Magiczne kule

Redakcja
Bogdan Wołkowski, najlepszy bilardzista artystyczny świata, jest jedynym Polakiem, utrzymującym się wyłącznie z gry

Adam Molenda

Adam Molenda

Bogdan Wołkowski, najlepszy bilardzista artystyczny świata, jest jedynym Polakiem, utrzymującym się wyłącznie z gry

   Biała bila, leżąca na zielonym suknie stołu, wygląda, jakby była... żywa. Pod spojrzeniami dziesiątków widzów zdaje się leciutko wibrować, czekając na uderzenie mistrza. Zadanie o stopniu trudności ósmym, jednym z najwyższych. Biała bila powinna uderzyć w trzy kolorowe, ustawione w szeregu. Jeśli się uda, pierwsza wpadnie do otworu na wprost, druga pójdzie w lewo do rogu, trzecia zaś potoczy się łukiem(!) pomiędzy dziesięcioma blokującymi jej drogę i wpadnie do dziury po prawej.
   Wszyscy wstrzymują oddech, zawodnik prawie kładzie się tułowiem na stole, wreszcie pyk... końcówka uderza w bilę i ta, jakby zaczarowana, muska inne, przepycha się pomiędzy nimi, wreszcie w ciszy słychać trzy głuche stuki, świadczące, że kule wpadły tam, gdzie trzeba. Mistrz z triumfem podnosi do góry kij i dopiero wtedy wybuchają brawa.
   Polski bilard staje się coraz bardziej popularny i coraz głośniejszy na świecie. Historię ma krótką, zdążył się jednak podzielić, jak wszędzie, na sportowy, rekreacyjny oraz artystyczny. Laik, który posłucha zapaleńców, natychmiast gubi się w mnogości dyscyplin uprawianych na stołach. Trzeba pilnie patrzeć oraz to i owo przeczytać, żeby nie wyjść w rozmowie na zupełnego ignoranta. Dziś nad Wisłą systematycznie gra w bilard około 70 tys. osób. Wyliczenia są szacunkowe; dokonano ich, analizując dane z kas fiskalnych w klubie Elida w Białymstoku, jednym z najbardziej popularnych i zasłużonych w tej dziedzinie w kraju. W turniejach typu Amateur Cup, na które przyjeżdża się na własny koszt i trzeba zapłacić wpisowe, bierze udział po 15 tys. zawodników różnej płci i w rozmaitym wieku. To świadczy o rosnącej sile dyscypliny.
   Stoły bilardowe w wielu barach pojawiły się u nas dopiero na początku minionej dekady. Wcześniej widywaliśmy je w amerykańskich filmach kryminalnych, gdzie podejrzane indywidua o gangsterskiej proweniencji uderzały w bile równie często, jak w szczęki swoich przeciwników.
   - Pierwszy stół postawiłem w ajencyjnym jeszcze lokalu na początku lat osiemdziesiątych - wspomina krakowski restaurator. - Klientom, owszem, podobało się, ale nie mogłem nadążyć z kupowaniem bil, bo nieustannie ktoś zabierał je sobie na pamiątkę.
   Współcześni znawcy tematu powiadają, że bilard miał wspólnego przodka z... hokejem na trawie i golfem. Wzmianki o grze, polegającej na uderzaniu zakrzywionymi kijami w niewielkie kule z drewna lub minerałów, pochodzą z XIV i XV w. Możni zabawiali się w ten sposób w owym czasie jednocześnie we Francji, Anglii oraz... Chinach. Najwięksi zapaleńcy, którym przeszkadzała pogoda, w czasie deszczów przenosili się do pałacowych sal. Nie kapało za kołnierz, lecz kłopot polegał na tym, że kijami rysowano posadzki, zaś bile uszkadzały meble. W 1462 r. Ludwik XI, jeden z najbardziej udanych monarchów Francji, wezwał nadwornego architekta Henryka de Vigne i kazał mu skonstruować stół, na którym można byłoby trącać kijami kulki bez kancerowania domowych sprzętów. Na stole, który powstał, ustawiano bramki i używano nadal "hokejek", tyle że zminiaturyzowanych.
   Z czasem akcesoria się zmieniały, tak samo jak technika gry. Stoły pokryto napiętym płótnem, kije się wyprostowały, zaś ich końcówki zaczęto pokrywać skórą.
   W powojennej Polsce bilard

rozwijał się kiepsko

z kilku powodów. Po pierwsze, sprzęt odpowiedniej klasy był dla nas zbyt drogi. Po drugie, tej formy rekreacji specjalnie nie propagowano, kojarzyła się bowiem, a sądzono według wspomnianych filmów, z alkoholem, papierosami i hazardem. Po trzecie wreszcie, nie bardzo było się od kogo uczyć. Dziś Eurosport oraz inne zagraniczne stacje godzinami relacjonują turnieje lub indywidualne występy mistrzów.
   - Nasz Bogdan Wołkowski, najlepszy bilardzista artystyczny świata, jest na ulicach Belgii, Niemiec, Anglii czy Ukrainy rozpoznawany tak samo, jak gwiazdy kina - mówi Marian Sikora, jego menedżer. - Szkoda, że polskie media gremialnie, z niewytłumaczalnych powodów, ignorują bilard. Przecież to dyscyplina niezwykle widowiskowa.
   W Polsce wybuch mody na bilard nastąpił na początku lat dziewięćdziesiątych. Prekursorami budowy rodzimych stołów bilardowych byli imigranci, którzy wcześniej pracowali w tej branży na Zachodzie. Popyt na mebel do gry okazał się tak duży, że za wykonywanie stołów bilardowych zabrali się gremialnie również dotychczasowi producenci okien i drzwi, boazerii oraz zabawek regionalnych. Stoły wstawiano do każdego baru, nawet kosztem zmniejszenia liczby stolików. W tym czasie na użyczaniu sprzętu bilardowego klientom lokali gastronomicznych zarabiało się równie dobrze, jak na piwie. Dla wielu osób magnesem przyciągającym do gry, była możliwość uprawiania hazardu.
   Moda na bilard siermiężno-knajpiany dość szybko jednak się skończyła i na placu zostali prawdziwi entuzjaści. Okazało się przy okazji, że nie każdy potrafi wykonać stół taki, jak trzeba. Producenci wykruszali się jeden po drugim, zaś na placu boju pozostali dziś tylko najlepsi. W siedzibie firmy _LISSY _w Dobrodzieniu pod Częstochową

pachnie wielkim światem,

wspaniałymi turniejami i mistrzowską perfekcją. Najtańszy "mebel" kosztuje tutaj nieco ponad 2 tys. złotych, najdroższy około 12.
   - Jakość naszych stołów w niczym nie odbiega od zachodnich, między innymi dlatego, że używamy takich samych materiałów, jak firmy zagraniczne - mówi Zbigniew Hawełka. - Jeśli ktoś decyduje się zapłacić za amerykański stół 5 tys. dolarów, to widocznie jest pod wrażeniem marki.
   Człowiek, który staje do gry sporadycznie, raczej nie ma pojęcia, z czego wykonano płytę. Niektórzy sądzą, że z marmuru, ale to nieprawda. Marmur jest zbyt ciężki i elastyczny. Jako budulec zastosowano więc łupek, obrabiany m.in. w Chinach, Korei, Brazylii i USA, ale za najlepsze uważane są łupki z Włoch. Najdoskonalsze sukna bilardowe, wełniane z dodatkiem poliestru, produkują Belgowie i Czesi. Nie chodzi tylko o piękny kolor, ale również o wytrzymałość. Uderzona kijem bila rusza od razu z prędkością 30 km/sek., co sprawia, że na suknie powstaje temperatura dochodząca do 250 stopni C, z widocznymi dla materiału marnej jakości skutkami. Najbardziej cenione przez graczy są belgijskie bile aramith, _wykonane z żywicy fenolowej, które nie wykazują oznak zużycia nawet po 400 tys. uderzeń.
   Jak zarazić się bilardem? Łukasz Szywała z Krakowa, obecnie student AGH, zdobył w tej sztuce jako junior wszystko, co było do zdobycia. Właśnie wrócił z mistrzostw Polski w karambolu, skąd przywiózł dwa złote medale i przygotowuje się do mistrzostw świata w trickach bilardowych, które odbędą się 6 czerwca w Kijowie.
   - _Miałem 10 lat, kiedy będąc razem z rodzicami na feriach w Zakopanem, pierwszy raz wszedłem do klubu bilardowego. Potem ciągle namawiałem tatę, żebyśmy odwiedzali krakowskie kluby. Wreszcie wygrałem pierwsze zawody, co dodatkowo mnie zmobilizowało. Od pięciu lat mam stół w domu. Staram się trenować codziennie, 2 - 3 godziny. W bilardzie najbardziej satysfakcjonuje mnie dochodzenie do perfekcji.

   Perfekcjonistą jest Bogdan Wołkowski, którego

trickami fascynują się

miliony ludzi na całym świecie. To nie tylko mistrz, ale również nauczyciel oraz organizator imprez o międzynarodowej renomie. Do jego Centrum Szkolenia Bilardowego "Góra Piasku" na peryferiach Jaworzna jedzie się trochę jak do wczasowiska, mijając zagajniki i wyrobiska po... piachu właśnie. Mimo sporej odległości od centrum miasta, mistrz na brak adeptów nie może narzekać. On sam jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych nawet nie myślał o bilardowym zawodowstwie. Prowadził firmę zajmującą się pracami porządkowymi. Kij do ręki wziął po raz pierwszy w 1992 roku, kilka lat później stał się głośny, wygrywając trzykrotnie z rzędu mistrzostwa Polski. Przez pewien czas prowadził klub bilardowy w Myślenicach, następnie przeniósł treningi do Jaworzna, gdzie mieszka.
   - Kiedy pięć lat temu Polski Związek Bilardowy dał mi zezwolenie na wyjazd na mistrzostwa świata w trickach bilardowych, byłem przekonany, że jadę tam jako chłopiec do bicia - wspomina pan Bogdan. - Okazało się, że od tamtego czasu nigdy jeszcze tego turnieju nie przegrałem.
   Bilard artystyczny to najbardziej spektakularna dziedzina ze wszystkich, polegających na uderzeniach kijem w bilę. I nic dziwnego, połączono w nim najtrudniejsze elementy wszystkich odmian bilardu. Ba, w dodatku podzielono go na osiem nowych dyscyplin: _trick and/or fancy, prop, draw, follow, bank/kick, stroke, jump i masse. _Różnice polegają na technice uderzeń. Najbardziej widowiskowe sa tricki w pokazach dowolnych, które powstają dzięki wyobraźni mistrzów.
   Prezentacje Bogdana Wołkowskiego, zwanego w środowisku "_The Wizard" (Czarodziej) _to odzwierciedlenie prawdziwej choreograficznej sztuki. Kiedy mistrz na przykład, stojąc na drabinie, ustawia piramidę złożoną z kilkudziesięciu trójkątów, opartych rogami na ponad setce bil, cisza jest taka, że słychać przelatującą muchę...
   Przyglądamy się treningowi, chociaż jest to widowisko... nudne. Pan Bogdan, trenując nowy element gry, potrafi uderzać w bilę przez pół dnia

1003-krotnie,

skrupulatnie zapisując błędy popełnione przy każdym z nich. Tym razem udały się tylko... 3 próby. Na mistrzostwach uderzenie musi być bezbłędne. Mistrz uprawia bilard, nazwijmy go - wszechstronny. Udziela lekcji, w tym części bezpłatnych, w zeszłym roku współorganizował w Jaworznie Mistrzostwa Europy w Pool Bilardzie Artystycznym. Do jego klubu przychodzi grupa stale trenującej młodzieży, zarówno dziewcząt, jak chłopców. Niektórzy z nich odnieśli już sukcesy na prestiżowych imprezach. Pan Bogdan co roku organizuje wiele pokazów, również na zamówienia organizacji, instytucji i osób prywatnych. Jest jedynym Polakiem, utrzymującym się z gry w bilard, głównie dzięki kontraktom z organizatorami zagranicznych imprez. Co ciekawe, trudno zarabiać na tej dyscyplinie, nosząc naszyte reklamy, jak skoczkowie czy narciarze. Przepisy dopuszczają wprawdzie, by zawodnik miał na swoim stroju 86 cm2 reklam, jednak podczas prestiżowych imprez nie wykorzystuje się czasami nawet jednego centymetra. Przepisowe ubranie składa się z czarnych spodni, takichż butów, białej koszuli, szarfy będącej czymś w rodzaju pasa i muszki tego samego koloru. Stosując liczne emblematy firm, można zepsuć wizerunek zawodnika.
   Co do sukcesów Polaków, to nie jest źle również w bilardzie sportowym. Troje młodych zawodników: Radosław Babica, Grażyna Gronowska oraz Mariusz Roter zdobyło w ostatnich latach brązowe medale w różnych edycjach mistrzostw Europy. Radek w rankingu Starego Kontynentu uważany jest za zawodnika nr 4.
   - Szczególną uwagę zwracamy na zachęcenie młodzieży do gry w bilard - twierdzi Marcin Krzemiński, prezes PZB. - Dzięki wsparciu UKFiT zorganizowaliśmy w szkołach około 130 klubów, przez które przewinęło się już ponad 10 tysięcy dzieci. Propagujemy go również wśród niepełnosprawnych, bo przecież grać można choćby z wózka.
   Bilard z młodzieżą bardzo dobrze się komponuje, także dlatego, że na przekór gangsterskim filmom, prawdziwy bilardzista nie używa alkoholu, narkotyków ani nawet papierosów, jak zresztą wszystkiego, co może go rozpraszać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie