Młodzi na estradzie

Młodzi na estradzie

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Tradycyjnie już w jednym z marcowych tygodni Filharmonia Krakowska oddaje estradę młodym. W miniony piątek i sobotę sześcioro utalentowanych młodych ludzi zaprezentowało się krakowskim melomanom z jak najlepszej strony. Właściwie należałoby powiedzieć siedmioro, bo dyrygent, Tomasz Biernacki, niegdyś absolwent krakowskiej Akademii Muzycznej, laureat międzynarodowych konkursów stale współpracujący z Gliwickim Teatrem Muzycznym, chyba po raz pierwszy prowadził krakowskich filharmoników. Czynił to z dużą wprawą, muzykalnie, dobrze towarzysząc w zróżnicowanym stylistycznie repertuarze solistom, którzy chwilami nastręczali mu nieco kłopotu.

Anna Woźniakowska: Z SALI KONCERTOWEJ

Piątek poświęcony był instrumentom smyczkowym. 18-letnia Marta Kowalczyk z Warszawy, jeszcze uczennica szkoły średniej, grając Fantazję na temat "Carmen" Franza Waxmana wykazała dużą wrażliwość we fragmentach śpiewnych. W błyskotliwych motywach wirtuozowskich trochę zjadały ją nerwy, co owocowało niepotrzebnym pośpiechem. Nie zmienia to faktu, że to skrzypaczka obiecująca i z pewnością jeszcze o niej usłyszymy.
Furorę zrobił 26-letni Krzysztof Firlus z Katowic, który z lekkością i wdziękiem grał na kontrabasie wiolonczelowe Wariacje rokoko Piotra Czajkowskiego. Ileż tam było pięknych barw i ileż muzykalności! Z radością konstatowałam, jak pięknie rozwija się Marcin Zdunik z Warszawy, 22-letni wiolonczelista, którego przed laty poznałam w czasie tarnowskiego Tygodnia Talentów. Jego interpretacja Koncertu C-dur Józefa Haydna dowodziła, iż rośnie nam kolejny mistrz wiolonczeli.
W sobotę 23-letni Tomasz Stolarczyk, student krakowskiej Akademii Muzycznej, w Concertinie na puzon Michała Spisaka dowiódł, że i na tym instrumencie można pięknie muzykować. Bogata paleta odcieni dynamicznych, błyskotliwa technika, muzyczna wrażliwość pozwoliły młodemu artyście ukazać cały urok i dowcip muzyki zapomnianego nieco kompozytora.
Kolejny uczestnik koncertu - liczący 25 lat baryton Jarosław Kitala z Katowic zmierzył się z czterema potężnymi ariami: katalogową Leporella z Don Giovanniego Mozarta, Belcara z Napoju miłosnego Doniezettiego, Torreadora z Carmen Bizeta i Gérarda z opery Andrea Chénier Giordana. Jarosław Kitala ma wszelkie atuty, by błyszczeć na naszych scenach operowych. Obdarzony pięknym w barwie głosem włada nim z łatwością. Ma też dobre zacięcie sceniczne. Powinien jednak pamiętać, że interpretacja, choćby najbardziej udana, nie powinna naruszać muzycznego tekstu i że na przyszłość trzeba przywiązywać większą wagę do wartości nut zapisanych przez kompozytora.
Przegląd talentów zakończył Przemysław Witek, 24-letni pianista z Wałbrzycha studiujący w Poznaniu. Grał IV Koncert G-dur Ludwiga van Beethovena. Szlachetny dźwięk, perlista technika, umiejętność prowadzenia muzycznej narracji (bardzo dobrze budowane napięcie w środkowej części Koncertu G-dur) pozwalają sądzić, iż młody pianista już wkrótce zyska stałe miejsce na naszych estradach.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo