Muzyka znana i nieznana

Redakcja
"Koncert potrójny C-dur" Beethovena nie cieszy się wielką popularnością wśród wykonawców, choć lubią go słuchacze. By dobrze zabrzmiał, trzeba spełnić jeden podstawowy warunek: interpretatorzy partii skrzypiec, wiolonczeli i fortepianu muszą być solistami i kameralistami zarazem. W miniony piątek Filharmonia Krakowska stworzyła warunki do takiej właśnie doskonałej interpretacji "Koncertu potrójnego".

Z sali koncertowej

   Do wykonania partii solowych zaproszono bowiem artystów od kilku lat tworzących European Fine Arts Trio. Tomasz Tomaszewski - skrzypce, Pi-Chin Chien - wiolonczela i Francois Killian - fortepian są artystami znanymi i uznanymi. Kameralistyka jest ich pasją i to było słychać w piątek. Ich muzyczna rozmowa była spójna i interesująca. Równie sprawnie prowadzili muzyczny dialog z orkiestrą pod batutą Tomasza Bugaja. Jedyne zastrzeżenie mogę mieć do charakteru finału, który był za mało "alla Polacca". Chwilami przeszkadzały też wyraźne niedociągnięcia intonacyjne solowych skrzypiec, ale to chyba wina upału. Szczególnie podobał mi się delikatny, ale pełny, okrągły dźwięk fortepianu pod palcami Francois Killiana. Z chęcią posłuchałabym laureata konkursów w Monachium, Tel Awiwie i Warszawie w repertuarze solowym.
   Pełną - a raczej prawie pełną - satysfakcję otrzymali słuchacze po przerwie, gdy Tomasz Bugaj poprowadził "IV Symfonię d-moll" Schumanna. Dobrze zbudowana forma, romantyczna emocja, ciekawe zróżnicowanie tematycznego bogactwa Schumannowskiego dzieła to atuty tej ciekawej interpretacji. Drobny minus to zbyt cienkie brzmienie filharmonicznych skrzypiec. Jak z takim dźwiękiem doprowadzić do prawdziwie romantycznej kulminacji?
   Melomanom zwracam uwagę na zainaugurowaną w sobotę koncertem w sali Holdu Pruskiego bardzo ciekawą imprezę, która potrwa do 7 czerwca. 28 maja minęło 200 lat od śmierci w ubóstwie i zapomnieniu Luigiego Boccheriniego, artysty, który przez trzydzieści lat cieszył się sławą czołowego europejskiego wirtuoza gry na wiolonczeli i wyśmienitego kompozytora. Los bywa jednak okrutny. Pamięć o nim zanikła, olbrzymi dorobek został rozproszony, do czego przyczyniła się hiszpańska wojna domowa w trzydziestych latach XX wieku. Pasjonaci wiolonczeli usiłują ocalić to, co pozostało. Dołączył do nich znany krakowski wiolonczelista i pedagog Zdzisław Łapiński. Jego to inicjatywie zawdzięczamy festiwal Boccheriniego przynoszący prezentacje wszystkich 12 koncertów wiolonczelowych oraz licznych dzieł kameralnych włosko-hiszpańskiego mistrza. W sobotę z Capellą Cracoviensis pod batutą Stanisława Gałońskiego koncerty solowe Boccheriniego grali: Ewa Pawłowska (był to udany debiut młodej wiolonczelistki), Zdzisław Łapiński, Tomasz Strahl i Timothy Hugh.
   Muzyka Boccheriniego pieści ucho i ukazuje całą paletę wyrazowych i technicznych możliwości wiolonczeli. Pod wieloma względami był to kompozytor - odkrywca, który walnie przyczynił się do podniesienia wiolonczeli do rangi instrumentu solowego. Warto bliżej poznać jego dzieło.
ANNA WOŹNIAKOWSKA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie