Między wiekami

Redakcja
Dom Pomocy Społecznej w podoświęcimskim Bobrku to wyjątkowe miejsce. Człowiek styka się tu codziennie z wielką tajemnicą: zagadką funkcjonowania ludzkiego umysłu. Jest też tajemnica poliszynela: warunki, w jakich działają DPS-y na terenie całej Polski, są tragiczne.

Jak Maciek dostał jedynkę od "tarosty"

213 pensjonariuszy DPS w Bobrku to osoby w mniejszym lub większym stopniu niepełnosprawne umysłowo. Są inni, gdzieś zapatrzeni, jakby nieobecni. Mają w sobie ufność i ciekawość dziecka. Nurt życia rwie jak szalony. Pędzi na złamanie karku.
Nie dla nich.
Są jak kamienie w korycie rzeki. Czas ich opływa. Mija bokiem. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że polscy urzędnicy, też jakby ich "opływali" - z daleka.
DPS-y to często miejsca zapomniane.
Szczęście
Główne gmaszysko DPS-u w Bobrku, rodem z XIX wieku, sprawia przygnębiające wrażenie. Budzi niepokój. Być może wpływa na to szczególna architektura? A może świadomość tego, co znajduje się w środku.
Na obszernym podwórzu wita starszy siwiejący mężczyzna. Śmiało podchodzi. Wyciąga rękę. To nie jest "zdawkowy" uścisk dłoni. Trwający sekundę skurcz mięśni i po sprawie. Trzyma dłoń delikatnie, a jednak nie puszcza. Odwraca się, powoli prowadzi, w zasadzie ciągnie, w głąb swojego świata. Są i inni.
Obserwują z boku, przyglądają się, a wreszcie uśmiechają. To nie jest typowy uśmiech znany ze spotkań towarzyskich, bądź telewizji. To nie kurtuazyjny grymas na widok osoby w gruncie rzeczy nam obojętnej. Oni uśmiechają się z bezgraniczną radością. Stoją zastygli jak pomnik, lecz ich twarze promienieją. Siedzą na wózkach inwalidzkich, ale śmieją się od ucha do ucha.
Jak niewiele potrzeba do szczęścia. Tak cieszyć się potrafią jedynie dzieci.
Standardy
Gabinet dyrektorski. Ktoś puka. W uchylonych drzwiach staje niemłody już mężczyzna. Zauważa gości. Daje znak ręką, wymowa gestu jest oczywista, znaczy coś w stylu, a to sorry, nie będę teraz przeszkadzał, po czym zaczyna się wycofywać. - Jasiu, schowaj język - grzecznie przypomina mu dyrektor DPS.
Dyrektor - młody, sympatyczny - w spartańsko urządzonym gabinecie. Mówi, że praca nie jest łatwa. A odpowiedzialność duża. DPS w Bobrku należy do największych tego typu placówek w kraju. Są uniwersalne standardy, których trzeba się trzymać i do których trzeba dążyć.
Wedle europejskich standardów, osoba niepełnosprawna powinna przebywać w przestronnym, góra czteroosobowym pokoju. Jej dieta ma być treściwa i urozmaicona. A zajęcia terapeutyczne i rehabilitacyjne muszą nieustannie pobudzać ciało i umysł. Jedno i drugie bywa mocno pokręcone. Tworzą razem coś na wzór gordyjskiego węzła. I choć wiadomo, że rozsupłanie go niekiedy przekracza ludzkie siły, należy próbować.
To nie jest syzyfowa praca. W każdym razie, chcąc pracować w tym miejscu, trzeba w to głęboko uwierzyć.
- Przychodząc tu dostrzegłem, że personel nie uległ zjawisku wypalenia zawodowego, które zdarza się w____tego typu placówkach - wspomina dyrektor. - Pracownicy naszego Domu dokładają wszelkich starań, aby mieszkańcy żyli w____rodzinnej atmosferze. Tworzymy warunki jak najbardziej zbliżone do środowiska naturalnego - podkreśla.
Zapewnia, że pracownicy spełniają europejskie standardy. Gorzej z siedzibą placówki. Jej stan i przydatność najlepiej oddaje tegoroczny raport NIK: "W DPS w Bobrku w budynku głównym jedynie 2 z 23 pokoi, w których zamieszkiwały osoby upośledzone umysłowo, spełniały standardowe warunki powierzchni. W pokojach przebywało od 2 do 20 osób. Przy czym powierzchnia przypadająca na 1 mieszkańca wynosiła nawet 3,5 m kw. - w pokoju o powierzchni 65,8 m kw. zamieszkiwało 19 osób".
Skowyt
Młody chłopak liże kolorową kratę. Gdyby nie ona, pewnie spadłby z wysokości pierwszego piętra. Siedzi, czy może klęczy. Ciało konwulsyjnie wykręcone. Twarz szalona. Ręka uderza o pręty, wybija jakiś opętańczy rytm. Oczy są inne, wpatrzone w jakiś punkt. Śledzą ruch na podwórzu.
Gdy tylko obcy przechodzą pod wąską przewiązką, chłopak z szybkością wystrzału pojawia się po drugiej stronie. Opleciony kratą, jak pająk na barwnej pajęczynie, odprowadza gości wzrokiem.
Gdzieś z boku dobiega skowyt. Nie ma wątpliwości. Tak wyje człowiek. I chyba nie z powodu bólu. Albo nie tylko. W głosie czuć przerażającą pustkę.
Szok
Według raportu NIK, Domy Pomocy Społecznej - przeznaczone dla osób w podeszłym wieku, przewlekle chorych, chorych psychicznie oraz niepełnosprawnych intelektualnie, a także niepełnosprawnych fizycznie - funkcjonują w Polsce poniżej wszelkich standardów.
Ani jeden spośród skontrolowanych ośrodków nie spełnił wymaganych norm. W ponad połowie stwierdzono brak wind i inne bariery architektoniczne. Brakuje nawet dostatecznej liczby sanitariatów. W 60 procent z nich metraż pokoi jest dalece niewystarczający. 90 proc. DPS-ów odczuwa deficyt specjalistów. W przygniatającej większości użytkowanych budynków stan sanitarno-epidemiologiczny jest zły, zaś ochrona przeciwpożarowa jedynie symboliczna.
DPS-y działają obecnie głównie dzięki dotacjom z budżetu państwa. Stopniowo wzrasta rola samorządów. Na razie pieniędzy brakuje na wszystko.
Światełko
A jednak w Bobrku powoli, ale wyraźnie, idzie ku lepszemu. Zajaśniało światełko w tunelu. Trwają remonty. Placówka próbuje się wyrwać z dziewiętnastego wieku i wskoczyć wprost w dwudziesty pierwszy. Jest nowa kuchnia i jadalnia. Obok XIX-wiecznego gmachu stanął w zeszłym roku nowoczesny hostel. Zrzuciły się nań, po połowie, urząd wojewódzki i oświęcimskie starostwo.
W tej części DPS lokatorzy mają do dyspozycji przytulne dwuosobowe (!) pokoje. Jest nawet "jedynka". - Gdy odwiedził nas starosta, Maciek podszedł, poklepał i____powiedział: "Mój kochany tarosta, dobry tarosta... Będzie jedynka? Będzie?!" - opowiada dyrektor.
Zadziałało. Pan Maciek dostał "jedynkę"...
Pojawiają się też prywatni sponsorzy. Oświęcimski klub Rotary ufundował mieszkańcom piękny ogródek, z altaną i ścieżką zdrowia. Społeczność Bobrka wspiera podopiecznych DPS-u darami przy różnych okazjach. Niemiecka organizacja Pax Christi co roku przysyła tu młodych wolontariuszy.
- Tego rodzaju program powinny realizować także polskie stowarzyszenia - zauważa dyrektor. Walory edukacyjne takiego przedsięwzięcia są bezsporne.
Sportowcy i śpiewacy
DPS w Bobrku ma charakter otwarty. Pensjonariusz może wyjść do sklepu, czy na spacer. Krzysztof z Dominikiem właśnie gdzieś dziarsko defilują. Rozpiera ich energia. Zadowoleni jak jasny gwint.
Krzysztof, o posturze kulomiota, trenuje w sekcji sportowej Spartakus. Rzuca oszczepem. Dominik jest wokalistą zespołu Bobrowiacy.
Sekcja i zespół działają przy DPS i doskonale się sprawdzają. - Ale Dominik coś nie chce trenować - wtrąca jowialnym tonem Krzysztof. - Jestem artyst_ą - odparowuje Dominik.
Nie czekając na zaproszenie, obaj ustawiają się do zdjęcia. - _Może fotka razem z____dyrektorem?
- pyta fotoreporter. - Dyrektor nie lubi się fotografować - Krzysztof łypie okiem z przekorą.
Pewnie. Co tam dyrektor. W końcu, oni są tu najważniejsi.
PAWEŁ PLINTA
ZDJĘCIA: PAWEŁ MORDAN

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie