„Mały Franek”, co chciał wygrać z „Inką”

MICHAŁ GRUSZCZYŃSKI
Polichno. Propaganda komunistyczna mocno eksponowała „bohaterstwo” i „szlak bojowy” (na mapie) Zubrzyckiego
Polichno. Propaganda komunistyczna mocno eksponowała „bohaterstwo” i „szlak bojowy” (na mapie) Zubrzyckiego Fot. CC
Pierwszą decyzją nowo wybranego prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, było przywrócenie starych (czyt.: sprzed dekomunizacji) nazw ulic w Warszawie. W praktyce oznaczało to rekomunizację.

Zgodnie z tą decyzją m.in. ul. Jacka Kaczmarskiego zastąpił Zygmunt Modzelewski, członek Francuskiej Partii Komunistycznej, który działał w Związku Patriotów Polskich i tajnym Centralnym Biurze Komunistów Polski powołanym przez Sekretariat KC WKP(b) w celu przejęcia władzy w Polsce. Na Woli (post)komuniści chcieli w miejsce ul. Danuty Siedzikówny ps. "Inka" przywrócić ul. "Małego Franka", ale w tym przypadku szczęśliwie do rekomunizacji nie doszło.
Kim jest „Mały Franek”, który do dziś dla wielu obywateli Polski jest bohaterem, a zarazem autorytetem większym, niż sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej?
W Polsce „ludowej” Franciszek Zubrzycki był kreowany na dowódcę pierwszego oddziału partyzanckiego, który zginął w walce z Niemcami w 1942 r. Został później patronem wielu szkół, ulic, drużyn harcerskich, kilku statków, jego imię nosiły warszawskie Zakłady Elektroniczne „Warel”. W 1966 r. w Polichnie odsłonięto pomnik Czynu Zbrojnego GL i AL upamiętniający działania Zubrzyckiego i jego oddziału, a w 1968 r. stworzono w pobliżu Muzeum Czynu Partyzanckiego, skansen – obóz partyzancki.

Wielokrotnie aresztowany

Kim był Franciszek Zubrzycki i jak wyglądał w rzeczywistości jego szlak bojowy? Urodził się 26 V 1915 w Radomiu. Rodzina Zubrzyckich przeniosła się w 1922 r. do Warszawy w poszukiwaniu lepszych warunków życia. W Warszawie Zubrzycki ukończył szkołę powszechną. Swoją edukację kontynuował w Gimnazjum im. gen. Sowińskiego (na warszawskiej Woli przy ul. Młynarskiej). Maturę zdał w 1933 r. W 1935 r. podjął studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej. W trakcie studiów związał się z lewicowymi organizacjami. Wstąpił do Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Życie”, która pozostawała pod wpływami Komunistycznej Partii Polski, będącej narzędziem polityki J. Stalina wobec Polski. Następnie został członkiem Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej – młodzieżowej organizacji KPP. Zaangażował się w działalność propagandową i agitacyjną. Został aresztowany, po raz pierwszy, w listopadzie 1937 za kolportaż komunistycznych ulotek. Osadzony w areszcie śledczym przy Daniłowiczowskiej. Przebywał tam kilka miesięcy, następnie został zwolniony za kaucją. Aresztowany ponownie, 30 IV 1938 r., zostaje skazany na dwa lata więzienia. Karę odbywał w więzieniu w Łomży. Wolność odzyskał we wrześniu 1939, kiedy z więzień wypuszczano wszystkich skazanych, na mocy dekretu amnestyjnego (z dn. 2 IX 1939 r.). Ponownie zatrzymany, tym razem przez Niemców, podczas próby powrotu do Warszawy, i osadzony w więzieniu w Działdowie. W wyniku nieudanej próby ucieczki został przeniesiony z obozu do więzienia. Po dwóch miesiącach pobytu w działdowskim więzieniu przeniesiony do obozu pracy pod Malbork. Uciekł z niego w grudniu 1940 r. W marcu 1941 dotarł do Warszawy.

Stalin chce powstania

W Warszawie spotyka swoich znajomych z Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Życie”, której celem jest „walka o niepodległą i demokratyczną Polskę i utworzenie jednego frontu narodowego ze wszystkich organizacji walczących o niepodległość”. Tak naprawdę chodziło o zebranie wszystkich działaczy KPP w jednej organizacji. Utrzymywano bliskie relacje z takimi komunistycznymi organizacjami jak „Stowarzyszenie Przyjaciół ZSRR”, „Młot i Sierp” i „Spartakus”. Od wiosny 1941 r. działacze rozpoczęli wydawanie „Biuletynu Radiowego”. Na czele grupy stali: Jerzy Albrecht, Szczepan Dobrowolski, Ładysław Buczyński, Ludwik Krasiński, Zygmunt Jarosz. To wszystko ma miejsce przed 22 VI 1941 r., czyli w czasie trwania współpracy niemieckosowieckiej. We wrześniu 1941 r., czyli już po napaści Niemiec na ZSRS, na bazie wymieniowych organizacji komunistycznych ukonstytuował się Związek Walki Wyzwoleńczej (ZWW), tak jak pozostałe nie uznający Rządu RP na Wychodźstwie i tym samym jego przedstawicieli w okupowanej Polsce. W 1942 r. ZWW wszedł w skład PPR. ZWW od początku wzywał do wybuchu ogólnonarodowego powstania przeciwko Niemcom. Było to na wyraźne polecenie Stalina, który poprzez wywołanie rewolty na tyłach Niemców chciał zatrzymać lub choćby spowolnić ich marsz w głąb Sowietów. Liczba ofiar nie miała znaczenia.

Szkolenie propagandą

W 1942 r. Franciszek Zubrzycki trafił do wojskówki PPR, czyli Gwardii Ludowej (GL) – warto zapamiętać, że komuniści tę nazwę ukradli wojskówce WRN (czyli konspiracyjnej PPS). Wtedy w warszawskiej GLPPR zaczęto organizować pierwszy oddział partyzancki komunistycznego podziemia. Jego dowódcą miał zostać Zubrzycki, który otrzymał pseudonim „Mały Franek” (z powodu niskiego wzrostu). Zastępcą dowódcy został Marceli Rostkowski ps. Marcel – były sowiecki partyzant z Polesia i przedwojenny działacz KZMP z warszawskiego Targówka. Propaganda komunistyczna próbowała przedstawić, że oddział był wszechstronnie przygotowany do działań partyzanckich. Z grupy „wielu ochotników wybrano grupę piętnastoosobową”, którą następnie przygotowano do działań w „pierwszej partyzanckiej szkole GL” w Chylicach pod Warszawą. Miano tam zaznajamiać przyszłych partyzantów z bronią, taktyką walki, nauczać terenoznawstwa wraz z nauką posługiwania się kompasem i mapą. Uczono udzielania pierwszej pomocy, produkcji i posługiwania się materiałami wybuchowymi. Nie zapominano o „zagadnieniach politycznych”. Patrząc przez pryzmat późniejszych osiągnięć GL, a następnie AL, szkolenie to jest wymysłem późniejszej komunistycznej propagandy a za przykład niech posłuży oddział „Małego Franka”.

Błądzili po lesie i mieście

Podczas narady pod kierownictwem szefa Sztabu GL Mariana Spychalskiego „Marka” ustalono, że grupa GL zostanie wysłana w rejon Piotrkowa, Tomaszowa Mazowieckiego i Częstochowy. Oddział opuścił Warszawę między 10 a 15 czerwca. Miejscem koncentracji oddziału był las w okolicach Moszczenicy. Oficjalnie pierwszy pobyt w terenie miał służyć zaaklimatyzowaniu się i przeprowadzeniu praktycznych ćwiczeń z wiadomości nabytych w czasie szkolenia. Kiedy oddział przebywał w lesie, dowódca wyjeżdżał „do Piotrkowa i Częstochowy, aby nawiązać kontakty z miejscowymi organizacjami PPR i ustalić formy współpracy”. Rzeczywistość przedstawiała się zupełnie inaczej… Oddział błąkał się bezowocnie przez kilka dni po lasach w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego, a następnie wrócił do Warszawy. Tak samo zapewne wyglądało nawiązanie kontaktów z lokalnymi strukturami PPR i GL. 8 czerwca oddział „Małego Franka” ponownie ruszył „w teren”. Towarzyszyło mu dwóch ludzi, byłych dąbrowszczaków. Pierwszym z nich był Bolesław Mołojec, dowódca GL. Drugim Józef Mrozek, podporucznik rezerwy 39. pp. (po wojnie funkcjonariusz UB i dziennikarz). To właśnie dzięki jego wspomnieniom wiemy, jak wyglądała „druga wyprawa w teren”. W skrócie było tak: Kiedy J. Mrozek dojechał z Warszawy do Piotrkowa, udał się pod wskazany przez Mołojca adres, do Feliksa Paplińskiego. Od niego miał otrzymać broń dla oddziału. Okazało się, że Paplińskiego nie było, bo… właśnie wyjechał do Warszawy, skąd akurat przyjechał Mrozek z Mołojcem! Mrozek udał się pod kolejny adres otrzymany od Mołojca, tym razem na ul. Wolborską, do komendanta GL-PPR w Piotrkowie. Ten z kolei był obecny, ale zaskoczyła go wiadomość, że na jego teren ma przybyć oddział partyzancki GL-PPR! Tak później ocenił tę sytuację w swoich wspomnieniach: „Zdecydowałem, że jest to nieprzemyślana awantura i że trzeba mi będzie namówić Mołojca, aby jednak wrócić do Warszawy i zacząć w odpowiedniejszym momencie”. Kiedy Mrozek chodził po Piotrkowie, Mołojec dołączył w lesie do oddziału „Małego Franka”. Następnego dnia Mrozek dołączył do nich.

„Niemcy! Uciekajta chłopaki!”

Według komunistycznej propagandy, Franciszek Zubrzycki podczas drugiego wyjścia w teren „każdą akcję przygotowywał w najdrobniejszych szczegółach”. Problem w tym, że żadnych akcji nie było, a niewiele brakowało, a oddział poszedłby w rozsypkę już drugiego dnia rano. Oddajmy ponownie głos J. Mrozkowi (który właśnie dołączył do grupy po powrocie z Piotrkowa): „A, jesteś. Już niepokoiliśmy się o ciebie. Wyszedłem ci naprzeciw, bo oddział zmienił miejsce postoju – powiedział [Mołojec] wchodząc w krzaki. – Wyobraź sobie, że któryś z tych szczeniaków zrobił w nocy panikę i mało brakowało, a oddział byłby się rozleciał na cztery wiatry. – Dlaczego? – Już o świcie jechała przez las jakaś chłopska furmanka. Echo rozniosło po lesie przerywany terkot jej kół i wtedy jeden z chłopców, rozbudzony ze snu wrzasnął: Niemcy! Uciekajta chłopaki! – Zerwało się to bractwo spod krzaków i w nogi. […]” Po wysłuchaniu opowieści Mołojca, Mrozek zaczął namawiać go do zakończenia całej tej eskapady, ale Mołojec zdecydowanie odmówił i wysłał ponownie Mrozka do miasta. Mrozek wykonał rozkaz, ale: „Odniosłem wrażenie, że wszystko zostało zrobione na łapu-capu, na hurra i że może nas to wszystko wiele kosztować”. Tym razem Mrozkowi udało się wrócić z bronią. Przywiózł 1 mauzera, 1 parabellum, 2 tetenki [zapewne chodzi o tetetki, czyli ros. TT - Tulskij Tokariew, sowiecki pistolet samopowtarzalny, w latach 1933–1951 podstawowy pistolet Armii Czerwonej i NKWD], 6 pistoletów FN. Amunicji było bardzo mało, po jednym magazynku. Tylko do tetenek były po 3. W rzeczywistości grupa była nieprzeszkolona i nieobeznana z bronią. Wszystko wskazywało na to, że szkolenie wojskowe w „szkole partyzanckiej” było (jeśli faktycznie miało miejsce) teoretyczne.

Oddział przestał istnieć

Postanowiono zorganizować akcję, która miała być „łatwa i zwycięska”. „Biorąc pod uwagę fakt, że chłopcy nigdy nie mieli do czynienia z bronią i wojaczką, oraz słabe uzbrojenie oddziału, pierwsza akcja musiała być łatwa i, jeżeli chcieliśmy wpoić wiarę w powodzenie – zwycięska”. (J. Mrozek). Postanowiono zaatakować nadleśnictwo w Meszczach, które, jak wszystkie tego typu instytucje, znajdowało się pod zarządem niemieckim. Zaplanowano zdobyć broń oraz żywność. 9 czerwca o godz. 22 zaatakowano wspomniane nadleśnictwo, a wcześniej odcięto mu łączność telefoniczną – sterroryzowano leśniczego Jeremiego Kozłowskiego (z ZWZ/AK). Zrabowano mu dubeltówkę (wraz z pasem z 25 nabojami), 5000 zł „z groszami” oraz mapy. Dwa dni później wpadli na oddział żandarmów, pod dowództwem Hermana Altmanna, szefa gestapo z Piotrkowa i komendanta KriPo z Tomaszowa Mazowieckiego, którzy zostali poinformowani przez leśniczego o rabunku – za stratę broni groziła mu i jego rodzinie kara śmierci. W wyniku krótkiego starcia trzech komunistów zginęło, a reszta się rozbiegła po lesie. Mrozek i Zubrzycki zostali ranni. Co prawda GLowcy próbowali się bronić – jeden z nich rzucił dwa granaty, ale zaplątały się przy rzucie w gałęzie i tam wybuchły! Zubrzycki (ranny) i Mołojec wrócili do Warszawy. Mrozek został 11 czerwca aresztowany przez Niemców i po śledztwie zesłany do obozu koncentracyjnego (przebywał w KL Auschwitz, KL Gross-Rosen i KL Sachsenhausen). Oddział „Małego Franka” przestał istnieć. To krótkie starcie w propagandzie komunistycznej urosło już do rozmiarów kilkugodzinnego boju.

„Nierealna koncepcja”

Mimo fiaska operacji z pierwszą grupą partyzancką GL-PPR, Zubrzycki został mianowany szefem Okręgu Piotrkowsko- Częstochowskiego wchodzącego w skład III Obwodu Radomskiego GL-PPR. 6 sierpnia 1942 r. został zabity przez Niemców, gdy próbował uciec po aresztowaniu na dworcu kolejowym w Tomaszowie Mazowieckim. W 1946 r. pośmiertnie odznaczony Orderem Krzyża Grunwaldu II klasy „za zasługi położone w walce z okupantem i udział w pracach konspiracyjnych w okresie okupacji”. Niech za podsumowanie służą słowa Władysława Gomułki: „Cały przebieg działań partyzanckich tego oddziału oraz jego likwidacja przez Niemców połączona ze śmiercią Zubrzyckiego świadczą zarazem, jak nierealna była opracowana przez Sztab Główny GL pierwsza, wypróbowana przez oddział Zubrzyckiego koncepcja organizowania walk partyzanckich w kraju…”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Przygotowania do meczu Polska-Argentyna. Jak powstrzymać Leo Messiego?

Materiał oryginalny: „Mały Franek”, co chciał wygrać z „Inką” - Nasza Historia

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie