Marek Rutkiewicz: Szkoda, że nie wygrałem Tour de Pologne

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Marek Rutkiewicz zakończył karierę Sylwia Dąbrowa
Marek Rutkiewicz po 20 latach spędzonych na rowerze zakończył piękną karierę. Kolarz z Głogoczowa, mąż Anny Szafraniec, chce teraz poświęcić się rodzinie, ale z życiową pasją oczywiście nie zrywa.

Podjął pan definitywną decyzję o zakończeniu kariery?

Tak, myślę, że to było do przewidzenia. Ścigałem się 20 lat, tak więc czas najwyższy na koniec. Od dłuższego czasu o tym myślałem, w związku z tym, że człowiek jest coraz starszy, coraz częściej przytrafiają się kontuzje spowodowane nadmiernym obciążeniem organizmu. Stwierdziłem, że jak nie będzie przełomowego sezonu, pojawienia się na rynku grupy np. z drugiej dywizji, która będzie miała wiele zagranicznych wyścigów, to kończę. Aczkolwiek mój ostatni team Mazowsze Serce Polski pozytywnie mnie zaskoczył, mimo pandemii mieliśmy bogaty kalendarz startów. Ten rok jednak utwierdził mnie tylko w podjęciu decyzji. Było strasznie dużo trenowania, a mniej ścigania. Pół roku było bardzo intensywne, np. były czasem cztery wyścigi z rzędu. Wyjeżdżałem z domu i wracałem po dwóch tygodniach. Nie było wiadomo, który wyścig się odbędzie, nie było jasne, jak celować z formą.

Gdyby jednak teraz pojawiła się atrakcyjna propozycja to…

Otrzymałem propozycję z Mazowsza Serce Polski, szef ekipy Dariusz Banaszek chciał, bym kontynuował jazdę, ale stwierdziłem, że po tylu latach w peletonie już wystarczy.

We wpisie na Facebooku wspomniał pan, że chciałby pan napisać książkę.

Nie, na razie nie, to powiedziałem z ironią. Być może kiedyś pojawi się taki pomysł, bo moja kariera nie była monotonna, czarno-biała. Było wiele pozytywnych i negatywnych emocji. Jest o czym opowiadać. Począwszy od afery Cofidisu, przejścia w polskich ekipach, jest wiele rzeczy, które są warte zainteresowania. Ale to pomysł na przyszłość.

Jak pan popatrzy na swoje wyniki, to który sobie pan ceni najbardziej?

Nie było zdecydowanego numeru jeden, zawsze gdzieś tam pojawiał się niedosyt, że można było lepiej. Nawet w przypadku mojego 3. miejsca na Tour de Pologne. Mogłem ten wyścig parę razy wygrać. W Chinach była „etapówka” - Tour of Qinghai Lake, którą skończyłem za Tylerem Hamiltonem, to był ważny wynik po 10 dniach ścigania w trudnym terenie powyżej 3 tys. metrów n. p. m. Bardzo sobie cenię zwycięstwo etapowe przed Richardem Virenque’m w Tour de l’Ain w 2002 r. Był wtedy niekwestionowany królem gór, choćby w Tour de France. Udało mi się go pokonać na 13-kilometrowym podjeździe.

Dwa razy miał pan wicemistrzostwo Polski, to może też zostawić niedosyt.

Tak, przegrałem z Rafałem Majką, nie byłem przyzwyczajony do tak długich, 250-kilometrowych wyścigów. Miał wtedy w 2018 r. supersezon, medal na igrzyskach olimpijskich, koszulkę górala na Tour de France. W następnym roku medal był blisko, ale nie do końca fair play zachowała się ekipa CCC.

W Tour de Pologne było sporo lokat w pierwszej dziesiątce.

Tak, zwycięstwa etapowe, koszulka górala, koszulka punktowa, o którą walczą sprinterzy, a ja ją wywalczyłem i koszulka najlepszego młodzieżowca. Tę najcenniejszą – lidera, straciłem w przedostatnim dniu wyścigu w 2004 r. Chciałem bardzo wygrać ten wyścig, a wiedziałem, że z roku na rok będzie coraz ciężej, bo będą przyjeżdżać coraz lepsi zawodnicy. By wygrywać takie wyścigi, trzeba mieć wiele startów w takich imprezach, a nie raz w roku. Występując w polskiej ekipie nie miałem takich przygotowań. Jeżdżąc w barwach CCC startowałem w Volta a Catalunya albo Tour de Swiss, ale to było za mało.

Najlepsza decyzja, jaką podjął pan podczas kariery?

Na pewno za młodu wyjazd do Francji. To była bardzo dobra decyzja, szkoda, że tak to się potoczyło, że rozwiązywano kontrakty i nie zostałem tam dłużej. Dobrą decyzją było z końcem 2015 r. przejście do Wibatechu, bo po 5 latach w CCC byłem wypalony, nie mogłem patrzeć na rower. W nowej ekipie od nowa zachciało mi się ścigać.

A jakiego kroku pan żałuje?

Na pewno było parę takich momentów, ale trudno mi sobie przypomnieć tę najgorszą decyzję.

Kolarstwo dało panu wiele stresów i kontuzji, ale dało też zadowolenie, zahartowanie psychiczne.

Niesamowicie poznałem swój organizm i psychikę. Bywały etapy po 250 km w deszczu, bywały czasy, że jeździło się za darmo, jak w 2007 r. , gdy wycofał się sponsor grupy – Intel. Podjęliśmy decyzję, że ścigamy się za darmo, to hartowało.

Mówi pan o wieku, że jest pan zmęczony, ale to nie jest nic dziwnego, że zawodnik w pana wieku – 39 lat, wciąż jeździ, są też starsi kolarze, którzy sobie doskonale radzą, choć młoda fala mocno wchodzi.

Nie jest tak, że kończę karierę, bo jestem wypalony kolarstwem, bo ono cały czas sprawia mi frajdę, wiem, że mogę jeździć z najlepszymi, ale w ubiegłym roku powiększyła mi się rodzina, mam małego synka. Chciałbym z nim spędzać jak najwięcej czasu. Pandemia też zrobiła swoje. Człowiek zastanawiał się, czy nie traci czasu, trenując po 5 godzin dziennie, a nie wiadomo do czego się przygotowywał. Wiosną może być podobnie, postanowiłem, że to dobry moment na zakończenie, póki człowiek jest zdrowy. Na horyzoncie pojawiły się jakieś projekty.

Nie wyobrażam sobie, by pan nagle odciął się od kolarstwa!

Nie, 20 lat w zawodowym kolarstwie – można było nabrać dużego doświadczenia. Chciałbym zostać przy tym. Wstępnie rozmawiałem z szefem ekipy Mazowsza, powiedział, że jak nie przedłużę kontraktu jako kolarz, to będzie chciał, bym został dyrektorem sportowym. Już dwóch dyrektorów jest. Żadnego ciśnienia nie wywieram, chętnie odpocznę, zostanę w domu, a też mam pomysł, by zająć się trenerką. To jest na topie – indywidualne prowadzenie zawodników. Prowadzi się ich przez Internet, telefon, w praktyce nie trzeba nawet widzieć zawodnika, tylko jego parametry, wyniki, testy. Mam doświadczenie, myślę, że bym się w tym doskonale odnalazł.

To byłoby wspólne przedsięwzięcie z żoną Anną?

Ania już jest trenerką, pracuje indywidualnie z zawodnikami, ja zacznę z nowym projektem, być może będziemy razem pracować.
Jeśli propozycja od Dariusza Banaszka nabierze konkretnych kształtów to będzie się pan bił z myślami, co wybrać?
Nie będzie tak, że będę jeździł wszystkie wyścigi, bo jest trzech dyrektorów, ale w grafiku tak to poukładamy, by miało to ręce i nogi, by nie było tak, że kończę karierę i znów jestem cały czas poza domem.

Czy gdyby syn kiedyś chciał być kolarzem, to państwo będziecie w nim podsycali ten zapał, ostudzali, czy zostawią to losowi?
Wiem po moich rodzicach, jak podchodzili do mojego hobby. Zanim zostałem kolarzem, to chodziłem na SKS-y, ping-pong, nigdy nie wywierali presji i to pomogło mi wybrać to, co mi najbardziej pasuje, a nie to, co chcieliby rodzice. Wiem, że popychanie w jakimś kierunku to jest niedobra sprawa, aczkolwiek, gdy syn będzie chciał cokolwiek robić, to będziemy popierać jego decyzje.
Dwie dekady spędzone na szosie mogą skłaniać do refleksji – czy kolarstwo w czasach kiedy pan zaczynał, a to dzisiejsze to dwa różne światy, mam na myśli postęp technologiczny i postęp jaki zrobili zawodnicy, jakby pan to ocenił?

Bardzo wiele się zmieniło, przede wszystkim pod względem technologii. Gdy zaczynałem się ścigać, to wszyscy mieliśmy tylko pulsometry. Robiono nam badania co jakiś czas, ale wyniki treningów nie mówiły nam, jak mamy ćwiczyć. Trening ogromnie się zmienił, fizjolodzy tak rozpracowali organizm człowieka, że teraz jadąc na trening dokładnie wiem, w której minucie jakie obciążenie powinienem sobie dawkować. Kiedyś w Cofidisie mówiono – zrób sobie rozgrzewkę, parę „tempówek”, a nie tak, że rozpisany był każdy kilometr. Rowery też się zmieniły. W Cofidisie jeździłem na rowerach MBK, aluminiowych, na aluminiowych kołach. Wtedy to był najwyższy model, ale dużo, dużo cięższy niż teraz. Teraz kończąc karierę jeżdżę na rowerze Trek, karbonowym, na tarczowych hamulcach, elektrycznym sterowaniu przerzutkami, przez 20 lat niesamowicie to wszystko ewoluowało. Osiąga się większe prędkości, zmieniła się charakterystyka ścigania. Nie jest tak, jak dawniej, że były wyścigi mniej lub bardziej znaczące, teraz ekipy z World Touru mają po trzy składy, jest presja na wynik i media, by stale się pokazywać. Przez to wyścigi są bardzo nerwowe, jest więcej wypadków.

Zawsze to był sport drużynowy, drużyna pracowała na wynik zawodnika. Teraz jest to chyba jeszcze bardziej posunięte niż dawniej, gdy zdarzały się takie „romantyczne” akcje pojedynczych kolarzy, a teraz jest to wszystko rozpracowane.

Ostatnim takim „romantycznym” kolarzem był Alberto Contador, który nie kalkulował, atakował, nawet 40 km przed metą. Teraz drużyny mają wszystko wyliczone.

Myśli pan, że z roku na rok będzie postęp, czy to się skończy? Gdzieś musi być granica ludzkich możliwości.

Będzie postęp, jedna z firm wymyśliła zamiast łańcucha wał jak w motocyklach, by zmniejszyć tarcie i polepszyć aerodynamikę, technologia będzie szła do przodu, fizyczne przygotowanie kolarzy też. Szkółki kolarskie mają teraz za zadanie wyłapać takie talenty jak Remco Evenepoel. Kiedyś , kto się gdzieś pokazał, trafiał do dobrej ekipy i w niej treningami dochodził do formy, a teraz słabsi kolarze będą na starcie skreślani.

A w Polsce jak odejdą Majka, Kwiatkowski będziemy mieli następców, czy będzie zapaść?

Ciężko stwierdzić. Fajnie, że mamy szkółki kolarskie i kogoś w nich znajdziemy. Jest mała przerwa po Rafale i „Kwiatku”, nie ma wielkiego następcy, ale niekoniecznie tak musi być. Możemy usłyszeć o kimś dopiero wtedy, gdy trafi do ekipy zawodowej. Niektórzy rozwijają się w późniejszym wieku. Ktoś może być na razie średniej klasy kolarzem, a coś zaskoczy i dopiero w elicie będzie prezentował niesamowite umiejętności. Szkółki robią dobrą robotę i w nich jakiś talent na pewno wyskoczy.

Marek Rutkiewicz zakończył piękną 20-letnią karierę kolarską

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Rutkiewicz: Szkoda, że nie wygrałem Tour de Pologne - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie