Misja na plaży w Rio

ADOM
Miał wyjątkowe szczęście, bo - jak sam mówi - był trzykrotnie na audiencji u Jana Pawła II. A raz nawet w jego prywatnej kaplicy koncelebrował mszę św.

Padre Tiago, czyli ksiądz Zdzisław Błaszczyk, od pięciu lat jest w Brazylii

Miał wyjątkowe szczęście, bo - jak sam mówi - był trzykrotnie na audiencji u Jana Pawła II. A raz nawet w jego prywatnej kaplicy koncelebrował mszę św.

   Na wspomnienie postaci niedawno zmarłego Papieża ksiądz Zdzisław Błaszczyk wyraźnie się ożywia. - Było to dla mnie niezwykłe przeżycie, gdy w trakcie audiencji Papież wziął mnie pod rękę i poprosił o przedstawienie swoich parafian. Byłem wtedy, w 1997 r., z grupą z Bolechowic - wspomina ksiądz mieszkający przez lata z rodzicami w Rudniku, na pograniczu powiatów myślenickiego i wielickiego.
   Od października 2000 r. ks. Zdzisław Błaszczyk pracuje na misjach w odległej Brazylii, kraju fascynującym i pełnym kontrastów. Po święceniach kapłańskich, które otrzymał w 1994 r. w katedrze wawelskiej z rąk kard. Franciszka Macharskiego, przez pierwsze 4 lata pracował jako wikary w Bolechowicach, a następnie przez 2 lata w krakowskim Kurdwanowie. - Aby podjąć misyjną pracę duszpasterską, należy poprosić kardynała o zgodę na wyjazd poza granice kraju - _tłumaczy ks. Zdzisław. - W czasie studiów w krakowskim Wyższym Seminarium Duchownym działałem w Kole Misyjnym, więc wyjazd do Brazylii był i jest w jakiś sposób realizacją moich marzeń o posłudze kapłańskiej na misjach. Od samego początku mojego pobytu w Brazylii mieszkam w wielkim Rio de Janeiro. Przez pierwsze 8 miesięcy, głównie poświęconych intensywnej nauce języka portugalskiego oraz poznawaniu tamtejszej kultury i obyczajów, mieszkałem w Ipanemie, drugiej najsłynniejszej po Copacabanie dzielnicy Rio. Teraz pracuję w Bangu, dzielnicy miasta słynącej z licznych więzień.
   Brazylijczycy zwykli mówić o Rio:
"Bóg stworzył świat w ciągu 6 dni. Siódmy poświęcił na Rio de Janeiro". Tłumaczą w ten sposób cudowne piękno otoczenia miasta, które do 1960 r. było ich stolicą. Rio otaczają bowiem niezwykłe wzgórza, wyrastające z tropikalnego oceanu, i białe, piaszczyste plaże z palmami na obrzeżu, jest więc bez większej przesady obdarzone wszelkimi cechami raju. Na miasto ze szczytu granitowej góry, zwanej Corcovado (Garbus), spogląda 30-metrowa statua Chrystusa Zbawiciela, którego szeroko rozłożone ramiona zdają się obejmować tętniące życiem miasto. W tym niemal 9-milionowym, drugim co do wielkości po Sao Paulo mieście Brazylii, oprócz 36-letniego ks. Zdzisława, pracuje jeszcze czterech innych księży z krakowskiej diecezji. Misjonarz przybrał w Brazylii imię padre Tiago, czyli ojciec Jakub, bo nowy rozdział życia rozpoczął właśnie w dniu bł. Jakuba Strzemię. Dla Brazylijczyków jego słowiańskie imię - Zdzisław - było zbyt trudne do wymówienia…
   Od lipca 2001 r. padre Tiago jest proboszczem parafii św. Judy Tadeusza. Podczas niedzielnych czterech mszy św. do kościoła przybywa ponad 2 tysiące wiernych, a nabożeństwa odbywają się w dwóch turach: porannej o godz. 7 i 9.30 oraz popołudniowej o godz. 17 oraz 19.30.
- Msza św. w Brazylii_- _relacjonuje padre Tiago - jest o wiele bardziej autentycznym przeżyciem religijnym niż tylko wypełnieniem nakazanego obowiązku religijnego. Brazylijczycy uczestniczą w liturgii żywo i z wielkim zaangażowaniem, śpiewając, klaszcząc, a niejednokrotnie nawet wymachując rękami.
   Ks. Zdzisław wspominając swoje niełatwe początki w Brazylii__mówi
: - Bardzo szybko musiałem przestawić się na brazylijskie tory, zmienić przede wszystkim sposób myślenia, szybko musiałem przyswoić sobie język portugalski oraz poznać i zrozumieć kulturę tego w pewnym sensie bliskiego, a jednak tak innego kraju na odległym kontynencie. Wspomina, że tym, co ułatwia wejście w inny świat jest serdeczność, otwartość i szczególny szacunek, z jakim traktuje się w tym kraju kapłana. - Jest w Brazylii bardzo popularny ksiądz Marcelo Rossi. Na jego mszę św., odbywającą się na świeżym powietrzu, przybyło kiedyś ponad 2 miliony ludzi zwabionych niezwykłym talentem showmana. Prawie jedna trzecia księży katolickich w Rio de Janeiro to obcokrajowcy - opowiada misjonarz z Rudnika.
   Brazylia to, jak wiadomo, kraj ogromnych kontrastów, z jednej strony przejmującego ubóstwa, które jest udziałem większości jej mieszkańców, a z drugiej strony ogromnego bogactwa nielicznych. Na północy kraju widoczne są afrykańskie naleciałości, natomiast na południu odczuwa się wielki wpływ Europy. Każdemu Brazylia kojarzy się z futbolem, siatkówką, karnawałem oraz sambą, nie mówiąc już o plantacjach kawy. Dla wielu młodych piłka nożna jest jedyną szansą na wyrwanie się z życiowego marazmu. Geniusze futbolu częstokroć, jak przypomina ksiądz Zdzisław, wywodzą się z najuboższych dzielnic. Futbol, rodzaj narodowej religii, daje im niezwykłą szansę na odbicie się od dna faveli (dzielnicy biedy). Podobnie jak siatkówka, również i ta plażowa, w której królują właśnie Brazylijczycy.
   Plaża dla Brazylijczyka ma znaczenie niemal magiczne i dlatego koniec tygodnia oznacza napływ nieprzebranych tłumów na wspaniałe plaże, których w Rio de Janeiro nie brakuje. Ściągają wówczas całe rodziny, traktując wypoczynek nad brzegiem Atlantyku jako niezwykły piknik. Jest muzyka, jest nieodłączna samba, są koncerty, a wszystko w rodzinnym nastroju, bo rodzina dla Brazylijczyków jest wielką, niekłamaną wartością. Ostatni Nowy Rok, a jest wtedy w Brazylii środek lata, ks. Zdzisław spędzał na słynnej plaży Copacabana. Jak oceniono, bawił się na niej tłum złożony z ok. 2 milionów ludzi. Odbywały się liczne koncerty oraz niezwykłe, zapierające dech w piersiach, pokazy sztucznych ogni.
   Padre Tiago miał również okazję zapoznać się z atmosferą słynnego na całym świecie karnawału w Rio, święta ruchomego, odbywającego się od piątku do środy popielcowej. Oprócz karnawału, wielkim powodzeniem cieszą także parady odbywające się w Salvadorze, w stanie Bahia. Szkoły samby dają Brazylijczykom pracę i płacę, a gringos, czyli obcokrajowcom, niezwykłe emocje, za które chętnie płacą. Ksiądz Zdzisław wspomina, że w ubiegłym roku miał okazję osobiście poznać królową i króla karnawału. Ze śmiechem stwierdza, że król zgodnie z wyobrażeniami miejscowej ludności musi być gruby. Szczupły, nawet superprzystojny, nie ma tutaj żadnych szans. Natomiast królowa karnawału musi być po prostu olśniewająco piękna, najczęściej zostaje nią urocza Mulatka.
   Padre Tiago po 11 miesiącach posługi kapłańskiej w kraju Pelego na jeden miesiąc przybywa do rodzinnego kraju. Zatrzymuje się wtedy w domu swoich rodziców w Rudniku i znajduje czas na spotkania z rodziną, przyjaciółmi, kolegami z liceum i z seminarium. W tym roku jego wakacje przypadły w maju. Na pytanie, czy planuje niebawem powrót do Polski, po chwili zastanowienia odpowiada:
- Nie spieszę się z podjęciem takiej decyzji, mam na to czas. W Brazylii chcę jeszcze zrealizować kilka planów. Poza tym, gdy leciałem w tym roku do Polski, jak zwykle żegnali mnie moi parafianie, z którymi zdążyłem się serdecznie zżyć. Życzyli mi nie tylko dobrej podróży oraz udanego wypoczynku, ale z niepokojem pytali, czy aby na pewno wrócę do nich. Nie mógłbym więc ich zawieść! Kocham Polskę, ale i Brazylię i moich parafian z Rio de Janeiro. Za rok z całą pewnością ponownie przyjadę do rodzinnego kraju!_
(ADOM)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie