Mity Westerplatte

Redakcja
Heroiczna obrona Wojskowej Strażnicy Tranzytowej na Westerplatte była symbolem wytrwałości polskiego żołnierza, jego bohaterstwa w obliczu przeważającego wroga i wierności Ojczyźnie. Jak by tam teraz nie opisywano obronę tego polskiego skrawka w Wolnym mieście Gdańsku, to jej znaczenie się nie zmieni.

Pancernik Schlezwig-Holstein w akcji

O Wolnym Mieście Gdańsk, historii jego powstania w 1920 roku i prawach, jakie mieli tu Polacy pisaliśmy w poprzednim numerze „Kuriera Galicyjskiego”. Z tym sztucznym wytworem politycznym związana jest nierozerwalnie historia początku II wojny światowej. Obrona przez nieliczną załogę Wojskowej Składnicy Tranzytowej stała się elementem propagandowym jak dla Polaków, tak i dla Niemców. W pierwszych dniach września 1939 roku Polacy z uwagą nasłuchiwali komunikatów radiowych o tym, że „Westerplatte jeszcze się broni”. Niemcy z ataku na polską strażnicę zrobili wizytówkę propagandową rozpoczęcia wojny. Ustawili w miejscach najdogodniejszych reporterów, żeby w prasie pokazać siłę ognia niemieckiego pancernika. W późniejszych opisach walk nazywali je „małym Verdum”.

Według ustaleń międzynarodowych strona polska na Westerplatte mogła mieć 88 żołnierzy. Ale Polska przewidując możliwość wybuchu wojny w sposób dyskretny doprowadziła załogę strażnicy do stanu 206 żołnierzy. Wszystkie budynki, stojące w strefie Strażnicy zostały w dyskretny sposób wzmocnione i przekształcone w bunkry. Żeby nie były widoczne te zmiany od zewnątrz (Niemcy pilnowali wszelkich zmian), Polacy wbudowywali betonowe konstrukcje wewnątrz pomieszczeń.

Według planów Sztabu Generalnego, obrona Strażnicy przez załogę miała trwać 6 godzin. Po zniszczeniu wszystkich dokumentów załoga miała się poddać. Dowódcą Strażnicy w grudniu 1938 roku zostaje major Henryk Sucharski – zawodowy oficer, który swoje doświadczenie bojowe zdobywał w walkach z bolszewikami w 1920 roku. Po ukończeniu kursów specjalistycznych zostaje skierowany na dowódca Strażnicy na Westerplatte.

31 sierpnia 1939 roku na Westerplatte przybywa szef Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP. W rozmowie w cztery oczy z dowódcą placówki oznajmia, że Strażnica ma bronić się nie 6 a 12 godzin, że obrońcy nie mogą się spodziewać żadnego wsparcia ani odsieczy. Chodzi o podkreślenie praw Polaków do Gdańska.

Noc przed atakiem była ciepła i cicha i nic nie wskazywało wybuchu wojny, aż do 4.40. Wtedy, według relacji od strony basenu portowego, usłyszano jeden pojedynczy wystrzał z pistoletu. Ale za 8 minut od potężnego huku zatrzęsły się szyby w oknach – dwa pierwsze pociski z pancernika „Schlezwig-Holstein” wpadły do zatoki. Po kilku minutach ogień artylerii pancernika przerwano i zaczęto ostrzał Strażnicy z broni maszynowej z drugiego brzegu kanału. O 4.50 do Dowództwa Marynarki w Gdyni mjr Sucharski wysłał meldunek o rozpoczęciu działań bojowych. Około 7 nastąpił atak kompanii szturmowej. Napotkała zmasowany ogień obrońców i straciła 50 żołnierzy. Ale straty są też i wśród obrońców. Przygotowane bunkry nie są zdolne wytrzymać ogień pancernika. Po 12 godzinach walk bez jakiegokolwiek powodzenia, Niemcy postanawiają wykorzystać lotnictwo. Bombowce nurkujące zadają najdotkliwszych strat obrońcom. Po pierwszym nalocie zginęło 10, a kilku zostało rannych.

Mimo strat, duch obrońców nie opuszcza. Nikt nie myśli o kapitulacji. Ale jednak po nalocie, widząc straty, mjr Sucharski zarządza naradę. Na niej są oficerowie: kpt Franciszek Dąbrowski, zastępca komendanta, por. Grodecki  i lekarz kpt Słaby. Relacje z dalszych wydarzeń są różne. Sucharski, jako dowódca w obliczy strat i wykonania zadania (utrzymania placówki przez 12 godzin) proponuje kapitulację. Co dalej zaistniało pomiędzy oficerami nie wiadomo. Z powojennych relacji żołnierzy po tej naradzie, dowództwo przejął kpt Dąbrowski. To on wspólnie z por. Grodeckim kierowali dalszą obroną, aż do wymuszonej kapitulacji. W dalszej części obrony mjr Sucharski był jakby przybity, nie pokazywał się wśród żołnierzy.

W latach 90. pojawiła się relacja wydarzeń. Według niej, mjr Sucharski wywiesił białą flagę na dachu budynku koszar. Kpt Dąbrowski miał ten symbol kapitulacji zedrzeć i z ostrymi słowami rzucić Sucharskiemu pod nogi. Major wzburzony na tę niesubordynację podwładnego, doznał ataku epilepsji i został przywiązany pasami do łóżka. Tak tę sprawę przedstawił w swoich wspomnieniach podporucznik Kręgielski. Nie był on jednak bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń. A sam mjr Sucharski zmarł w Neapolu 30 sierpnia 1946 roku

Niemcy nie spodziewali się tak zaciętej obrony i wstrzymali ataki na Strażnicę. Sporadycznie ostrzelali ja tylko 3 września.
W obrońców jednak wstąpiła otucha, gdy z nasłuchu radiowego dowiedzieli się, że Francja i Anglia wypowiedziały Niemcom wojnę.

5 września stan majora Sucharskiego poprawił się i znów zwołał on naradę z propozycją kapitulacji. Z zebranych oficerów i podoficerów tylko Dąbrowski i Grodecki byli przeciwni kapitulacji. Twierdzili, że Niemcy i tak wszystkich rozstrzelają, więc lepiej zginąć z bronią w ręku. Na tej naradzie nie podjęto ostatecznej decyzji.

Tymczasem Niemcy po krótkiej przerwie postanowili atakować znów. 5 września przygotowali przedpole saperzy, a 6 próbowano podpalić Strażnicę cysterną z benzolem. Tylko dzięki rozkręceniu części torów przez obrońców, próba się nie udała.

7 pancernik znów prowadził ostrzał, do ataku ruszyły kompanie szturmowe, ale po kilkudziesięciu minutach rozpoznania wycofali się. Niemcy sprowadzili ciężkie moździerze. Ich ostrzał zadał obrońcom największych szkód – burzył bunkry.

Kolejna narada oficerów i znów Dąbrowski i Grodecki są przeciw kapitulacji. Jednak duże zniszczenia po ostatnich ostrzałach, straty w ludziach, brak wody, kończąca się amunicja – wszystko to sprzyjało ostatecznej decyzji o kapitulacji. Tym bardziej, że nasłuchy radiowe przynosiły coraz posępniejsze wieści. O ataku sojuszników nie było mowy.

Na 8 Niemcy szykowali generalny szturm dużymi siłami z użyciem artylerii pancernika moździerzy i lotnictwa. W tym wypadku los obrońców Strażnicy byłby przesądzony.

7 września o 9.50 obrońcy wywieszają białe flagi, wynoszą rannych na powietrze, przygotowują się do niewoli. Heroiczna obrona skończona. Straty wśród obrońców – 15 zabitych i kilkudziesięciu rannych. Straty Niemieckie – 53 zabitych i 120 rannych.

Niemcy z niedowierzaniem oglądali polskie umocnienia. Dziwił ich sposób powstania bunkrów pod ich nosem i to, że spoza tak słabych umocnień tak długo Polacy potrafili się bronić. W geście uznania pozwolili dowódcy obrony majorowi Sucharskiemu zachować w niewoli szablę oficerską. Obrońcy placówki stali się za życia bohaterami, pisano o nich wiersze…

Ale jakie tajemnice kryła w sobie obrona Wojskowej Składnicy Tranzytowej w Wolnym Mieście Gdańsku na Westerplatte chyba nie dowiemy się nigdy.

Opracował KRZYSZTOF SZYMAŃSKI
zdjęcia archiwalne

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie