Marsz Pamięci. W wodzisławskim Pałacu Dietrichsteinów odczytano niezwykły list. Napisała go w imieniu więźniarki dzielna Gertrud ZDJĘCIA

Ireneusz Stajer
Ireneusz Stajer
Spotkanie uczestników Marszu Pamięci w Pałacu DDietrichsteinów
Spotkanie uczestników Marszu Pamięci w Pałacu DDietrichsteinów Ireneusz Stajer
Marsz Pamięci dociera do Wodzisławia od 2012 roku. W tym roku obchody podsumowano w Pałacu Dietrichsteinów. Usłyszeliśmy, że najnowszym odkryciem wodzisławskiego muzeum związanym z Marszem Śmierci w styczniu 1945 roku jest tajemniczy list z Loslau (Wodzisławia), o którym opowiedział historyk Piotr Hojka. Odczytał również tę niezwykłą korespondencję.

Na pewno będziecie kochane dziatki dziwić się co to za nieznajomy list otrzymacie. Otóż chce wam napisać i dać do wiadomości, że wczoraj mówiłam z waszą matką, kochana przechodziła tu ona koło nas o godzinie 7 wieczorem, tu na dworzec do Wodzisławia, a pieszo, już od piątku wieczora z Oświęcimia (...)

Tymi słowami wodzisławianka Gertrud Filut dała znać rodzinie Stefanii  Michejda, jednej z  więźniarek idącej w Marszu Śmierci, że ich matka żyje. List z Loslau (po niemiecku Wodzisław) to niezwykła pamiątka z czasów, gdy przez  miasto przechodził morderczy marsz.

O  niezwykłej korespondencji, w minioną niedzielę, w czasie obchodów rocznicowych Marszu Śmierci opowiedział historyk Piotr Hojka.

- Otrzymałem go od pani Barbary Michejdy z Warszawy, dzisiaj ponad 90-letniej kobiety. To ona właśnie była adresatkę tej korespondencji. Jest niezwykła, dlatego, że jest jedynym znanym dokumentem w postaci listu, wysłanym z Wodzisławia i opisującym Marsz Śmierci - zaczął historyk.

Na korespondencji widnieje data - 20 stycznia 1945 roku, a został wysłany z poczty w Wodzisławiu, 23 stycznia. List informuje o ewakuacji więźniów oświęcimskich. Napisała go wodzisławianka Gertrud (Gertruda) Filut, która mieszkała przy ulicy Pszczyńskiej 8, w latach 70. ubiegłego wieku przemianowanej na Jastrzębską. Numeracja domu wskazuje na okolicę dzisiejszego McDonald’sa.
W rozmowie z panią Barbarą, wodzisławski historyk poznał historię tej korespondencji. Otóż, w czasie niemieckiej okupacji ze swoim braciszkiem zamieszkała u ciotki w Ustroniu. Krewna przygarnęła dzieciaki, ponieważ Niemcy aresztowali ich rodziców za działalność niepodległościową. Michejdowie trafili do Auschwitz-Birkenau. Ojciec pani Barbary zginął a obozie, a matka w styczniu 1945 roku wyruszyła w Marszu Śmierci. Szły w nim trzy więźniarki, które trzymały się razem.

- Poznałem ich historię nie tylko z opowieści pani Basi, ale również materiałów nieżyjącego już Tadeusza Kijonki, znanego publicysty i pisarza - wskazał Piotr Hojka.

Jedną z trzech kobiet była urodzona w Czyżowicach Agnieszka Wolska, która miała siostrę w Wodzisławiu, czyli wspomnianą Gertrud Filut. Kiedy Marsz Śmierci dotarł do Wodzisławia, Niemcy o dziwo zgodzili się, by więźniowie przenocowali w zabudowaniach gospodarczych blisko stacji kolejowej - oczywiście pod ścisłym nadzorem. Na dworze panował wtedy ponad 20-stopniowy mróz, więc ludziom groziła śmierć z zimna.

Agnieszka Wolska powiedziała swoim koleżankom w pasiakach, że w pobliżu mieszka jej siostra. Esesman zgodził się, aby kobiety przenocowały u Gertrud Filut. Tam wszystkie trzy najadły się do syta i umyły - to było dla nich coś niesamowitego po piekle Auschwitz-Birkenau i wielu kilometrach morderczego marszu w mrozie.

Jak zaznaczył Piotr Hojka, nocą kobiety mogły uciec, bo Niemcy poszli spać. Nie skorzystały jednak z okazji. Zapewne ucieczka wiązałaby się z konsekwencjami dla rodziny, która udzieliła im gościny, i dla nich samych. Jedna z kobiet, Stefania Michejda poprosiła natomiast Gertrud Filut o napisanie listu do jej dzieci, mieszkających u ciotki w Ustroniu, że ich mama żyje.

Początkowo ciotka i wuj pani Barbary ukryli list przed dziećmi, obawiając się nieprzewidywalnej reakcji. Po kilku dniach powiedzieli dzieciom o korespondencji, która dawała dzieciom nadzieję, że jeszcze zobaczą swoją mamę. Zresztą takie było główne przesłanie listu.

Parę dni temu pani Barbara napisała do Piotra Hojki, ciesząc się, że na dzisiejszym spotkaniu w Pałacu Dietrichsteinów zostanie poruszony ten temat. Autorka podkreśla że tylko odwadze Gertrudy trzeba zawdzięczać to, że przyjęła trzy więźniarki pod swój dach, narażając się na nieprzewidziane skutki. Nazywa Gertrudę „dzielną kobietą z Wodzisławia”. Po raz drugi wykazała się nadzwyczajną odwagą, wysyłając list pocztą.

- Ponad wszystko Gertruda wykazała się honorem i uczciwością, pamiętając o prośbie mojej mamy. Nie każdy dzisiaj, w zwyczajnych warunkach pamiętałby o tym - zwraca uwagę pani Barbara.

Stefania Michejda przeżyła wojnę.

- Pytałam mamę, dlaczego Agnieszka Wolska nie ukryła się w domu siostry? Myślę, że był to bardzo mały dom, łatwy do przeszukania. Mama odpowiedziała krótko: „to nie było takie proste…”. Cóż dodać, dla tych trzech nieszczęsnych kobiet umycie się ciepłą wodą z miski, najedzenie się do syta - to było wielkie wydarzenie, nadzwyczajne szczęście godne pamiętania przez lata - wskazała pani Barbara.

Piotr Hojka mówił, że postara się, by list Gertrud trafił do zbiorów muzeum. Musi byś jednak na to zgoda pani Barbary. Historyk pokazał również zdjęcie rodziny Michejdów, wykonane przed wybuchem II wojny światowej oraz fotografię pani Stefanii w oświęcimskim pasiaku.

- Póki co, nikt z rodziny pani Gertrud Filut nie skontaktował się ze mną. Próbowałem kogoś znaleźć, ale bez powodzenia. Rodzina Michejdów jest bardzo znana na ziemi cieszyńskiej i Zaolziu. Wywodzą się z niej patrioci, naukowcy - przypomina Piotr Hojka.

W Wodzisławiu tragiczne wydarzenia z 1945 roku upamiętniane są co roku. Zgodnie z tradycją, w tym roku już po raz 12   grupa piechurów pokonał trasę zbliżoną do tej, jaką 78 lata temu wyruszyło blisko 56 tysięcy więźniów z obozu KL Auschwitz. W niedzielę, 22 stycznia uczestnicy Marszu Pamięci dotarli do Wodzisławia Śląskiego, którego mieszkańcy ponownie włączyli się w
obchody Marszu Śmierci. Jego inicjatorem był śp. Jan Stolarz, który już wiele lat temu wraz ze skromną, kilkuosobową grupą wędrował zimą z Oświęcimia do Wodzisławia. Teraz odbywający się marsz nosi jego imię.

Na spotkaniu wypowiedzieli się uczestnicy Marszu Pamięci imienia Jana Stolarza.

- Ważne, że pamięć, którą Janek w nas zaszczepił, będzie trwała – zapewnił Robert Furtak, pierwszy ze współpracowników Jana Stolarza.

- Grób w Pszczynie ma dla mnie i wielu uczestników szczególne znaczenie. Znajduje się tam tablica, upamiętniająca najmłodszą ofiarę Marszów Śmierci w całej Europie. 21 stycznia 1945 roku, urodził się chłopczyk Ireneusz, zmarł dziewięć dni później – mówił pan Robert.

W Studzionce odbyła się msza św., a potem uroczystość przy grobie ofiar Marszu Śmierci. Ksiądz proboszcz i lokalna społeczność zapraszają uczestników Marszu w gości do swoich domów. W Pawłowicach kilka lat temu odbyła się uroczystość z udziałem młodzieży z kilkunastu krajów. W tym roku delegacja władz Pawłowic, młodzież, harcerze przeszli z uczestnikami do pomnika w Bziu, a stamtąd delegacje jastrzębskie zabrały grupę do miejscowego kościoła św. Katarzyny, przy którym jest grób ofiar Marszu Śmierci. Z pomnika w Zdroju grupa przeszła do Mszany. W uroczystości przy miejscowym grobie wzięła udział senator Ewa Gawęda. Co ciekawe, udało się tu zaprosić przewodnika z Izraela, który przywozi żydowską młodzież do Polski i pokazuje jej miejsca związane z niemieckimi zbrodniami. Marsz Pamięci zakończył się na dworcu kolejowym w Wodzisławiu.

- Pan Janek zawsze nam mówił, że jeśli choćby jedna osoba zwróciła uwagę na nasze obchody Marszu Śmierci, to już jest dużo. Na trasie jest coraz więcej gości – oznajmia Robert Furtak.

Zbigniew Bubak wyjawił, że Jan Stolarz zainspirował go do udziału w Marszu Pamięci swoją pokorą.

Izabela Gardian podzieliła się swoimi przeżyciami związanymi z Marszem Pamięci.

- Na trasie staram się milczeć. Cisza może być bardzo wymowna. Przez ciszę, milczenie oddaję hołd tak bestialsko potraktowanym, mordowanym, zranionym ludziom, których zredukowano do zwierząt, insektów… - stwierdziła.

- Swoim milczeniem oddaję też hołd tym, którzy pomagali oświęcimskim więźniom. Wśród Polaków było wiele osób chcących pomóc i narażających nawet swe życie. Milczenie nie zawsze jest dobre. Czasem trzeba mówić głośno i należy pamiętać, że ten Marsz odbywał się w cieniu wojny. Za naszą wschodnią granicą też toczy się wojna. Nie należy tu milczeć, pewne fakty należy tu wypowiedzieć – dodała.

Następnie odczytała kilka wierszy swojego autorstwa poświęconych ofiarom Marszu Śmierci. Usłyszeliśmy też zestaw trzech wierszy autorstwa młodej poetki z Radlina, Marty Olszewskiej.

O znanych i nieznanych faktów związanych z marszem śmierci mówił Jan Delowicz z Muzeum Miejskiego w Żorach, autor książki „Śladem krwi”. Przypomniał m.in. postać austriackiego feldmarszałka Johanna Georga Friedlänadera, pochodzenia żydowskiego. Urodził się w Bernie (Szwajcaria), został ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim. W 1909 roku ukończył Akademię Wojskową w Wiedniu. Podczas I wojny światowej walczył w Serbii i Włoszech, a 1920 roku otrzymał austriackie obywatelstwo. Przed wojną pracował w tamtejszym ministerstwie sprawiedliwości, od 1931 roku był w stanie spoczynku. W 1943 roku Niemcy deportowali feldmarszałka hitlerowców do Terezina, a w 1944 roku do Auschwitz-Birkenau. Zginął podczas Marszu Śmierci prawdopodobnie w okolicach Mszany.

Jan Delowicz mówił, że 62-letni Johann Georg Friedlänader nie był w stanie iść dalej. Uklęknął na poboczu, czekając na śmiertelny strzał. Esesman roześmiał się i oddał do więźnia aż dwa strzały, wyróżniając go tym, bo był feldmarszałkiem. Pozostałych więźniów zabijano jedną jedną kulą. Do dziś nie wiadomo, gdzie pochowano Johanna Georga Friedlänadera.

W sali muzeum można było również zobaczyć autentyczny pasiak więźnia Auschwitz-Birkenau. Przyniósł go wodzisławianin Andrzej Prokop. Wilhelm przeżył obozową gehennę, zmarł po wojnie.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie