Muzycy, nie uchodźcy. Syryjscy artyści znaleźli u nas przystań

Piotr Drabik
Piotr Drabik
Muzyczne trio z dalekiej Syrii w Krakowie: kompozytor Wassim (z lewej), śpiewaczka operowa Christina oraz dyrygent Nadim
Muzyczne trio z dalekiej Syrii w Krakowie: kompozytor Wassim (z lewej), śpiewaczka operowa Christina oraz dyrygent Nadim Andrzej Banaś/Polska Press
Polska kojarzyła im się tylko z wielkimi kompozytorami. Wojna w ich ojczyźnie sprawiła, że Wassim, Christina i Nadim przyjechali tutaj szlifować muzyczne talenty i poznawać język. Uczą się, pracują i tworzą w Krakowie. Nie planują. Zbyt dobrze wiedzą, jak krucha może być przyszłość.

Dyrygent, kompozytor i śpiewaczka operowa. Muzułmanin, druz i chrześcijanka. Miłość do muzyki sprawiła, że trójka Syryjczyków znalazła się w Krakowie. Pod Wawelem starają się normalnie żyć. Jednak każdego dnia tęsknią za rodzinami i ogarniętą bratobójczą wojną ojczyzną.

- Pierwszy dzień w Polsce był straszny. Miałem problemy z wizą. Przyjechałem tutaj dwa dni za wcześnie i nie mogłem opuścić lotniska w Balicach. Spędziłem je w małym pokoju. Okropne - wspomina Nadim Husni. To było w 2007 r., kiedy młody muzyk z Syrii pierwszy raz pojawił się nad Wisłą. Cel - Akademia Muzyczna w Krakowie, kierunek kompozycja.

Rodzina Nadima nie ma muzycznych korzeni. Ojciec malarz, matka zajmuje się gospodarstwem domowym. Obydwoje z klasy średniej. Sam Nadim mówi o sobie muzułmanin niepraktykujący. Przygoda z muzyką w jego życiu rozpoczęła się w wieku 13 lat od gry na skrzypcach oraz altówce.

Talent i warsztat Nadim wykorzystał m.in. w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej, w której grał przez wiele lat. Koncertowali w całej Syrii, często również w Aleppo. Kiedyś kulturalna stolica kraju, dziś obrócony w ruiny symbol krwawego konfliktu. - Stamtąd pochodzi moja mama. Wspaniałe miasto, otwarci mieszkańcy. To okrutne, że teraz wszystko jest zniszczone. Na zdjęciach ruin nie jestem w stanie poznać ulic starego Aleppo - przyznaje.

Nadim po skończeniu studiów w Damaszku chciał iść w kierunku komponowania muzyki i dyrygentury. Okazało się, że w Syrii nie ma takiej możliwości. Znajomy polecił mu Akademię Muzyczną w Krakowie, choć Nadim początkowo planował edukację w Europie Zachodniej. Syryjczyk ostatni raz widział rodziców w 2009 r. Jednak stara się rozmawiać z nimi codziennie przez internet. O ile w Damaszku jest prąd.

Jego zdaniem wojna skończy się dopiero wtedy, kiedy wszystkie strony konfliktu zaczną ze sobą rozmawiać.

Przygoda z operą dla młodej Syryjki zaczęła się przypadkiem. „Masz piękny głos. Czemu nie spróbujesz śpiewu operowego?” - usłyszała od znajomego z chóru kościelnego. Christina Eshak miała wtedy 24 lata. Teraz nie wyobraża sobie życia bez opery, choć w dzieciństwie chciała być pianistką. Dziewczyna pochodzi z portowego miasta Tartus nad brzegiem Morza Śródziemnego. Podobnie jak większość jego mieszkańców Christina też jest chrześcijanką.

Jej ojciec grywa na oudzie, a wujek na kanunie. To dwa instrumenty orientalne popularne nie tylko w Syrii. Zanim Christina trafiła na studia muzyczne, ukończyła literaturę angielską. Potem już tylko opera. Jeszcze w Syrii debiutowała w „Weselu Figara”, gdzie grała Barbarinę. Podczas pierwszego przedstawienia poznała Wassima, który był wtedy w chórkach. Od razu zostali przyjaciółmi.

Eskalacja wojny sprawiła, że ich kariery muzyczne zawisły na włosku. Christina po raz pierwszy pojawiła się pod Wawelem w 2012 r. na letnich warsztatach operowych organizowanych przez Akademię Muzyczną. - Jedyne, co wiedziałam wtedy o Polsce, to Chopin, II wojna światowa i film „Pianista” - wylicza. Po powrocie do Syrii okazało się, że nie może kontynuować nauki śpiewu operowego.

Wraz z Wassimem przyjechała do Krakowa w styczniu 2013 r. Nie znała ani słowa po polsku. - Na początku przez trzy dni powtarzałam „cześć”. Największy problem mam z wymową „sz” i „cz” - przypomina sobie. Studia na Akademii Muzycznej okazały się bardzo kosztowne.

Śpiewaczka operowa rozumie tych, którzy szukają lepszego życia poza Syrią. - Młodzi ludzie uciekają od wojny, bo chcą jeszcze coś zrobić w życiu, a wokół nich jest tylko śmierć - podkreśla Christina. O tym, co dzieje się w Tartus, wie z relacji rodziców. - Przez ciągłe przerwy w dostawach prądu mieszkańcy tracą mnóstwo czasu na prozaiczne czynności jak pranie ubrań. Ceny są bardzo wysokie. A jeśli chcesz kupić benzynę, stoisz w 3-__4-godzinnych korkach, bez gwarancji jej dostania - opowiada Christina. W domu nie była od roku i trzech miesięcy. Jest przekonana, że jeszcze będzie miała okazję wystąpić nie tylko przed syryjską publicznością. Najlepiej w wymarzonej operze „Salome” Straussa.

- Ze swoimi uczniami mam umowę. Ja uczę ich muzyki, a oni mnie polskiego - śmieje się Wassim Ibrahim. Kompozytor, instrumentalista, doktorant na Akademii Muzycznej, nauczyciel w Szkole Waldorfskiej. Człowiek orkiestra. Zanim poświęcił życie muzyce klasycznej, doglądał budowy wielu obiektów w Damaszku. Dokładnie przez siedem lat po ukończeniu studiów inżynierskich. Wassim wychował się w muzykalnej rodzinie, jednak tylko on podjął naukę w tym kierunku.

Zaczał od nauki gry na oudzie, potem były studia na kierunku harmonia i kontrapunkt oraz kompozycja. - Ja i mój przyjaciel Saleh, który teraz jest we Francji, byliśmy pierwszymi absolwentami tego kierunku w Syrii - wspomina muzyk. O tym, jak wyglądają studia w Krakowie, dowiedział się m.in. do Nadima, z którym znali się jeszcze z czasów gry w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej. Ostatecznie do wyjazdu do Polski przekonała go Christina.

Kompozytor przez wojnę stracił bliskiego przyjaciela lekarza, który zginął w eksplozji na ulicy Damaszku. Wassim jest przekonany, że wojna w jego ojczyźnie nie skończy się, dopóki kraju nie opuszczą ekstremiści z zagranicy. - Wtedy będziemy mogli znaleźć jakieś rozwiązanie. Nie możemy szukać rozwiązania konfliktu poza granicami Syrii - wskazuje. Tęskniąc za rodziną i ojczyzną (ostatni raz był u siebie 3 lata i 9 miesięcy temu), stara się ułożyć życie w Krakowie. Poza pracą i studiami grywa dodatkowo w zespole „Projekt Kameleon”, w którym śpiewa również Christina. - Żyję tym, co się dzieje tutaj. Wieczorami zerkam na wiadomości dotyczące Syrii, ale nic poza tym. Jestem muzykiem, dlatego nie wdaję się w politykę - zapewnia kompozytor.

Wassim nie jest ani muzułmaninem, ani chrześcijaninem, ale druzem. - To bardzo mała grupa wyznaniowa. Wierzymy w jednego Boga, miłość i pokój - to dla nas najważniejsze - tłumaczy Wassim. Podobnie jak Nadim i Christina nie planuje przyszłości. Cała trójka tylko jednego jest pewna - nie przestaną śpiewać, grać i komponować.

***

Wassim Ibrahim (ur. 1978) wychował się w Damaszku. Tutaj skończył studia inżynierskie oraz harmonię, solfeż i historię muzyki na muzycznym kierunku. Jeden z pierwszych absolwentów studiów dla kompozytorów w Syrii. W Krakowie od czterech lat (podobnie jak Christina) i prowadzi studia doktoranckie na Akademii Muzycznej.

Christina Eshak (ur. 1984) przyszła na świat w mieście Tartus na zachodzie Syrii. Absolwentka studiów literatury angielskiej i śpiewu operowego w Damaszku. Na tym ostatnim kierunku uczy się również na Akademii Muzycznej w Krakowie. Jeszcze przed wyjazdem z Syrii m.in. dubbingowała filmy animowane.

Nadim Husni (ur. 1983) pochodzi z Damaszku. Z wykształcenia jest altowiolistą, kompozytorem i dyrygentem. Absolwent Wyższego Instytutu Muzycznego w Damaszku oraz były członek Narodowej Syryjskiej Orkiestry Narodowej. W Krakowie mieszka od 9 lat. W tym roku ukończył studia na miejscowej Akademii Muzycznej.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
j.e.
Panie Gerwazy - idź pan w cholerę z takimi komentarzami. Wyciąga się z tłumu uciekinierów przed wojną kilku nawiedzonych i opłaconych przez ISIS ekstremistów i na tej podstawie tworzy się obraz całej grupy jako bandytów gotowych wysadzić się w powietrze na pierwszym lepszym placu w Europie. 90 % ludzi w Polsce nie widziało no oczy żadnego muzułmanina, a tym bardziej ekstremisty, co nie przeszkadza im pisać głupot na fejsie o "upadku białej rasy" i "zalewie najeźdźców".
G
Gerwazy
Kolejna proba prania mozgow...Wyciaga sie z 1.5 mln tlumu najezdzcow na Euro pe 2-3 osoby ktore maja wszelkie cechy normalnosci i probuje sie wmowic przecietnemu obywatelowi RP ze tacy sa wlasnie wszyscy uchodzcy...Natomiast powtarzajace sie coraz czesciej akcje terrorystyczne z udzialem 5-8 osob relatywizuje sie prostym stwierdzeniem: 5-8 osob z 1.5 mln przybyszy? To znikomy margines ....
Dodaj ogłoszenie