Mendelssohn znany i nieznany

Redakcja
Udostępnij:
W ubiegłym tygodniu abonamentowe koncerty Filharmonii Krakowskiej były zarazem zakończeniem Dni Muzyki Feliksa Mendelssohna.

Anna Woźniakowska: Z SALI KONCERTOWEJ

Izraelski dyrygent Lior Shambadal, dyrektor artystyczny orkiestry Berliner Symphoniker, uchodzi za specjalistę właśnie od muzyki Mendelssohna. W piątek poprowadził dwie symfonie tego kompozytora, jego pierwszy utwór na orkiestrę symfoniczną, napisaną przez 15-latka I Symfonię c-moll oraz Symfonię a- moll "Szkocką" oznaczoną według kolejności wydania numerem trzecim, ale będącą w rzeczywistości ostatnim dziełem symfonicznym twórcy. To zestawienie wyraźnie wskazywało drogę rozwoju warsztatu kompozytorskiego Mendelssohna oraz wczesne wykrystalizowanie się głównych cech jego muzyki decydujących o jej oryginalności. Lior Shambadal obu utworom nadał kształt doskonały, w czym dopomogła mu orkiestra czujnie reagująca na każdy dyrygencki gest, grająca lekko i szlachetnym dźwiękiem.
Pomiędzy utworami symfonicznymi zabrzmiał Koncert fortepianowy e-moll Mendelssohna. To dzieło odnalezione przed kilkoma laty w bibliotece Uniwersytetu w Oxfordzie przez pianistę i muzykologa Roberta Prossedę, który był też w piątek wykonawcą partii solowej. Koncert e-moll, nad którym kompozytor pracował w ostatnich latach swego życia, pozostał w szkicach. Rekonstrukcji dokonał Włoch Marcello Bufalini. Słuchając w piątek utworu zastanawiałam się, czy szkice okazały się tak wątłe, czy opracowujący utwór postanowił być tym zarysom utworu absolutnie wierny, czy też nie potrafił wejść w ducha muzyki Mendelssohna. Koncert e-moll w opracowaniu Marcela Bufaliniego wydał mi się prezentacją ładnych motywów potraktowanych banalnie zarówno od strony harmonicznej, jak i samej pracy motywicznej.
Piątkowy koncert był trzecim z kolei wysłuchanym przeze mnie w ubiegłym tygodniu wieczorem muzycznym poświęconym Mendelssohnowi. Tym bardziej dokuczliwy był niedostatek wyobraźni i szlachetności w Koncercie e-moll i nie zawinił tu pianista grający z prawdziwie romantycznym uczuciem. W olbrzymim kontraście z zawartością Koncertu e-moll zabrzmiała zagrana na bis przez Roberta Prossedę jedna z Mendelssohnowskich Pieśni bez słów. To była prawdziwa poezja fortepianowa. Tym niemniej Koncertu e-moll wysłuchałam z niekłamaną ciekawością.
W cieniu obchodów mendelssohnowskich oraz innych koncertów zorganizowanych w ubiegłym tygodniu odbyły się w czwartek we Floriance imprezy przygotowane przez Katedrę Kompozycji Akademii Muzycznej, a poświęcone Krzysztofowi Meyerowi z okazji 65. rocznicy urodzin - spotkanie z kompozytorem prowadzone interesująco przez dr. Krzysztofa Szwajgiera, zdominowane przez wątek upolitycznienia muzyki w drugiej połowie XX wieku, oraz koncert utworów kameralnych jubilata. Sonata na wiolonczelę i fortepian z roku 1983, VIII Kwartet smyczkowy (1985) i Trio na klarnet, wiolonczelę i fortepian ukończone w 1998 roku w bardzo dobrym, pełnym zaangażowania wykonaniu Anny Armatys - wiolonczela, Andrzeja Godka - klarnet, Janiny Romańskiej-Werner i Bartłomieja Kominka - fortepian oraz Airis Quartet, przybliżyły słuchaczom muzykę pełną emocji, barwną, świetną pod względem warsztatowym i - co najważniejsze - prawie zupełnie nieznaną.
Krzysztof Meyer - krakowianin - po latach pracy w Niemczech powrócił na macierzystą uczelnię z pożytkiem dla przyszłych pokoleń kompozytorskich i ku radości melomanów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie