Magdalena Fularczyk – Kozłowska – wczoraj i dziś

Materiał powstał we współpracy z LOTTO-Bydgostią

Byłam, jestem i będę „walczakiem”

- Jak już się do czegoś przekonam, to mimo niekiedy wielu przeciwności wytrwale dążę do wytyczonego celu. Byłam, jestem i będę „walczakiem” – zapewnia Magdalena Fularczyk – Kozłowska, złota i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w dwójce podwójnej, która po zakończeniu kariery aktywnie włączyła się w działalność na rzecz swojego klubu LOTTO-Bydgostii oraz Fundacji Aktywnego Rozwoju.

Fularczyk – Kozłowska, jak na wioślarkę, nie imponowała warunkami fizycznymi, miała jednak to coś, co dostrzegła jej nauczycielka wychowania fizycznego w grudziądzkiej szkole podstawowej.

- W tym okresie próbowałam różnych dyscyplin. Grałam w siatkówkę, startowałam w zawodach lekkoatletycznych, doskonale radziłam sobie w wędkarstwie, lecz pani Justyna Małkowska namawiała mnie abym poszła na trening wioślarski. Trwało to blisko 2 miesiące, aż w końcu wybrałam się na przystań Wisły. Na dzień dobry na dystansie 500 m pokonałam o kilka sekund zawodniczki, które już tam trenowały. I tak się zaczęło – wspomina dwukrotna medalistka igrzysk.

Początkowo jej pierwszy szkoleniowiec Krzysztof Zieliński, nie bardzo wierzył, że niewielkiego wzrostu dziewczyna wytrwa dłużej niż miesiąc, przy wymagającej ciężkiej pracy i wytrwałości dyscyplinie.

- I tu go zaskoczyłam. Pokazałam, że jestem „charakterną” zawodniczką. Systematycznie uczestniczyłam w zajęciach, dwa miesiące później, będąc jeszcze juniorką młodszą, zajęłam wysoką lokatę w rywalizacji juniorek w mistrzostwach Polski na ergometrze. W kolejnym sezonie cieszyłam się już z pierwszego medalu mistrzostw świata. W Trokach w 2002 roku zdobyłam srebro w dwójce podwójnej, a więc w konkurencji, w której 10 lat później sięgnęłam po olimpijski brąz, a za kolejne 4 lata po tak upragnione złoto.

Zanim jednak do tego doszło Fularczyk – Kozłowska przeszła długą wyboistą drogę, w której nie brakowało licznych przeszkód i przeciwności.

- Szkołę życia i naukę samodzielności przeszłam pod kierunkiem trenera Jacka Błocha w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Wałczu, później były przenosiny do PTW Tryton Poznań, gdzie rozpoczęła się współpraca z Marcinem Witkowskim, twórcą moich sukcesów w Londynie i Rio de Janeiro. W 2011 roku, kiedy miałam już w dorobku tytuł mistrzyni świata seniorów, medale mistrzostw Europy, zgłosiłam swój akces do LOTTO-Bydgostii, najlepszego od wielu lat klubu wioślarskiego w Polsce. To był kolejny krok mający mnie doprowadzić do medalu olimpijskiego, a przy tym poszłam tam za głosem serca… Trenerem wioślarek był Michał Kozłowski, mój przyszły mąż.

A zatem w pełnym komforcie ambitna wioślarka mogła rozpocząć przygotowania do olimpijskiego startu w Londynie. Wioślarstwo to jednak bardzo ciężka i niestety kontuzjogenna dyscyplina, o czym Fularczyk – Kozłowska przekonała się już znacznie wcześniej, kiedy to w wieku 17 lat ze względu na problemy z kręgosłupem w odcinku szyjnym, dostała od lekarza zakaz jej uprawiania.

- To był dla mnie sportowy wyrok. Nie chciałam się jednak z tym pogodzić. Rozpoczęłam walkę o powrót do sportu zakończony powodzeniem. Wizyty u wielu lekarzy, terapeutów przyniosły pożądany skutek. Kiedy wróciłam stoczyłam kolejną walkę, tym razem o powrót do kadry. Musiałam udowodnić, że jestem lepsza od tych co są wysokie, lecz nie potrafią w pełni wykorzystać swojego potencjału. Ją również wygrałam. W Londynie, tuż przed finałowym biegiem, myślałam, że tym razem wywieszę „białą flagę”. Znowu, w najbardziej niepożądanym momencie, odezwał się kręgosłup. Nie chciałam zawieść mojej partnerki Juli Michalskiej, zacisnęłam zęby i wsiadłam do łodzi. Samodzielnie już z niej nie wysiadłam. Nie wiem jak dopłynęłam do mety. Ogromny ból przezwyciężył radość ze zdobycia brązowego medalu. Do podium jechałam na wózku. Zanim cztery lata później wyruszyłam na igrzyska do Rio stoczyłam ponowny bój z kręgosłupem, a także z depresją. Tym razem nie chciałam zawieść Natalii Madaj, która w Londynie zajęła w czwórce podwójnej 8 miejsce. Obie tak bardzo pragnęłyśmy medalu i to złotego, a tu znowu przerwa w treningach.

Zdążyła się wykurować w ostatniej chwili, tuż przed Pucharem Świata w Poznaniu.
- Wygrałyśmy go i uwierzyłyśmy, że nasze marzenia mogą się spełnić. W Rio przyszły jednak chwile zwątpienia. Na treningach łódka nie płynęła tak, jak tego oczekiwałyśmy. Czułyśmy się zmęczone, bałyśmy się, że forma przyszła za szybko. Skończyło się na wielkim płaczu, który nas oczyścił, zrzucił napięcie. Na olimpijskim torze już nie zaznałyśmy porażki. Wygrałyśmy przedbieg, półfinał i finał z osadami, zwłaszcza brytyjską, w których wiosłowały zawodniczki o znacznie lepszych parametrach, a na mecie polały się łzy, lecz tym razem ogromnego szczęścia.

Po tych igrzyskach wioślarka LOTTO-Bydgostii czuła się sportowo spełniona, a przy tym maksymalnie wypalona.

- Chciałam odpocząć od wioseł, zostać mamą, wieść spokojne rodzinne życie. Mamą zostałam, mam wspaniałą córeczkę Manię, lecz spokojnego życia nie prowadzę. Męża nadal nie ma ponad 200 dni w domu, gdyż nadal prowadzi kadrę wioślarek, tym razem wagi lekkiej, w tej sytuacji musiałam znaleźć i dla siebie zajęcie. Zdałam sobie sprawę, że nie wyobrażam sobie życia bez sportu, oczywiście już w innej roli. Można ją nazwać marketingowej. Jestem członkiem zarządu LOTTO-Bydgostii, gdzie dbam o rozwój klubu, PR medialny oraz pozyskiwanie nowych partnerów. Z mojej i męża inicjatywy utworzyliśmy sekcję wioślarstwa amatorskiego. Zaprosiliśmy do współpracy Martynę Radosz, olimpijkę z Rio de Janeiro i mistrzynię Europy w dwójce podwójnej wagi lekkiej. Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania. Po miesiącu w zajęciach bierze już udział 25 osób, które wcześniej nie miały wiosła w rękach. Były już treningi na ergometrach, na basenie wioślarskim, a także pierwsze zejście na wodę. Te ostatnie przyniosły najwięcej radości, a przy tym trochę stresu. Myślimy też o rozwoju sekcji dla osób z niepełnosprawnościami. Swoją sekcję założyli też mastersi.

Dwukrotna medalistka igrzysk olimpijskich, gdy córka udaje się do przedszkola, kieruje też swe kroki do Fundacji Aktywnego Rozwoju. Jest jej prezesem.

- Założyliśmy ją wespół z Kasią Skowrońską, dwukrotną mistrzynią Europy, olimpijką z Pekinu w siatkówce oraz Hubertem Malinowskim , dziennikarzem sportowym w TVP. Naszym celem jest propagowanie sportowego stylu życia poprzez aktywne spędzanie czasu wolnego wśród dzieci i młodzieży, dbając przy tym o ekologię. Propagujemy też z Kasią swoje dyscypliny z których się wywodzimy. Nasze działania wspiera Ministerstwo Sportu, Edukacji oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu. Mam ogromną satysfakcję, gdy nasze sportowe eventy przynoszą uśmiech na twarzach ich uczestników. Co będzie dalej, nie wiem. Córka pragnie mieć rodzeństwo. Na razie ma ukochanego pieska.

Kazimierz Fiut

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Magdalena Fularczyk – Kozłowska – wczoraj i dziś - Gazeta Pomorska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie