Na deptaku

Redakcja
Tytuł zdaje się sugerować, zwłaszcza w porze letniej, wakacyjnej, iż przeniesiemy się do wód, do Karlsbadu, Vichy albo innego Ciechocinka. Nic bardziej błędnego; miast cieszyć się urlopową wolnością i oddychać pełną piersią w atmosferze eleganckiego kurortu, znajdziemy się w sytuacji dokładnie odwrotnej, w miejscu, w którym nikt dobrowolnie, i to bez względu na porę roku, przebywać nie ma ochoty. No, chyba że gustuje w aktywnym wypoczynku, uprawiając sporty ekstremalne.

   Jesteśmy więc oto na jednym z dziesięciu dziedzińców domu poprawy w Brixton, w hrabstwie Surrey, w roku 1822. Naszym oczom jawi się wynalazek pana Cubbita zwany _treadwheal, _czyli "młyn deptakowy przez więźniów poruszany", o którego przeznaczeniu, w pisemku - jak to się dziś określa promocyjnym - londyńskiego towarzystwa do zaprowadzenia ulepszeń w domach kary i poprawy, czytamy: "Nie należymy do liczby tych, którzy mniemają, iż robota sama przez się, a szczególnie ciężka, złe skłonności zbrodniarza skutecznie poprawia, gdyż do tego potrzeba sił wyższych umysłowych raczej, aniżeli fizycznego udręczenia. Wszelako, gdy ciągłe zatrudnianie więźnia użyteczną pracą jest potrzebą niezbędną, przeto z zatrudnień dla więźniów rozmaitych deptak tu opisany policzonym być może pomiędzy środki bardziej od innych z ludzkością się zgadzające".
   Poznawszy ideologiczne fundamenty wynalazku p. Cubbita, przejdźmy do opisu technicznego urządzenia: "Koło tu odrysowane jest podobne do koła wodnego zwyczajnego, stopnie jednak do deptania na jego obwodzie mają znaczną długość tak, iż 10 do 20 ludzi może się na nich obok siebie wygodnie pomieścić. Ich ciężar główną siłę poruszającą stanowi; nad kołem dodane jest przepierzenie z deseczek, które robotnikom na koło__dalej nad poziom jego osi wstępować nie dozwala. Na przepierzeniu znajduje się poręcz, której się trzymają i tym sposobem na obracającym się kole prosto stać mogą. Obwód koła pod stopniami obity jest także deskami, aby więźniowie do środka nie wpadali i żadnym nie podlegali przypadkom.
   Więźniowie, na których kolej pracy przypada, wstępują z jednego końca po stopniach na koło, a gdy ich na nim liczba przyzwoita stanie, zaczyna się ono obracać; każdy więzień nie ma tu nic innego do czynienia, jak tylko po stopniach nie mających końca chodzić i wtedy ciężar wszystkich razem wzięty działa na każdy stopień tak, jak strumień wody na skrzynki przy kole wodnym".
   Genialnie proste, prawda? Opisane tu i zilustrowane koło w Brixton miało 5 stóp średnicy, w jednej minucie dokonywało dwóch obrotów; każdy więzień chodząc godzinę pokonywał 731 jardów, czyli 2193 stóp angielskich. W roku 1823 deptaki zaprowadzone były już w Anglii w 54 więzieniach. Większość miała, jak ten w Brixton, koła o średnicy 5 stóp, licząc najczęściej po 24 stopnie. Zależnie od długości wstępowało na nie od 4 do 52 więźniów.
   Czas pracy ustanawiano na 10 godzin w lecie i 7 zimą, liczba kroków podawana jest na minutę w przedziale od 32 aż do 87, średnio 48. W większości więzień praca na kole bez przerwy trwała godzinę i 20 minut, przez ten czas skazany przebywał średnio półtora mili angielskiej.
   "Wydatek na wystawienie takiego młyna - piszą członkowie towarzystwa - wyznać trzeba, jest cokolwiek znaczny, lecz późniejsze korzyści dostatecznie go wynagradzają". Najczęściej deptak napędzał żarna mielące zboże, w niektórych więzieniach - twierdzach, usadowionych na wysokich skałach, jak w Ceucie, pompowano wodę lub uruchamiano windy. Zwolennicy deptaka podkreślali prostotę i przez to niezawodność jego konstrukcji; robota na nim należy do najprostszych, nie wymaga przeszkolenia i kwalifikacji, nie potrzeba nawet dozorcy, który by więźniów w pracy doglądał. Zresztą "przez proste przyrządzenie można przydać do koła dzwonek, który by za prędki lub za wolny onego obrót dźwiękiem swoim oznajmiał; tym sposobem dozorca może mieć wiadomość, chociażby z daleka się znajdował, czy więźniowie pracują jak należy, a i oni sami wiedzą, iż każdy ich krok jest porachowany". Więźniowie pracując na deptaku nie psują ani narzędzi, ani materiału, może on ich od 100 do 200 w ciągłej pracy utrzymywać, i to w pracy nie pozorowanej, bo żaden z tych, którzy po kole depcą, próżnować nie może.
Każda nowinka techniczna od początku u jednych budząc entuzjazm, u innych spotyka się ze sceptycyzmem; więc i deptak nie u wszystkich znalazł uznanie. Właśnie owa wyżej wspomniana niemożność pozorowania pracy nie spodobała się krytykom. Nie da się bowiem ukryć, iż to, co na pierwszy rzut oka wygląda na obijanie się na deptaku, na maruderstwo, w rzeczywistości może być nienadążaniem słabszych fizycznie więźniów za silniejszymi, narzucającymi ostrzejsze tempo. W takiej sytuacji praca staje się torturą. Nie spodobała się też malkontentom niebacznie przez autorów opisu rzucona uwaga: "...a chociażby nawet i zboża do mielenia brakło, kierat zawsze będzie mógł chodzić, gdyż robotnicy o tym wcale wiedzieć nie potrzebują".
   I rzeczywiście, poza produkcją, spełnianiem użytecznej pracy, deptak pracował często na jałowym biegu; zapędzano nań więźniów, by przebierali nogami dla samego przebierania, by "nauczyli się rozumu". W rzeczywistości ten ogłupiający, bezproduktywny wysiłek rujnował zdrowie i psychikę więźnia, a samowola dozorców otwierała pole do sadystycznych nadużyć.
Wobec licznych krytycznych głosów, rząd brytyjski wydał okólnik adresowany do zwierzchności wszystkich więzień, w których znajdowały się deptaki, by wraz z lekarzami zbadały, jaki wpływ wywiera praca w kieracie na zdrowie więźniów. W odpowiedzi nadesłano do ministerstwa 21 szczegółowych raportów. Wynikało z nich, iż "praca przy deptakach zgoła z żadną niedogodnością dla więźniów połączona nie jest". Nie powinno to nikogo dziwić, ponieważ jak świat światem, zawsze takie opinie tchną urzędowym optymizmem. Okazało się więc, że "praca przy deptakach jest dla więźniów bardzo pomocną, dozwala im przyzwoitego ruchu i ma na ich zdrowie wpływ najdobroczynniejszy". W Ipswich "znaleziono nawet 3 skazanych pracujących przy deptaku dobrowolnie, a wielu nieosądzonych jeszcze radzi byliby mieć takie zatrudnienie". Lekarz z więzienia w Lancaster uwiadomił władze, iż praca przy deptaku jest tak łatwa, a wymiar pracy tak umiarkowany, że nawet osoby z rupturą mogą ją wykonywać. Ba, nie stronią od niej nawet kobiety. Sędzia z Sussex "czyni doniesienie o dwóch niewiastach, które dzieci przy piersi mając na deptakach pracowały". Jedna z nich sama ponoć prosiła, by jej na deptaku pozwolono być czynną. Nawet po tym przytyła, nabrała sił i zdrowia. Drugiej pokarm tak po deptaku obficie przybierał, iż została mamką więzienną. Słowem, idylla.
   Cóż, zdarzały się nieszczęśliwe wypadki - raportują dyrekcje więzień - nawet śmiertelne, zmiażdżenia kończyn, ale bardzo nieliczne, a poszkodowani byli ofiarami własnej nieostrożności; pewna kobieta poroniła, ale sama sobie winna, zatajając brzemienność.
   W całkowitej sprzeczności z oficjalnym rządowym raportem stały badania przeprowadzone w tym samym mniej więcej czasie przez niezależną komisję złożoną z biegłych, członków jednego z angielskich towarzystw lekarskich. Ich wyniki ogłosił drukiem i przedłożył parlamentowi w roku 1823 Jon Cox Hippisley. Ze spostrzeżeń poczynionych przez niego i innych medyków wynika, iż koła dla swej wielkości i skomplikowanej konstrukcji łatwo ulegają złamaniu, grożąc zranieniem deptaczy; po kwadransie spaceru na kole z więźniów pot spływa strumieniami, przebycie dwóch mil w 80 minut okupione jest utratą wagi ciała do półtora funta; częste są przypadki zwichnięć, stłuczeń, naderwania mięśni, nagminne - bóle łydek i lędźwi, krzyża. Całkiem zrozumiałe, skoro robotnicy stąpać mogą po kole tylko palcami i jedną trzecią długości stopy. Dłuższa praca na deptaku jest przyczyną duszności, krwotoków płucnych, paraliżu, przepukliny. Podano też w wątpliwość entuzjazm skazanych dla tej pracy. Gdy pozostawiano im wybór pomiędzy grzywną a uwięzieniem i pracą na deptaku, zawsze wybierali grzywnę, nawet jeśli miało ich to ostatecznie zrujnować.
   Mimo tej krytyki parlament brytyjski nie zakazał zatrudniania skazanych przy kole, uznając ją za jeden z lepszych sposobów odstraszania; więcej - w ustawie z 1865 roku polecił, by każde z więzień zaopatrzone było w deptaki, w celu wykonywania kary ciężkich robót. Stan taki istniał aż do wydania nowej ustawy więziennej w roku 1877.
   W innych krajach, poza Anglią, deptak raczej się nie przyjął, a jeśli już, to przeznaczony był, jak ten w więzieniu w Plassenburgu, w Bawarii, "tylko dla zbrodniarzy zdziczałych, złośliwych i niełatwo się poskromić dających".
Opracował: Jan RogóŻ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie