Mój wujek - Papież

Redakcja
Udostępnij:
Na zjazd rodziny Wojtyłów w Wadowicach przyjechało około 100 osób. Ojciec Święty z każdym zamienił parę słów.

   Na życzenie Jana Pawła II andrychowianin - Franciszek Wojtyła - wykonał drzewo genealogiczne, przedstawiające kilka pokoleń rodziny. Owoc swoich kilkumiesięcznych dociekań historycznych wręczył papieżowi. Na odpowiedź nie czekał długo. Już w kilka dni później do Andrychowa dotarł list z podziękowaniami: "Patrząc na przesłane mi informacje o najstarszych członkach rodziny wywodzących się od śp. Franciszka z Czańca muszę powiedzieć, że Wojtyłowie rozrośli się w dość liczne pokolenia dzieci, wnuków i prawnuków" - napisał z humorem Jan Paweł II.
   Ojciec Święty to dla andrychowianina Franciszka z rodu Wojtyłów dalszy wujek od strony ojca. - Pamiętam go jeszcze z czasów dzieciństwa, gdy nikt nie przypuszczał, że młody Karol zostanie biskupem, a co dopiero papieżem. Zawsze był miły. Gdy tylko przyjeżdżał do swojej rodziny w Czańcu, obdarowywał dzieci, w tym mnie, cukierkami - wspomina.
   Wszystko zaczęło się jednak kilka pokoleń wcześniej. Jak ustalił andrychowianin w trakcie swoich historycznych dociekań, urodzony w 1826 roku Franciszek Wojtyła miał prawdopodobnie dwóch synów: Pawła i Macieja. Ze strony tego drugiego w 1920 roku przyszedł na świat przyszły papież.
   - Kiedyś jeszcze jako biskup Karol Wojtyła powiedział: - Mów mi wujku i tak zostało do tej pory, chociaż, tak naprawdę, jest moim dalszym wujkiem. Ojciec Święty i mój tato to kuzyni. Cała rodzina jest liczna i długowieczna. Jeśli pamięć mnie nie myli, to w Hałcnowie, dzielnicy Bielska-Białej, mieszkają Teofil i Weronika Wojtyłowie, którym mija w tym roku 70-lecie zawarcia związku małżeńskiego - dodaje Franciszek Wojtyła.
   W familii Wojtyłów większość mężczyzn stawała na ślubnym kobiercu w wieku 23 lat. To była żelazna zasada, z której wyłamywali się tylko nieliczni. - Podobnie postąpił mój ojciec. Wyłamałem się chyba tylko ja, bo ożeniłem się 2 lata później niż każe tradycja - wspomina andrychowianin.
   Karol Wojtyła był częstym gościem u swojej rodziny w Czańcu. Jako młody ksiądz, później biskup brał udział w ważniejszych wydarzeniach z życia bliskich. Szczęśliwcy zostali przez niego bierzmowani, niektórym dawał ślub, a już na pewno przy każdej okazji wszyscy otrzymywali błogosławieństwo. - W trakcie pobytu w Czańcu zawsze spotykał się z moim dziadkiem Franciszkiem, który był rolnikiem, śpiewakiem parafialnym, oprowadzał też pielgrzymów po dróżkach kalwaryjskich. Będąc już biskupem, w trakcie wizyt w czanieckiej parafii, zawsze zatrzymywał się u stryjka Albina, brata mojego ojca, gdzie spotykał się z całą rodziną. Wszyscy się do niego garnęli, bo miał w sobie coś, co przyciągało - opowiada Franciszek Wojtyła.

Niedostępny dla rodziny

   Kiedy w 1978 roku biskup krakowski Wojtyła został wybrany papieżem, w rodzinie z niedowierzaniem patrzono w ekrany czarno-białych telewizorów. - Wieczorem, 18 października 1978 roku, wróciłem z pracy w kęckim Biurze Projektowym, a tu nagle słyszę w dzienniku, że nasz wujek Karol, krakowski metropolita, został papieżem. Dosłownie nas wszystkich zamurowało. Zawsze uważaliśmy, że był nieprzeciętnym człowiekiem, ale ten wybór wydawał się czymś nieprawdopodobnym - mówi.
   Dotychczas częste kontakty z biskupem Karolem nagle się urwały. Jan Paweł II na wiele lat dla rodziny Wojtyłów, wywodzącej się z Czańca, stał się nieosiągalny. - Wiedzieliśmy, że pozostaje nam już tylko spoglądać w ekran telewizora. W trudnych dla kraju czasach raczej nie dało się wyjechać do Watykanu - wspomina Franciszek.
   Po raz pierwszy taka próba została podjęta w 1981 roku. Już prawie spakowana pielgrzymka parafian z Andrychowa do Watykanu została w ostatniej chwili odwołana z powodu wprowadzonego dopiero co stanu wojennego. Musiało upłynąć jeszcze 5 lat nim Franciszek Wojtyła spotkał się ze swoim wujkiem, papieżem, po raz pierwszy od czasu jego wyboru na Stolicę Piotrową. - W końcu nasza pielgrzymka do Watykanu doszła do skutku. Wyprawa była niezwykle kosztowna, przynajmniej ja pracowałem na nią równy rok. Ale warto było. Po audiencji dla Polaków w Castel Gandolfo udało mi się zamienić z Ojcem Świętym parę zdań, bo na dłuższą rozmowę, jak to zwykle bywa, nie było czasu. Pozostał po tym spotkaniu niedosyt, ale niedługo. Drugie spotkanie, podczas tej samej pielgrzymki, było już bardziej wzruszające i niezwykłe. Chyba dlatego, że nie zostało zaplanowane. Podczas audiencji na placu św. Piotra musiałem sforsować za zezwoleniem ks. Stanisława Dziwisza i ochrony wysoką drewnianą barierkę, by dostać się do sektora, w którym przygotowano spotkanie Jana Pawła II z osobami niepełnosprawnymi. Od Ojca Świętego otrzymałem wtedy różaniec. Pytał mnie o to, co słychać w rodzinie, jak nam się żyje, co słychać w kraju - opowiada Franciszek Wojtyła.

100 Wojtyłów

   Do tej pory odbył kilka spotkań z papieżem. Ostatnie w 1999 roku, gdy wręczył Ojcu Świętemu, wspólnie z delegacją miasta, tytuł Honorowego Obywatela Andrychowa. Najbardziej utkwiło mu w pamięci spotkanie z 1997 roku po mszy św. w kościele Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem. Niemal osobista rozmowa z papieżem odbyła się w parafii w zakrystii. - Byłem tak wzruszony, że gdy wychodziłem, łamały mi się nogi. Naprawdę nie pamiętam do dziś o czym rozmawialiśmy - opowiada.
   Wcześniej, podczas pielgrzymki papieskiej do Polski w 1991 roku, w Wadowicach odbył się zjazd rodziny Wojtyłów. Przyjechało około 100 osób. Jak wspomina nasz rozmówca, chociaż to trochę trwało, papież z każdym zamienił kilka słów.

Gratulacje od papieża

   Franciszek Wojtyła pokazuje opasłą teczkę z korespondencją z papieżem. Ma kilkadziesiąt listów z podpisem Jana Pawła II. - Piszę do Ojca Świętego dużo i często. Przynajmniej dwa, trzy razy do roku wysyłam mu życzenia. Najczęściej na urodziny, przypadające 18 maja i w rocznicę wyboru - 18 października. Po drodze jest też wiele innych okazji. Zawsze informuję o różnych wydarzeniach, jakie zachodzą w naszej rodzinie. Zawsze otrzymuję odpowiedzi. Ojciec Święty nie jest wylewny w swojej korespondencji, za to Jego słowa są bardzo wartościowe. Lepiej się człowiekowi robi od razu na sercu - mówi.
   Jan Paweł II w listach często przypomina o rodzinie. 23 października 1993 roku napisał: "Niech Boże Miłosierdzie zapewni pokój wieczny duszy śp. Władysławie, która już poszła do Pana, bo spotka tam zmarłego już wcześniej śp. męża Józefa. Tak powoli według Bożych zamiarów starsi robią miejsce młodemu pokoleniu" - _napisał papież.
   Franciszek Wojtyła zauważył, że Ojciec Święty odpisuje zwykle po kilku dniach od chwili otrzymania przesyłki. Tak jakby czekał na wiadomości ze swoich rodzinnych stron. Najczęściej robi to w dni wolne: święta i niedziele. Nie zapomina przy tym o najdrobniejszych szczegółach. Często przywołuje członków rodziny, pyta o ich losy. W październiku 1998 roku Franciszek Wojtyła dostał od papieża niespodziewanie gratulacje z okazji wyboru na radnego do Rady Powiatu Wadowickiego.
   Czy i tym razem uda mu się spotkać i porozmawiać z Ojcem Świętym choćby przez chwilę?
- Nigdy się nie pchałem do papieża. Wiem, że tegoroczna pielgrzymka trwa zaledwie trzy dni i nie ma w jej trakcie czasu na osobiste spotkania. Na pewno będę uczestniczył we mszy św. na Błoniach. Kto wie, być może i tym razem uda mi się spotkać. Nie takie niespodzianki mnie w przeszłości spotykały -_ mówi.
MirosŁaw GawĘda

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie