Michal Sipľak: Czuję, że ludzie mnie tu przyjęli. Chłopaka, który chciał się uczyć polskiego, chciał się dostosować

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Michal Sipľak na stadionie Cracovii. Ta historia zaczęła się w lipcu 2017 roku
Michal Sipľak na stadionie Cracovii. Ta historia zaczęła się w lipcu 2017 roku Anna Kaczmarz
Chłopak z Bardejowa, w dzieciństwie często wpadał do Polski. – Przyjeżdżaliśmy na zakupy, było taniej. Kupowaliśmy truskawki, mięso – uśmiecha się Michal Sipľak. Dziś ma 26 lat, coraz więcej tatuaży i sporo przeżyć związanych z piłką. - Tata płakał, kiedy mówił mi, że jadę na mistrzostwa świata. A ja strzeliłem tam bramkę Urugwajowi – wspomina Słowak, który już od pięciu lat jest zawodnikiem Cracovii.

Mamy dziś 7 lipca. Pamiętasz, co się zdarzyło 7 lipca 2017 roku?

Pięć lat temu?… A, podpisałem kontrakt!

Pięć lat, a ja mało co o tobie wiem.

Jakoś nie lubię się mega upubliczniać. Powiedziałbym, że jestem introwertykiem. Raz na jakiś czas wywiad – OK, ale nie jestem typem, który co tydzień publikuje coś w mediach społecznościowych, na pewno nie.

Ale nie masz kłopotów z tym, żeby opowiedzieć coś o swoim życiu prywatnym.

Nie, ale uważam, że nie każdego to interesuje. Właściwie nikogo to nie interesuje. Każdy ma swoje życie, swoje problemy, swoje wydarzenia w życiu.

Ty pięć lat temu nie miałeś jeszcze tatuaży. Jako gracz Cracovii byłeś pod narkozą, zdobyłeś Puchar Polski, to w Krakowie zastała cię pandemia…

To od czego zacząć?

Od tatuaży. Czy wzór na lewym ramieniu – czaszka w cylindrze – ma coś wspólnego z miłością do Guns N’Roses?

Nie, zupełnie. To był taki trochę freestyle, podoba mi się ten styl tatuaży, oldskulowy. Wiem, co ludzie powiedzą: o, zrobił sobie tatuaże, jak każdy piłkarz! Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jestem piłkarzem. Miałbym tatuaże niezależnie od tego, czy byłbym piłkarzem, zawsze chciałem je mieć. I mogę powiedzieć, że jeszcze z tym nie kończę, będzie ich jeszcze więcej.

W 2018 roku latem wytatuowałeś sobie na ręce wzory, kontury, a rok później je kolorowałeś – chyba tak to było?

Tak jest. Tatuaże zawsze robię poza sezonem. Nie chcę ich robić w okresie, kiedy trenuję, żeby nie ryzykować zapalenia skóry. Wiadomo, że podczas treningów człowiek się poci. Jak człowiek zrobi sobie tatuaże, to powinien unikać wysiłku. Dlatego tatuaże dorabiam sobie zawsze w przerwie między sezonami – co pół roku, co rok. Teraz mam kolejne, które czekają na kolorowanie - na klatce piersiowej. Pewnie w zimie doczekają się kolorowania.

Zastanawiałeś się, dlaczego piłkarze tatuują się bardziej niż inne grupy zawodowe?

Trudne pytanie.

Nie dlatego, że dużo częściej niż np. ludzie w biurach oglądacie się bez ubrań i w związku z tym chcecie się wyróżnić?

Nie. Myślę, że to po prostu kwestia tego, co kto lubi. Znam wielu piłkarzy, też w Cracovii, którzy nie lubią tatuaży. A muszę powiedzieć, że wiele osób traktuje ludzi z tatuażami jako złych ludzi - że grają jakichś szefów…

I da się to nawet wytłumaczyć. W Polsce, pewnie na Słowacji też, jeszcze nie tak dawno temu od tatuażu artystycznego dużo częściej spotykany był tatuaż więzienny.

Ja to rozumiem, moja babcia też na początku mówiła, że to jak z więzienia. Ale czasy się zmieniły, inaczej teraz świat wygląda. I trzeba oceniać ludzi na podstawie tego, jak się zachowują, a nie jak wyglądają, co mają na ciele.

Cracovia. Byli piłkarze "Pasów" zmienili kluby. TRANSFERY 2022

Pełna zgoda. A skąd ty pochodzisz? Z samego Bardejowa czy gdzieś z okolicy?

Z Bardejowa, mieszkałem tam do 16. roku życia. Potem wyprowadziłem się do Bratysławy, do stolicy, poszedłem za piłką do Slovana. No i tam byłem przez dwa i pół roku. A w Bardejowie jako rodzina już nie mieszkamy. Przeprowadziliśmy się do małej wioski, około 50 km od Bardejowa.

Kiedy byłeś dzieckiem, młodym chłopakiem, mieliście częste kontakty słowacko-polskie? Byliście taką rodziną pogranicza?

Raz na miesiąc to na pewno byłem w Polsce. Dość często jeździliśmy na zakupy, w Polsce było taniej. Pamiętam, że kupowaliśmy truskawki, mięso.

W jakim wieku zacząłeś grać w piłkę?

Miałem pięć-sześć lat. Musiałem sam chodzić na treningi i po kilku treningach mnie to znudziło, zniechęciłem się. Ale nie przestałem grać w piłkę. Grałem z kolegami, braliśmy udział w turniejach po wioskach. A kiedy miałem 10 lat zdecydowałem, że dam sobie jeszcze jedną szansę, poszedłem do klubu w Bardejowie. Pamiętam, że podali mi złą godzinę treningu, przyszedłem na zajęcia rok starszych chłopaków. Potem trafiłem jednak do swojej kategorii wiekowej, a jak już zacząłem grać, to nie przestałem. I jestem mega zadowolony z tego, że tak się to potoczyło. Tym bardziej że cała moja rodzina to kibice piłki nożnej. Zawsze mnie wspierali, wspierają cały czas i jestem pewien, że mnie będą wspierać.

Masz dwóch braci, tak?

Tak, dwóch starszych braci. 30 i 34 lata.

Grali w piłkę?

Tak, tylko na niższych poziomach. Niestety, kontuzje ich trochę przyhamowały i skończyli z piłką.

A twoja kariera w wieku młodzieżowym fajnie się rozwinęła. Mając 17 lat, pojechałeś na mistrzostwa świata U-17 do Zjednoczonych Emiratów Arabskich…

Pamiętam moment, kiedy dowiedziałem się o powołaniu. Byłem w szpitalu, miałem jakiś mały uraz, zadzwonili tata z mamą. Ojciec płakał, kiedy mówił, że jadę na mistrzostwa świata. To było świetne uczucie, a najbardziej cieszyłem się dlatego, że to dla rodziców była wielka radość.

Byłeś już wtedy zawodnikiem Slovana.

Tak, to było po pierwszym roku w Slovanie. Trzeba też powiedzieć, że na mistrzostwa świata pojechałem jako nieznany zawodnik, żeby dopełnić listę nominacji – tak uważam z perspektywy czasu. Zagrałem połowę meczu z Emiratami Arabskimi. A potem z Urugwajem wszedłem w drugiej połowie. Niestety, przegraliśmy, ale ja kilka minut po wejściu strzeliłem bramkę głową. To była niesamowita chwila, pamiętam to do teraz.

Mówisz, że byłeś w kadrze na doczepkę – przemawia przez ciebie skromność czy brak wiary w siebie?

Skromność. Mówię teraz o tym, bo kiedy człowiek jest starszy, to potrafi lepiej pewne rzeczy zrozumieć. Ale też muszę bardzo podziękować trenerowi kadry Laco Pecko za to, że powołał mnie na mistrzostwa. Chyba dzięki temu moja kariera wystartowała. Chociaż... miałem później nawet momenty, w których myślałem, że skończę z piłką. W Slovanie grałem w rezerwach, w pierwszej drużynie miałem dwa występy, ciężko było się przebić.

Byłeś młodym zawodnikiem.

Miałem 19 lat, kiedy odchodziłem ze Slovana, byłem bez kontraktu. Wielu młodych zawodników w takiej sytuacji – odchodząc z ekstraklasy do niższej ligi – ma obawy: co teraz ze mną będzie? Ja potraktowałem to w taki sposób, że potrzebuję grać jak najwięcej i udowodnić, że mam umiejętności, żeby grać gdzieś wyżej. Poszedłem wtedy do Partizana Bardejov, i uważam, że to był bardzo dobry ruch. Zagrałem większość meczów, tamten sezon był naprawdę dobry w moim wykonaniu. Zainteresował się mną Zemplin Michalovce, ekstraklasowy klub. Trafiłem tam, to też był mój bardzo dobry rok. No i podpisałem kontrakt w Cracovii.

Dodaj, że przed Michalovcami wpadłeś na chwilę do Niecieczy.

No tak, była Nieciecza, trener Michniewicz. Poszedłem na testy, byłem tam trzy tygodnie, zagrałem kilka sparingów. Myślę, że nie prezentowałem się źle, ale do transferu nie doszło. Kiedy rok później dostałem ofertę z Cracovii, byłem bardzo zadowolony z tego, że się mną zainteresowała, że chce mnie pozyskać na transfer definitywny, to mnie bardzo przekonało. I muszę powiedzieć, że to był bardzo dobry wybór.

Grałeś w kadrach juniorskich, w młodzieżowej reprezentacji Słowacji zdarzyło ci się m.in. wygrać 3:0 z Włochami. Do I reprezentacji Słowacji cały czas się dobijasz: dostawałeś już powołania, nawet przed ostatnimi czerwcowymi meczami byłeś w szerokiej kadrze…

Jeśli chodzi o ostatnie powołanie, to – muszę być szczery - moja forma nie była na tak wysokim poziomie, żebym mógł powiedzieć „zasługiwałem na to, żeby pojechać na kadrę”. Ale wcześniej były momenty, kiedy grałem dobrze, byłem powołany, a nie dostałem w reprezentacji ani jednej minuty. Wtedy byłem trochę smutny.

Mecz z Węgrami, w 2019 roku?

Mecze z Węgrami i z Walią. Nawet z jednej minuty byłbym bardzo szczęśliwy. Bo to coś niesamowitego reprezentować Słowację, reprezentować mój kraj. Ale widocznie muszę pracować jeszcze więcej.

No bo kadra to nie jest przecież temat zamknięty.

Nie, nie. I nie szukam winy w kimś, kto wybiera zawodników, dokonuje powołań. Zawsze zaczynam od szukania przyczyny w sobie – co jeszcze więcej mogę zrobić, żeby dostać szansę. To jest po prostu dla mnie motywacja, cały czas. Tak samo w Cracovii, codziennie staram się być lepszym… Mimo że są czasem dni, kiedy nie mam nastroju, kiedy nie chce mi się trenować. Jednak zawsze znajdę w sobie motywację, żeby dać z siebie wszystko. A jak przyjdzie mecz, to nawet jak nie gram dobrze, kiedy podania mi nie wychodzą, to i tak wkładam w grę całe siły. Biegam, walczę. I myślę, że w Polsce kibice to bardzo szanują. Tutaj ludzie doceniają to, że ktoś na boisku daje z siebie wszystko.

Jakbym słyszał Erika Jendriška. Stwierdził: „Polscy kibice lubią walkę. Jak gra nie idzie – to trzeba przynajmniej walczyć”.

Dla mnie to podstawa piłki nożnej. Bez biegania, bez walki nic nie ma. Do tego taktyka - i te trzy elementy to punkt wyjścia w każdym meczu. Oczywiście, nie w każdym idzie dobrze, ale od tego trzeba zaczynać.

Jakie masz odczucie – jak bardzo kontuzje spowolniły ci karierę?

O, bardzo, naprawdę. Uważam, że gdyby nie kontuzje, byłbym teraz dużo lepszym zawodnikiem. Mam mięśnie, które są podatne na kontuzje. Oczywiście, staram się ich unikać i teraz już przez pół roku nie miałem kontuzji mięśniowej, nawet ostatnio dziękowałem trenerowi przygotowania fizycznego. Mogę powiedzieć, że to nic przyjemnego, kiedy widzę, jak chłopaki trenują, a ja muszę na przykład być na siłowni i wykonywać ćwiczenia związane z rehabilitacją. To najgorsze uczucie dla piłkarza.

Dopadały cię nie tylko mięśniowe kontuzje. Najbardziej bolesna była chyba ta historia ze zwichniętym łokciem w 2019 roku.

To był przypadek. Nie mam pretensji do Browna Forbesa, to była walka, ja niefortunnie upadłem ręką na ziemię. Ból był nie do opisania. Medycy próbowali mi tę rękę naprawić od razu, ale nie udawało się, strasznie krzyczałem, byłem bardzo spięty. Podali mi kilka dawek morfiny, ale to nie zadziałało, czułem jeszcze większy ból. W końcu musieli mi podać narkozę.

To twoje najgorsze doświadczenie? W sporcie, w życiu?

Chyba tak. Przy tej kontuzji czułem najmocniej ból, przez dłuższy czas. Z drugiej strony – kiedy stan ręki się trochę poprawił, to mogłem kopać piłkę, podczas gdy przy kontuzji mięśnia nie można tego robić, trzeba odpoczywać. Ale naprawdę było to nieprzyjemne, nie chciałbym tego przeżywać jeszcze raz.

A co było w tych pięciu latach w Cracovii najlepsze?

Przede wszystkich spotkałem wielu dobrych ludzi, tu każdy dzień coś dobrego przynosi. Pięć lat życia... Nie powiem, że to jest tak jakbym był już Polakiem, bo Polakiem nigdy nie będę, ale naprawdę czuję, że ludzie mnie tu przyjęli. Chłopaka, który chciał się uczyć języka polskiego, chciał się dostosować do tych ludzi stąd. Bo ja przychodziłem do Cracovii, kiedy tu była polska drużyna, nie było tak jak teraz wielu obcokrajowców.

Byli w drużynie piłkarze, których znałeś – Milan Dimun i Tomáš Vestenický.

Tak... Natomiast teraz, po tylu latach, bardzo mnie boli, jak czytam o sobie, że jestem jakiś szrot spoza granic. Bo takie opinie też do mnie docierają.

Dotyczące ciebie, personalnie? Michala Sipľaka?

Tak, niestety. I jak widzę czy słyszę coś takiego, to mnie mega boli. Bo jestem tu długo i myślę, że też dużo dla tego klubu zrobiłem. Cały czas byłem lojalny wobec klubu, nigdy nie robiłem żadnych problemów i myślę, że ludzie na boisku też widzieli, że oddaję dla Cracovii wszystko. Dlatego uważam, że nie zasługuję na takie komentarze.

Nie spodziewałem się, że w tym kierunku pójdzie ta rozmowa.

Żeby było jasne: po słabych meczach zasługujemy na krytykę i ja umiem przyjąć krytykę. Jak ktoś przyjdzie i powie: „dzisiaj grałeś źle, powinieneś lepiej zrobić to, to i tamto” - taką sytuację rozumiem. Nie zrobiłbym postępu, gdybym nie przyjmował krytyki.

Na Słowacji też zdarza się hejt?

Oczywiście, że tak. Ja też chcę powiedzieć, że to nie zdarza się często, tylko czasami ktoś na stadionie coś krzyknie, albo w mediach społecznościowych napisze. Ale tak jak mówię – po tylu latach w Cracovii nie jest to przyjemne.

A co jest? Wracam do pytania o najprzyjemniejsze momenty tych pięciu lat?

Długo musiałbym wyliczać wszystkich dobrych ludzi, a nie chcę kogoś pominąć. A w piłce? Wiadomo, że najbardziej cieszą sukcesy. Jak wygraliśmy Puchar Polski, to były niesamowite emocje.

Jakie masz oczekiwania przed nowym sezonem? Pytam o ciebie i o Cracovię.

Od siebie na pewno oczekuję tego, żeby grać cały czas na równym, dobrym poziomie, bez wahań formy. Oczekiwania od Cracovii? Na razie patrzę tylko na pierwszy mecz, z Górnikiem Zabrze. Na pewno chcemy wygrywać i powalczyć co najmniej o puchary. Mam nadzieję, że tak będzie. Ale w tym momencie trzeba skupić się na pierwszym meczu i wygrać.

Pytanie, które słyszysz chyba najczęściej: jaka jest twoja optymalna pozycja na boisku?

Przychodziłem do Cracovii jako stoper. Potem zostałem lewym obrońcą, trener Probierz dawał mi szansę na tej pozycji i ja uważam, że ta pozycja bardzo mi odpowiada. Trenerowi Probierzowi zresztą dziękuję za to, że mnie tam ustawił, bo dzięki temu – kiedy najlepiej prezentowałem się na lewej obronie - dostałem powołania do kadry. Teraz za trenera Zielińskiego zmieniliśmy ustawienie na 3-5-2, z wahadłowymi, i powiedziałbym, że pozycja wahadłowego jeszcze bardziej mi pasuje. Bo jest więcej wolności, żeby atakować, a z tym, żeby bronić, nie mam problemu. Czyli odpowiadając: generalnie odpowiada mi lewa strona.

Ciekawe, bo stoper i wahadłowy to piłkarze o zupełnie różnych cechach. Gra na środku obrony jest bardziej statyczna, wahadłowy musi być dynamiczny, dużo biegający…

Zgadzam się z tym. Ale ja jestem szybkim zawodnikiem, jednym z szybszych w drużynie. Mam predyspozycje do tego, żeby grać jako wahadłowy. Jeszcze na pewno muszę się uczyć tej pozycji, ale dam radę. Natomiast w trójce stoperów też nie mam problemów, też zagrałem parę fajnych meczów. I jestem zadowolony z tego, że mam możliwość gry na więcej niż jednej pozycji. To dobre, że jestem uniwersalny.

Na koniec, bo mamy wakacje: co poleciłbyś zobaczyć na Słowacji?

Góry. Góry słowackie są piękne. Z polskiej strony też, ale uważam, że słowackie Tatry są ładniejsze. U nas na Słowacji chyba wszyscy jeżdżą wypoczywać w góry. No, a jak ktoś lubi jeździć na zakupy, no to niech jedzie do stolicy, do Bratysławy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pudzian i Chalidov zdradzają tajemnice. Jest już nowy Fight Raport

Materiał oryginalny: Michal Sipľak: Czuję, że ludzie mnie tu przyjęli. Chłopaka, który chciał się uczyć polskiego, chciał się dostosować - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jeden z moich ulubionych zawodników w Pasach. Specjalnie założyłem konto żeby dodać ten komentarz. Bardzo dobry wywiad. Szkoda tych kontuzji, już wyglądało, że wchodzi na wyższy poziom i kontka, która to stopowala. Jeżeli ktoś nazywa go szrotem to się nie zna na pilce. Gdyby taki szrot przychodził do Polski, to poziom ligi był y dużo wyższy. Powodzenia Michał i życzę sezonu bez kontuzji ze wskoczeniem na wysoki poziom zwieńczonego debiutem w reprezentacji.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie