka, greckokatolicka i ormiańska! Miasto bogaciło się na handlu, pośrednicząc między miastami Zachodu i Wschodu.
   Zagadka 3.: Dlaczego Lwów stał się aż tak dużym miastem? Przecież leżąc na grzbiecie Roztocza, ma wyjątkowo trudne warunki pod względem aprowizacji w wodę. Mała tutaj Pełtew wystarczała na potrzeby niewielkiego Lwowa. Jednak nieopodal Dworca Głównego biegnie dział wodny między zlewiskiem Morza Czarnego a zlewiskiem Bałtyku. W takich miejscach można zatem liczyć najwyżej na deszczówkę... Dziś 20 proc. budynków we Lwowie jest ciągle zaopatrzonych w wodę, do reszty woda dociera według grafiku lub... nieregularnie!
   Zagadka 4.: Co do Lwowa przyciąga turystów? Czy kilkadziesiąt świątyń chrześcijańskich kilku obrządków? A może dzieła sztuki włoskiej, flamandzkiej, hiszpańskiej, niemieckiej - zgromadzone w muzeach? A może największa poza Polską kolekcja dzieł polskiej sztuki - autorstwa np. Antoniego Brodowskiego, Józefa Mehoffera, Juliana Fałata, Jacka Malczewskiego, Jana Cybisa? Czy zachęcają do oglądnięcia kamienice Czarna i Królewska (tu lubił bywać Jan III Sobieski), kopiec Unii Lubelskiej na wzgórzu zamkowym - pokryty kamienną kostką porfirową pochodzącą spod Krzeszowic - z którego rozpościera się piękny widok na miasto? Czyżby oddziaływała jeszcze moc dawnej stolicy Galicji i Lodomerii, w której nie Kraków, lecz Lwów odgrywał główną rolę? Być może przyciąga gmach dawnego Teatru Wielkiego - konstrukcji na światowym poziomie - piękny i funkcjonalny (około 1 100 miejsc dla widzów!). Można też przypuszczać, że turystę zwabić może możliwość podziwiania pomnika Adama Mickiewicza - granitowej kolumny 21-metrowej wysokości ze stojącą u jej podstawy figurą wieszcza. Do dziś widnieje tu napis w języku polskim i herb Rzeczypospolitej.

   Zagadka 5.: Ilu we Lwowie mieszka Polaków? Bo szacunki są bardzo różne (obecnie około 30 tysięcy) - przez kilka dziesięcioleci przyznawanie się do polskości było dowodem prawdziwego patriotyzmu i przyczyną wielu kłopotów i upokorzeń. A nie wszyscy byli w stanie wytrwać. Do dziś status ekonomiczny wielu Polaków odbiega (na niekorzyść) od przeciętnej we Lwowie. Szacując natomiast ilość kościołów katolickich, to przed II wojną światową były 34, obecnie zaś działają 3. Ponadto jeden jest w budowie, zaś kościół karmelitanek jest w trakcie przekazywania przez grekokatolików.
   Zagadka 6.: W jakim stanie są zabytkowe budowle miasta, którego najstarsza część wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO? O tym przesądzić mogą specjaliści, jednak zadziwiają kontrasty pomiędzy odnowionymi, czy przynajmniej zadbanymi kamienicami, czy świątyniami (np. katedra św. Jura), a tymi budowlami, które stwarzają wrażenie ruiny. Są one nadal zamieszkane. Niekiedy świątynie służą jeszcze za magazyny, obiekty sportowe, przemysłowe, a nawet jako szkoła milicji.
   Zagadka 7.: Skąd bierze się specyfika tego miasta? Czy to urozmaicona rzeźba terenu wymuszająca krętość i pochyłość ulic? Miasto praktycznie nie było poddawane wielkoprzestrzennym przekształceniom urbanistycznym, co warunkuje kłopoty komunikacyjne, ale i czyni je niezwykle różnorodnym, niekiedy wręcz fascynującym. A na przykład sławne gruszki na wierzbie rosnące w parku Stryjskim? Bo są one tam rzeczywiście - małe owoce w kształcie gruszek.
   Zagadka 8.: Dlaczego Sowietom nie udało się skutecznie zniszczyć cmentarzy Łyczakowskiego i Orląt Lwowskich? A przecież groby były plądrowane i bezczeszczone, krzyże i figury obalane i niszczone. Cmentarz Orląt "wyrównywany" był za pomocą ciężkiego sprzętu, zaś oporny pomnik Chwały ostrzelano z działa czołgowego... I to w 1971 r.!
   Zagadka 9.: Jak to możliwe, że z jednym miastem związane było (poprzez urodzenie, edukację, miejsce tworzenia lub... wiecznego spoczynku) tak wiele wybitnych osób? Pisarze, poeci, malarze, aktorzy, architekci, naukowcy wielu specjalności, a nawet święci (św. Jan z Dukli). Na przykład w tutejszej aptece Ignacy Łukasiewicz zapalił skonstruowaną przez siebie pierwszą na świecie lampę naftową. Jan Matejko tworzył obrazy na zamówienie Lwowa; Aleksander Fredro spędził tu wiele lat twórczego życia. Inni, że wymienię nazwiska takich osób, jak Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska, Benedykt Dybowski, Artur Grottger, Stefan Banach - spoczywają na cmentarzu Łyczakowskim.
   Zagadka 10.: Na koniec zagadka, która pozostaje dla mnie nierozwiązana już od wielu lat. Otóż widziałem kiedyś grupkę mężczyzn stojących na chodniku ulicy w odległej raczej od centrum części miasta. Stali i... śpiewali chórem, pięknie i tak "od serca". Rozglądałem się wokół - ktoś kręci film, może to dla turystów? Ale nic takiego, wyglądało na to, że to spontaniczna potrzeba. Nie znam ukraińskiego, nie rozumiałem, o czym śpiewali. Może o swoim tajemniczym i czarującym mieszkańców i przybyszów mieście?
   I jeszcze jedna, bardzo ważna uwaga - najbardziej kompetentni w temacie Lwowa są jego mieszkańcy. Niektórzy z nich może mieszkają obok nas. Ich Lwów jest inny od tego współczesnego, ale warto posłuchać co mają do powiedzenia. Spieszmy się jednak, póki jeszcze są wśród nas!
PIOTR PACHOLARZ
Fot. autor

RADY DLA ODWIEDZAJĄCYCH LWÓW

   Kilka praktycznych porad dla odwiedzających Lwów. Jeśli nie jesteśmy uczestnikami zorganizowanej wycieczki, to najlepiej dojechać tam autobusem rejsowym jadącym przez przejście graniczne Medyka - Szegini. Do granicy można zresztą dojechać autobusem lub busem z Przemyśla, potem jedną z licznych "marszrutek" aż do samego Lwowa. Należy pamiętać o przesunięciu zegarków o jedną godzinę naprzód po przekroczeniu granicy z Ukrainą.
   Najczęściej zwiedzamy Lwów intensywnie - przyjeżdżając rano, wracając wczesnym wieczorem. To bardzo wyczerpujące i dające tylko ogólne pojęcie o mieście. Najlepiej byłoby poświęcić na to kilka dni (najtaniej można przenocować u polskich rodzin, za równowartość 5 - 7 dolarów). Posługujemy się hrywnami, ale warto wiedzieć, że w centrum jest wiele kantorów, w których po dosyć korzystnym kursie można zamienić złotówki na hrywny.
   Poruszając się po mieście, należy bardzo na siebie uważać - niektórzy kierowcy raczej nie respektują sygnalizacji ulicznej - zaś stojące na środku ulicy auta nie są zepsute, tylko zaparkowane. Kolorytu dodają tramwaje, które nie są w stanie rozpędzać się zanadto ze względu na kiepski stan torowisk.
   Głodny turysta ma wiele miejsc do wyboru, aby coś zjeść, jednak ze swej strony polecam szybką przekąskę w postaci gorącego, smażonego (na bieżąco) na oleju placka z serem lub mięsem, sprzedawanego w kilku punktach miasta (tzw. czeburek). Do popicia oczywiście kwas chlebowy, przy czym, choć częściej dostępny jest butelkowany, to bardziej autentyczny jest ten nalewany do kubków z dużej beczki ustawianej wprost na trotuarze.(PP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie