Mierzyli rynek sznurkiem. To były pomiary zaufania społecznego...

JOLANTA BIAŁEK
Aleksander Tryjefaczka mieszka w Niepołomicach od 90 lat FOT. JOLANTA BIAŁEK
Aleksander Tryjefaczka mieszka w Niepołomicach od 90 lat FOT. JOLANTA BIAŁEK
Udostępnij:
Kiedy posypały się urodzinowe życzenia i gratulacje, 90-letni Aleksander Tryjefaczka był wyraźnie speszony. - Zapraszając pana Olka, nie powiedzieliśmy mu, że chcemy zorganizować tu jego urodziny, ale że będzie to spotkanie z młodzieżą, dotyczące historii Niepołomic.

Aleksander Tryjefaczka mieszka w Niepołomicach od 90 lat FOT. JOLANTA BIAŁEK

LUDZIE. ALEKSANDER TRYJEFACZKA, który mieszka w Niepołomicach od 90 lat, wspomina dawne miasto i jego mieszkańców

Byłem pewna, że gdyby wiedział o wszystkim, co szykujemy, odmówiłby udziału w tym wieczorze, bo jest człowiekiem niesłychanie skromnym. A my bardzo chcieliśmy go w jakiś sposób uhonorować, bo jest ważnym mieszkańcem miasta - zdradziła nam Joanna Lebiest, dyrektorka Biblioteki Publicznej w Niepołomicach. Podczas czwartkowego spotkania "Od 90 lat żyję w Niepołomicach" czytelnia książnicy była wypełniona do ostatniego miejsca.

Aleksander Tryjefaczka urodził się 12 grudnia 1923 roku w Niepołomicach i mieszka tu do dziś. Z wykształcenia jest iniżynierem metalurgiem (po Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie), a z zamiłowania - humanistą "pełną gębą". Słynie nie tylko ze znakomitego pióra, ale także z tego, że potrafi bardzo ciekawie opowiadać o wydarzeniach sprzed lat. Gdy prowadzący czwartkowe spotkanie Tadeusz Jasonek (pasjonat historii Niepołomic) zapytał go na początek jak wspomina pierwszy dzień w szkole, która mieściła się przed II wojną światową w dzisiejszej siedzibie biblioteki, 90-latek stwierdził: - No to mnie dopadło!

I rozpoczął opowieść.

* O szkolnej trzcince: - Na stole po lewej stronie leżał dziennik klasowy, po prawej "trzcinka". Był to pręt trzciny tropikalnej o długości 70 cm i średnicy ok. 1 cm. Trzcinka wymierzała zawsze i sprawiedliwie karę za naganne zachowanie: burdy, ekscesy oraz za notoryczne niedbalstwo w nauce i lenistwo. Nie pomogły tu podwójne czy nawet spodnie, bo trzcinka wyczuła osłony i uderzała z odpowiednią dynamiką. Najczęściej była używana na lekcji matematyki, która wymagała systematycznej nauki z lekcji na lekcję i natychmiast ujawniła braki. Nie powiem, byłem bity! Czy to było dla ucznia mobilizujące czy rodziło poczucie krzywdy? Trzcinką dostać jest zawsze korzystnie!

* O niepołomickim rynku: - Ile rynek ma metrów kwadratowych? Nam wyszło, że 60 na 60. A było to tak. Burmistrz Pikulski (przedwojenny gospodarz Niepołomic), za którego położono na rynku kocie łby, miał potrzebę pomiaru płyty. Szkoła była przy rynku i wychowawczyni wysłała dwóch uczniów - w tym mnie - żebyśmy się tym zajęli. Mierzyliśmy rynek sznurkiem. To były pomiary zaufania społecznego.

* O zespole teatralnym: - Jesienią 1945 roku prof. Zięba założył w gimnazjum zespół teatralny i zostałem do niego wciągnięty. Na początek wystawiliśmy "Betlejem Polskie". Było to w Boże Narodzenie w hali Sokoła. Grałem Twardowskiego. Machałem szablą ze zbytnim entuzjazmem i jej ostrze dosięgnęło jednego z widzów. Skończyło się na strachu, nic mu się nie stało.

* O hitlerowskiej okupacji: - 9 listopada 1939 roku Niemcy wpadli do szkoły jak rozjuszone buhaje z rogami na widok czerwonej płachty. Słychać krzyki niemieckie, łomotanie po drzwiach, wyrzucanie uczniów na zewnątrz... Już walą w drzwi naszej trzeciej klasy. Kopnięciami i kolbami wyrzucają nas na korytarz, tak samo traktują wykładowcę. Wyrzucili nas na bruk ulicy, a wychowawców zabrali i uwięzili. Codzienność wojny i codzienność okupacji. Nakazy, zakazy, sankcje i terror. Nastała ciemność.
* O księdzu Andrzeju Fidelusie: - Uczył nas historii kościoła (w gimnazjum, które otwarto w Niepołomicach w 1945 roku - red.). Baliśmy się go, ale jednocześnie lubili. Grał z nami w piłkę i chodził na mecze Puszczy. Tam ganił z trybun zawodników słowami nie tak wyszukanymi, jak można by sądzić...

* O Niepołomicach: - Jakie zmiany w mieście mnie cieszą, a jakie smucą? Powiem prawdę. Były tu kiedyś chaty kryte strzechą, a wieczorami kobiety szły z "lampkami" do kościoła ma roraty. Były jaskółki, szpaki, a żaby kumkały do woli. Była harmonia człowieka z naturą. Teraz zamiast strzech jest beton, a drewniane płoty zastąpiły metalowe ogrodzenia. Tam, gdzie kiedyś były rozlewiska pełne fauny i flory, jest dziś sklep Biedronka. Odbieram to wszystko w ten sposób, jakby umierała jakaś cząstka mojego życia.

* O sobie: - Skąd we mnie tyle optymizmu? Żartem można obejść wszystko. Gdy rozpocząłem naukę w szkole miałem sześć lat, musiałem sobie jakoś radzić wśród starszych uczniów. Ratowało mnie poczucie humoru i tak już zostało na całe życie. Mogę powiedzieć, że moje było ciężkie, ale wesołe.

jolanta.bialek@dziennik.krakow.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie