Na skarby i pogodę

Redakcja
Pan Andrzej przechował w głowie kilkadziesiąt historii, relacjonowanych mniej lub bardziej dowcipnie przez dziadka i ojca, najczęściej gwarą. Teraz modyfikuje je i ubarwia, posługując się własną wyobraźnią.

Adam Molenda

Adam Molenda

Pan Andrzej przechował w głowie kilkadziesiąt historii, relacjonowanych mniej lub bardziej dowcipnie przez dziadka i ojca,

najczęściej gwarą. Teraz modyfikuje je i ubarwia, posługując się własną wyobraźnią.

   Dziewięćsił nad drzwiami, mimo że wystrugany z drewna, przynosi szczęście tak samo jak prawdziwy. U Murańskich na górskim zboczu stoją dwa murowańce - rodziców i córki, ale sto metrów wyżej, pod lasem, ostały się drewniane zabudowania po dziadkach. W starej chałupce jest teraz zielarnia. W głowie kręci się od mieszaniny woni, zaś nazw zeschłych liści, łodyg i ziaren nie sposób spamiętać.
   Chociaż drogą biegnącą poniżej przez wieś co chwila przejeżdżają samochody, tutaj, na zboczu góry Przypór, ma się wrażenie, że czas stanął przed stu laty. Kiedy Andrzej Murański zamyka oczy, widzi przodków, pamięta kolor ich włosów, oczu i dźwięk głosów, które zostały już tylko w jego uszach. Sam nosi na karku sześćdziesiątkę i pamięta, jak niegdyś przy lampie naftowej zbierało się pół wsi, żeby słuchać opowieści jego dziadka Jana.
   - Ludzie w Juszczynie od stu, a może i dwustu lat naśladują w robocie Murańskich - opowiada jedna z sąsiadek. - Oni zawsze najlepiej znali się na pogodzie, więc jak Murańscy kosili, kosili wszyscy, jak Murańscy składali siano, wszyscy składali. Tyle że teraz już mało kto robi w polu, no i statki kosmiczne burzą pogodę.
   Dziadek Jan był pierwszym z rodu, o którym pisały gazety jeszcze przed wojną. Należało mu się, bowiem świadomie pracował na opinię lokalnego mędrca. Nie zadowalał się tym, co usłyszał przypadkiem, ale chodził po wsi, wypytywał, a i zapraszał do siebie, żeby całą wiedzę posiąść solidnie. Znał na przykład historię tutejszych rodów góralskich do siódmego pokolenia wstecz. Wiedział, skąd wzięły się nazwy gór, przełęczy i rozmaitych miejsc w okolicy. Penetrował dawne zbójnickie szlaki i gawry, niektórzy powiadali nawet, że znalazł kotlik z dukatami, ale pytany o to tylko się uśmiechał.

Komu szczęście, komu złoto?

   Ze zbójnikami w Beskidzie Żywieckim było tak samo jak gdzie indziej, to znaczy - zbójowali krótko: tydzień, miesiąc, pół roku. Potem ich łapano i kończyli żywot w męczarniach, dlatego też pamięć o tym, gdzie schowali skarby, przepadała razem z nimi.
   Jednym z najsławniejszych tutejszych hetmanów zbójeckich był niejaki Sebastian Bury, schwytany w Milówce i stracony w 1630 roku. Odznaczał się nie tylko odwagą, ale również fantazją. Kiedy wieszano go na haku, wołał: Wio, Bury, do góry! Patrzył potem, jak ćwiartowano jego siedmiu kamratów i na koniec wezwał kata: Narąbałeś mięsa, jedzże go! Innym znanym hetmanem był Proćpok grasujący w okolicach Kamesznicy, zaś w 1729 roku poddanych chłopów zbójców złapano dziesięci, gospodarzów samych.
   Nic dziwnego, że takie opowieści rozpalały wyobraźnię Jędrka. Chodził więc sam lub z kolegami do jaskini na Muńcole, gdzie wokół watry zbójnicy wydeptali podczas swych szalonych tańców wyraźne koło. Odbywał też wycieczki do pieczar na Romance, gdzie zachowały się resztki stołów, zydli i prycz, nie wiadomo - po śwarnych chłopcach czy po partyzantach z drugiej wojny.
   - Jako dziecko żyłem w poczuciu nadzwyczajnej harmonii ze wszystkim, co mnie otaczało - wspomina gazda z Juszczyny. - Obok domu była góra, na której znałem każde drzewo i każdy kamień, byli też rodzice, dziadek, który wszystko wiedział, babcia - zielarka, która co dzień przyjmowała chorych, były legendy, przepowiednie i daleki świat, którego się bałem, tak samo jak żmij wygrzewających się na głazach.

Kultura i rola

   W świat trzeba było pójść, bo rodzina żyła tylko z gospodarki i gotówki w domu zawsze brakowało. Były lata pięćdziesiąte, kiedy chłopak znalazł pracę w Bielsku, jako tkacz. Wstawał o trzeciej rano, żeby zdążyć na szóstą do fabryki. Przy okazji ukończył... studium kulturalno-oświatowe, bo we wsi miał być klub. W soboty pracowało się w tkalni tylko pół dniówki, więc zapisał się też na kurs ogrodniczy i uzyskał tytuł mistrza. Tak minęło ładnych parę lat, potem odsłużył wojsko i kiedy wrócił wreszcie do domu, połapał się, że rodzice zaczynają się starzeć. Napisał wtedy wiersz:
   Ojcze - kończysz orać niwę swego życia
   pozwól mnie, niech w zbocza dłoni
   chwycę pług
   i z mroku cienia
   poprowadzę go w światło
   wiosny
   Wierszy do dzisiaj nazbierało się kilka tomików, nie licząc strof drukowanych w licznych czasopismach i nagradzanych w konkursach literackich. To, że ludzie czytają, najlepiej widać w listach, które przychodzą z całej Polski. Na przykład: Czytając, odniosłam wrażenie, że schodzę z góry krętą ścieżką, niosąc ze sobą to wszystko, co zawarł Pan w wierszu...
   Jędrek nie poszedł kierować klubem "Ruchu", do obrobienia bowiem były całe 3 hektary ojcowskiej ziemi - w warunkach górskich prawdziwe latyfundium.
   Gra na liściu ma w sobie coś z ptasiego kwilenia, ćwierkania świerszczy i śpiewania traw na wietrze. Andrzej Murański jest w tym mistrzem i od lat zbiera czołowe nagrody na przeglądach... instrumentalistów ludowych.
   - Każdy liść nadaje się, żeby wygrać na nim piękne tony. Z wyjątkiem kaktusa i pokrzywy - uśmiecha się gazda.
   Pan Andrzej najbardziej ceni sobie bezpośredni kontakt z ludźmi i dlatego uprawia gawędziarstwo. Nie są to opowieści wzięte z kapelusza ani zmyślane na specjalną okazję. Gawędziarz przechował w głowie kilkadziesiąt historii, relacjonowanych mniej lub bardziej dowcipnie przez dziadka i ojca, najczęściej gwarą. Modyfikuje je i ubarwia, posługując się własną wyobraźnią.

Juszczyna - środek świata

   Historie, o których mowa, związane są najczęściej z ludźmi, którzy żyli w rodzinnej wsi, albo głośnymi tu niegdyś wydarzeniami. Niedaleko płynie Dziewcy Potok, o którym gawęda rozpoczyna się tak: Trzy siostrzycki były, dwie jedną zabiły. Do kłody wsadziły, hej, choiną przykryły. Z pnia drzewa zrobiono potem skrzypce, które same śpiewały: Graj, skrzypecku, graj, Bóg ci pomagaj. Starsza siostra mnie zabiła, młodsza siostra mnie broniła... Instrument grał tak przez 30 lat, zaś duch zabitej dziewczyny nucił nad Dziewcym Potokiem smutną piosenkę. Wreszcie skrzypki pękły, przestały wydawać jakikolwiek dźwięk, i zamilkł też śpiew nad strumieniem.
   Gawędziarskie talenty zwabiały przez dziesięciolecia do Juszczyny wycieczki i indywidualnych ciekawskich. Równie często jeździł pan Andrzej na zaproszenia do Krakowa, Katowic, w Jurę Krakowsko-Częstochowską, Gorce, Tatry. Jest jednym z najczęściej nagradzanych gawędziarzy ludowych podczas dorocznych konkursów w Bukowinie Tatrzańskiej. Swego czasu osiągnął taką popularność, że stworzył Rodzinną Grupę Artystyczną Murańskich.
   Dziś ludzie są bardziej zabiegani niż kiedyś, więc imprez o charakterze masowym mniej. Zmienił się również model spędzania wolnego czasu - prawie nie ma autokarowych wycieczek.
   Gawędzenia jest więc mniej, za to ciekawscy nieodmiennie są zainteresowani tajemnicami radiestezji, zielarstwa oraz przepowiadaniem pogody. Jeśli trzeba, Andrzej Murański potrafi wskazać miejsce, gdzie najlepiej wykopać studnię, bardziej jednak zajmuje go wpływ zjawisk geofizycznych na ludzkie zdrowie.

Żyły i zioła

   Największa zaraza dla ludzkiej kondycji to oczywiście cieki wodne. Potrafią odebrać sen, zdolność koncentracji, wywoływać bóle zdrowych organów naszego ciała, dręczyć głowy migrenami. - Najlepszym czujnikiem jest paprotka w doniczce. Jeśli postawimy ją na żyle wodnej, zacznie marnieć i uschnie - tłumaczy pan Andrzej. - Ta roślina podobnie źle się czuje, jeśli stoi obok łóżka chorego. Obserwując ją, możemy czasami odebrać jej kondycję jako zapowiedź rozpoczynającej się poważnej choroby.
   Zielarz spod Przypora ubolewa, że współcześni wolą faszerować się chemią niż stosować ziółka, które mogą wspomagać nasze zdrowie, łagodzić objawy chorobowe, a czasami nawet im zapobiegać. Dziś, na przykład, schorzenia prostaty u mężczyzn stały się powszechne. Przed stuleciem zdarzały się rzadko, jednak już babcia Maria Murańska przyrządzała napar z siedmiu ziół, który był na tę męską przypadłość niezwykle skuteczny. Wnuk dysponuje recepturą i kontynuuje zielarskie dzieło. Dziś prawie wszyscy żyją w stresie i dla lepszego samopoczucia należy go łagodzić, za pomocą ziół właśnie. Skuteczna bywa w tym przypadku mieszanka kozłka, waleriany oraz arcydzięglu. Ludziom pracującym intensywnie umysłowo zalecane jest "ziele dobrej myśli". Przyrządzanie ziółek jest proste - wystarczy je zagotować, po czym odstawić na kwadrans i można pić.
   Murański sam zbiera zioła, chodząc po lesie w miejsca, gdzie jako malca zabierała go babka, a potem ojciec. Unika łąk w pobliżu dróg, bowiem rosnące tu rośliny są nie tylko zakurzone, ale też absorbują zanieczyszczenia chemiczne. Pan Andrzej nie kreuje się na jedynego mędrca w tej dziedzinie; mówi, że w okolicznych wsiach również są zielarki. Tę z Cięciny nazywają "Uconą", gdyż była niegdyś ponoć pielęgniarką, tę z Sopotni - "Duskulą".

Idzie dysc...

   O pogodę przychodzą pytać na zbocze Przyporu zarówno turyści, jak i miejscowi. Andrzej Murański jest jednak w prognozach coraz bardziej ostrożny. Twierdzi, że ostatnimi laty aura zakłócana bywa bezceremonialną działalnością człowieka.
   - Wiatry z południa, które się zdarzają, może przynoszą zanieczyszczenia? - rozmyśla na głos gazda. - Taki halny to może nanieść tyle tego świństwa, że hej! I przyroda głupieje.
   Ludowe prognozy powstają ze zwykłych codziennych obserwacji zjawisk przyrodniczych i meteorologicznych. Wiatr halny można... usłyszeć na trzy dni wcześniej. Przy stabilnej, wyciszonej pogodzie lekki podmuch wchodzi w las, zaszumi i ucichnie. Jeśli tak samo zdarzy się następnego dnia, to na trzeci fen jest murowany.
   Wyjmując w Wigilię węgielek z pieca, można rozstrzygać o wielkości plonów następnego lata, a więc pośrednio i o pogodzie. Jeśli wystygnie na kamień, plony będą marne, jeżeli wypali się, rozpadając w proch, trzeba cieszyć się na urodzaj.
   Tego, czy poszczególne miesiące nowego roku będą suche czy mokre dowiemy się, stosując "próbę tuzina kieliszków", odpowiadających 12 miesiącom. Zbieramy w te szklane naczyńka pierwszy jesienny śnieg i obserwujemy, co się z nim dzieje. Jeżeli topnienie w określonym kieliszku przebiega powoli, miesiąc będzie suchy, jeżeli szybko - deszczowy albo śnieżny.
   Według gazdy z Juszczyny w pewnym wieku najlepszym barometrem staje się nasz własny organizm.
   - Zamiast patrzić w ślklane fidrygołki, trza bacyć, cy łupie w kolanak abo krziżak! - zaleca. - To najlepi wróżi dysc...
   Pan Andrzej twierdzi, że w tym roku lato będzie jak się patrzy, więc warto już zacząć planować dalekie wakacje...

Grzyby

   Srogość zimy można przepowiedzieć z ilości opieńków. Jeśli pierwszy ich wysyp jest bardzo obfity, przyjdą śnieżne i mroźne miesiące. Bywa, że pierwszy wysyp jest słaby, zaś po kilku tygodniach duży. To znaczy, że święta mogą być ciepłe i bez białej szaty, za to styczeń i luty dadzą ludziom w kość.

Pająki

   Kilka dni przed słotą pająki zaczynają polować bardzo intensywnie. Wykonują wtedy najbardziej chwytny rodzaj sieci - z wgłębieniem w środku, z którego mucha nie ma szans się wydostać. Podczas deszczu muchy nie latają, więc pająk musi nałapać ich na zapas, żeby nie cierpieć głodu. W piękną pogodę drapieżcy zajmują się właściwie pracą artystyczną. Ich sieci są jakby na pokaz, mają równe, szeroko rozstawione kręgi.

Zwierzęta

   Jeżeli kogut po wskoczeniu na grzędę pieje jak opętany, zapowiada zmianę pogody. Jeśli lokuje się na grzędzie i siedzi cicho, aura przez kilka dni będzie stabilna. Kruk na zmianę pogody kracze w locie, krowy zaś są niespokojne i szarpią się na postronkach. Figlarne zachowanie się kotów zapowiada, iż nadejdzie halny lub inny silny wiatr. Psy odwrotnie, są wówczas osowiałe.

Ptaki na konarach

   Według gazdy Murańskiego, na drzewo trzeba patrzeć jak na swoisty barometr, zaś na skrzydlate stwory niczym na podziałkę urządzenia. Ptaki siadające na dolnych gałęziach zwiastują ocieplenie. Jeżeli chowają się w koronie, będzie zimno i wietrznie. Ptaki na czubku drzewa zapowiadają, że nazajutrz będzie ładnie.

Osy

   Jeśli lokują swe gniazda w ziemi, będzie długotrwała susza, jeżeli pod okapem, na strychach lub w miejscach osłoniętych od opadów - murowane są dotkliwe siąpawice, a w konsekwencji nawet i powodzie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie