Mniej obostrzeń, bo rząd coraz bardziej obawia się wściekłości Polaków

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Branża gastronomiczna uruchomiła licznik strat lockdownowych
Branża gastronomiczna uruchomiła licznik strat lockdownowych brak
Rząd otwiera kolejne branże nie dlatego, że akurat pozwala na to sytuacja epidemiczna, tylko dlatego, że po pierwsze, bardzo tego chcemy, a po drugie coraz silniej obwiniamy rządzących za przedłużanie lockdownu.

Decyzje rządu dotyczące restrykcji sanitarnych w coraz mniejszym stopniu motywowane są wymogami walki z epidemią, w coraz większym zaś kalkulacjami politycznymi i chęcią nadążenia za nastrojami społecznymi. Coraz silniejsza niechęć Polaków wobec stanu nienazwanego lockdownu stała się dla rządu poważnym zagrożeniem - przeważa więc nad przestrogami epidemiologów.

Rząd właśnie złagodził niektóre z obowiązujących obostrzeń sanitarnych. Dobrego wytłumaczenia tego ruchu z punktu widzenia logiki walki z epidemią właściwie nie ma. I to - podwójnie nie ma. Z jednej strony w Polsce w zasadzie od początku roku (z kilkudniowym wyjątkiem ok 10 stycznia) tygodniowa średnia dziennych przyrostów zakażeń utrzymuje się mocno poniżej 9400 - co miało być progiem powrotu do „strefy żółtej” w całej Polsce według ogłoszonego 21 listopada przez premiera Mateusza Morawieckiego planu „100 dni solidarności w walce z COVID-19”. Gdyby ta zapowiedź miała być spełniona, poziom obostrzeń powinien już najpóźniej miesiąc temu powrócić do stanu z 10 października - moglibyśmy m.in. chodzić do restauracji i kawiarni, otwarte byłyby siłownie, możliwe byłoby również urządzanie imprez masowych i prowadzenie działalności artystycznej i kulturalnej - wszystko to w pewnym reżimie sanitarnym.

Ostatnie poluzowanie obostrzeń to jednak tylko półśrodek w porównaniu ze stanem „cała Polska w strefie żółtej”. Otwarto - wszystko w reżimie sanitarnym - hotele, stoki narciarskie, kina, teatry i baseny. Wciąż jednak pozostają zamknięte lokale gastronomiczne, aquaparki siłownie i kluby fitness.

Trzeba więc sobie powiedzieć, że choć nikt z rządu tego nie zakomunikował, plan „100 solidarności w walce z COVID-19” został po cichu porzucony. Gdyby przyjęta w listopadzie logika zaostrzania i luzowania restrykcji miała być kontynuowana, właśnie powinniśmy wracać do systemu powiatowych stref czerwonych, żółtych i zielonych - co skutkowałoby tym, że w niektórych regionach czekalibyśmy właśnie na całkowity koniec obowiązywania jakichkolwiek restrykcji. Rząd mija się więc z logiką, którą sam przyjął - i z której nigdy się oficjalnie nie wycofał.

Z drugiej jednak strony - i to jest drugi powód, dla którego próżno szukać uzasadnienia decyzji rządu w obszarze wniosków dotyczących stanu epidemii - w grudniu, czyli już po ogłoszeniu planu „100 dni”, sytuacja epidemiczna uległa zasadniczej zmianie. Niestety na gorsze. Teraz największe zagrożenia wiążą się z nowymi wariantami koronawirusa (brytyjskim, południowoafrykańskim i brazylijskim) - rozprzestrzeniającymi się znacznie szybciej (do 40 procent) niż te znane wcześniej i powodującymi też częściej (również do 40 procent) ostrzejszy przebieg COVID-19, co prowadzi do zwiększonej śmiertelności. W części krajów Unii Europejskiej można już było obserwować rodzaj trzeciej fali epidemii, sąsiedzi Polski raczej zaostrzają niż luzują obostrzenia (nie licząc polityczno tragikomicznego wątku Czech, gdzie opozycja z przyczyn politycznych nie poparła właśnie wniosku mniejszościowego rządu o przedłużenie lockdownu, co skutkuje automatycznym zniesieniem niemal wszystkich obostrzeń.).

Jednocześnie wciąż bardzo niepokojący jest rozdźwięk między oficjalnymi danymi statystycznymi dotyczącymi nowych zachorowań i zgonów. Aktualna tygodniowa średnia dziennych przyrostów zachorowań wynosi ok 5,3-5,4 tysiąca. Codziennie jednak notowanych jest do kilkuset zgonów - tygodniowa średnia dziennych liczb zgonów z powodu COVID-19 wynosi w Polsce obecnie 245. Gdyby przyjąć ostrożny szacunek mówiący o 1 procentowym odsetku śmiertelności COVID-19, średnia dzienna liczba zgonów odpowiadałaby ok 24 tysiącom zakażeń. Zdecydowanie wydaje się to potwierdzać tezę formułowaną już wielokrotnie przez polskich epidemiologów - od mniej więcej grudnia Polacy zgłaszają się na testy i po pomoc lekarską w związku z objawami COVID-19 coraz rzadziej. Robią to najczęściej dopiero wtedy, gdy naprawdę muszą - czyli czują się na tyle źle, że mają poczucie, że mogą już nie poradzić sobie z chorobą. Ta część chorych, która przechodzi COVID-19 względnie lżej, nie zgłasza się natomiast po pomoc lekarską w ogóle, co dość łatwo zrozumieć w kontekście realiów w służbie zdrowie z okresu apogeum drugiej fali epidemii.

Z tego punktu widzenia na luzowanie obostrzeń w tej chwili przestrzeni po prostu nie ma. Wirus stał się bardziej niebezpieczny, uspokajające dane dotyczące statystyk zachorowań w Polsce mogą zaś mieć charakter mniej lub bardziej iluzoryczny.

To co zrobił rząd - i dlaczego?

Odpowiedź jest prosta - przeważyły nastroje społeczne. Już w styczniu, gdy przedsiębiorcy odgrażali się, że masowo otworzą pozamykane lokale, badania opinii publicznej wykazały zaskakująco wysoki poziom społecznej akceptacji dla tego pomysłu. Jednocześnie - na co zwracał uwagę choćby badający to regularnie od początku epidemii CBOS - znacząco wrósł odsetek Polaków uważających obowiązujące restrykcje za zbyt ostre w stosunku do wymogów sytuacji. Choć rząd korzystający w tym zakresie z prowadzonych na bieżąco badań nastrojów wie na ten temat z pewnością nieco więcej, możemy śmiało postawić tezę, że niechęć Polaków do restrykcji od tego czasu tylko wzrosła. a ogół społeczeństwa wini za ten stan rzeczy tyleż koronawirusa SARS-COV-2, co rząd Mateusza Morawieckiego.

Znoszenie kolejnych obostrzeń w sytuacji, w której próżno szukać danych, które mogłyby świadczyć, że epidemię mamy już za sobą, to zatem przede wszystkim próba reagowania na zmieniające się i zaostrzające się w tej materii nastroje społeczne. Kolejne branże gospodarki są otwierane nie dlatego, że to już bezpieczne, tylko dlatego, że coraz bardziej tego chcemy - i że coraz mocniej obwiniamy rząd za to, że to się jeszcze nie stało.

Co będzie następne? Oczywiście gastronomia. O ile bez aquaparków jako społeczeństwo wytrzymalibyśmy pewnie jeszcze długo, a zamknięte siłownie i kluby fitness to bolesny problem tylko dla tej części z nas, która z nich korzysta, o tyle łączy nas rosnąca irytacja w kwestii zamkniętych lokali gastronomicznych.

Cierpliwość Polaków, jeśli chodzi o akceptowanie obostrzeń dotyczących gastronomii wyczerpała się już w styczniu. Wtedy - według badania IBRiS dla Bussines Insidera - już 72 procent Polaków poparłoby natychmiastowe otwarcie restauracji a 71 procent - kawiarni. Jeśli od stycznia coś się w tej materii zmieniło, to tylko na korzyść sektora gastronomicznego a na niekorzyść rządu. Według badania UCE RESEARCH i SYNO Poland z pierwszej połowy lutego aż 76,5 procenta Polaków opowiada się za tym, żeby restauratorzy otwierający swoje lokale mimo dalszego obowiązywania obostrzeń nie byli surowo karani.

W dodatku (UCE RESEARCH i SYNO Poland) aż 68,5 procenta Polaków negatywnie ocenia decyzję rządu o przedłużeniu zamknięcia lokali gastronomicznych. Innymi słowy - Polacy mają kompletnie dosyć lockdownu w gastronomii - do tego stopnia, że są gotowi przyjąć bez większych zastrzeżeń łamanie wciąż obowiązujących obostrzeń dotyczących restauracji (a także stołówek, jadłodajni, barów, fastfoodów etc) i kawiarni.

Pod koniec stycznia opisywaliśmy w obszernym materiale wcześniejsze oznaki narastania zmęczenia Polaków stanem lockdownu. Dziś jest jeszcze bardziej jasne, że mają one bardzo określone konsekwencje polityczne. Rząd ratując się przed spadkami notowań spełnia nasze oczekiwania dotyczące luzowania obostrzeń - bez żadnego twardego uzasadnienia logiką walki z epidemią. Jeśli zdarzy się jednak tak, że logika walki z epidemią zmusi nas do powrotu do stanu lockdownu - co niestety jest wciąż jak najbardziej możliwe - skuteczne przywracanie obostrzeń może okazać się zadaniem ponad siły rządu.

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Materiał oryginalny: Mniej obostrzeń, bo rząd coraz bardziej obawia się wściekłości Polaków - Polska Times

Komentarze 77

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ala

Nie ma już pomiaru temp obowiązkowej ?

Zamiarzem do lokalu kupić coś takiego:

https://labtrace.pl/sklep/bezkontaktowy-czujnik-temperatury-sa200p/

I nie wiem co na to przepisy.

G
Gość
15 lutego, 14:25, 67:

Bardziej obawiam się pomysłów rządu niż koronawirusa. To co robią Jarki, Mateuszki, Paszczaki i inne Pawłowicze to farsa. I chociażby z tego powodu należy ich odspawać od tych stołków.

Wiedzą, że to już ich ostatnia zmiana więc jeszcze trochę popsocą.

Ciekawi mnie jedno, czy rozliczy ich historia czy Suweren wcześniej weźmie sprawy w swoje ręce...

J
Jan

No prosze, te-wał-en wkroczyl na łamy GP.

G
Gość
15 lutego, 15:17, Gość:

Kolejna dobra informacja dla wyznawców Sajmona i świrusa:

Kolejna ofiara "bezpiecznej" "szczepionki": zmarł profesor medycyny.

https://tarnogorski.info/glos-stan-profesora-z-zabrza-gwaltownie-zalamal-sie-40-minut-po-podaniu-szczepionki/

A myślał że "strzepionka" uczyni go nieśmiertelnym.

Oby więcej takich przypadków w grupie 1 "medycy" i oby jak najprędzej, aby inni zaczęli myśleć.

Swoją drogą, ciekaw jestem o czym myślał pan profesor w momencie, w którym dotarło do niego, że to już koniec i za chwilę umrze, choć mógł normalnie żyć, pewnie jeszcze trochę lat?

I ciekaw jestem co na to jego rodzina i jakie podejście do szczepionek będą teraz mieli, żyjąc ze świadomością, że gdyby nie szczepionka, nadal mogliby się cieszyć obecnością ojca/dziadka/wujka/ brata, czy kogo on jeszcze ma?

To jest temat dla mediów: przedstawiać punkt widzenia rodzin ludzi, którzy umarli i jeszcze nadal będą umierać po szczepionkach.

G
Gość

Kolejna dobra informacja dla wyznawców Sajmona i świrusa:

Kolejna ofiara "bezpiecznej" "szczepionki": zmarł profesor medycyny.

https://tarnogorski.info/glos-stan-profesora-z-zabrza-gwaltownie-zalamal-sie-40-minut-po-podaniu-szczepionki/

A myślał że "strzepionka" uczyni go nieśmiertelnym.

G
Gość
15 lutego, 11:46, :):

Jak ktoś lubi bajki to polecam ten właśnie artykuł.

15 lutego, 12:59, Gość:

W "mediach" tylko bajki, dla ciemnego ludu.

To nie są bajki to realizacja niemieckiego scenariusza opracowanego przez STAZI

Każde niemieckie medium musi opluwać Polskę i rząd oraz PIS.

G
Gość
15 lutego, 11:01, Iza:

Jak będziesz ciężko chory na covid to ci bzdury do tego durnego łba przestaną przychodzić.Rząd jest po to żeby rządzić i radzić sobie z wszelkimi niedogodnosciami dla społeczeństwa.Co myślisz że rząd to dla siebie wymyśla puknij się w głowe.

Obudź się ze snu...

Posłuchaj wykładu pana profesora Kieżuna pt. "Polska jest KOLONIĄ od 1989 r.!"

(Nie)rządy nie działają w interesie swoich wyborców.

G
Gość

Ale ktoś wściekły zestawił wściekły tytuł.

To socjotechnika dla debili

G
Gość
15 lutego, 10:50, Piotr:

PiS się sprzedał globalistom i NWO. Taki jest plan i go realizuje. Klasa średnia ma zniknąć. Czy wirus będzie czy nie.

Docelowo zmierzamy do modelu chińskiego, co mogą to znacjonalizują, ludność będzie kontrolowana i oceniana przez władze za pomocą nowych technologii (w ChRL-D też już to działa, specjalne aplikacje oceniają twoją uległość wobec władzy).

Polecam wywiad z panem prezesem Romanem Kluską pt. "Idzie nowy komunizm".

G
Gość
15 lutego, 11:01, Iza:

Jak będziesz ciężko chory na covid to ci bzdury do tego durnego łba przestaną przychodzić.Rząd jest po to żeby rządzić i radzić sobie z wszelkimi niedogodnosciami dla społeczeństwa.Co myślisz że rząd to dla siebie wymyśla puknij się w głowe.

Powiedz to rodzinom 50 tysiącom osób, które zmarły w ostatnich miesiącach (zgony "niekowidowe"). Zaznaczam, że jest to ponad 50 tysięcy osób ponad "normę" z ostatnich lat.

Niejeden lekarz zaznacza , że spowodowane to jest dezorganizacją służby zdrowia.

G
Gość

Wściekłość niech wyładują łopatami przy odśnieżaniu ulic, parkingów.

Niech rezerwują sobie respiratory

G
Gość
15 lutego, 11:46, :):

Jak ktoś lubi bajki to polecam ten właśnie artykuł.

W "mediach" tylko bajki, dla ciemnego ludu.

:)

Jak ktoś lubi bajki to polecam ten właśnie artykuł.

G
Gość
15 lutego, 10:06, Antoni Adam:

Kolejny antyrządowy bełkot "......coraz silniej obwiniamy rządzących za przedłużanie lockdownu....." hahaha lemingi obwiniają, normalnie myślący Polak wie, że pandemia to nie wina rządu, a lockdown w różnej postaci, od godziny policyjnej po zamknięte szkoły, centra handlowe i punkty gastronomiczne obowiązuje w całej Europie.

Brak w tym wszystkim informacji o setkach miliardów złotych, które rząd przeznaczył na pomoc przedsiębiorcom i uchronił tym samym kilka milionów miejsc pracy.

15 lutego, 10:47, Gość:

rzad przeznaczyl ?! z czego - z naszych podatkow i zwiekszajac zadluzenie,ktore tez MY ,a nie rzad bedziemy splacali

Ale będziemy mniej spłacali niż gdyby nie było tarczy i firmy by opadły.

a tak to firmy szybko wstaną i zaczną płacić podatki spłacając dług jaki zaciągnęli od społeczeństwa.

Czy to tak trudno pojąc po co jest wsparcie publiczne dla np gałęzi przemysłu które przechodzą kryzys?

Upadki firm pociągają za sobą cały łańcuszek upadków np dostawców czy sprzedawców

trzeba oceniać globalnie przez spadek PKB

Tu rzad PIS ma spore sukcesy i nie napędzają tego kluby nocne sprzedając prochy

G
Gość

stek bzdur i kompletnie bez sensu artykuł

Dodaj ogłoszenie