„Mój koniec świata”. Koniec czasem jest początkiem

„Mój koniec świata”. Koniec czasem jest początkiem

Łukasz Gazur

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Film „Mój koniec świata” debiutanta, Kamila Krawczyckiego, opowiada historię Filipa (Bartosz Ostrowski), który próbuje się pogodzić z rozstaniem.
„Mój koniec świata”

„Mój koniec świata” ©fot. archiwum

Czekając na znak od swojego eks, czyli Eryka, który nagle, po kolejnej sprzeczce, postanawia się wyprowadzić, zaczyna zadawać sobie egzystencjalne pytania.

W rozmowie z przyjaciółką i matką dojrzewają w nim odpowiedzi dotyczące sensu trwania w związku, który nie był dopasowany i toczył się w rytmie przyzwyczajenia. Myśli o podnieceniu, które wietrzeje z czasem, straconych szansach, pierwszej miłości, której człowiek tak kurczowo chce się trzymać. Jak to zwykle bywa, z pomocą idą Filipowi przyjaciółki, których „wątroba może nie przeżyć tego rozstania”, matka (Katarzyna Herman) i... pewien tajemniczy nieznajomy (Karol Kubasiewicz).

Krawczycki sprawnie odmalował nie tylko życie homośrodowiska, pulsującego gejowskimi imprezami w klubach, ukrywanymi przed rodziną związkami, walką o akceptację.
To także portret całego młodego pokolenia, poszukującego swojego miejsca i podejmującego kolejne próby budowania relacji - często chwilowych, jednorazowych, „na jedną noc”. Przede wszystkim reżyserowi udało się jednak stworzyć uniwersalną opowieść o końcu, który może stać się początkiem, jeśli tylko damy mu na to szansę.

Twórcy sprawnie uruchomili całą machinę filmową - z wibrującą muzyką, dobrze wpisaną w akcję oraz z „brudnymi” zdjęciami prezentującymi Kraków w sposób nieoczywisty, z kazimierskimi zaułkami, dalekimi od wystylizowanych, wylizanych fasad Rynku Głównego.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo