Medaliści lekkoatletycznych mistrzostw Europy wrócili do Polski. Szalony pomysł z Pią Skrzyszowską w sztafecie

Redakcja
Pia Skrzyszowska z ojcem i trenerem Jarosławem Skrzyszowskim podczas konferencji prasowej po powrocie reprezentacji Polski z mistrzostw Europy
Pia Skrzyszowska z ojcem i trenerem Jarosławem Skrzyszowskim podczas konferencji prasowej po powrocie reprezentacji Polski z mistrzostw Europy PAP/Leszek Szymański
- Polska lekkoatletyka jest na dobrej drodze do dalszych postępów, ponieważ młodzież cały czas napiera na mistrzów - powiedział prezes PZLA Henryk Olszewski po powrocie ekipy biało-czerwonych do Warszawy z mistrzostw Europy w Monachium, gdzie zdobyła 14 medali, w tym trzy złote.

W poniedziałkowej konferencji prasowej wzięli udział medaliści mistrzostw Europy, trenerzy oraz działacze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

"Najbardziej cieszą nowe twarze, które się pokazały. Nowe odkrycia tego roku. Polska lekkoatletyka jest na dobrej drodze do dalszych postępów, ponieważ młodzież cały czas napiera na mistrzów. Serdecznie gratuluję zawodnikom, trenerom i całemu sztabowi. Włożyli bardzo dużo w ten ciężki sezon, w którym były mistrzostwa świata i Europy. Zdali egzamin na 110 procent. Myślę, że w przyszłym sezonie utrzymamy tę dyspozycję" - stwierdził Olszewski.

Jako pierwsza medal ME zdobyła Aleksandra Lisowska, która wygrała maraton, uzyskując czas 2:28.34.

"Jadąc do Monachium byłam świetnie przygotowana. Wiedzieliśmy z trenerem po co tam jadę. Mój występ na igrzyskach olimpijskich nie był najlepszy w moim wykonaniu, więc tutaj chciałam to odczarować i udowodnić, że jednak potrafię biegać. Jestem zawiedziona tym, że nie udało pobić mi się rekordu Polski, bo trener przygotowywał mnie na taki wynik, ale najważniejsze, że jest złoty medal. Oczywiście o wynik cały czas walczę. Mam nadzieję, że uda się już w lutym" - oznajmiła Lisowska.

"Wiedzieliśmy, że Ola jest bardzo mocna i byliśmy przygotowani na każdy wariant biegu, bo była w życiowej formie. Gdyby było mocne tempo, to wiedziałem, że Ola jest w stanie je wytrzymać" - dodał trener Jacek Wosiek.

W niedzielę Pia Skrzyszowska została mistrzynią Europy w biegu na 100 przez płotki. W finale uzyskała czas 12,53. Poprzednią polską mistrzynią Europy w tej konkurencji była Lucyna Langer-Kałek w 1982 roku.

"Czułam się pewnie na płotkach, choć swojego biegu zupełnie nie pamiętam. Obejrzałam go dopiero po całym dniu. Czułam się przygotowana. Wiedziałam, że mogę walczyć o złoty medal, choć nie będzie to proste, ale wystarczyło się odpowiednio skoncentrować, pobudzić i wtedy byłam już pewna swego" - wyznała Skrzyszowska.

45 minut później płotkarka zdobyła drugi medal. Do indywidualnego złota dołożyła srebro w sztafecie 4x100 m, razem z Anną Kiełbasińską, Mariką Popowicz-Drapałą i Ewa Swobodą. Polki uzyskały wynik 42,61 i o 0,07 s poprawiły rekord kraju.

Dołączyłam do sztafety. To był taki spontaniczny, szalony pomysł. Przed biegiem nie zrobiłyśmy ani jednej zmiany, ale chyba wyszło bardzo dobrze skoro zajęłyśmy drugie miejsce. Wieczór się skończył dla mnie fenomenalnie - oznajmiła Skrzyszowska.

"Pia na zawodach jest dla mnie trochę nudna, bo wykonuje to samo co na treningu. To nie jest tak, że wygląda przeciętnie i nagle wyskakuje jak diabeł z pudełka, tylko świetnie prezentuje się na treningach, a potem potrafi zrealizować to na zawodach" - zażartował Jarosław Skrzyszowski, ojciec i trener zawodniczki.

"Pokazałyśmy z dziewczynami, że polska sztafeta 4x100 m też może biegać szybko" - dodała Swoboda, która startowała na ostatniej zmianie.

W czwartek Wojciech Nowicki drugi raz z rzędu został mistrzem Europy w rzucie młotem. W piątej serii osiągnął najlepszy w tym roku wynik na świecie - 82,00.

"Zaraz po konkursie wracaliśmy, żeby zdążyć na koncert. Moim wielkim marzeniem było, żeby na żywo posłuchać takiej persony jak Andrea Bocelli. Cieszę się, że udało mi się tego wszystkiego dopiąć. Można powiedzieć, że miałem nie startować, tylko wybrać się na koncert, ale udało się zdobyć złoty medal, szybko wrócić i pojechać na koncert, więc bardzo się cieszę, że upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu" - skomentował żartobliwie Nowicki.

Polak wyprzedził Węgra Bence Halasza, który wcześniej poprawił rekord życiowy - 80,92.

"Co do konkursu, to cieszę, że tak przebiegł. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, że rzuciłem 82 metry, ponieważ to była już końcówka formy. Staraliśmy się ją jak najlepiej podtrzymać. Wszystko zagrało. Była bardzo dobra pogoda i mokre koło, które było bardzo szybkie. Starałem się to jak najlepiej wykorzystać. Cieszę się, że Węgier rzucił daleko. Zmotywowało mnie to do tego, żeby jeszcze z nim porywalizować i go przerzucić. Ten sezon był stabilny i dobrze przepracowany. To był rok obfitujący w sukcesy, bo udało mi się przywieźć dwa medale. Perspektywy są dobre. Pracujemy dalej. Za rok są mistrzostwa świata. Za dwa lata igrzyska olimpijskie. Dla nas sportowców to bardzo ciekawy czas. Każdy będzie się chciał do tego jak najlepiej przygotować" - oznajmił Nowicki.

Kiełbasińska przywiozła aż trzy medale z Monachium. Oprócz srebra w sztafecie 4x100 m sięgnęła też po srebro w sztafecie 4x400 m i brąz na 400 m indywidualnie.

"Nawet w moich najśmielszych marzeniach i oczekiwaniach nie wliczałam tego trzeciego medalu. Nie myślałam, że taka sytuacja może się zdarzyć, bo samo bieganie na 400 m indywidualnie i w sztafecie jest wykańczające. Ta propozycja pojawiła się totalnie spontanicznie. Czułam się nieźle i następnego dnia rano trener Jacek Lewandowski podjął tę decyzję, za co jestem mu bardzo wdzięczna. To było bardzo ekscytujące wydarzenie w moim życiu. 12 lat temu byłam rezerwową i z trybun oglądałam dziewczyny w sztafecie 4x100 m, które biły rekord Polski i zdobywały medale. Miałam wtedy taką myśl, że ja bym też kiedyś chciała tam być" - wyznała Kiełbasińska.

Natalia Kaczmarek, Anna Kiełbasińska, Iga Baumgart-Witan i Justyna Święty-Ersetic zdobyły srebrny medal w sztafecie 4x400 m. Wygrały Holenderki z Femke Bol w składzie, które osiągnęły czas 3.20,87. Polki uzyskały 3.21,68, a trzecie Brytyjki - 3.21,74.

"Wróciłyśmy w przepięknym stylu. To jest drugi wynik tej sztafety w historii polskiej lekkoatletyki. Przegrać z Holandią to żaden wstyd. Ten wynik zawsze dawał medal mistrzostw świata, więc widać po prostu jak świat idzie do przodu. Zrobiłyśmy z dziewczynami wszystko, co mogłyśmy. Jest lekki niedosyt, że nie udało się obronić tytułu, ale mam nadzieję, że za dwa lata się uda. Wiele dziewczyn aspiruje, żeby wejść do naszej sztafety. Z takim zapleczem w dalszym ciągu będziemy pisać piękną historię" - oświadczyła Święty-Erestic.

Polska zajęła szóste miejsce w klasyfikacji medalowej lekkoatletycznych ME z dorobkiem 14 medali: trzech złotych, sześciu srebrnych i pięciu brązowych. Aż 12 było dziełem kobiet. To najlepszy występ w imprezie tej rangi od 1966 roku, kiedy w Budapeszcie biało-czerwoni wywalczyli 15 medali, w tym siedem z najcenniejszego kruszcu.

(PAP)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Przygotowania do meczu Polska-Argentyna. Jak powstrzymać Leo Messiego?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie