Młodzi 2017. Kochają Polskę, cenią prawicę, palą „maryśkę”

Młodzi 2017. Kochają Polskę, cenią prawicę, palą „maryśkę”

Włodzimierz Knap

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Tylko ok. 4 proc. młodych osób winę za swoje problemy dostrzega w sobie. Politycy, którzy zapewniają ich, że do władzy idą po to, by poprawić los młodego
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©123rf

Rozmowa. Z dr Radosławem Marzęckim i dr Łukaszem Stachem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, współautorami książki (trzecią autorką jest dr Aldona Guzik): „Pokolenie ’89. Aksjologia i aktywność młodych Polaków”, rozmawia Włodzimierz Knap. Autorzy kreślą fascynujący obraz stanu ducha polskiej młodzieży.
Czytaj też: Młodzi Polacy AD 2017

- Czym jest polityka dla młodych Polaków, uczniów szkół średnich, studentów czy zaczynających pracę?

Dr Radosław Marzęcki (dalej - MR): - W hierarchii ważności spraw codziennych polityka zajmuje odległe miejsce. Podobną wagę przywiązują do niej zresztą inne nacje. Przeważa zobojętnienie, frustracja, dystansowanie się.
Młodzi ludzie rozczarowują się, choć rzecz jasna nie wszyscy, bo budują sobie zbyt wyidealizowany obraz polityki. Do części z nich, przynajmniej przez jakiś czas, trafia przekaz partyjny pełen obietnic, zapewnień, lukrowania.

Dr Łukasz Stach (dalej - ŁS): - Nie zapominajmy, że jeszcze niedawno partie w ogóle albo w znikomym stopniu dbały o to, by ich przekaz trafiał do ludzi młodych, co potęgowało u nich rozczarowanie polityką. Z naszych badań wynika, że młodzi rozczarowani są polityką nie z uwagi na nią samą, ale z braku ofert dla siebie i postrzegania polityków jako kłamców, oszustów, zainteresowanych sobą, a nie dobrem publicznym.

RM: - Na przeszkodzie w angażowaniu się młodych ludzi w politykę stoi też kilka innych czynników, powiedzmy - natury obiektywnej. Mają najniższy poziom wiedzy o polityce, brakuje im znajomości podstawowych faktów, zwykle nie mają od kogo czerpać rzetelnej wiedzy, bo otaczają się rówieśnikami o podobnym zasobie informacji. Do tego nakłada się upadek autorytetów. Dla młodych nie tylko politycy nie są nimi, lecz również nie znajdują takich osób w rodzinach, szkole, w środowisku naukowym czy Kościele.

- Zaufanie do polityków w Polsce jest bardzo niskie. Młodzi myślą o nich jeszcze gorzej niż starsze roczniki?

ŁS: - Tak. Z naszych badań wynika, że poza niewielkim odsetkiem młodych ludzi, których polityka zajmuje, reszta o niej nie myśli, a jeśli tak, to w minimalnym zakresie. Dla nich ważne jest, by po studiach mieć mieszkanie, znaleźć pracę i poprzez te kwestie oceniają polityków. I widzą, że albo w ogóle nie zajmują się tymi kluczowymi dla nich sprawami, albo sporo mówią, lecz niewiele robią.

- Ale trzy piąte młodych osób deklaruje, że poparłoby hipotetyczną Partię Młodych, gdyby taka powstała.

ŁS: - To pokazuje, że młodzi szukają ofert ze strony polityków i głosują na te formacje, które wydają się być im, w danym momencie, najbliższe. Kiedyś spora ich część poparła Ruch Palikota, Janusza Korwina--Mikkego, a w ostatnich wyborach Kukiz’15 i PiS.

RM: - Oni często kierują się w stronę opcji kontestujących rzeczywistość, antyestablish-mentowych, zapowiadających wolę radykalnych zmian. Ponadto z braku partii, które mają dla nich w miarę pełną i ciekawą ofertą, młodzi głosują na zasadzie wyboru mniejszego zła. Istotny dla nich jest też motyw nowości. Z niego skorzystał m.in. Janusz Palikot i Paweł Kukiz.

- W Partii Razem działają stosunkowo młodzi ludzie, to stronnictwo ma program nastawiony na obronę najsłabszych, a są nimi w sporej części młodzi Polacy. Dlaczego więc ta formacja nie ma wśród nich zauważalnego poparcia?

RM: - Znacząca ich grupa w ogóle nie ma pojęcia o istnieniu Partii Razem.

ŁS: - Nie zapominajmy o tym, że elity polityczne w naszym kraju są wiekowo zaawansowane z punktu widzenia młodych osób. Sposób wyłaniania tychże elit sprawia, że cały czas realną władzę sprawują ludzie, którzy w polityce uczestniczą nierzadko od transformacji ustrojowej. A jeżeli są wiekowo młodsi, to mentalnie zakorzenieni w przeszłości. Także ich język jest w niej zakotwiczony. Odwołują się do spraw, które większość młodych nie interesują, m.in. rozliczenie z przeszłością komunistyczną. Część młodych ludzi, którzy trafiają do polityki i sytuują się w niej głównie po prawej stronie, przejmuje aparat pojęciowy typowy dla polityków o pokolenie lub dwa starszych od nich.

- Młodzi uważają, że ich sytuacja na rynku pracy i mieszkaniowym jest trudna. Winę za taki stan rzeczy zrzucają przede wszystkim na system oświatowy i na polityków.

ŁS: - Tylko ok. 4 proc. młodych osób winę za swoje problemy dostrzega w sobie. Politycy, którzy zapewniają ich, że do władzy idą po to, by „rozwalić” skostniały system, poprawić los młodego pokolenia, zyskują ich poklask i głosy.

- Jakie były i są relacje między młodym elektoratem a PiS?

RM: - W tej kwestii dominują stereotypy. PiS od dobrych kilku lat miał najbardziej stabilną grupę wyborców między 18. a 24. rokiem życia. W ostatnich kilku wyborach od tego elektoratu dostawał zwykle około 20 proc. poparcia. Tymczasem przeważa pogląd, że na partię Jarosława Kaczyńskiego głosują głównie „moherowe berety”, ludzie ze wsi i miasteczek, słabo wykształceni. Błędne jest również dość powszechne przekonanie, że w wyborach do Sejmu w 2011 r. najwięcej młodych ludzi poparło Palikota. Nie, bo PO. Palikot dostał od nich podobną liczbę głosów, co PiS. W 2015 r. wśród młodych wygrał Kukiz, ale PiS swoje od nich dostał, a nawet istotnie więcej niż w poprzednich wyborach.

- Skąd bierze się zaufanie sporej części młodych osób do PiS?

ŁS: - Obecne badania wskazują, że w większości są oni zorientowani na hasła powszechnie utożsamiane z tzw. prawicą, a zatem sprzyjające PiS, np. skoncentrowane na państwie polskim, a nie na wartościach europejskich.

- Dlaczego tak się dzieje?

ŁS: - Wyróżniłbym trzy czynniki. Po pierwsze - co może zaskakiwać - otwarcie na świat, m.in. wyjazdy, internet. U młodych Polaków, podobnie jak ich rówieśników z innych krajów UE, jak dowodzą badania Euroba-rometru, tożsamość narodowa góruje obecnie nad europejską. Młodzi Polacy widzą, że na Zachodzie na piedestale też stawia się interesy własnego kraju. Po drugie - panująca antysystemowość. Młodzi chcą być na przekór elitom i głównemu nurtowi w mediach. I jeśli np. dominuje w nich trend lewicowo-liberalny, to oni stawiają na konserwatyzm i Polskę. Jeżeli establishment neguje sens powstania warszawskiego, to oni w kontrze do niego dostrzegają w nim wielką wartość. Po trzecie - od pewnego czasu młodzi zauważają także cienie członkostwa w UE. Boją się, że Bruksela narzuci Polsce przyjmowanie uchodźców czy nadmiernie wtrąca się do naszych spraw.

RM: - Mam odmienne, przynajmniej w części, zdanie co do tego, dlaczego młodzi Polacy opowiadają się po stronie wartości konserwatywnych. Wpływ na to ma obecna jakość partii lewicowych, ale też liberalnych. Te pierwsze (SLD) zamierają lub (Partia Razem) mają się licho; te drugie (PO i Nowoczesna) znajdują się w głębokim kryzysie i nie widać, by z niego miały wyjść. Po drugie - formacje światopoglądowo prawicowe, jak PiS, potrafią wyjść naprzeciw obecnym oczekiwaniom i postawom sporej części ludzi młodych, np. gloryfikując „żołnierzy wyklętych”. Kolejnym czynnikiem, którego bagatelizować nie radziłbym, jest ten, że panuje teraz moda wśród młodych osób na manifestowanie postaw prawicowych. Kiedyś to zjawisko dotyczyło partii i myślenia lewicowego. Wtedy panowała na nie moda. Chciałbym jednak podkreślić, że prawicowość młodych ludzi jest pozorna.

- Surowy wniosek.

RM: - Uprawniony, bo oparty o badania. Młodzi ludzie w większości określają się jako zwolennicy myślenia prawicowego. Ale kiedy pytamy ich o rolę państwa w gospodarce, o świadczenia socjalne, o model służby zdrowia, to okazuje się, że są zwolennikami socjalizmu, często radykalnego. Niedawno prowadziłem badania na temat edukacji seksualnej w szkołach. Niemal 100 proc. uczniów opowiada się za tym, aby była prowadzona.

ŁS: - Dodam, młodzi Polacy są w wyraźnej większości na „nie” wobec eutanazji czy aborcji.

- Na czym jeszcze polega manifestowanie prawicowości?

RM: - Na akcentowaniu wagi państwa polskiego, stosunku do przeszłości, akceptacji symboli religijnych w sferze publicznej czy roli rodziny, która, jak deklarują, jest wyraźnie dla nich najważniejsza. Stanowcze „nie” mówią przyznaniu praw osobom homoseksualnym, np. adopcji dzieci czy zawieraniu małżeństw.

- Młodzi Polacy, którzy deklarują się jako prawicowcy, są nimi zatem w sferze światopoglądowej, ideowej, a lewicowcami w myśleniu na tematy ekonomiczne, czyli jak większość wszystkich wyborców PiS?

RM: - Tak można to ująć, choć w sferze światopoglądowej sprawa nie jest jednoznaczna, bo większość młodych rodaków mieniących się prawicowcami opowiada się np. za legalizacją marihuany.

- Młodzi uważają się za patriotów. Jak rozumieją to pojęcie?

RM: - Patriotyzm często utożsamiają ze śpiewaniem hymnu czy noszeniem flagi. Za patriotyzm nie uważają natomiast działań na rzecz społeczności lokalnej czy wyboru towaru z uwagi na kraj producenta. Są więc patriotami głównie w sferze deklaratywnej, za ważne uważają przywiązanie do symboli narodowych i państwowych. Brakuje wśród nich budowania patriotyzmu w oparciu o aktywność społeczną, współpracę, wzajemne zaufanie, akceptację inności, solidarność.

- Jaki jest stosunek młodych do Kościoła, wiary, religii?

ŁS: - Zjawisko „prywatyzacji” religii wśród młodych Polaków postępuje bardzo szybko. Mamy, w ślad za Zachodem, coraz powszechniejsze zjawisko dwubiegunowości. Z jednej strony - manifestowanie przynależności do Kościoła, z drugiej - kierowanie się moralnością według własnego uznania, często wbrew dogmatom i nauce Kościoła. I tak np. 90 proc. z nich jest za współżyciem przed ślubem, za stosowaniem środków antykoncepcyjnych.

- Młodzi przyznają się do wiary w Boga?

ŁS: - Stanowią oni wyraźną większość, nawet wśród tych, którzy w 2011 r. głosowali na Ruch Palikota. Ale jeszcze większy odsetek uważa, że nauka Kościoła nie przystaje do obecnych czasów. Żaden z hierarchów nie pełni roli autorytetu.

- Wśród polityków młodzi nie mają autorytetów?


ŁS: - Na początku obecnej dekady niewielki odsetek wskazywał na Donalda Tuska oraz Janusza Palikota. Dziś podejrzewam, że spora grupa młodych Polaków nie ma pojęcia, kim jest Palikot.

RM: - To konsekwencje systemu medialnego. Kto jest poza nim, choćby przez stosunkowo krótki czas, ten w gruncie rzeczy przestaje istnieć.

- Czy Paweł Kukiz i jego ruch są dziś znani młodym ludziom z powodu obecności w mediach?

ŁS: - Kukiz jest silnie obecny w internecie. Powinniśmy pamiętać o pewnym dualizmie. Dla młodych osób głównym źródłem wiedzy jest internet, dla pokolenia starszego - telewizja, prasa, radio.

ŁS: - Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna stali się w internecie synonimami obciachu, co kiedyś było udziałem Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS. Nie jest jednak tak, że młodzi są bezlitośni wobec ludzkich słabości polityków. Czasami ich popełnienie powoduje, że jakiś polityk w internecie zyskuje, bo młodym spodoba się, że ma na sumieniu grzechy, podobne jak oni. Kto jednak popełnia liczne wpadki w krótkim czasie, ten naraża się na szyderstwo, kpiny, żarty. Przekonał się o tym kiedyś Bronisław Komorowski, a od pewnego czasu Petru.

RM: - Internet wpływa też na wzrost postaw radykalnych, co mocno widać w polityce. Młodzi ludzie, którzy z natury są bardziej skłoni do radykalizmu niż starsi, „siedząc” w interne-cie, coraz bardziej się radykalizują, przyjmując bezkrytycznie poglądy polityków, którym aktualnie sprzyjają. Niedawno przeprowadzono badania wśród uczniów szkół średnich, które pokazały, że dla sporej ich części nieznane są nazwiska dziennikarzy telewizyjnych, którzy prowadzą programy polityczne, jak np. Monika Olejnik czy Konrad Piasecki. Duża natomiast ich część kojarzy Maxa Kolonkę, aktywnego w internecie.

- Jeżeli młode osoby są w internecie bombardowane radykalnymi postawami i poglądami politycznymi, sami zresztą szukając jednoznacznych, kategorycznych przekazów, to czy taka praktyka przełoży się na ich zachowania przy urnach wyborczych?

RM: - Konsekwencje mogą, ale nie muszą być negatywne. Od dawna wiadomo, że można skutecznie się wyleczyć z tzw. dziecięcej choroby lewicowości. Obecnie młodzi chorują przede wszystkim na chorobę prawicowości, z której zapewne wielu z nich też kiedyś wyjdzie. Nie można też wykluczyć, że z czasem partie tzw. głównego nurtu zrozumieją, iż do młodych muszą zacząć kierować trafiający do nich przekaz. Z drugiej strony kolejnym skutkiem, zresztą już obecnym, jest to, że politycy, którzy chcą coś konkretnego powiedzieć młodym ludziom, ale w sposób rzeczowy, spokojny, stoją na przegranej pozycji. I odwrotnie: często wygrywają, czyli zyskują poklask wyborców politycy wprawni w socjotechnice, manipulowaniu przy pomocy internetu. Twierdzę, że powoduje on, iż ludzie mniej myślą.

- Kiedyś takie zastrzeżenia wysuwano pod adresem telewizji, która miała uczynić z człowieka bezrefleksyjną maszynkę do oglądania. Internet idzie dalej, bardziej ogłupia?

RM: - Moim zdaniem, bardziej wyłącza myślenie niż telewizja, a w dodatku wzmacnia negatywne emocje, napuszcza jednych na drugich. Tabloidyzacja polegająca na wizualizacji, skrótowości, operowaniu emocjami, posuwa się w internecie coraz dalej. Wysiłek myślowy jest na poziomie minimalnym.

- Kto jest temu winny?

ŁS: - Wiele na sumieniu ma edukacja i to nie tylko na poziomie szkolnym, akademickim, ale i domowym. Wielką stratą dla młodych ludzi jest to, że szkoła w zasadzie przestała wychowywać, ma poważne kłopoty z uczeniem samodzielnego myślenia.

- Obecna władza chce wprowadzić do szkół wychowanie obywatelskie, uczyć patriotyzmu, wskazywać symbole.

ŁS: - Obawiam się, że będzie to ideologizacja, a nie krzewienie rzetelnej wiedzy.

RM: - Podzielam te niepokoje. Oczywiście, że tożsamości narodowej szkoła powinna uczyć, pielęgnować, podtrzymywać. Nie widzę jednak tego, by pojawił się pomysł na wzbudzenie w młodych ludziach poczucia wspólnoty.

ŁS: - Język mediów wpycha ludzi, nie tylko młodych, do swego rodzaju gett. W nich „zamieszkują” wyłącznie zwolennicy jednej opcji.

- Można to zmienić?

ŁS: - Trzeba, choć wydaje się to być zadanie nie do wykonania. Ludzi, którzy stoją po dwóch stronach politycznej barykady, należy uczyć, że powinni współpracować na rzecz spraw, które w żaden sposób nie wpływają na ich polityczne wybory.

- Jacy są młodzi ludzie, którzy wchodzą do polityki?


RM: - Uczą się błyskawicznie tego, że opłaca się konformizm. I tego, jak pokonać przeciwnika politycznego. Szybko nabierają przekonania, że jest on nie tyle w innej partii, co we własnych szeregach, z nim trzeba bowiem rywalizować o przychylność pryncypała, o miejsce na liście, mandat w wyborach.

-Polityka nie jest dla młodych ludzi, którzy traktują ją poważnie, chcą zrobić coś dobrego?

RM: - Takie osoby mogą się pojawiać, ale szybko z polityki wypadają, są wypierani przez tych, którzy traktują ją jako pole bitwy, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone.

ŁS: - Wyraźną mniejszość stanowią ci, którzy chcą w polityce realizować misję. W dużych partiach są oni skazani na porażkę, ale miejsca mogą szukać tam, gdzie lepiej czy gorzej, ale funkcjonuje jakoś tzw. demokracja wewnętrzna. Dziś to przede wszystkim Partia Razem i ruch Kukiz’15.


WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie - odcinek 22

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nas
ze Miasto

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo