Mentalność okupanta

Redakcja
Eksperci wyliczają, że wartość utraconych przez Polskę dóbr kultury, które Sowieci wywieźli na początku II wojny światowej z samego Lwowa wynosi - według obecnych cen - około 11 mld dolarów. Moskwa do dzisiaj nie przyznała, że konfiskaty zabytków i dzieł sztuki wywiezionych z terytorium Rzeczypospolitej między 17 września 1939 r. a 21 czerwca 1941 r. oraz w latach 1944-1947 były bezprawne.

Domaganie się przez Polskę zwrotu zagrabionych dóbr kultury traktowane jest przez Moskwę jako przejaw antyrosyjskości

Eksperci wyliczają, że wartość utraconych przez Polskę dóbr kultury, które Sowieci wywieźli na początku II wojny światowej z samego Lwowa wynosi - według obecnych cen - około 11 mld dolarów. Moskwa do dzisiaj nie przyznała, że konfiskaty zabytków i dzieł sztuki wywiezionych z terytorium Rzeczypospolitej między 17 września 1939 r. a 21 czerwca 1941 r. oraz w latach 1944-1947 były bezprawne.

   Z kolei straty kulturalne Polski spowodowane przez Niemcy w okresie II wojny światowej wyniosły - jak szacują fachowcy - około 15 mld dolarów. Przypominanie Niemcom o odpowiedzialności nie tylko moralnej, ale i materialnej za zbrodnie popełnione również na spuściźnie kulturalnej naszego kraju jest niezbędne - twierdzi prof. Jan Pruszyński z Instytutu Nauk Prawnych PAN. Autor monumentalnej pracy "Dziedzictwo kultury polskiej. Jego straty i ochrona prawna" podkreśla jednak, że rząd niemiecki nie neguje faktów grabieży i niszczenia naszego dorobku kulturalnego przez swoją poprzedniczkę prawną, czyli III Rzeszę. Nie można natomiast tego samego powiedzieć najpierw o władzach Związku Sowieckiego, a następnie Rosji, spadkobierczyni prawnej ZSRR.
   Prof. Daria Nałęcz, dyrektor Archiwum Państwowego, twierdzi, że walka o restytucję dzieł kultury, czyli przywrócenie pierwotnego stanu własności, powinna być obowiązkiem nie tylko polityków, ale również dziennikarzy.
   Dr Dariusz Matelski z Uniwersytetu im. Adam Mickiewicza w Poznaniu, autor pracy "Problemy restytucji polskich dóbr kultury", przyznaje, że polskie roszczenia wobec Rosji traktowane są w Moskwie jako przejawy antyrosyjskości, a nie jako naturalne prawo do odzyskania utraconej własności państwowej i prywatnej. Dr Matelski przypomina, że tego rodzaju stanowisko - zbieżne z rosyjskim - reprezentują także polscy rusofile, którzy z reguły w PRL byli sowietofilami. Zarzucają oni historykom, prawnikom i archiwistom "wiernym polskiej racji stanu, ukazującym tragiczne losy polskich dóbr kultury w Rosji oraz udowadniającym Moskwie grabież państwową i paserstwo poloników, rzekomy przejaw antyrosyjskości" - argumentuje dr Dariusz Matelski.
   Prof. Jan Pruszyński zwraca uwagę, że stanowisko rządu rosyjskiego określone w roku 2000 w dokumencie dotyczącym bezpieczeństwa narodowego utrudnia nie tylko poszukiwanie zagrabionych w Polsce dzieł, z których znacząca część pozostaje w zbiorach rosyjskich lub jej dawnych republik związkowych, ale również uniemożliwia nam zasadne żądanie rewindykacyjne i odszkodowawcze. Rosjanie uznali w nim, że nie może być mowy o zwrocie jakichkolwiek dóbr kultury, które trafiły do ZSRR po 17 września 1939 r. i wszelkie roszczenia w tej sprawie są bezpodstawne.
   Prof. Pruszyński przekonuje natomiast, że polskie roszczenia rewindykacyjne nie są aktem wrogości, "ale dążeniem do potrzebnej obu narodom normalizacji stosunków, również w kulturze".

   W PRL nie poczyniono ze względów politycznych nic, aby uzyskać od Sowietów choćby minimalne odszkodowanie za szkody powstałe w wyniku kradzieży przez Moskwę dóbr kultury z terytorium Rzeczypospolitej. Prof. Jan Pruszyński i dr Dariusz Matelski przypominają, że w Polsce Ludowej zaprzestano nawet prac nad dokumentacją zbiorów rodzimych, które zostały zrabowane i znajdują się za wschodnią granicą naszego państwa. Takie działania utrudniły poszukiwanie zrabowanych nam przez Sowietów dzieł sztuki.
   Kwestia zwrotu polskich dzieł kultury została podjęta dopiero w roku 1989, w czasie wizyty premiera Tadeusza Mazowieckiego w Związku Sowieckim. Wówczas rozmawiano przede wszystkim o działach sztuki i zabytkach, które zostały wywiezione z ziem polskich pomiędzy 17 września 1939 r. a 15 czerwca 1941 r. Rząd Mazowieckiego interesował się m.in. znaczącą częścią zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, 2142 obrazami i rzeźbami z galerii Lwowa, prawie 800 dziełami sztuki, które znajdowały się w Muzeum Lubomirskich, oraz 216 obrazami i rzeźbami ze zbiorów Dzieduszyckich. Rozmowy dotyczyły też słynnej "Bibliotheca Regia" Stanisława Augusta Poniatowskiego znajdującej się w Kijowie i księgozbioru Jana III Sobieskiego. Polskiej stronie udało się wówczas tylko wymienić kilka dzieł, które zostały przejęte jako łup przez Armię Czerwoną, m.in. XVI-wieczne płyty nagrobne z katedry poznańskiej, 2 obrazy Pompeo Batoniego "Apollo i muzy" oraz "Alegoria architektury, malarstwa i rzeźby" ze zbiorów wilanowskich. W zamian Polska zwróciła Moskwie kilka dzieł, które zostały zrabowane z Rosji przez Niemców, a trafiły do Polski.
   Prof. Jan Pruszyński i dr Dariusz Matelski przypominają, że tylko w okresie 1939-1941 do Moskwy, Leningradu, Charkowa i Kijowa wywieziono bardzo liczne nasze obrazy, rzeźby i inne dzieła sztuki, pochodzące ze zbiorów publicznych i prywatnych. W rosyjskich zbiorach publicznych, od tak renomowanych, jak Ermitraż, Orużejna Pałata, w bibliotekach państwowych w Moskwie i Petersburgu, ale też w muzeach lokalnych, znajdują się nie tylko polonica, ale dzieła sztuki mistrzów zachodnich, pochodzące z muzeów i kolekcji polskich, zarówno zawłaszczonych przez carską Rosję, jak i w czasie sowieckiej okupacji Kresów Wschodnich II RP.
   Władze Rosji odżegnują się od jakiejkolwiek odpowiedzialności wynikającej z sukcesji praw, prezentując tezę, że wszystkie dzieła zawłaszczone, zdobyte i wywiezione przez władze ZSRR są rekompensatą strat kulturalnych poniesionych przez Rosję wskutek wojny.
   Według prof. Jan Pruszyńskiego, wybitnego prawnika i znawcy rewindykacji polskich dzieł sztuki, stanowisko władz rosyjskich jest fałszywe. Dlaczego? Po pierwsze, zrabowane nam przez Związek Sowiecki dobra kultury nie były zdobyte w boju, ale zagrabione przez obcą administrację na okupowanym terytorium, w dodatku cały proceder odbywał się wbrew prawu międzynarodowemu. Po drugie - Polska nie ponosi odpowiedzialności za straty, jakie ponieśli Sowieci wskutek zdrady ich sojusznika, czyli Niemców. Po trzecie - ZSRR nie miał żadnego prawa kraść naszych dóbr kultury w latach 1944-1947.
   Na marginesie warto zwrócić uwagę na sprawę zwrotu archiwaliów po byłej PZPR - o co apeluje dr Dariusz Matelski. Przypomina on, że w latach 70. i późniejszych Sowieci na dużą skalę sporządzali mikrofilmy z najważniejszych dokumentów partii komunistycznych państw znajdujących się pod ich władzą, ale także otrzymywali raporty od zwalczających się frakcji wewnątrz partii komunistycznych. Na przykład podczas negocjacji rosyjsko-niemieckich w latach 90. Rosjanie przyznali się, że posiadają prawie 25 tys. rolek mikrofilmów z akt rządzącej w latach 1949-1989 w NRD komunistycznej partii SED. Są tam archiwalia zawierające m.in. materiały mówiące o przestępstwach, preferencjach seksualnych czy słabościach członków kierownictwa wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Według dr. Matelskiego nie sposób nie założyć, że dokumenty z tego rodzaju brudnymi sprawami dotyczącymi liderów PZPR znajdują się na Kremlu. Poznański historyk jest przekonany, że udostępnienie tego typu akt znacznie poszerzyłoby bazę źródłową w badaniach nad najnowszą historią Polski.
WŁODZIMIERZ KNAP

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie