Lwowskie spotkania z prof. Wojciechem Krzywobłockim

LIZ
Dwa lata temu, kiedy pomagałem reżyserowi Wojciechowi Grabowskiemu z Katowic w robieniu filmu o lwowskim artystycznym stowarzyszeniu „Artes”, nie myślałem, że ta przygoda będzie miała ciąg dalszy. Film z sukcesem był pokazany w telewizji polskiej i na Festiwalu Bruno Schulza w Drohobyczu. W sierpniu poprosił mnie o spotkanie Wojciech Krzywobłocki, syn tego samego lwowskiego architekta, malarza, fotografika, członka i jednego z założycieli „Artes” Aleksandra Krzywobłockiego.

W dwudziestoleciu międzywojennym Aleksander Krzywobłocki był postacią znaną i cenioną w kręgach artystycznych Lwowa. Urodzony w 1901 r. we Lwowie podjął studia na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej w 1922 roku. Ważnymi były dla niego lekcje pobierane u znanego lwowskiego fotografika i piktorialisty Henryka Mikolascha. Po powrocie do Lwowa, ze swojej podróży po Włoszech, w 1929 r. poznaje grupę młodych artystów malarzy i grafików. Byli w śród nich Jerzy Janisch, Henryk Streng, Mieczysław Wysocki, Margit Raich, Roman Sielski, Tadeusz Wojciechowski etc. Wszyscy młodzi, energiczni, utalentowani, po zagranicznych studiach i podróżach. Na przykład J. Janisch i M. Wysocki studiowali w słynnej Conservatorie des Artes et Metters w Paryżu, zaś H. Streng i M. Raich w Academy Modern u F. Legera. Do Lwowa wracali pełni nowych pomysłów i chęci do tworzenia nowej sztuki. W większości pochodzili z biednych rodzin, mieszkali na przedmieściach. Byli różnych narodowości – Żydzi, Polacy, Ukraińcy. Tworzyli tak charakterystyczny dla Lwowa konglomerat tradycji i mentalności różnych grup narodowościowych i wyznaniowych. To właśnie z nimi Krzywobłocki rozpoczął działalność nowego stowarzyszenia artystycznego „Artes”, które odegrało wybitną rolę w sztuce Lwowa lat 30-ych XX wieku. Pierwsze wystawy artystów z „Artes” jednych zachwycały, innych wprawiały w konsternację. Ich sztuka charakteryzowała się wpływami konstruktywizmu, puryzmu, surrealizmu, później tak zwanym nowym realizmem. W prasie i na wystawach ostro zwalczali prowincjonalizm części lwowskiej publiczności i jej konserwatyzm. Nie zważając na krytykę i małe zarobki, artyści trzymali się obranej linii. Ich wystawę w Warszawie stołeczna prasa oceniła jako „zbyt śmiałą i ryzykowną”. Krzywobłocki w ramach „Artes” wypowiadał się w fotografii eksperymentalnej, w tym w fotokolażu oraz w fotomontażu negatywowym. Na jego fotografii swoje piętno odcisnęła nowa rzeczywistość, elementy konstruktywizmu oraz własna, oryginalna interpretacja surrealizmu. Krzysztof Jurecki uważał, że „z racji bardzo indywidualnego wykorzystania medium fotograficznego użytego do badania własnej podświadomości i sfery imaginacji, można nazwać artystę najbardziej surrealistycznym twórcą polskim okresu międzywojennego”.

Krzywobłocki również był aktywny w wykonaniu projektów architektonicznych. Współpracował z Wydziałem Konserwatora Wojewódzkiego.

Wojciech Krzywbłocki wspomina, że lwowski okres życia dla jego rodziny zakończył się w 1946 roku.

- Wyjechała cała Politechnika i mój ojciec z rodziną również. Najpierw zamieszkaliśmy we Wrocławiu, gdzie ojciec pracował jako konserwator zabytków. W 1956 r. ukończyłem studia w Krakowie na ASP, od 1974 r. 10 lat prowadziłem zajęcia ze studentami w Katowicach w krakowskiej filii ASP. Uważam się za obywatela świata. Urodziłem się we Lwowie, mieszkałem do 1984 r. w Polsce i już ponad 25 lat w Austrii, w Wiedniu, moja małżonka jest Austriaczką. Teraz przyjechałem do Lwowa w poszukiwaniu swoich korzeni. Chciałbym dla tego miasta zrobić coś pożytecznego, chociażby poprzez wciągnięcie jego elity artystycznej w szerszy krąg współpracy europejskiej, zwłaszcza w dziedzinie grafiki. Moje największe osiągnięcia są właśnie w tym zakresie. Jestem profesorem Kunstlerische Volkshochschule i Wiener Kunstshule w Wiedniu. Prowadzę zajęcia na Uniwersytecie Sztuki w Linz i na ASP w Krakowie.
Wojciech Krzywobłocki jest również Komisarzem wielkiej wystawy grafiki w ramach międzynarodowego Biennale w Wiedniu i Krakowie.

- Chciałbym zaprosić do udziału w tej wystawie lwowskich artystów, a do Lwowa sprowadzić samą wystawę – mówi Krzywobłocki – Szukam kontaktów jeśli chodzi o sprawy Ukrainy, Lwowa. Przeniesienie tej wystawy do Lwowa to bardzo poważne przedsięwzięcie, mnóstwo grafiki, znanych nazwisk z całego świata.

W. Krzywobłocki będzie prowadził rozmowy w tej sprawie w konsulacie polskim we Lwowie i ukraińskim w Krakowie.

- Bardzo sobie cenię działalność mego ojca jeszcze tu, we Lwowie jako konserwatora zabytków. W czasie wojny brał udział w ratowaniu dzieł sztuki. Współpracował z konserwatorem wojewódzkim Zbigniewem Homungiem i kustoszem Galerii Narodowej Jerzym Guttlerem. Homung był wielkim przyjacielem ojca, także już po wojnie we Wrocławiu – wspomina Krzywobłocki – Po wojnie, Rosjanie zatrzymali ojca na stanowisku konserwatora, wyjechał dopiero w 1946 r. Mieszkaliśmy przy ulicy Stryjskiej w nowych blokach, tuż koło parku. Byłem tam, ale nie zdecydowałem się na to, by wejść do mieszkania. Ale znalazłem bunkier, który przy blokach zbudowano w 1939 r. według projektu ojca. Z czasów okupacji pamiętam przerażające rzeczy. Jako dziecko patrzyłem przez nasze okno, zobaczyłem wtedy grupę Hitlerjungend. Szli w szeregu i kopali jakiegoś małego Żyda. W 1946 r. na tym samym miejscu widziałem radzieckich pionierów (może komsomolców) i kopali jakiegoś chłopaka, bo skradł chleb. Ojciec do Lwowa nigdy nie wrócił, chociaż bardzo tego chciał. Teraz Lwów jest miastem otwartym i wolnym, szkoda, że ojciec nie dożył tych lat.

Powracając do sztuki…

- Swoją misję widzę także w propagowaniu dorobku twórczego grupy „Artes”. Działania tej grupy to integracja kulturalna różnych kultur i narodowości. Również jak przedwojenny Lwów – mekka wspaniałej kultury, nie tylko polskiej, też żydowskiej, niemieckiej, ukraińskiej. Z tej grupy artystycznej mało kto przeżył wojnę – mówi syn lwowskiego artysty – Po wojnie pamiętam Strenga (Marka Włodarskiego) jako profesora ASP w Warszawie. Jerzego Janischa poznałem we Wrocławiu – przyjeżdżał wielokrotnie do mego ojca. Dobrze pamiętam Tadeusza Wojciechowskiego, byłem jego studentem na ASP w Krakowie. W powojennych latach był on profesorem i rektorem tej uczelni, wybitnym witrażystą. Jego witraże zdobią katedry w Krakowie i we Wrocławiu, zaś w katedrze Ormiańskiej we Lwowie jego twarz została uwieczniona przez Rosena, jako twarz jednego z apostołów.
Stale sięgam do pamiętników mojego ojca. Po wojnie historia grupy „Artes” nie mogła wyjść na jaw. Kierunek ich twórczości nie odpowiadał zasadom socjalistycznego realizmu. W 1969 r. w Muzeum Narodowym we Wrocławiu miała miejsce jedyna powojenna wystawa „Zrzeszenie Artystów Plastyków „Artes” 1929-1934”.

- Ojciec przekazał część swoich zbiorów do archiwum muzealnego. W 1975 r. odbyła się we Wrocławiu jedyna jak dotychczas jego własna wystawa retrospektywna „Aleksander Krzywobłocki. Fotomontaże”. Jego prace znajdują się także w Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi. To pierwsze Muzeum Sztuki Współczesnej na całym świecie, założone z darów znanych artystów francuskich i polskich, między innymi F. Legera i Pablo Picasso. Dzieła „artesowców” można obejrzeć w Galerii Sztuk Pięknych we Lwowie. – wymienia Krzywobłocki – U siebie w domu mam kilka dzieł mojego ojca, np. artystyczny foto portret Margit Sielskiej, jeden z całego cyklu podobnych portretów.M. Sielska sama trzyma ramę i patrzy z tej ramy. Bardzo cenię sobie dzieła Bruno Schulza. Oficjalnie nie był członkiem „Artes”, lecz utrzymywał ścisły kontakt z tą grupą. Chciałbym wrócić do Lwowa, ale nie jako turysta, lecz artysta. Właśnie tutaj chciałbym zaprezentować swój dorobek twórczy. Chcę pomóc temu miastu stać się Europą. Ważna jest dla mnie prezentacja twórczości mego ojca i jego przyjaciół, zwłaszcza tych, którzy zginęli podczas wojny. Na cmentarzu Łyczakowskim są groby mojej rodziny. Moja babcia nie chciała wyjeżdżać ze Lwowa, została sama, zmarła w 1961 r.

Profesor Wojciech Krzywobłocki wygląda bardzo młodo jak na swoje lata.

- Całe życie uprawiam sport – mówi o sobie, zdejmując okulary, jakby miały przeszkadzać w tej ważnej sprawie – Jestem zachwycony Lwowem i mam do mego rodzinnego miasta ogromny sentyment, chciałbym mu pomoc.

Wojciech Krzywobłocki to zasłużony profesor i twórca dzieł graficznych. Jest laureatem licznych nagród i wyróżnień przyznawanych na międzynarodowych imprezach artystycznych, między innymi w Krakowie, we Florencji, Ibizie. Jego prace znajdują się w wielu renomowanych światowych kolekcjach, w tym w Ludwig Muzeum Kolonii, Muzeum w Oldenburgu, Muzeum Sztuki Współczesnej w Tokio i Nowym Jorku, w Albertina Print Collection w Wiedniu, Tate Gallery w Londynie, zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie i Wrocławiu etc.

Jurij Smirnow tekst

Oleg Zjaczkiwski zdjęcia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie