Myśliwy bez blagi, czyli polowanie w Lesie Wolskim

PS
FOT. ARCHIWUM
FOT. ARCHIWUM
Udostępnij:
28 grudnia 1927 r. "Ilustrowany Kurier Codzienny" pisał obszernie o reprezentacyjnym polowaniu, jakie kilka dni wcześniej odbyło się w krakowskim Lesie Wolskim.

FOT. ARCHIWUM

Czym żył Kraków

Polowanie urządzone zostało staraniem zarządu leśnego, a zaproszono na nie przedstawicieli krakowskiej elity wojskowo-urzędniczo-towarzyskiej. I tak obecni byli m.in. "płk. szt. gen. Smorawiński, płk Mond, płk dr Korolewicz, ppłk Kostrzewski, konsul czechosłowacki bar. Szedivy, prez. kolei Barwicz, dr Surzycki, radca m. inż. Drobniak, jen .Stiller, jen. Czikiel, dyr. Banku Komercjalnego Przybylski, nadr. górn. Negrusz, radca m. Chwastek".

Dzień był mroźny, ale słoneczny. Polowanie rozpoczęło się tak szczęśliwie, że "zaraz w pierwszym miocie padło 15 zajęcy, co tak korzystnie nastroiło myśliwych, że w rezultacie położyli bez dwu, setkę zajęcy, oddając sumarycznie tylko 217 strzałów". "IKC" zauważał, nie bez racji, że był to wynik bardzo piękny, zważywszy na grube kostiumy myśliwskie utrudniające oddawanie strzałów i w ogóle polowanie w lesie.

Dalej gazeta poświęcała parę słów miejscu, w którym odbyło się polowanie: "Las Wolski jest niestety dotychczas, mimo swych istotnie przepięknych widoków, mało zwiedzany przez mieszkańców miasta. W lecie niewielu tam »turystów«, jako, że dla Krakowian nie uznających »miasta« poza obrębem plant, trzeba być aż turystą, by iść na Panieńskie Skały. A już zimą, gdy krajobraz zwłaszcza przy blaskach słońca robi wrażenie cudownej bajki... Jedynie czasem przemkną cicho, jak cień, narciarze, lub raz na rok przerwą ciszę lasu myśliwi wesołym pogwarem i strzałami".

Wróćmy jednak do zimowego polowania. Myśliwi po czwartym miocie zwiedzili urządzoną niedawno piękną bażantarnię i zagrody z sarnami, a po piątym zostali podjęci śniadaniem koło "Karolówki" na Polanie Lea, gdzie i nagonkę uraczono skromniejszym, ale nie mniej smacznym śniadaniem. Na koniec "IKC" podawał ciekawostkę: "Przy końcu polowania podają zwykle myśliwi, ile każdy z nich ubił zajęcy, przyczem zwykle tzw. spółkowe zające, tj. takie, do których dwu myśliwych strzelało, zwykle się w szybki sposób pomnażają. Otóż na tem polowaniu podali myśliwi w sumie mniejszą liczbę zastrzelonych przez nich zajęcy, niż ich leżało »na rozkładzie«. Nie było więc blagi myśliwskiej, a to nie ładnie, boć przecież »myśliwy bez blagi, to tak, jak strzelba bez naboju«". (PS)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

b
ben
zawsze się zastanawiam jak widząc jakieś zwierzę można chcieć mu odebrać życie - co to by mi dało? moim zdaniem
trzeba zakazać im polowań,nie można zabijać tylko dla 'przyjemności' z zabijania (patrz polowania na ptaki), przecież nie jest tak że jak nie będą zabijać zwierząt , to będą zabijać ... regulacją
stanu zwierzyny zajmą się drapieżniki(wilki, rysie, pumy-teraz prawie juz wytępione jak wiele innych gatunków), ale dla
najbardziej zawziętych myśliwych można wprowadzić taki model jak w wędkarstwie
'catch and release' czyli strzał nabojem usypiającym , zdjęcie z "upolowanym" zwierzakiem i z powrotem go do lasu
.Strzelby takie już istnieją, nie są wcale drogie przy cenach tradycyjnych sztucerów, a zasięg mają
taki jak broń gładkolufowa. nie będziemy pierwsi, bo bodajże Holandia zakazała już polowań, ale pomyślmy
ilu zwierzętom ocalimy życie i oszczędzimy cierpień . Z łowieckim pozdrowieniem dla naprawdę kochających przyrodę - Darz Bór
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie