Marcin Szczurski: Muzyka jest dla mnie najlepszym lekarstwem

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Marcin Szczurski z Krakowa próbuje podbić polski show-biznes bez wsparcia wielkich koncernów - właśnie ukazała się jego płyta w "W poszukiwaniu siebie"
Marcin Szczurski z Krakowa próbuje podbić polski show-biznes bez wsparcia wielkich koncernów - właśnie ukazała się jego płyta w "W poszukiwaniu siebie" Materiały prasowe
Udostępnij:
Ile kosztuje marzenie? Marcin Szczurski spełnił swoje za 100 tysięcy złotych. Tyle kosztowała debiutancka płyta krakowskiego piosenkarza, nagrana z najlepszymi autorami i producentami w Polsce. Teraz młody wokalista opowiada nam jak powstał album "W poszukiwaniu siebie".

FLESZ - Co składa się na cenę paliwa?

- Pierwszą autorską piosenkę napisałeś mając 12 lat. Jak to się stało, że tak wcześnie zacząłeś tworzyć muzykę?
- Sztuka pełni funkcję terapeutyczną i wyzwalającą emocje. U mnie też tak było. Wychowywałem się w dysfunkcyjnej rodzinie. Z tego, co pamiętam, rodzice często się kłócili. Choć mimo swoich problemów, starali się być najlepszymi rodzicami, jakimi mogli być. Generalnie, gdyby tak szczegółowo wejść w losy mojej rodziny, to była ona pełna dramatycznych chwil i traum. Czasem dzieje się tak, że na jednego człowieka spada zbyt wiele. Moi rodzice doświadczyli wiele przygniatających ich sytuacji, nie mieli pomocy lub była ona nieodpowiednia. Sam tego też doświadczyłem. Muzyka była dla mnie ucieczką. Byłem wycofanym dzieckiem i piosenki pomagały mi złapać oddech. To mi zostało do dziś.

- Jak potem rozwijałeś tę swoją muzyczną pasję?
- Rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej, gdzie uczyłem się śpiewać i grać na klawiszach. W wolnych chwilach od nauki komponowałem, pisałem też powieści i opowiadania. Uciekałem w swój artystyczny świat.

- Większość młodych ludzi, próbujących zaistnieć w świecie piosenki, garnie się do telewizyjnych talent-shows. Masz takie próby za sobą?
- Tak. Starałem się zainteresować sobą, próbując pokazywać w jakimś show, opowiadałem też ciekawe historie ze swego życia, no i oczywiście śpiewałem. W tym roku byłem bardzo blisko. Castingi do „The Voice Of Poland” były online i wysłałem swoje wideo. Udało się: moje zgłoszenie zostało wybrane spośród kilku tysięcy innych. Potem trzeba było coś opowiedzieć o sobie. Podjąłem współpracę z dziewczynami od PR-u, które miały mi w tym pomóc. Niestety: zaproponowana przez nie strategia okazała się nieskuteczna. Spośród stu zgłoszeń wybrano około osiemdziesiąt i ja się w tym gronie nie znalazłem.

- W swojej biografii podkreślasz, że muzyka uratowała ci życie. Jak to się stało?
- Już od wczesnej młodości cierpiałem na stany depresyjne. Często zmieniały mi się nastroje. W tych najgorszych chwilach, nawet leki mi nie pomagały. Ani terapia. Kilkukrotnie trafiałem do szpitala psychiatrycznego. Po takich pobytach było tylko gorzej. Okazało się, że muzyka jest najlepszym lekarstwem: tworzenie i śpiewanie piosenek czy współpraca z innymi artystami. Do dzisiaj mi to zostało. Kiedy mam napady lęku, to gdy włączę radio, napiszę piosenkę czy po pracy pośpiewam sobie, od razu jest mi lepiej. Bardzo pomagają też relacje z bliskimi.

- Nagrałeś i wydałeś właśnie swoją pierwszą płytę – „W poszukiwaniu siebie”. Dlaczego akurat teraz?
- Materiał na debiutancki album miałem gotowy już bardzo dawno, ale mu nie ufałem. To były moje autorskie piosenki w stylu akustycznego pop-rocka, jaki grały w latach 90. takie zespoły jak Perfect czy Lady Pank. Niestety: wszystkie wytwórnie, do których z tym poszedłem, odrzuciły mnie. Postanowiłem więc zatrudnić renomowaną producentkę – Agnieszkę Lach - siostrę Tomka z Afromental. Pracowaliśmy jednak nadal na moich utworach. I znowu się nie udało. Wtedy stwierdziłem, że muszę zaangażować najlepszych producentów w Polsce.

- Jak tego dokonałeś?
- Pracuję w sektorze IT i przyzwoicie zarabiam. Przeznaczyłem więc na nagranie płyty wszystkie zaoszczędzone pieniądze. Dzięki temu rozpocząłem współpracę m.in. z Michałem Kushem, który tworzy piosenki dla Darii Zawiałow czy z Patrykiem Kumórem i Dominikiem Buczkowskim, którzy mają na swym koncie hity Viki Gabor i Roksany Węgiel. W ten sposób w powstaniu mojej płyty maczało palce pięciu topowych producentów w Polsce. Oczywiście oni są drodzy i sporo mnie to kosztowało - w sumie na stworzenie tej płyty wydałem 100 tysięcy złotych. Taka jest cena mojego marzenia. Ale niestety nawet najlepsza piosenka na świecie nie gwarantuje sukcesu. Oczywiście nie mówię, że moje piosenki są wybitne, ale robiłem kilka razy badanie - chodziłem po Rynku Głównym w Krakowie i pytałem ludzi o opinie o moich nagraniach w zamian za... pączka. Wideo z tego wydarzenia można obejrzeć na moim kanale TikTok. Okazało się, że po przepytaniu wielu ludzi, moje utwory były oceniane często lepiej niż popularne przeboje w radiach.

- Jak się odnalazłeś w piosenkach, które tworzyłeś z tak znanymi muzykami?
- Wszystkie te utwory powstały wspólnie. Czyli ja też się do nich dokładałem. Czasem pomysł był mój, czasem wersję instrumentalną wysyłał producent i na niej dalej pracowaliśmy. Większość piosenek na płycie zrobiliśmy wspólnie od nowa. Weźmy najnowszą - „Taksówka”: najpierw wymyśliłem pomysł na piosenkę, potem Michał Kush pomógł go rozwinąć, a Mimi Wydrzyńska z Linii Nocnej – wsparła mnie w stworzeniu tekstu. Cała praca nad tym jednym utworem trwała osiem miesięcy.

- Warto było wydać te 100 tysięcy?
- Jak na razie nie ma wielkiego sukcesu, bo są prawa rynku, których nie przeskoczę. Płyty nie wydała duża wytwórnia (a są takie tylko 3-4 w Polsce), która mają dobre układy z największymi rozgłośniami. Oczywiście cieszę się, że mam wsparcie mojej wytwórni Soul Records, jednak rynek muzyczny wygląda jak wygląda - jest mocno hermetyczny. Dlatego grają mnie póki co w mniejszych stacjach radiowych, choć „Taksówka” była wyemitowana w Trójce. Ale może coś się zmieni - zobaczymy.

- Zrobiłeś aż 7 teledysków do piosenek z płyty. Lubisz tę formę promocji?
- Moim zdaniem każda piosenka powinna być o czymś. Za to kocham Dawida Posiadło, Adele czy Eda Sheerana - ich utwory opowiadają ciekawe historie. Teledyski są obrazowaniem treści tych piosenek. Niestety – to droga forma. Staram się więc znaleźć podobnych fascynatów do mnie, którzy podejmą się zrobienia takiego teledysku w zamian za wzmiankę przy promocji. Teraz zacząłem współpracować z młodym reżyserem undergroundowego Teatru 44 z Krakowa - Błażejem. Być może zrobimy wspólnie fabularny klip do „Taksówki” w zmienionej wersji.

- A co z koncertami?
- Kilka osób obiecywało mi różne występy, ale wszystko spełzło na niczym. Tymczasem mam swój zespół muzyczny i mógłbym to robić. Kiedy sam kontaktuję się z klubami, odpowiadają, że woleliby rozmawiać z moim menedżerem. Szukam więc odpowiedniej osoby, która mogłaby się tym zająć.

- Prowadzisz też muzykoterapię. Na czym to polega?
- W Krakowie działa Ośrodek Essence, do którego przychodzą ludzie, którym nie pomagają różne terapie. I dla nich muzyka staje się ujściem do emocji. Prowadząc te zajęcia, staram się dobrać odpowiednią formę pracy: z jednymi komponuję piosenki lub piszę teksty, z innymi słuchamy muzyki, a jeszcze z innymi – jest to trochę ruchu i tańca. Wszystko zależy od tego, kto czego potrzebuje i jakie emocje chce z siebie wyrzucić. I to działa, często bardziej niż zwykła terapia czy leki.

- Kraków jest twoim zdaniem dobrym miejscem dla kogoś, kto chce zrobić karierę muzyczną?
- Myślę, że tak. Dziesięć lat mieszkałem w Warszawie i miałem tego dosyć. Tam życie ma zbyt szybkie tempo, jak dla mnie. Przeprowadziłem się do Krakowa i odetchnąłem. Tutaj można do kogoś wpaść na kawę bez zapowiedzi, a w Warszawie trzeba się umawiać dwa tygodnie wcześniej, bo ludzie nie mają czasu i są wiecznie zajęci. To, że mam w Krakowie więcej czasu na refleksję i relacje z innymi, sprzyja mojej kreatywności jako artysty. Dzięki temu, że tu mieszkam, mogłem wreszcie wydać moją płytę. W Warszawie pewnie byłbym pochłonięty innymi rzeczami i nie dałbym rady. Krakowska aura i tutejszy świat artystyczny sprawiły, że miałem większą wenę i zmobilizowałem się, aby doprowadzić tę sprawę do finału.

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Szczurski: Muzyka jest dla mnie najlepszym lekarstwem - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie