Mariusz Piskorek (Niwa Nowa Wieś). Tylko w rundzie wiosennej zdobył 30 goli. To wynik na skalę krajową [ZDJĘCIA]

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Mariusz Piskorek (z prawej) w polu karnym jest dla przeciwników trudny do upilnowania. Trochę swobody i nieszczęście gotowe.
Mariusz Piskorek (z prawej) w polu karnym jest dla przeciwników trudny do upilnowania. Trochę swobody i nieszczęście gotowe. Fot. Jerzy Zaborski
Rozmowa z MARIUSZEM PISKORKIEM, napastnikiem Niwy Nowa Wieś, który z 39 golami został królem strzelców piłkarskiej klasy okręgowej zachodniej Małopolski

Z jednej strony kibice przyzwyczaili się do tego, że sięga pan po koronę króla strzelców klasy okręgowej, już po raz czwarty, ale po jesieni wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tytuł zdobędzie ktoś inny.
Dokładnie. Po pierwszej rundzie, mając na koncie ledwie 9 goli, traciłem do prowadzącego wówczas Przemka Dudzica z Hejnału Kęty aż 12 goli. Należę do ludzi ambitnych, ale mierzyłem siły na zamiary, więc miałem świadomość tego, że taka strata może się okazać nie do odrobienia. Stało się jednak inaczej. Na finiszu wyprzedziłem najgroźniejszego konkurenta o cztery trafienia.

Zdobycie 30 goli w rundzie wiosennej, a w 16 spotkaniach, to wynik na skalę krajową. Jest na to jakaś recepta?
Niestety, gdyby były pigułki na skuteczność, pewnie w aptekach byłby ich nieustanny deficyt. Sam po jesieni chętnie bym takowe połykał, bo czasem - aż nie do wiary - jakie czyste sytuacje zdarzyło się zmarnować. Futbol uczy pokory i po prostu byłem cierpliwy. Czekałem na przełamanie. Najgorsze, co mogłoby mi się zdarzyć, to niepotrzebne zadręczanie. To mogłoby doprowadzić blokady psychicznej. Jak przyszło przełamanie, to już strzelałem seriami. Niektórzy żartowali, nazywając mnie „kałasznikowem”.

Zawsze powtarzał pan, że w przypadku napastnika bardziej liczy się regularność niż sporadyczne strzeleckie fajerwerki. Czy po sezonie 2020/21 zmienił pan zdanie?
Nie. Napastnik zawsze powinien być powtarzalny. Czerpanie „małymi łyżkami” było dla mnie idealne w przypadku utrzymania przewagi nad resztą stawki, a tak było w poprzednich latach. W ostatnim sezonie, kiedy przyszło mi gonić lidera, potrzebowałem właśnie czegoś więcej. Tak też się stało. W pierwszym wiosennym meczu, wygranym u siebie z Kalwarianką 4:0, zdobyłem jedną z bramek i poczułem, że moc jest ze mną.

Czy był to sezon na pokonywanie barier?
Myślę, że tak. Zdobyłem najwięcej goli spośród wszystkich lat sięgania po króla strzelców. Wcześniej najwięcej było ich 35. Minionej wiosny zaliczyłem nie tylko hat-tricka, który dla napastnika jest szczególnym wyczynem. Dwa razy zdobyłem po cztery gole w jednym meczu, przeciwko Nadwiślaninowi Gromiec i Halniakowi Maków Podhalański. Myślałem, że i tej bariery nie pokonam. Jednak udało się się zdobyć pięć goli w meczu przeciwko Babiej Górze, którą pokonaliśmy 6:1. Suski zespół był zaliczany do czołówki ligowej. Z tej wyliczanki wynika, że ta „covidowa” wiosna, którą trzeba było rozegrać w dwa miesiące, była dla mnie rewelacyjna.

W tym sezonie „pękło” także 200 goli w barwach Niwy. Czy został pan już strzelcem wszech czasów tego klubu?
Jeszcze nie. Przemek Dudzic ma na koncie 213 trafień. Kiedyś razem graliśmy w Niwie i popularny „Bolo” strzelał sporo goli. Przecież do niego należy rekord sezonu wszech czasów okręgówki, bo zdobył w niej 44 gole w jednym z sezonów. Mnie, choć miałem rewelacyjną wiosnę, zabrakło kilku trafień do ustanowienia nowego rekordu na szczeblu międzypowiatowym. Najlepszy strzelec w historii Niwy może być dla mnie kolejnym wyzwaniem. Nie ma co wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość, bo – jak mówię – futbol uczy pokory.

Aż dziw bierze, że tak bramkostrzelny napastnik nie ma ofert z wyższych lig…
Mam już „trzydziestkę” na karku i ustabilizowane życie, a tego chyba potrzebuję najbardziej. Mam wsparcie nie tylko od żony i dzieci, bo 3-letni syn Dawid musi być na każdym meczu taty, więc może pójdzie w ślady ojca, ale także moimi piłkarskimi wyczynami żyje cały oddział w mojej pracy. Jestem zatrudniony w kopalni, pod ziemią, więc proszę mi wierzyć, że kumulacja rundy w dwa miesiące dała się mocno we znaki. Zawsze mogłem liczyć na przychylność kierownika, jeśli chodziło o wzięcie wolnego na mecz w połowie tygodnia. Koledzy z pracy mocno mi kibicują. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, więc czego więcej chcieć? Zresztą w przeszłości grałem już poza Nową Wsią, jak choćby w rezerwach Cracovii. To było bardzo dawno. Może uda mi się z Niwą wyjść z okręgówki, to pod koniec przygody z futbolem pogram jeszcze trochę wyżej. Taki „skok na rok” w inne strony, zburzyłby mój ułożony rytm życia.

Czy jednak Niwie uda się wywalczyć awans? Zawsze jest w czołówce okręgówki, ale do pełni szczęścia zawsze czegoś brakuje...
Po sezonie można już tylko gdybać, w których meczach uciekły nam niepotrzebne punkty. To już historia. Przed nami reforma rozgrywek w Małopolsce, bo ma powstać jedna grupa czwartej ligi i dwie piąte ligi, będące szczeblem pośrednim między czwartą ligą, a okręgówką. Kiedyś już był taki model i Niwa grała w V lidze. Może zatem najpierw trzeba się wyrwać z okręgówki do piątej ligi, a potem, kto wie, może uda się wyskoczyć wyżej.

Jakieś wakacyjne plany?
W tym roku żadnych, bo latem ruszam z budową domu. Syna już mam, dom zbuduję, to zostaje zasadzenie drzewa. Może tym sportowym drzewem będzie zapisanie się na kartach historii Niwy jako strzelec wszech czasów?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie