Miały kiedyś dom

Redakcja
Fot. Anna Kaczmarz
Fot. Anna Kaczmarz
Zdarzają się zwierzęta, które w schronisku czują się dobrze. To te, które wcześniej przeżyły piekło. Takie jak Mun, który całe 12-letnie życie spędził uwiązany na krótkim łańcuchu, dręczony przez wszelkie możliwe choroby. Na Rybną przyjechał wychudzony i pozbawiony sierści; dopiero niedawno zaczął przypominać normalnego psa. Swoje piekło przeżył też labrador, przywieziony do schroniska z wrośniętą w skórę szyi kolczatką. I umierające z głodu i zimna, osierocone kociaki z pewnego krakowskiego osiedla.

Fot. Anna Kaczmarz

KAŻDY MOŻE POMÓC. Krakowskie schronisko dla zwierząt jest dramatycznie przepełnione

Ale dla większości lokatorów krakowskiego schroniska przy ulicy Rybnej piekłem jest właśnie schronisko. Bo choć mają tu co jeść, choć nie marzną, choć w razie choroby są leczone

brakuje im tego, co najważniejsze

i co straciły - własnego domu i człowieka. Niemal wszystkie przywożone tu zwierzęta miały kiedyś dom. Ale zaczęły przeszkadzać - bo wyjazd za granicę lub na wakacje, bo urodziło się dziecko i lekarz straszy alergią, a babcia tym, "że koty wysysają oddech z niemowląt", bo zabawne, puchate kuleczki zamieniły się w dorosłe koty lub psy, bo rasowy kocur postarzał się i nie nadaje się do reprodukcji, a stary pies zaczął chorować, więc postanowiono wymienić go na "nowszy model".

- Ludzie przywożą całe mioty podchowanych szczeniąt i kociąt albo matki z maluchami - mówi Andrzej Jaworski, kierownik krakowskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. - Ostatnio mamy średnio trzy takie dostawy tygodniowo. I wiadomo, że przed świętami znowu pojawi się dużo ludzi, którzy przed planowanym wyjazdem zechcą pozbyć się kłopotu.

Schronisko jest dramatycznie przepełnione. Budowana przez 20 lat placówka, zaplanowana na 280 psów (o kotach w ogóle wówczas nie myślano), jest dziś schronieniem dla 630 psów i 237 kotów; samych tylko kociaków do 6 miesiąca życia jest blisko 50. Nawet największy wysiłek pracowników i wolontariuszy nie zapewni tym zwierzętom tego, co jest im do życia niezbędne, czyli kontaktu z człowiekiem. Więc chorują i umierają. Zabijają je nie tylko urazy, z którymi przyjechały do schroniska, nie tylko choroby, których w tak dużym zbiorowisku zwierząt nie zawsze udaje się opanować. Niektóre, przywiezione prosto z domu, nieraz po wielu latach życia z człowiekiem

po prostu nie chcą żyć.

Dlatego na pytanie, czego schronisko potrzebuje najbardziej, Andrzej Jaworski odpowiada: - Ludzi. Przede wszystkim tych, którzy zdecydują się na przygarnięcie któregoś z tych skrzywdzonych przez człowieka zwierząt. Niestety, chętnych do adopcji jest w tym roku niewielu - znacznie mniej niż tych, którzy chcą pozbyć się własnego zwierzaka. Poza tym, w wyniku niedobrych doświadczeń, schronisko zaostrzyło procedury adopcyjne, zwłaszcza w przypadku dużych psów i należących do ras uznawanych za agresywne. Zanim taki pies trafi do nowego właściciela, ten musi się zgodzić na wizytę społecznych inspektorów Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Ludzie potrzebni są także w samym schronisku. Chodzi tu głównie o wolontariuszy, którzy pomagają w opiece nad zwierzętami, wyprowadzają psy na spacery, zajmują się spragnionymi głaskania kotami. Bez nich pozbawione kontaktu z człowiekiem zwierzęta zaczynają dziczeć i tracą jakąkolwiek szansę na znalezienie domu. Prócz ludzi schronisko potrzebuje także rzeczy. Teraz, gdy zrobiło się zimno, najbardziej

potrzebne są koce i kołdry

("Byle nie puchowe, bo nie nadają się do prania" - zastrzega Andrzej Jaworski), a także pokarm dla kotów, najlepiej - "kocie" konserwy. - Dzięki takim darom posiadane fundusze możemy przeznaczać na inne, niezbędne dla zwierząt rzeczy - mówi kierownik schroniska. Prócz dostaw darów od sponsorów i okazjonalnych darczyńców (np. niektóre młode pary proszą o karmę dla schroniskowych zwierząt, zamiast tradycyjnych kwiatków), szansą na wsparcie jest coroczna akcja "Gwiazdka dla zwierzaków", skierowana do małopolskich placówek oświatowych. W ubiegłym roku udało się podczas tej akcji zgromadzić blisko 12 ton karmy! Informacje o tegorocznej zbiórce gwiazdkowej można znaleźć na stronie http://www.schronisko.krakow.pl/index.php?id=dod&m=33.

- Marzę o tym, że kiedyś nadejdzie taki czas, gdy będziemy więcej zwierząt oddawać do nowych domów niż przyjmować - mówi Andrzej Jaworski. I prosi, żeby o schronisku na Rybnej nie pisać, że "jest dobre". - Żadne, nawet najlepiej prowadzone schronisko nie jest dla zwierząt "dobre" - podkreśla. Nawet takie, w którym - mimo pojawiających się nacisków - nie poddaje się eutanazji zwierząt tylko dlatego, że są stare lub cierpią na choroby nadające się do leczenia. Dla zwierząt największym dobrem są bowiem odpowiedzialni właściciele, którzy dbają o swoich czworonożnych przyjaciół, nie pozwalają na ich bezmyślne, powiększające bezdomność rozmnażanie i nigdy ich nie porzucą - ani na drodze, ani w lesie, ani pod bramą schroniska.

Barbara Matoga

bmatoga@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie