Na razie trenuję z ołówkiem w ręce

Rozmawiał Łukasz Madej
We wrześniu Kołodziej przegrał walkę o tytuł w kategorii cruiser i postanowił przenieść się do wagi ciężkiej
We wrześniu Kołodziej przegrał walkę o tytuł w kategorii cruiser i postanowił przenieść się do wagi ciężkiej Fot. Jerzy Cebula
Rozmowa. – Przestraszyłem się, bo zacząłem widzieć dwa obrazy, które nakładały się na siebie – opowiada pięściarz PAWEŁ KOŁODZIEJ

– Ze zdrowiem u Pana już wszystko w porządku?

– Mam założone szwy, rana nadal się goi. Ciągle jestem w tym pooperacyjnym czasie, w trakcie którego nie mogę dźwigać, podnosić, no i oczywiście trenować. Wolno mi robić trening oczu polegający na zbliżaniu ołówka do nosa. Krótkie zajęcia, trzy razy dziennie po piętnaście minut. Na pewno o wiele mniej ciężkie niż pięściarskie, ale też dużo mniej ciekawe (śmiech). A zupełnie poważnie mówiąc, nie mogę normalnie wyjść na salę, bo mam w prawym oku wycięty kawałek mięśnia i skok ciśnienia mógłby być niebezpieczny.

– Co tak naprawdę się stało?

– Szczerze mówiąc, przestraszyłem się mocno, bo zacząłem widzieć jakby dwa obrazy, które nakładały się na siebie. Rezonans głowy był co prawda w porządku, ale po ponadtrzygodzinnym wnikliwym badaniu okazało się, że mam wrodzoną wadę zeza skośnego. W moim przypadku chodzi dokładnie o problemy z konwergencją, czyli podwójnym widzeniem. Jeden z mięśni nie funkcjonował tak, jak powinien. Może zabrzmi to dziwnie, ale w pewnym sensie bardzo się ucieszyłem, bo skoro chodziło o wadę wrodzoną, to oznaczało, że nie ma ona nic wspólnego z uprawianiem pięściarstwa.

– Wszystko wyszło tak z dnia na dzień?

– Generalnie to wada, która może ujawnić się w dowolnym momencie życia. Jak jesteś dzieckiem, nastolatkiem czy – jak właśnie w moim przypadku – kiedy jesteś dorosłym człowiekiem. Reguły nie ma. Jeśli chodzi o mnie, to od jakiegoś czasu coś złego zaczynało się dziać. Prawdę mówiąc, sprawę bagatelizowałem. Kilka tygodni temu problemy były już jednak na tyle duże, że z wielkim bólem serca musiałem zrezygnować z udziału w gali.

– W rodzinnej Krynicy.

– Dostałem zaproszenie do programu „Puncher” w Polsacie Sport, w którym nie wziąłem udziału i pojechałem do lekarza do Krakowa. Teraz mam tylko nadzieję, że szybko wrócę do formy. No i bardzo brakuje mi normalnej pracy.

– Debiut w wadze ciężkiej jednak będzie?

– Będzie. Mam już nawet informację, właśnie z Polsatu, że są zainteresowani moją walką z Krzysztofem Zimnochem.

– Mówi się o wrześniu, Łodzi, i gali z walką wieczoru Tomasz Adamek – Przemysław Saleta. Co Pan na to?

– A ja na to jak na lato (śmiech). Jeżeli tylko będzie zdrowie, z wielką przyjemnością wejdę do ringu. Więcej, nawet wbiegnę, bo tęsknię za wyzwaniami. Cieszę się na tę propozycję i tylko modlę, żeby zdrowie było.

– Aby wystąpić w Łodzi, przygotowania należałoby rozpocząć już teraz. Do tego potrzebna będzie jednak zgoda lekarza.

– Konsultację miałem mieć za dwa tygodnie, ale właśnie z tego względu ją przyspieszyłem.

– Czyli być może wakacje spędzi Pan na sali.

– Tak, ale nie potrzebuję dłuższego odpoczynku. W tym momencie mam odwrotnie niż większość ludzi: chciałbym bardzo pracować, nie odpoczywać. „Polsat Boxing Night” to bardzo prestiżowa impreza, nigdy w niej nie wystąpiłem, a bardzo bym chciał. Już sam fakt, że wróciłbym na ring, jest niesamowitą sprawą, a do tego jeszcze taka gala... Jeśli tylko lekarz się zgodzi, od razu rozpocznę treningi.

Już jakiś czas temu z trenerem Andrzejem Gmitrukiem mówiliśmy, że wyjdę na ring w Krynicy, a drugim krokiem będzie właśnie Łódź. Oby ten drugi pomysł wypalił. Andrzej Wawrzyk i Artur Szpilka to moi przyjaciele, więc na tę chwilę zostali w zasadzie tylko Albert Sosnowski i właśnie Zimnoch. Trener zapytał: Sosnowski czy Zimnoch? Odpowiedziałem, że wolałbym tego drugiego, bo Alberta prywatnie bardzo lubię. Nie chciałbym z nim walczyć. A Zimnocha kompletnie nie znam.

– Szpilka i Wawrzyk – ogólnie tylko z tą polską dwójką nie wyszedłby Pan na ring?

– Nawet sobie tego nie wyobrażam. Nie ma takiej opcji. Jak mam jakiś pozytywny stosunek do danej osoby, ciężko mi myśleć o pojedynku.

– Niektórzy zawodnicy w takiej sytuacji mówią, że to tylko praca.

– Ale dla mnie to coś więcej. Kiedyś we Frankfurcie była taka sytuacja, że na sparingach u Timo Hoffmanna poznałem pewnego Łotysza. Przez trzy tygodnie zdążyliśmy się zakumplować. Obaj sparowaliśmy, ale też robiliśmy zakupy, opowiadaliśmy o sobie. Minęły dwa miesiące i okazało się, że właśnie z nim mam walkę. Dziwnie się poczułem. No, ale znów pojechałem do Niemiec. Pomyślałem, że trudno, taka robota. Siedzę już w szatni, rozgrzewam się, a on wpada do mnie i ściska jak przyjaciela, którego nie widział ileś lat. Powspominaliśmy jeszcze nasz poprzedni pobyt, po czym on poszedł do swojej szatni, a ja zostałem u siebie.

– I co?

– W ringu czułem się bardzo nieswojo, nie mogłem się przełamać, żeby go znokautować. Wygrałem na punkty. Nie wiem, może nawet podświadomie go nie znokautowałem.

– Adamek na Saletę przygotowywać się będzie pod okiem właśnie Gmitruka. Pan też pomoże „Góralowi”?

– O tym również już z trenerem rozmawialiśmy. Mnie takie sparingi by się przydały. I Tomkowi też, przecież jestem wzrostu Salety. Chętnie posparuję z Adamkiem, a nigdy wcześniej nie miałem okazji.

– Debiut w wadze ciężkiej dopiero przed Panem, jednak pierwsze sparingi z zawodnikami tej kategorii już Pan miał.

– Zgadza się, ale tak naprawdę to całą karierę w wadze cruiser sparowałem z „ciężkimi”. Z Wawrzykiem, Boninem, Hoffmannem, Charrem... I powiem nawet, że zawsze wolałem właśnie takie sparingi.

– Dlaczego?

– Bo ciosy są bardziej widoczne. Tak naprawdę mało kto wie, ale niejednokrotnie to jednak zawodnicy cruiser biją mocniej. Zabrzmiało pewnie paradoksalnie, ale chodzi o to, że oni są bardziej dynamiczni i jednocześnie też dużo ważą. A wiadomo, że prędkość razy masa to ogromna siła. Do tego pięściarz z junior ciężkiej na walkę zbija z dziesięć kilo, ale po ważeniu się nawadnia i podczas pojedynku waży z dziewięćdziesiąt pięć kilogramów.

– I właśnie Pan był wcześniej w takiej sytuacji.

– Kiedyś do jednej z walk zbiłem nawet jedenaście kilogramów. Tak „dusiłem” wagę, że przez trzy dni przed pojedynkiem nic nie piłem, nic nie jadłem.

– Teraz Pana życie pewnie się zmieniło.

– Będzie większa przyjemność z uprawiania tego sportu. Wszystko jednak musi mieć sens. Dalej należy odżywiać się zdrowo, jednak jeść normalnie już mogę. Do samego końca, w dniu ważenia, walki. To dla mnie komfort.

– Niedawno trafił Pan do trenera Gmitruka, ale wcześniej niemal przez dekadę pracował pod okiem Fiodora Łapina. Jakie są różnice?

– Rzuciły mi się w oczy od razu. Przynajmniej na razie nie rozmawiajmy jednak o tym, bo – po pierwsze: z trenerem Gmitrukiem pracuję za krótko, a po drugie: po prostu nie chcę.

– Na której pozycji, tak z marszu, widzi się Pan w polskiej klasyfikacji kategorii ciężkiej?

– O, trudne pytanie. Najpierw muszę w tej wadze stoczyć chociaż jeden pojedynek, żeby w ogóle być sklasyfikowanym zawodnikiem. Bo, póki co, formalnie pięściarzem kategorii ciężkiej nie jestem. Poczekajmy z tym pytaniem do pierwszej walki. W każdym razie, zawsze interesują mnie najwyższe cele. Gdybym nie wierzył w zwycięstwa, zmieniłbym zawód.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3