Mamy dużo czasu

Redakcja
Tadeusz Jacewicz: Z bliska

   Decyzja Francuzów była trzęsieniem ziemi, głosy Holendrów dopełniły obrazu katastrofy. Gwóźdź do trumny konstytucji europejskiej wbili, jak należało oczekiwać, Brytyjczycy. To oni przecież wymyślili niegdyś podstawową zasadę polityki "wait and see" (poczekamy, zobaczymy) i byłoby dziwne, gdyby jej teraz nie zastosowali. Londyn bezterminowo odłożył decyzję o referendum, co oznacza, że zapewne nigdy się nie odbędzie. Wygląda na to, że konstytucja europejska zmarła przed urodzeniem. Tragedia? Taka sobie. Polityka polega na szukaniu rozwiązań, a nie na wyrywaniu sobie włosów z głowy. Po okresie wstępnego szoku przyjdą refleksje, długotrwałe dyskusje i, jak to w Unii, urodzi się jakiś kompromis. Nie ma pośpiechu, nie ma kryzysu. Jest trochę komplikacji, ale nie takie zakręty Unia Europejska pokonywała śpiewająco. Potrzebny jest czas i namysł.
   Nie wybiegajmy więc przed szereg i, jak reklamowa laleczka z reklamy "Duracell", nie bijmy niepotrzebnie w bębenek. Polska jest zainteresowana przyszłym kształtem zjednoczonej Europy, jej sprawnością i światową zdolnością konkurowania. Niewiele jednak mamy do zaproponowania w sensie modelowym, tak jak niewiele do powiedzenia ma młody lekarz, uczestniczący w skomplikowanej operacji. Teraz możemy spokojnie skorzystać z jadowitej rady prezydenta Chiraca, który rok temu poradził nam, żebyśmy wykorzystali okazję do siedzenia cicho. Oczywiście, wykorzystajmy ją we własnym interesie.
   Możemy głosić podniosłe hasła o potrzebie wielkiej, zjednoczonej Europy, matki wszystkich Europejczyków, tych prawdziwych i tych honoris causa. Nie wcinajmy się jednak w trudne dyskusje tych, którzy zjednoczoną Europę zakładali, bo niewiele zyskamy, za to sporo możemy stracić. Musimy być przyjacielem wszystkich, wszystkim mówić to, co chcą usłyszeć i milczeć o sprawach, które ich bolą i niepokoją. Niech oni mówią, my będziemy łagodnie odpowiadali. W polityce jest jak na giełdzie. Każdy potrafi zarabiać, kiedy panuje hossa. Mistrzostwem jest robienie pieniędzy na bessie. To zajęcie dla wybitnych zawodowców. Bądźmy więc w polityce profesjonalistami.
   Przy ogólnym zamieszaniu modelowym, w którym powinniśmy być miłym czynnikiem łagodzącym i pocieszającym, łatwiej nam będzie robić narodowe interesy. Duzi chłopcy będą zajęci dużymi problemami, które sami stworzyli. Nie znajdą "mocy przerobowej" na analizy (i odrzucanie) licznych projektów szczegółowych, które powinniśmy produkować na trzy zmiany. Dojenie Brukseli wymaga jeszcze większych umiejętności niż dojenie krowy. Kiedyś próbowałem uzyskać mleko bezpośrednio u źródła, ale dostałem najpierw ogonem w łeb, a potem tęgiego kopa. Bruksela nie bije i nie kopie, ale z pełnymi wiaderkami odchodzą stamtąd tylko przebiegli operatorzy, którzy wiedzą, kiedy i jak.
   Pozostawmy więc sprawy systemowe swojemu biegowi, i tak nic z nich przez najbliższy rok nie wyniknie. Zajmijmy się sobą. Nie straćmy żadnego euro z tego, co nam się należy, wyciśnijmy miliony, a może miliardy nowych pieniędzy. W zamieszaniu, które powstało, będzie łatwiej zyskać poparcie dla programów rozbudowy infrastruktury europejskiej, wyrównywania stopnia rozwoju regionów, różnych koncepcji ochrony środowiska, poprawy oświaty i opieki zdrowotnej. To są teraz nasze boiska, powinniśmy na nich być mistrzami.
   Nierozsądną jest koncepcja forsowania referendum konstytucyjnego w Polsce. Po co? Żeby pokazać, że jesteśmy wzorowymi Europejczykami? Nikt na to nie zwróci uwagi, bo ta będzie skoncentrowana na Paryżu, Londynie i Hadze. Poniesiemy dodatkowe koszty. Wynik pozytywny nic nam nie da, negatywny nas ośmieszy. Połączenie referendum z wyborami prezydenckimi jest zaś pomysłem niezwykle ryzykownym. Kampania referendalna w sprawie konstytucji, której nikt nie zna, będzie okazją do demagogicznych popisów polityków, istniejących tylko wtedy, kiedy krzyczą. Zamuli ona kampanię parlamentarną i prezydencką, obie bodajże najważniejsze od 1989 r. Ludzie zgłupieją i w zdrowym odruchu niechęci albo nie pójdą głosować, albo poprą krzykaczy. Zyska na tym garstka demagogów, stracimy wszyscy.
   Teraz jest czas na spokojną analizę przyczyn odrzucenia nie tyle konstytucji europejskiej (choć taki jest techniczny skutek referendum we Francji i Holandii), ile dzisiejszego modelu Unii. Zachód Europy, my zresztą też, pozbawiony jest przywódców. Rządzą partyjni biurokraci, żyjący od pierwszego do pierwszego (czyli od wyborów do wyborów). Nie mają żadnych programów, poza chęcią przetrwania, pozbawieni są wizji, siły i zdecydowania. Rozszerzenie Europy przestraszyło lękających się o swój dobrobyt francuskich i holenderskich drobnych mieszczan. Muszą oswoić się z nowością, przełamać lęki. Później będzie czas na rozwiązania modelowe. Z innymi politykami. Może będą mieli większe ambicje.
   Zapomnijmy o referendum, zajmijmy się sobą. Jesteśmy w zjednoczonej Europie i jest nam nieźle. Poczekajmy, popatrzmy. Mamy dużo czasu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie