Na końcu Europy

Redakcja
AGNIESZKA MALATYŃSKA-STANKIEWICZ

Korespondencja własna z Europy

AGNIESZKA MALATYŃSKA-STANKIEWICZ

Korespondencja własna z Europy

Ogień, woda i lód, czyli sztuka Reykjaviku 2000

Co przeciętny człowiek wie o Islandii? Niewiele. Kilka podstawowych danych i parę utartych stereotypów: lodowce, wulkany, gejzery, białe noce, śnieg, zimno. Ta minimalna wiedza ogranicza się raczej do przyrody i klimatu. Na temat kultury islandzkiej nie wiemy już absolutnie nic. Nie potrafimy wymienić islandzkich kompozytorów, pisarzy, malarzy - ta twórczość dla nas zupełnie nie istnieje. O Reykjaviku - stolicy Islandii, też wiemy niewiele. To miasto kojarzy nam się przede wszystkim z amerykańskimi bazami wojskowymi i z podpisaniem traktatu pomiędzy Reaganem a Gorbaczowem.
 Dlatego też - zdając sobie sprawę z poziomu wiedzy przeciętnego Europejczyka o Islandii - przedstawiciele miasta postanowili wykorzystać tytuł Europejskiego Miasta Kultury 2000, jaki otrzymał Reykjavik (wraz z ośmioma innymi miastami różnych krajów: Avignon, Bergen, Bolonia, Bruksela, Helsinki, Kraków, Praga i Santiago de Compostela), do propagowania Islandii. Przybliżenia kraju - jego przyrody i klimatu, jak też kultury, sztuki i tradycji. Stąd hasło: rok 2000 rokiem kultury i natury. I trudno się dziwić, wszak tamtejsza natura odciska swe piętno na twórczości człowieka. Bo jak zabrzmi muzyka twórcy żyjącego na potężnych wrzosowiskach, pomiędzy wichrowymi wzgórzami? Co będzie malował artysta żyjący u stóp drzemiącego wulkanu? Jaką historię opowie nam pisarz, który codziennie ze swojego okna widzi wyprawiające się w morze kutry rybackie?
 Zamysł propagowania Islandii się udał. W tym sezonie - a jak wiadomo, jest to bardzo krótki okres: od połowy czerwca do połowy września - Islandię odwiedziło już blisko 300 tys. turystów. Po raz pierwszy w historii tego kraju przyjechało na wyspę więcej ludzi niż ją zamieszkuje. Dla nich też Biuro Festiwalowe Reykjavik 2000 przygotowało program pokazujący przede wszystkim tradycję i sztukę ludzi żyjących w Islandii. Okazało się, że na tym krańcu Europy, gdzie w sierpniu wieje od morza lodowaty wiatr, a w zimie słońce nie wstaje wcale, życie kulturalne tętni przez okrągły rok. Funkcjonuje Filharmonia Islandzka, która w tym roku obchodzi 50. rocznicę powstania, działa teatr i opera, a muzea - prezentujące sztukę współczesną - stanowią prężnie działające centra kultury. I choć wicher wieje, a ziemia czasem się trzęsie, wszystko odbywa się zgodnie z planem.

Drzewo na wagę złota

 Lot z Kopenhagi do Reykjaviku trwa blisko trzy godziny. Leci się głównie nad oceanem. Bezkresna granatowa przestrzeń za oknem samolotu nie budziła mojego zainteresowania. Dlatego sięgnęłam po gazetę reklamującą Islandię. Wertując strony, znalazłam kalendarium imprez kulturalnych. Uwagę przyciągnęła konferencja naukowa poświęcona lodowcom na Marsie. Dlaczego zajmują się tak dziwnym tematem? - myślałam. Ale kiedy samochodem przemierzałam 52 kilometry dzielące Międzynarodowy Port Lotniczy w Keflaviku od stolicy Islandii Reykjaviku, zrozumiałam, dlaczego konferencja ta powinna się odbywać tylko na tej ziemi. Przede mną rozciągał się krajobraz rodem z Księżyca lub z Marsa. Gdzie tylko okiem sięgnąć, leżała zastygła przed tysiącami lat lawa. Szare i gdzieniegdzie czerwonawe ogromne pustkowie. Horyzont zamykały czarne, ośnieżone góry. Nie zauważyłam ani jednego drzewa.
 I choć ogólna szarość wyspy powoduje, że wygląda ona brudno, statystyki podają, że ten zakątek świata należy do najczystszych. Dbają o to Islandczycy i dlatego też sprawy związane z naturą w kalendarzu imprez kulturalnych Reykjavik 2000 zajmują bardzo ważne miejsce. I tak na przykład, w zwanej przez mieszkańców Reykjaviku fabryce wody - czyli niczym innym, jak ujęciu wody - zorganizowano wystawę pokazującą, jak do stolicy płynie krystalicznie czysta, niczym sztucznym nie wzbogacana - woda. Nawiasem mówiąc, ta sama woda, którą mieszkańcy miasta mają w kranie, nalewana jest do butelek i sprzedawana jako woda mineralna, spełniająca najwyższe kryteria jakości. Będąc w zakładzie, można zajrzeć w studnie głębinowe, obejrzeć makiety i schematy prowadzenia rur do miasta.
 W jednym z pomieszczeń na rycinach i fotografiach przedstawiono historię ujęć dla Reykjaviku. Historia, która ma ponad 100 lat. Wtedy wkoło miasta znajdowały się 34 źródła. Mieszkańcy czerpali wodę ze studni. Wielka epidemia, która wybuchła w 1906 roku, zdziesiątkowała ludność. Okazało się, że bakterie choroby znajdowały się w wodzie. Gudmundur Bjornsson, fizyk, późniejszy generalny dyrektor zdrowia na Islandii, rozpoczął kampanię zdrowej wody. Pierwsza woda popłynęła rurociągiem w czerwcu 1909 roku. Początkowo z rzeki Ellida, później Gvendarbrunnar. Dzisiejsze ujęcie zostało ulokowane na polach Heidmork, będących fragmentem Narodowego Parku Islandii.
 Islandczycy zdają sobie sprawę z surowego krajobrazu. Dlatego za wszelką cenę starają się go zmienić. Widoczne jest to przede wszystkim w Reykjaviku. To właśnie tam specjalnie pielęgnuje się trawę, zakłada kolorowo obsadzone kwiatami rabatki. Wielkim zainteresowaniem mieszkańców miasta cieszy się Ogród Botaniczny, w którym odbywa się wiele spotkań, bankietów, małych koncertów - słowem, imprez roku 2000.
 Największym szacunkiem otoczone są jednak w Islandii drzewa. Jest ich bardzo niewiele. Dlatego też przedstawiciele wszystkich 9 miast kultury, którzy przebywali w Reykjaviku od 18 sierpnia z powodu odbywającego się raz na kwartał spotkania Stowarzyszenia Europejskich Miast Kultury (AECC), posadzili na skwerku, w centrum miasta dziewięć drzew. Każde z nich otrzymało nazwę innego miasta kultury. Bogusław Sonik, dyrektor Biura Festiwalowego Kraków 2000, posadził drzewko o łacińskiej nazwie - Lonicera nigra. - Mam nadzieję, że mieszkańcy miasta polubią to miejsce, a przychodząc tu na spacery, z radością będą wspominali rok 2000, rok kultury i natury - powiedziała Thorunn Sigurdadottir, dyrektor Biura Festiwalowego Reykjavik 2000.

Piękny Baldur

 Historia jest prosta. Przepiękny Baldur - taki skandynawski Apollo - bóg słońca letniego i światła, ukochany przez bogów i ludzi rywalizuje ze ślepym Hodurem o piękną Nanę. Niestety, Baldur przegrywa walkę, umiera, a jego śmierć wstrząsa Azami - panteonem bogów skandynawskich, mieszkających w niebiańskim Asgardzie. Do tego najpopularniejszego na Islandii mitu islandzki kompozytor Jon Leifs napisał muzykę - tworząc w ten sposób balet zatytułowany "Baldur". Utwór powstał w 1958 roku, ale swoje prawykonanie miał dopiero 18 sierpnia 2000 roku w Reykjaviku.
 Dlaczego na wykonanie tego dzieła trzeba było czekać tak długo? - Utwór jest monumentalny. Potrzebuje wielkiej orkiestry symfonicznej, dużego baletu, pięknej scenografii. Wykonanie byle jakie nie przyniosłoby efektu. A ponieważ nie mieliśmy pieniędzy na dużą inscenizację, doszliśmy do wniosku, że lepiej jest tego dzieła nie prezentować. Dopiero teraz otrzymany tytuł miasta kultury 2000 pozwolił na wykonanie tego utworu z pełnym rozmachem - powiedziała nam Thorunn Sigurdadottir, dyrektor Reykjavik 2000.
 I rzeczywiście. Na półtorej godziny hala sportowa, przemieniona na potrzeby teatru, stała się surowym pejzażem Islandii. W scenografii Kristin Bredal nie zabrakło wody, lodu i ognia - a więc cech charakterystycznych dla tej ziemi. Przy monumentalnej muzyce, pełnej głośnych wybuchów, na scenie rozgrywał się mitologiczny dramat. Półnagie postacie tańczyły taniec swych przodków - wikingów, w choreografii Jormy Uotinen.
 Prapremiera baletu "Baldur" - który został przygotowany przez trzy miasta skandynawskie, obdarzone w tym roku tytułem Europejskiego Miasta Kultury - Reykjavik, Bergen, Helsinki - była jednym z ważniejszych wydarzeń kulturalnych w Reykjaviku. Inscenizacja podbiła serca Islandczyków. Publiczność obdarowała artystów ogromnymi brawami. Stojąca owacja trwała kilkanaście minut.
 Program Reykjaviku 2000 jest bardzo różnorodny. Przeważają wystawy, np. "1000 lat chrześcijaństwa Islandii" albo wystawa fotograficzna "Różne odcienie Islandii". Odbywają się koncerty prezentujące ludową muzykę islandzką, a także twórczość współczesnych kompozytorów tego kraju. Do tego należy jeszcze dodać sympozja naukowe, specjalne wydawnictwa, jak np. "Przewodnik po architekturze Reykjaviku" oraz imprezy plenerowe.
 Wśród tych ostatnich najważniejsza odbyła się 19 sierpnia - był to "Dzień i noc kultury". W ciągu dnia na ulicach miasta grasowały olbrzymie, kolorowe ptaki, animowane przez szczudlarzy. Zaglądały do toreb ludzi, kradły jedzenie, bawiły się z dziećmi. W południe w centrum miasta, w pobliżu miejskiego ratusza rozpoczął się maraton dla biegaczy i rolkarzy. Do walki stanęło blisko 2 tysiące zawodników. To wiele jak na Reykjavik, w którym mieszka 106 tys. osób.
 Na ogół wieczorem w Reykjaviku nie dzieje się nic specjalnego. Ulice miasta opustoszałe, sklepy zamknięte, a i kawiarnie nie są przepełnione. Lecz "Kulturalna noc" była zupełnie inna. Do białych godzin rannych otwarte były sklepy i galerie. W katedrze grali muzykę klasyczną organiści, a na ulicach miasta występowały kapele rockowe i jazzowe. Mieszkańcy tłumnie wylegli na ulice. Ukoronowaniem zabawy był olbrzymi pokaz sztucznych ogni. Przez 20 minut niebo nad portem przybierało różne kształty i barwy - niczym w dziecięcym kalejdoskopie. Pokazowi towarzyszyły okrzyki zachwytu i radości.

Kobiety Islandii

 Reykjavikiem rządzą kobiety. W 12-osobowej radzie miasta stanowią większość. Kobietą jest także mer Reykjaviku - Ingibjorg Solrun Gisladottir, a szefem Biura Festiwalowego Reykjavik 2000 także kobieta. Gdzie są mężczyźni Islandii? - Łowią ryby - śmieje się Ingibjorg Solrun Gisladottir - i mają w tym względzie sukcesy. Wszak Islandia jest jednym z większych eksporterów ryb. I rzeczywiście, ryby oraz owoce morza stanowią podstawę islandzkiej kuchni. Na przyjęciach wydawanych przez mera Reykjaviku królowała ryba - przede wszystkim łosoś.
 Podczas konferencji i debat zorganizowanych przez Stowarzyszenie Europejskich Miast Kultury (którym przewodniczyły także kobiety) zajmowano się przede wszystkim przyszłością kulturalną miast. Prowadząca obrady pani Gisladottir zaprosiła brytyjskiego pisarza Charlesa Landry, który w swoim ponadgodzinnym wykładzie przedstawił, jak powinno wyglądać nowoczesne miasto kultury. Zdaniem pisarza, decydenci, od których zależy, jakie w mieście będą się odbywały imprezy kulturalne, powinni rozszerzać pojęcie kultury poprzez tworzenie nowych dziedzin. Na przykład można spróbować połączyć wydarzenia kulturalne ze sportem masowym. Miasta muszą stać się otwarte dla wszystkich ich mieszkańców, dlatego też trzeba organizować wydarzenia kulturalne dla osób w różnym wieku. Ponadto brytyjski pisarz zwrócił uwagę, że powodzenie spektakli i koncertów zależy w dużej mierze od opakowania - czyli od odpowiedniego podania, dobrego zareklamowania.
 Po tych słowach rozpętała się dyskusja dotycząca znaczenia, jakie ma dla poszczególnych miast tytuł Europejskiego Miasta Kultury 2000. Przedstawiciele Santiago de Compostela zastanawiali się, dla kogo powinien być przeznaczony tegoroczny festiwal. - Dla polityków? Inteligentów? Artystów? - pytał się Pablo Martinez, dyrektor Santiago de Compostela 2000. Przedstawiciele Pragi zwrócili uwagę, że ich wersja festiwalu jest kompromisem pomiędzy artystycznymi wyobrażeniami a możliwościami finansowymi. - Władze miasta patrzą nam na ręce. Każdy projekt brany jest pod lupę. Wszystko rozpatrywane z punktu widzenia pieniędzy - powiedział Michal Prokop, dyrektor Praga 2000.
 - Nie przesadzajmy ze znaczeniem tego tytułu. Życie kulturalne toczyło się przed naszym festiwalem i toczyć się będzie, kiedy zakończymy swoją działalność. Jednak festiwal ma swoją zaletę: możemy zbulwersować opinię publiczną, pokazać artystów zagranicznych, a przede wszystkim zmusić naszych rodzimych twórców do większej kreatywności - powiedział Bogusław Sonik.
 Przedstawiciele miast dyskutowali także o zakończeniu roku 2000. Czy uda się przeprowadzić wspólny projekt zamykający rok? Niestety, brakło pomysłów. Bo jak zorganizować pożegnanie roku 2000, skoro od 1 stycznia większość biur festiwalowych przestaje istnieć? - zastanawiali się przedstawiciele miast.

Śpiew na wrzosowisku

 Ponad godzinę jechałam autobusem do niewielkiej osady Reykholt. Przepiękne krajobrazy - szare góry, czerwonawa lawa i gdzieniegdzie wrzosowe łąki. Droga na zachodnim wybrzeżu jest kręta. Trzeba omijać góry i morskie zatoki. Aby skrócić sobie to kluczenie, pod największą zatoką - Hvalflordur, Islandczycy wybudowali głęboki tunel, długi na ponad 14 kilometrów.
 Kiedy wysiadłam z autobusu, przekonałam się, że Reykholt jest niewielką osadą położoną na wrzosowej wyżynie. Praktycznie nie ma tam nic, tylko kościół, niewielki cmentarz i kilka gospodarstw rozrzuconych na ogromnej przestrzeni - może cztery domy, a może pięć. Nikt pewnie nie wiedziałby, że taka miejscowość istnieje w Islandii, gdyby nie chór. Bo właśnie na dwa tygodnie do Reykholt przyjechali młodzi chórzyści z dziewięciu miast kultury - po 10 osób z każdego miasta. Całymi dniami, w oddaleniu od cywilizacji, żyjąc wyłącznie w kontakcie z naturą, ćwiczyli pieśni z różnych zakątków świata.
 Do kościoła zwabiły mnie piękne dźwięki. Niczym anielskie głosy śpiewające a cappella. Szłam korytarzem prowadzona przez muzykę. Gdy dotarłam do surowego wnętrza kościoła, zobaczyłam blisko 100 śpiewających młodych osób ubranych na biało. Dziewczyny miały na sobie białe, obcisłe sukienki, chłopcy - białe spodnie i bluzy. Przez wielkie okna w kościele widać było wyżynę, obrośniętą trawami i wrzosami. W tle jaśniały szare, ośnieżone góry. A oni śpiewali, tak czysto i tak przejmująco...
 Pomysł, aby stworzyć chór złożony z artystów Europejskich Miast Kultury, zrodził się w Reykjaviku. To właśnie tutaj zaplanowano trasę tego zespołu po Europejskich Miastach Kultury 2000. Koncerty zostały nazwane "Voices of Europe". Polscy chórzyści - studenci krakowskiej Akademii Muzycznej - byli zadowoleni z pobytu w Reykholt. Całymi dniami ćwiczyli. Jedyną atrakcją dla nich była jazda konna. Polscy artyści przyjechali pod opieką artystyczną Stanisława Krawczyńskiego, dyrygenta, wykładowcy krakowskiej AM. To właśnie on poprowadzi na koncertach cały międzynarodowy chór w utworach polskich.
 W tej chwili międzynarodowy chór prezentujący "Voices of Europe" podróżuje po Europie. W Krakowie śpiewacy wystąpili w niedzielę - 3 września w kościele św. Katarzyny.

\*

 Islandczycy dumni są ze swojej kultury i natury. Z wielkim zaangażowaniem opowiadają zagranicznym turystom o swoim kraju i o jego legendach. Pokazują swoje cuda natury: gejzery, wodospady, lodowce, wulkany. Zapraszają także do kąpieli w Błękitnej Lagunie - małym, gorącym jeziorze, otoczonym wulkanicznymi lawami. Pokazują także, jak sztuka łączy się z naturą. Przykładem tego może być chociażby galeria sztuki nowoczesnej, stworzona w działającej w górach hydroelektrowni. - My żyjemy z naturą. Jesteśmy od niej zależni. Dlatego nie oddzielamy natury od sztuki. Natura i sztuka - to jest nasze życie - powiedziała Thorunn Sigurdadottir.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie