Mamy w kranach najlepszą wodę na świecie. Co musimy robić, by jej nie brakło?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Każdy chce mieć bezpieczny dom, zdrową i smaczną wodę oraz dostęp do kanalizacji. Najlepiej - bardzo tanio. Jak to osiągnąć w świecie rosnących wymagań, a zarazem realnego zagrożenia powodziami i suszą?

Ponad 200 szklanek wody na sekundę wypijamy w samej tylko Małopolsce. Policzmy: 200, 400, 600, 800, 1000… Zanim skończą Państwo czytać ten tekst, w naszych gardłach zniknie kilka cystern. Drugie tyle zużyjemy do dezynfekcji, która w dzisiejszych czasach stała się sprawą życia i śmierci. Ale przecież woda właściwie od zawsze jest sprawą życia i śmierci. Czy może nam jej w Małopolsce zabraknąć? Co robią odpowiedzialne za to firmy i instytucje – i co powinien robić każdy z nas – by całkiem realny dziś czarny scenariusz się nie ziścił?

Na co dzień większość z nas nie myśli o wodzie i jej jakości – bo po prostu woda jest. Ba, gros Małopolan ma w kranach najlepszą wodę na świecie. Krakowska kranówka znalazła się ponownie w elitarnym gronie wyróżnionych – po wnikliwych badaniach – certyfikatem najczystszej wody, przyznawanym przez Europejską Organizację Współpracy na rzecz Benchmarkingu, zostawiając w tyle wody z innych krajów Europy i świata. Takiego efektu nie dałoby się osiągnąć bez dostępu do dobrze zabezpieczonych i utrzymanych ujęć wody, a zarazem bez stosowania najbardziej zaawansowanych, wręcz kosmicznych technologii oczyszczania i monitoringu jakości oraz prowadzenia permanentnych badań naukowych. Połączenie wysiłków i kompetencji na tych wszystkich polach pozwala dziś myśleć nawet o rychłym powrocie do krakowskich i małopolskich korzeni, czyli o czerpaniu wody pitnej z królowej polskich rzek - Wisły.

Inne małopolskie wodociągi – w Andrychowie, Krzeszowicach, Olkuszu, Tarnowie - podkreślają, że ich woda nie jest wcale gorsza od krakowskiej. Kryje się za tym gigantyczny wysiłek zarówno samych przedsiębiorstw wodociągowych, jak i ściśle z nimi współpracującego państwowego przedsiębiorstwa Wody Polskie, którego misją jest ochrona mieszkańców przed powodzią i suszą, zrównoważone gospodarowanie wodami dla ochrony naszych zasobów wodnych i zapewnienie dobrej jakości wody dla obecnych i przyszłych pokoleń. Wody Polskie pełnią też funkcję organu regulującego stawki za usługi wodociągowo-kanalizacyjne: dyrektorzy regionalnych zarządów gospodarki wodnej zatwierdzają taryfy za zbiorowe zaopatrzenie w wodę oraz zbiorowe odprowadzanie ścieków, opiniują projekty regulaminów dla tych usług oraz rozstrzygają spory między przedsiębiorstwami wodociągowo-kanalizacyjnymi a odbiorcami.

- Staramy się przy tym uświadamiać wszystkim, że woda winna być obiektem troski każdego mieszkańca. Nie możemy sobie pozwolić na jej marnotrawstwo, szczególnie w czasach gwałtownych zmian klimatycznych i ekstremalnych zjawisk pogodowych, jak susza i powódź. Dlatego musimy docenić wodę i ją retencjonować, czyli gromadzić w miejscu, gdzie spadła. W Wodach Polskich prowadzimy intensywne prace na rzecz retencji i ochrony zasobów wodnych, tak, by nie zabrakło wody dla obecnych i przyszłych pokoleń. Ale bardzo ważne jest, by wspólne działania samorządów, firm i kluczowych instytucji, jak nasza, były na co dzień wspierane poprzez indywidualne praktyki i nawyki każdego z nas – podkreśla Małgorzata Sikora, dyrektor Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie RZGW w Krakowie, która w Dniu Wody (obchodzonym na całym świecie u zarania europejskiej wiosny, 22 marca) uczestniczyła w naszej debacie poświęconej szansom, wyzwaniom i zagrożeniom związanym z wodą.

Wraz z nią w tej arcyciekawej rozmowie udział wzięli: Tadeusz Bochnia, zastępca dyrektora ds. produkcji w Wodociągach Miasta Krakowa, Jan Mrzygłód, prezes Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Andrychowie, Alfred Szylko, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Olkuszu, Henryk Skotniczny, prezes Wodociągów i Kanalizacji Krzeszowice, Tadeusz Rzepecki, prezes Tarnowskich Wodociągów, przewodniczący Rady Izby Gospodarczej "Wodociągi Polskie".

W Dniu Wody warto sobie uświadomić, że dostępu do jakiejkolwiek wody pitnej nie ma blisko 800 mln mieszkańców Ziemi, a dla blisko 3 miliardów ludzi dostęp ten jest utrudniony. Jesteśmy zatem w Polsce i Małopolsce szczęściarzami, bo przytłaczająca większość z nas nie ma w tym zakresie żadnych problemów. Trzeba jednak pamiętać, że Polska leży w obszarze, w którym występuje duży deficyt wody. I ów deficyt może się w najbliższych latach pogłębiać z uwagi na ocieplenie klimatu. Z powodu nawarstwienia anomalii pogodowych grożą nam z jednej strony susze, a z drugiej – gwałtowne powodzie.

Jaka jest zatem najlepsza woda? Na pewno taka, którą zawsze mamy w domu i która nigdy nam tego domu nie zaleje. Niby banał, ale niech każdy się zastanowi, co by było, gdyby nagle nie miał w domu ani kropli wody, a po odkręceniu kranu usłyszałby wycie pustych rur? Albo gdyby każdy z domowników musiał żyć w nieustannym strachu przed powodzią – będącą efektem nie tylko wezbrania rzek, ale i wzmożonych opadów lub topnienia śniegu, jak w lutym tego roku…

W ostatnich latach Wody Polskie oraz samorządowe spółki wodociągowe w Małopolsce zainwestowały miliardy, by żaden z czarnych scenariuszy się nie ziścił. Obok bezpieczeństwa celem inwestycji jest zapewnienie nam najwyższej jakości wody. Pamiętajmy przy tym, że wymagania i oczekiwania statystycznego Nowaka i Kowalskiej stale rosną. Jeszcze na przełomie XX i XXI wieku normą na polskiej wsi były studnie, szamba czy gnojówki. Dziś niemal każdy oczekuje dostępu do zdobyczy cywilizacji – na najwyższym poziomie i w przystępnej cenie.

O tym, jak nam idzie rozwiązywanie tych problemów i jakim wyzwaniom musimy sprostać w najbliższych latach, rozmawialiśmy w gronie naszych ekspertów. Kluczowe dane, opinie i wnioski przedstawiamy w tekście poniżej.

Zdrowa i smaczna woda w każdym domu. Co robić, by jej nie brakło?

Czy nękające w ostatnich latach Europę, w tym Polskę niepokojące zjawiska pogodowe staną się naszą codziennością i nową normą dla kolejnych pokoleń? Jak sprawić, by nie tylko nie brakło w naszych domach wody, ale też by była ona smaczna i dobra dla naszego zdrowia?

– Coraz większym wyzwaniem stały się w naszym kraju i regionie susze, a z drugiej stronie gwałtowne powodzie. Jako Wody Polskie prowadzimy liczne inwestycje przeciwpowodziowe, budujemy, przebudowujemy i modernizujemy kilometry wałów. Równocześnie staramy się zrobić wszystko, by gromadzić wodę na czas suszy – wyjaśnia Małgorzata Sikora, dyrektor Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie – Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie.

Zwraca uwagę, że retencjonujemy w kraju ok. 6,6 proc. wód opadowych. To zdecydowanie za mało. - Chcemy sprawić, by to było 15 procent. Polsce grozi susza. Myślimy zatem o kolejnych zbiornikach i polderach. Musimy gromadzić wodę, by móc ją wykorzystać, kiedy będzie potrzebna mieszkańcom i rolnikom – mówi Małgorzata Sikora.

Wody Polskie skupiają się nie tylko na zapewnieniu odpowiedniej ilości wody, ale w równym stopniu - na ochronie jej ujęć we współpracy z samorządami i przedsiębiorstwami wodociągowymi.

- Polska teraźniejszość to 11 tys. ujęć wody, w tym około 600 produkuje powyżej tysiąca metrów sześciennych wody na dobę – wyjaśnia Tadeusz Rzepecki, prezes Tarnowskich Wodociągów, a zarazem przewodniczący Rady Izby Gospodarczej "Wodociągi Polskie".

- Dla Wodociągów Miasta Krakowa istotnym wyzwaniem na przyszłość jest ochrona ujęć wody, które już posiadamy, czyli rzek Sanka, Rudawa i Dłubnia oraz Zbiornika Dobczyckiego posadowionego na rzece Rabie. My wręcz chwalimy się, że korzystamy z wód powierzchniowych jako zasobów w pełni odnawialnych. Wymaga to jednak odpowiedniej ochrony wód. Tu wielkie podziękowania dla pani dyrektor Małgorzaty Sikory za pełne zrozumienie wagi tego problemu. Prowadzimy wspólne akcje sprzątania brzegów Zbiornika Dobczyckiego. Dzięki Wodom Polskim na Zbiorniku Dobczyckim prowadzona jest także specjalna gospodarka rybacka służąca ochronie ujęcia – wylicza Tadeusz Bochnia, zastępca dyrektora ds. produkcji w Wodociągach Miasta Krakowa i członek Rady Nadzorczej tej miejskiej spółki.

Dodaje, że równie wielkim wyzwaniem na przyszłość jest powiększenie zasobów, by było z czego czerpać wodę za kilka, kilkanaście lat. – Obecnie tylko Zbiornik Dobczycki można traktować jako zasób nieograniczony. Ma pojemność 120 mln metrów sześciennych, a my dziennie produkujemy ok. 170 tys. m sześć. Trzeba jednak pamiętać, że Kraków się rozwija i poszukujemy bardzo intensywnie alternatywnego źródła dla aglomeracji. Spojrzeliśmy więc z powrotem na rzekę Wisłę – wyjaśnia Tadeusz Bochnia.

Spółka otrzymała 6 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na stworzenie technologii umożliwiającej wybudowanie zakładu uzdatniania wody czerpanej z królowej polskich rzek.

Woda klasy światowej

- Ktoś, kto wypija szklankę wody, nie zdaje sobie prawy, jak wiele pracy kryje się za tym, by ta
woda spełniała najwyższe standardy światowe i jak wielkich wymaga to nakładów inwestycyjnych. Nasza woda jest jedną z najlepszych w świecie. Uczestniczymy w badaniach benchmarkingowych, wcześniej obiegła media obiegła informacja, że mamy drugą najlepszą wodę w świecie po Singapurze, teraz jesteśmy po kolejnych badaniach – i pod względem jakości wody znaleźliśmy się na pierwszym miejscu na świecie wraz z siedmioma innymi wodociągami – mówi Tadeusz Bochnia. W ciągu kilkunastu krakowska spółka zainwestowała 3 mld zł w systemy zaopatrzenia w wodę, oczyszczania i odprowadzania ścieków, w tym - zmianę oraz poprawę technologii i szereg innowacji polepszających nadzór nad jakością.

Niebawem wszystkie kraje Unii Europejskiej będą musiały wprowadzić zapisy nowej dyrektywy, która zaostrza wymagania, wprowadza nowe standardy jakości. Przewiduje m.in. eliminację zanieczyszczeń pochodzących z farmaceutyków, odpadów z gospodarstwa domowego, środków kosmetycznych, całej grupy związków chemicznych, które do tej pory nie były monitorowane, a które pojawiają się w środowisku w wyniku naszej niefrasobliwości i stanowią zagrożenie dla zdrowia ludzi.

- Dotyczy to także mikroplastików z opakowań. Systemy wodociągowe w krajach UE będą musiały być przygotowane do usuwania takich zagrożeń – tłumaczy Tadeusz Bochnia. Dodaje, że krakowska spółka, podobnie jak wiele innych wodociągów, już dziś promuje spożywanie wody prosto z kraju z uwagi na ograniczenie ilości opakowań plastikowych oraz w celu ochrony zasobów wody.

- Kiedyś ludzie mieli w gospodarstwie studnię i nieopodal gnojownik, więc istniało ryzyko przenikania zanieczyszczeń do wody pitnej. Dziś eliminujemy te zagrożenia poprzez budowę kanalizacji wspólnie z gminą. Stopień skanalizowania aglomeracji Krzeszowice wynosi 93 procent – opisuje Henryk Skotniczny, prezes Wodociągów i Kanalizacji Krzeszowice,

Przyznaje, że pandemia nieraz dezorganizuje pracę i weryfikuje plany, ale mimo to spółka cały czas buduje nowe odcinki kanalizacji: w 2020 r. oddała ponad 20 km, w tej chwili kończy kolejne. – Eliminujemy niekontrolowany zrzut ścieków przez mieszkańców na pola i do rowów. Myśmy z tego powodu mieli kiedyś problem z utrzymaniem jakości z jednego źródeł wody, a w tej chwili już tego problemu nie ma – podkreśla Henryk Skotniczny. Dodaje, że efekty widać także w przyrodzie: jeszcze 10-15 lat temu wszystkie potoki płynące w gminie były zanieczyszczone i bezrybne, teraz można cieszyć oko pływającymi pstrągami.

Krzeszowicka spółka modernizuje także największe ujęcie wody, zaopatrujące ponad 60 procent mieszkańców. Zamontowane zostaną m.in. nowoczesne, elektroszczędne zespoły pompowe, co przy wsparciu fotowoltaiki pozwoli radykalnie zmniejszyć koszty, a zarazem zapewnić znakomitą jakość wody.

Koszty a ceny

- Poczyniliśmy mnóstwo inwestycji dzięki temu, że od 2004 roku jesteśmy w Unii i korzystamy z funduszy unijnych. Największa, realizowana w latach 2011-2015, warta 60 mln zł, przyniosła świetne efekty: podłączyliśmy do kanalizacji ponad 1200 budynków, czyli ponad 6 tys. mieszkańców, poprawiliśmy jakość wody, zmniejszyliśmy straty poprzez uszczelnienie rurociągu, zmodernizowaliśmy oczyszczalnię ścieków i obniżyliśmy koszty jej działania. Przełożyło się to na bardzo przyzwoite ceny dla klientów – opisuje Jan Mrzygłód, prezes Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Andrychowie.

Zwraca przy tym uwagę, że zmiana sposobu zatwierdzania cenników na wodę i odprowadzanie ścieków postawiła wiele przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjnych w bardzo trudnej sytuacji. Do 2017 r. taryfy zatwierdzane były przez rady gmin - z reguły na rok, a od 2018 r. zatwierdzaniem zajmują się Wody Polskie – i jest to generalnie dobre, bo ocena kosztów ma charakter merytoryczny. Problem stanowi natomiast to, że ceny są ustalane aż na trzy lata. W tak długim czasie wiele może się wydarzyć.

- Ceny na pierwszy trzyletni okres skalkulowaliśmy w marcu 2018 roku. Dzięki inwestycjom, optymalizacji kosztów, byliśmy przez kolejny rok w dobrej sytuacji. Ale od 1 stycznia 2020 r. gwałtownie wzrosły koszty energii elektrycznej, utylizacji osadów, energii cieplnej, a także koszty podatku od nieruchomości i – mimo olbrzymich wysiłków - nie mogliśmy ich nijak uwzględnić, ani zrekompensować – wyjaśnia Jan Mrzygłód.

Stąd jasny postulat wielu przedsiębiorstw: trzyletni okres obowiązywania cenników na wodę i ścieki jest zbyt długi, a zasady zbyt sztywne. Przepisy powinny uwzględniać możliwość modyfikacji cenników w razie znacznego wzrostu kosztów niezależnych od spółek wodociągowych.

Dla Alfreda Szylko, prezesa Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Olkuszu, największym wyzwaniem jest zapewnienie mieszkańcom czterech gmin - Olkusz, Bolesław, Bukowno i Klucze – wody z ujęć alternatywnych wobec dotychczasowych. Większość rejonu olkuskiego przedsiębiorstwa leży nad lejem depresji, czyli wielką dziurą drążoną przez górników ZGH Bolesław od lat 60. XX wieku.

- U nas można zapomnieć o naturalnych źródłach wody. Od 1978 r. do 2017 r. uzdatnialiśmy wodę kopalnianą w fabryce wody. Gdy w 2012 r. zapowiedziano likwidację kopalni i zaprzestanie pompowania wody od 2016 r., stało się jasne, że cały lej wypełni się wodą i z powodu zanieczyszczeń nie będzie się ona nadawać do uzdatnienia. Dzięki projektowi realizowanemu wspólnie z NFOŚ stworzyliśmy nowy system zaopatrzenia w wodę: jest ona teraz przesyłana z triasowych ujęć w gminie Klucze. Centrum firmy dzieli od ujęcia 20 km – opisuje Alfred Szylko.

Firma chce zacząć czerpać wodę także z dwóch studni głębinowych na skraju leja depresji w gminach Bukowno i Olkusz. Równocześnie robi wszystko, by ograniczyć emisję ścieków i zmniejszyć koszty związane z utylizacją osadów ściekowych.

- Suszymy ścieki słońcem do 90 proc. suchej masy w czterech zespolonych szklarniach, każda z nich jest wielkości kortu do tenisa. Mamy dzięki temu pięć razy mniej osadów niż pozostałe wodociągi. Rozmawiamy jednocześnie z naukowcami, żeby z tych odpadów produkować nawóz do stosowania w rolnictwie – opisuje prezes olkuskiego PWiK. Firma pracuje też nad wykorzystaniem fotowoltaiki i innych odnawialnych źródeł energii, a także występuje o pożyczkę z NFOŚ, by opomiarować odbiorców wodomierzami z odczytem radiowym i realizować kolejne przedsięwzięcia pozwalające oszczędzać wodę.

Tadeusz Rzepecki zwraca uwagę, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat niemal wszystkie przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, zwłaszcza te największe, mocno rozszerzyły swoją działalność. – Dziś w bardzo wielu przypadkach mają one zasięg wykraczający poza granice gmin. Np. my w Tarnowie zaopatrujemy w wodę 11 gmin i odbieramy ścieki od 9. Tworzymy w ten sposób pewne zręby gospodarki regionalnej. To ważne wyzwanie w najbliższym czasie – podkreśla szef Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”.

Sieci na granicach zaczynają się stykać z sąsiednimi, co stwarza ogromne możliwości połączenia. – Ta współpraca wydaje się absolutnie niezbędna – wyjaśnia Tadeusz Rzepecki.

Tarnowskie Wodociągi mają 17 połączeń wodociągowych do sąsiadów - po to, by im pomóc zwłaszcza w okresach suszy. Równocześnie poprzez 10 połączeń z gmin sąsiednich tarnowska oczyszczalnia została odpowiednio dociążona, co pozwoliło zoptymalizować koszty. Dzięki temu mniejsze gminy nie muszą inwestować w nieefektywne oczyszczalnie, mają więcej pieniędzy na rozwój sieci kanalizacyjnej. Mieszkańcy zyskują dostęp do sieci i niższe koszty. Podobnie wygląda to w przypadku osadów ściekowych. Koszt ich utylizacji wzrósł w ostatnich latach nawet 10-krotnie. Dzięki współpracy między gminami można go radykalnie obniżyć.

- Przedsięwzięcia regionalne są przyszłością: koszt działalności systemu rozkłada się wtedy na wiele wodociągów, wiele strumieni ścieków, wiele strumieni osadów ściekowych i dzięki temu nasze usługi mogą być tańsze – kwituje Tadeusz Rzepecki. Podobnie jest z samodzielnym wytwarzaniem biogazu i energii niezbędnej do prowadzenia działalności wodno-kanalizacyjnej. Duże przedsiębiorstwa, dzięki swemu potencjałowi, mogą się w najbliższych latach stać aktywnym graczem na rynku.

Zdaniem Tadeusza Rzepeckiego, potrzebne są jednak preferencje inwestycyjne zachęcające do współpracy. - Ci, którzy chcą budować gospodarkę wodno-ściekową z sąsiadami, wspólnie i taniej, powinni korzystać z korzystniejszych warunków finansowych – przekonuje szef IG „WP”.

Woda – wspólna sprawa

Małgorzata Sikora podkreśla, że przedsiębiorstwa robią dziś dużo więcej niż 10-15 lat temu, ale one same nie zbudują bezpieczniejszego, bardziej przyjaznego i komfortowego świata.

- Musi się zmienić myślenie nas wszystkich. Każdy musi się nauczyć oszczędzać i magazynować wodę we własnym gospodarstwie domowym, nie wolno nam jej marnować ze ślepą wiarą w to, że ona zawsze jest i będzie. Kolejne pokolenia muszą zrozumieć, jakim ona jest darem. Uświadamianie można i trzeba zacząć od przedszkola – podkreśla Małgorzata Sikora.

Marzy jej się, byśmy wszyscy idąc nad rzekę, staw, jezioro nie zaśmiecali brzegów. A także, by każdy, kto zobaczy na brzegu śmieci – a pojawiają się ich wciąż, mimo pandemii, ogromne ilości – miał naturalny odruch ich uprzątnięcia.

- Dominuje myślenie: Wody Polskie są od tego, to sprzątną. A Wody Polskie nie wytwarzają tych odpadów. Wytwarzają je przeciętni użytkownicy tego świata. Wielu z nas nie dba o stan środowiska, w którym żyje wraz z innymi. Do tych, którzy śmiecą, apeluję, by tego nie robili. Zaś tych, którzy wybierają się nad wodę z dziećmi czy wnukami, zachęcam i proszę, by zabrali ze sobą worki i aktywnie przyczynili się do poprawy stanu natury. Można się także włączyć w akcje organizowane przez wodociągi czy wędkarzy. Musimy wykształcić w młodym pokoleniu kulturę niezaśmiecania i sprzątania – podkreśla Małgorzata Sikora.

Wideo

Materiał oryginalny: Mamy w kranach najlepszą wodę na świecie. Co musimy robić, by jej nie brakło? - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
anna cyc-rozmodlona !

To teraz do zwrotu kasa wydatkowana na katolską zarazę. A woda w kranach w mieście to chemiczny syf.

Dodaj ogłoszenie