Mariusz Lewandowski: Ten zespół poradzi sobie w ekstraklasie, ale wzmocnienia też będą

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Mariusz Lewandowski (na zdjęciu w środku obok stojącej z pucharem prezes Danuty Witkowskiej) wykonał zadanie, awansował do ekstraklasy i dzięki temu przedłużył kontrakt z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza
Mariusz Lewandowski (na zdjęciu w środku obok stojącej z pucharem prezes Danuty Witkowskiej) wykonał zadanie, awansował do ekstraklasy i dzięki temu przedłużył kontrakt z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza Tomasz Madejski/Bruk-Bet Termalica
- W I lidze mieliśmy swój styl i nigdy go nie zmienialiśmy, bez względu na to z kim i gdzie graliśmy. Staraliśmy się być uzależnieni przede wszystkim od tego, co my zrobimy na boisku. Ekstraklasa to już jednak będzie wyższa półka i trzeba będzie być w niej bardziej elastycznym taktycznie - mówi Mariusz Lewandowski, trener Bruk-Betu Termaliki Nieciecza. „Słonie” w niedzielę przypieczętowały awans do ekstraklasy, do której wracają po trzech latach przerwy.

- W niedzielę przypieczętowaliście awans do ekstraklasy po remisie ze Stomilem Olsztyn. Zimą wydawało się, że zrobicie to znacznie szybciej niż w ostatniej kolejce. Dużo kosztował pana nerwów ostatni tydzień? Nie miał pan obaw, że to, na co pracowaliście przez cały sezon, może wymknąć się wam w ostatniej chwili z rąk?
- Jeśli mam być szczery, to nie było jakoś bardzo nerwowo. Starałem się patrzeć na to na chłodno. Bardziej przez pryzmat całego sezonu, w którym wykonaliśmy naprawdę ciężką pracę. Wiedziałem, że jesteśmy mocni. Byłem przekonany, że dopniemy swego. Może powinniśmy ten awans przypieczętować wcześniej, ale nie można zapominać jak duże problemy mieliśmy wiosną. Do końca kwietnia boiska były w kiepskim stanie, co nie było dla nas atutem, bo ciężko było nam na nich grać swoją piłkę. Z tym byśmy sobie jednak poradzili, ale dopadł nas koronawirus i przez miesiąc pauzowaliśmy, a później z kolei nastąpiła maksymalna kumulacja meczów. To musiało się odbić również na zdrowiu zawodników, bo nie była to standardowa sytuacja, trzeba było reagować często na bieżąco. Przyszły kontuzje, wypadali nam ważni zawodnicy. I to są powody, które sprawiły, że to wszystko przeciągnęło się w czasie. Bo jeśli patrzeć na całokształt, ten awans wywalczyliśmy w pełni zasłużenie. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

- Kluczowe momenty wiosny to zwycięstwa w Radomiu i Tychach z drużynami, z którymi walczyliście o awans?
- Nie podchodziłbym tak do tego tematu. Wszystkie mecze były ważne, każdy punkt zdobyty z drużyna z czołówki czy z dołu tabeli się liczył. Każdy mecz ma swój scenariusz, swoją wagę. Te zwycięstwa były natomiast rzeczywiście bardzo ważne z innego powodu - mentalnego! My byliśmy mocni od psychicznej strony, bo zrobiliśmy dużo punktów z czubem tabeli. Mecze w Radomiu i Tychach pokazały też, że jesteśmy gotowi, że zasługujemy na ten awans.

- Wiele było meczów, w których wręcz wyszarpywaliście punkty nawet w doliczonym czasie gry. To bardziej efekt szczęścia, przygotowania czy charakteru?
- Jeśli wygra się raz, drugi w końcowych minutach, to można mówić o szczęściu, przypadku. My jednak takich meczów mieliśmy zdecydowanie więcej. Uważam, że tutaj kluczowa była jakość naszego zespołu, również mentalność zwycięzców, jaką próbowałem tym chłopakom zaszczepić i myślę, że w znacznym stopniu mi się to udało. Z drugiej strony nie zapominajmy, że w większości tych meczów mieliśmy miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, zdecydowanie więcej sytuacji. Naszą bolączką była jednak w tym sezonie finalizacja akcji. Jeśli popatrzeć na nasze ataki, na sytuacje, jakie sobie stwarzaliśmy, to wyjdzie, jak wiele takich szans zmarnowaliśmy. Jeszcze w pierwszej rundzie to była nasza siła, ale w drugiej strzeliliśmy już mniej goli. Rywale też ustawiali się już pod nas trochę inaczej, bardziej na skomasowaną obronę. Były nawet mecze, gdy analizowaliśmy przeciwników i spodziewaliśmy się, że wyjdą na nas grać normalną swoją piłkę, a później zaczynała się gra i okazywało się, że stawiają mur przed swoim polem karnym, który trzeba kruszyć. I z tym mieliśmy w niektórych meczach problem.

- Narzeka pan na skuteczność, co brzmi trochę zaskakująco, jeśli popatrzeć na statystyki. W I lidze tylko ŁKS Łódź strzelił więcej goli od was. Ten niedosyt ma świadczyć o pańskiej ambicji?
- Jestem ambitnym trenerem, ale przede wszystkim mam świadomość, że w tym zespole jest większy potencjał niż pokazaliśmy. I stąd moje słowa o kiepskiej w niektórych meczach skuteczności. Awansowaliśmy do ekstraklasy, ale jesteśmy źli, że nie skończyliśmy ligi na pierwszym miejscu, bo tak sobie zakładaliśmy. Tak trzeba moim zdaniem w sporcie podchodzić do sprawy. I to staram się powtarzać moim piłkarzom.

- Waszym najlepszym strzelcem był Roman Gergel, który zresztą z 19 bramkami na koncie wygrał pewnie całą klasyfikację snajperów I ligi. Nie martwi jednak pana, że następni w drużynie piłkarze mają aż o sześć goli na koncie mniej niż Słowak? Nie jesteście trochę za bardzo uzależnieni od Gergela, czy np. taki Kacper Śpiewak może niedługo stać objawieniem ekstraklasy?
- Przede wszystkim mam satysfakcję, bo z Gergela to praktycznie ja zrobiłem napastnika. On wcześniej grał na skrzydle. Roman jednak bardzo dobrze wkomponował się w nasz system gry i przeżywał drugą młodość. Można tylko żałować, że pod koniec sezonu miał problemy zdrowotne i albo grał na środkach przeciwbólowych, albo wcale. Gdyby był w pełni sił, strzeliłby pewnie jeszcze więcej tych bramek. Takich problemów zdrowotnych z zawodnikami mieliśmy jednak więcej, które szczególnie dały nam w kość po koronawirusie. Zawodnicy jednak i w tym względzie pokazali, że mają twarde charaktery. Nie narzekali, tylko zaciskali zęby, brali środki przeciwbólowe i wychodzili na boisko.

Tak się bawi, tak się bawi - Nieciecza! Kibice, piłkarze, tr...

- Zamykając temat młodego Kacpra Śpiewaka. Jego kontrakt wygasa z końcem czerwca. On zostanie w Bruk-Becie?
- To już pytanie do dyrektora sportowa czy pani prezes. Ja jako trener widzę tego zawodnika w zespole, ale jak ta sprawa się zakończy, tego nikt nie wie. Nawet jeśli piłkarz ma ważny kontrakt, może przecież odejść, bo ktoś złoży mu lepszą propozycję i go kupi. Na temat Kacpra mogę powiedzieć tylko tyle, że rozwinął się u nas mocno, ale moim zdaniem stać go na dużo więcej. Musi ciężko pracować każdego dnia, żeby stać się lepszym piłkarzem. Ma np. duże braki jeśli chodzi o motorykę. Jeśli zostanie w Niecieczy, to pomożemy mu w tym na pewno.

- Skoro rozpoczęliśmy rozmowę o personaliach, to jak głębokich zmian należy się spodziewać w waszym zespole przed startem ekstraklasy?
- Zacznijmy od tego, że tak budowaliśmy ten zespół, że zdecydowana większość jego piłkarzy poradzi sobie w ekstraklasie. Nie mam co do tego wątpliwości. Mocno odmłodziliśmy skład w porównaniu do tego, co było w Niecieczy w poprzednich latach. Proszę zobaczyć naszą kadrę. Są Marcin Grabowski, który jest młodzieżowcem, Paweł Żyra, który ma 23 lata, Mateusz Grzybek, Marcin Wasielewski, Wiktor Biedrzycki, Adam Radwański, wspomniany Kacper Śpiewak, Patryk Czarnowski. To wszystko są chłopcy, którzy są w bardzo dobrym wieku. Tacy, którzy wciąż mogą się rozwijać. Jestem pewien, że w ekstraklasie dadzą sobie radę, ale to oczywiste, że powinniśmy się wzmocnić. Również dlatego, żeby rywalizacja na każdej pozycji była większa. To pomoże podnieść jakość drużyny. Rozmowy już się rozpoczęły. Na dzisiaj mogę powiedzieć tak, że większość chłopaków, którzy wywalczyli awans, w Niecieczy zostanie, a dojdą do nich kolejni, którzy podniosą jakość tej drużyny.

- To drugi awans do ekstraklasy w historii klubu. Pana nie było oczywiście w Niecieczy, gdy zespół Bruk-Betu Termaliki awansował w 2015 roku, ale rozmawia pan z ludźmi. Jak zatem ten klub zmienił się przez te wszystkie lata, czego się nauczono, żeby pozostać teraz w ekstraklasie już na stałe?
- Trudno mi rzeczywiście powiedzieć, jak to wyglądało sześć lat temu, ale mogę powiedzieć, co zmieniło się od momentu mojego przyjścia. Zmieniliśmy przede wszystkim politykę budowy zespołu, znacząco go odmładzając. Po drugie dzisiaj grają tutaj zawodnicy, którzy rzeczywiście chcą być częścią tego klubu. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie chcę powiedzieć, że ci, którzy grali wcześniej w Niecieczy, tego nie chcieli. Chcę natomiast powiedzieć, że dzisiaj stawiamy na takich piłkarzy, którzy grając w Bruk-Becie, chcą się rozwijać, są naprawdę głodni sukcesu. To wszystko jest obudowane piłkarzami doświadczonymi. Takimi jak Putiwcew, Wlazło, Stefanik. To wszystko się zazębia i tworzy zespół nastawiony na sukces. Nie jest łatwo coś takiego zbudować, nie jest łatwo wkomponować kolejne ogniwa do drużyny, czyli znaleźć zawodników, którzy będą spełniali nasze oczekiwania nie tylko pod względem umiejętności, ale również charakteru.

- Czytałem kiedyś wywiad z panem, w którym mówił pan, że nie jest zwolennikiem rewolucji co pół roku w składzie, a bardziej dokładania dwóch, trzech piłkarzy, którzy rzeczywiście podniosą jakość zespołu. W tym kierunku pójdziecie?
- Tak dokładnie podchodzę do sprawy. Skład zawsze można uzupełniać i tak się dzieje w każdym zespole, ale nie będę krył, że my dzisiaj szukamy przede wszystkim takich piłkarzy, o których będziemy mogli powiedzieć, że są dla nas wzmocnieniem. Tak jak powiedziałem wcześniej, rozmowy są prowadzone. Rynek nie jest łatwy, bo czasami nawet jeśli wypatrzy się zawodnika, to trzeba go jeszcze przekonać, żeby do nas przyszedł. Trzeba potrafić przekazać swoją wizję klubu, budowy zespołu. Taki zawodnik musi też pasować do stylu gry, pracy i środowiska, w którym się znajdujemy.

- Z beniaminkami bywa różnie. Czasami trenerzy pozostają wierni temu, co ich drużyny grały na niższym szczeblu, a czasami próbują jednak dostosować się do wyższego poziomu i coś pozmieniać. Pan pracował już w ekstraklasie, teraz w I lidze, więc wie doskonale, jaka jest różnica między tymi dwoma klasami rozgrywkowymi. To jak będzie z wami?
- W I lidze mieliśmy swój styl i nigdy go nie zmienialiśmy, bez względu na to z kim i gdzie graliśmy. Staraliśmy się być uzależnieni przede wszystkim od tego, co my zrobimy na boisku. Ekstraklasa to już jednak będzie wyższa półka i trzeba będzie być w niej bardziej elastycznym taktycznie. Już o tym myślimy, żeby w przerwie letniej zaproponować zawodnikom i przećwiczyć dwa, trzy nowe systemy gry. Pod takim kątem też szukamy piłkarzy, którzy potrafią być elastyczni taktycznie, a jednocześnie potrafią zagrać na dwóch, trzech pozycjach. Przykładowo, jeśli będziemy szukać pomocnika do środka, to takiego, który bez problemu zagra na pozycji „sześć” i „osiem”. Jeśli będziemy szukać bocznego obrońcy, to takiego, który potrafi grać w ustawieniu z czwórką w obronie, ale również na wahadle. Chodzi o to, żeby nawet w czasie jednego meczu być czasami elastycznym i sprawnie przechodzić z jednego ustawienia na drugie.

- Sezon w ekstraklasie wystartuje 23 lipca. Będziecie mieć zdecydowanie mniej czasu na przygotowania do jego startu od większości drużyn. Jak pan zaplanował ten najbliższy czas i przede wszystkim, czy wystarczy go wam do optymalnego przygotowania?
- Zawodnicy dostali dwa tygodnie wolnego, bo muszą odpocząć mentalnie, fizycznie, psychicznie. Po tym okresie będziemy mieli cztery tygodnie na przygotowania. To nam w zupełności wystarczy, żeby przygotować się do sezonu pod względem fizycznym i taktycznym. Za nami naprawdę ciężki okres. Od 1,5 roku poza grudniem, gdy zawodnicy mogli trochę odetchnąć, cały czas byli w treningu, w grze. Przypomnę, że w poprzednim sezonie graliśmy w barażach. Po nich piłkarze mieli ledwie dziewięć dni wolnego. Później dopadł nas koronawirus, którzy przechodzili prawie wszyscy, łącznie ze sztabem. To spowodowało później kumulację meczów, grę co trzy dni. Dlatego teraz naprawdę potrzebny jest wszystkim oddech, nawet te dwa tygodnie.

- Dla pana awans do ekstraklasy to w trenerskiej karierze największy sukces?
- Tak można powiedzieć. Mam poczucie, że wykonaliśmy z całym moim sztabem bardzo ciężką pracę, żeby pokazać w środowisku, że znamy się na tym, co robimy. Bardzo nam zależało, żeby wskoczyć na jeszcze wyższy poziom i to nam się udało. Kiedyś w Zagłębiu Lubin też wykonałem wszystko to, co miałem zadane. Tam jednak nie było kontynuacji. Później związałem się z Bruk-Betem i zależało mi, żeby wrócić na salony. Nie będę krył, że odczuwam osobistą satysfakcję po tym awansie.

- Jak wygląda sprawa pańskiego kontraktu?
- Zostaję w Niecieczy. Kontrakt został przedłużony na kolejny sezon.

- Z celem utrzymania w ekstraklasie?
- Każdy beniaminek ma ciężko. Nie jest łatwo wywalczyć awans, ale jeszcze trudniej jest się utrzymać. Oczywiście są sezony, w których jeden czy drugi beniaminek sprawi niespodziankę. Tak jak Warta Poznań ostatnio. Generalnie jednak trzeba nastawić się na trudny sezon. Ja bardzo chciałbym, żebyśmy spokojnie, krok po kroku budowali zespół, który będzie robił postępy i który zadomowi się w ekstraklasie na dłużej. Państwo Witkowscy włożyli w ten klub mnóstwo serca, pracy, zbudowali naprawdę solidne fundamenty i dzisiaj jest to bardzo dobrze zorganizowany, poukładany klub. Ci ludzie po prostu zasługują na to, żeby Bruk-Bet Termalica Nieciecza zadomowiła się na dłużej w elicie polskiego futbolu.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Mariusz Lewandowski: Ten zespół poradzi sobie w ekstraklasie, ale wzmocnienia też będą - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie