Miłość do Krakowa. W świecie wizualizacji i propagandy [KOMENTARZ]

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Budynki przy ulicy Dolnych Młynów po opuszczeniu przez wynajmujących
Budynki przy ulicy Dolnych Młynów po opuszczeniu przez wynajmujących Andrzej Banaś
Deweloperzy próbują odczarować wizerunek betonujących miasto. Jak im ufać, skoro jednocześnie uprawiają skrajne cwaniactwo, na które nie może być zgody? Jak ufać, jeśli rzetelną pracę dziennikarską próbują przykryć w innych, przyjaznych sobie mediach? Przykryć tekstem pisanym pod ich tezę, odwracającym kota ogonem, a co gorsza bazującym na wysiłku kogoś innego? Tak było w przypadku inwestycji przy ul. Dolnych Młynów. Ale po kolei...

FLESZ - Po co nam Polski Ład?

Mieszkańcy Krakowa, a razem z nim my dziennikarze, chcemy wiedzieć, co powstanie na terenach po zlikwidowanym kompleksie knajp i restauracji przy ulicy Dolnych Młynów. To bardzo ważny obszar miasta, w historycznej jego części. Teren, który już jakiś czas temu trafił w ręce powiązanej z rodziną Kulczyków firmy Noho Investment, o czym zresztą jako pierwsi pisaliśmy na naszych łamach.

Ponieważ docierały do nas informacje, że inwestor może nie stosować się do konserwatorskich zaleceń, zaczęliśmy badać sprawę. Mówiąc żargonem dziennikarskim, "chodziliśmy za tematem" kilka dni, zadaliśmy inwestorowi trudne pytania, np. o planowaną budowę trzykondygnacyjnego, podziemnego parkingu, na którego zgody nie chce wydać wojewódzki konserwator zabytków. To ważne, bo istnieje obawa, że realizacja tego typu inwestycji może spowodować zapadanie się podwórek oraz ulic.

Budynki po opuszczeniu przez wynajmujących

Kraków. Na Dolnych Młynów powstaną mieszkania i galeria sztu...

Noho na nasze wysłane e-mailem pytania nie odpowiedziało. W zamian za to inwestor zaproponował spotkanie, z którego oczywiście skorzystaliśmy - wysłuchania i przedstawienia stanowiska drugiej strony nakazuje dziennikarska rzetelność. Zaproszenie było zresztą dla nas miłym zaskoczeniem. Nie jest tajemnicą, że w naszym mieście wielu deweloperów w ogóle nie chce rozmawiać z dziennikarzami bądź komunikuje się z nimi przez swoich prawników, niejednokrotnie przekazując za ich pośrednictwem lakoniczne komunikaty w stylu "proces inwestycyjny w trakcie, szczegółów nie przekazujemy".

Wybraliśmy się więc na spotkanie w.s. Dolnych Młynów, podczas którego inwestor chciał nam przedstawić prezentację o swojej działalności. Przekonywano nas, że gdy tylko zrealizuje tutaj swoje inwestycje, Kraków zmieni się nie do poznania.

Nas jednak interesowało coś innego - zaczęliśmy wypytywać: o wycinkę drzew przy Dolnych Młynów, o zanieczyszczenie gruntów metalami ciężkimi, wreszcie o kontrowersyjny parking. I owszem - przedstawiciele Noho odnieśli się do wszystkich wątpliwości, jakie narosły wokół inwestycji, my wypełniliśmy swój obowiązek - autoryzując wypowiedzi.

Jakież było wobec tego moje zdziwienie, gdy dziś (22 września) autoryzowane dla "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej" wypowiedzi pojawiły się w artykule na temat przyszłości Dolnych Młynów na portalu lovekrakow.pl. Portalu, który, co warto zaznaczyć, słynie z publikowania promocyjnych treści deweloperów.

Czytaj więcej: Dolne Młyny. Zanieczyszczenie gruntów to legenda

Co gorsza pojawiły się w artykule, który w mojej opinii umniejsza chociażby problemowi skażenia ziemi przy ulicy Dolnych Młynów. Skażenia, które zostało udowodnione w badaniach, przeprowadzonych na zlecenie Urzędu Miasta Krakowa (dokumenty z wynikami są ogólnodostępne). Co dodatkowo oburzające skażenia te dziennikarz lovekrakow.pl już w tytule określa "legendą", co dość jasno pokazuje, jaki był zamierzony wydźwięk publikacji.

Deweloperzy próbują odczarować wizerunek betonujących miasto. Jak im ufać, skoro jednocześnie uprawiają skrajne cwaniactwo, na które ze strony nas - dziennikarzy nie może być zgody? Jak wierzyć, że chcą dbać o wspólną przestrzeń i nie chcą "betonować miasta" i że prezentowane przez nich wizualizacje odpowiadają temu, co w końcu powstanie wokół nas?

Wreszcie: Co zrobić, gdy inwestorzy za plecami rzetelnie wykonujących swą pracę dziennikarzy uprawiają propagandę sukcesu i to na dodatek rękami innych przedstawicieli branży mediów?

Te pytania powinny paść w szerszej dyskusji. Dyskusji, która niemal na pewno się nie odbędzie. A szkoda, bo warto by spytać o te sprawy także tych, którzy miłość do Krakowa mają w deklaracjach i na wizualizacjach. Albo w nazwie.

Wideo

Materiał oryginalny: Miłość do Krakowa. W świecie wizualizacji i propagandy [KOMENTARZ] - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Nie od rzeczy będzie przypomnienie skandalicznego w swojej wymowie artykułu, który w sierpniu br. został opublikowany na lovekrakow. Głosił on chwałę deweloperów w ich procesie unowocześniania miasta. Słowem, jeśli nie wciśniemy jeszcze 100k klitek szumnie zwanych apartamentami, za min 10k od metra, to Kraków czeka zapaść cywilizacyjna. Można to nazwać lobbingiem, bełkotem, albo zrzucić na karb nieznajomości realiów rozwoju i stanu miasta. Jeżeli natomiast teraz, jak czytam, zaczyna się manipulować faktami, a tym jest podważanie wyników badań poziomu zanieczyszczenia substancjami niebezpiecznymi, to w mojej ocenie wkraczamy na bardzo grząski grunt. I warto, aby piszący na lk zastanowili się, czy naprawdę dalsze autoryzowanie deweloperskiej hucpy w mieście jest w długiej perspektywie tak opłacalne. Dawne winy mają długie cienie, radzę o tym pamiętać.
Dodaj ogłoszenie