Mniej zakażonych, ale więcej pacjentów w ciężkim stanie. Sytuacja w szpitalach wciąż jest trudna

Patrycja Dziadosz
Patrycja Dziadosz
Sytuacja w szpitalach jest nadal poważna. Mimo spadku zakażeń, liczba hospitalizacji jest wysoka. Ponadto chorzy niejednokrotnie zgłaszają się po pomoc dopiero w 7-8 dobie, kiedy ich stan jest już bardzo ciężki. Konrad Kozlowski/Polskapress
Wiele wskazuje na to, że szczyt trzeciej fali pandemii jest za nami. Ale w szpitalach sytuacja nadal jest bardzo trudna. - Obserwujemy nieznaczny spadek pacjentów wymagających hospitalizacji, ale wciąż nie są to małe liczby. Ponadto chorzy niejednokrotnie zgłaszają się po pomoc dopiero w 7-8 dobie, kiedy ich stan jest już bardzo ciężki – mówi dr Artur Asztabski, prezes szpitala im. Rydygiera w Krakowie

FLESZ - 4 mln dawek szczepionki Pfizera wkrótce trafi do Polski

W piątek, 16 kwietnia, liczba zajętych łóżek covidowych zmniejszyła się w całej Małopolsce o blisko 200 w porównaniu do danych jeszcze sprzed tygodnia.

W sumie w regionie z 4275 łóżek zarezerwowanych dla chorych na COVID-19 do piątku zajętych było 2840 z nich.

Coraz więcej ciężko chorych

Ale to nie oznacza końca problemów. Jak przestrzegają lekarze, najpierw bowiem nadchodzi fala zakażeń, a dopiero po tygodniu – dziesięciu dniach, fala zakażonych koronawirusem dociera na oddziały covidowe. Niestety, stan niektórych pacjentów na tyle się pogarsza, że przenoszeni są oni na oddziały intensywniej terapii, gdzie wymagają podłączenia do respiratora.

- Na 47 łóżek dla zakażonych pacjentów w szpitalu stacjonarnym, praktycznie wszystkie są zajęte. Obserwujemy nieznaczny spadek trafiający do nas pacjentów covidowych, ale ale wciąż nie są to małe liczby. Ponadto chorzy niejednokrotnie zgłaszają się po pomoc dopiero w 7-8 dobie, kiedy ich stan jest już bardzo ciężki. Siedzą w domu do ostatniej chwili. Niestety, z tego powodu rokowania w trakcie hospitalizacji są gorsze, a sam pobyt w szpitalu trwa o wiele dłużej niż np. w trakcie drugiej fali – mówi dr Artur Asztabski, prezes szpitala im. Rydygiera w Krakowie.

I dodaje, że nieco lepiej sytuacja pod względem dostępności miejsc wygląda w hali EXPO.

- Na 280 przygotowanych miejsc zajętych jest 85 z nich. Tam jednak leczeni są tylko pacjenci w lżejszych stanach – tłumaczy dr Asztabski.

Dr Jerzy Friediger, dyrektor krakowskiego szpitala im. S. Żeromskiego, również potwierdza: - Liczba osób zakażonych generalnie spada, ale coraz więcej bardzo ciężko chorych osób trafia do szpitali, którzy wymagają długiej i intensywnej terapii. Wszystkie miejsca respiratorowe w szpitalu mamy zajęte.

Podobnie jest w szpitalu MSWiA w Krakowie. - Rotacja następuje na bieżąco, mamy zajęte wszystkie łóżka respiratorowe. Jeśli chodzi o miejsca internistyczne, kilka jest wolnych - wylicza dr Krzysztof Czarnobilski, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w tej placówce.

Jak przyznają lekarze, historie pacjentów z reguły są podobne: najpierw zakażony źle się czuje, robi test, leczy się przez kilka dni w domu, a kiedy jego stan staje się ciężki, rodzina dzwoni po pomoc na pogotowie.

Dr Artur Arsztabki wylicza, że dziennie na SOR w jego szpitalu trafia około 12 zakażonych pacjentów, z czego połowa z nich wymaga hospitalizacji.

Ile wolnych repiratorów?

Leczenie na oddziałach intensywnej terapii covidowej trwa z kolei średnio dwa-trzy tygodnie. W zależności od ośrodka śmiertelność waha się, i wynosi często powyżej 90 procent.

Wojewoda małopolski w marcu i kwietniu kilkukrotnie powiększał bazę covidowych łóżek na intensywnej terapii. Nie tylko w dużych ośrodkach, ale też mniejszych, powiatowych szpitalach. Sytuacja była bowiem na tyle poważna, że jako jedną z możliwości rozważano relokację najcięższych pacjentów do innych województw.

Finalnie, na szczęście, udało ją się na tyle opanować, że nie trzeba było wdrażać tego rozwiązania.

W sumie w całym regionie znajduje się obecnie 481 tzw. łóżek respiratorowych. Wszystko na to wskazuje, ze respiratorów na razie nie zabraknie, wolne pozostaje bowiem 82 urządzenia.

60 ton ciekłego tlenu na dobę

Niestety, rośnie też liczba chorych wymagających tlenoterapii, w tym wysokoprzepływowej, która ratuje często przed respiratorem. Podczas trzeciej fali epidemii koronawirusa w ciągu doby w Małopolsce zużywanych jest ok. 60 ton ciekłego tlenu medycznego. To o ok. 20 ton więcej niż podczas najtrudniejszej sytuacji epidemicznej podczas drugiej fali.

- Na szczęście jeszcze nie było awarii tlenu, system jest jeszcze wydolny. Urządzenia pobierające dużo tlenu spełniają swoją rolę. Im więcej tych urządzeń, tym bardziej sieć może być obciążona – mówi dr Czarnobilski.

A tlenoterapii teraz wymaga praktycznie każdy pacjent przyjęty do szpitala. Wielu z nich korzysta także z wysokoprzepływowej terapii High Flow. 

- Taki pacjent otrzymuje podaż tlenu na poziomie nawet 60 litrów na minutę, a więc to jest potężna dawka, potężne zużycie tlenu, ale dzięki temu często temu chory nie trafia na oddział intensywnej terapii – tłumaczy dr Czarnobilski.

Tymczasem ostatniej doby na 83 tysiące wykonanych testów zakażenie koronawirusem potwierdzono u kolejnych 17 847 osób w kraju i 1440 w Małopolsce. Minionej doby z powodu koronawirusa zmarło 595 osób, 419 z nich miało choroby współistniejące. Wśród zmarłych jest też 65 mieszkańców naszego regionu. Od początku pandemii SARS-CoV-2 potwierdzono u 203 863 mieszkańców województwa. 4679 z nich nie udało się uratować. Bilans epidemii w Polsce to 2 660 088 zakażonych oraz 61 208 zgonów.

Wideo

Materiał oryginalny: Mniej zakażonych, ale więcej pacjentów w ciężkim stanie. Sytuacja w szpitalach wciąż jest trudna - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
amelia bomba-flądra !

"Ponadto chorzy niejednokrotnie zgłaszają się po pomoc dopiero w 7-8 dobie, kiedy ich stan jest już bardzo ciężki –...", jakieś bezczelne i chamskie gadanie. To niby pacjenci są sami sobie winni, bo czekają"dla zabawy" zbyt długo, aż choroba im zdewastuje organizm. Nie, że przypadkiem kretyńska i udawana sł.zdrowia, gdzie już tzw. ratownicy medyczni (jak w ogóle raczą przyjechać) namawiają ludzi, żeby pozostawali w domach, ani nie jechali do szpitala. Totalne zbydlęcenie i głupota. Więcej takich udanych lekarzyków, z takim dużym pojęciem o leczeniu, a już długo ta zabawa nie potrwa.

Dodaj ogłoszenie