Na starej fotografii

Redakcja
Z bratem, który już prawie rok temu przeniósł się na lepszy ze światów, mieliśmy wiele wspólnych upodobań. Jednym z nich było fotografowanie, a nasz wspólny majątek stanowiły: smiena-2, zenit 3M, zorkij 2 i zorkij 10 oraz wreszcie, jakże wspaniała, practica z wymiennymi obiektywami. Poza tym kamerą zawsze gotową do zdjęć było półautomatyczne maleńkie "LOMO", bez trudu mieszczące się w kieszeni marynarki lub spodni. Aparatami wymienialiśmy się co kilka miesięcy, po prostu dlatego, żeby się nam nie znudziły.

Znad Granicy

A zdjęć przybywało. Wypełniały coraz liczniejsze albumy i, prawdę powiedziawszy, przestaliśmy panować nad błyskawicznie rozrastającym się materiałem. Wreszcie braciszek powiedział: "- Dość!" i zrobił ostrą selekcję zbiorów. Ja, jak dotąd na nic takiego się nie zdecydowałem.
Trudno mi było pozbawić się radości czy też łzy wzruszenia na widok konterfektu dopiero co urodzonej córki, dzisiaj - pani w kwiecie wieku, której dzieci mogłyby mieć swoją dziatwę, mnie zaś uczynić pradziadkiem. Jak nie przypomnieć sobie naprawdę trudnych dni okupacyjnych, gdy ujrzałem siebie sprzed lat sześćdziesięciu kilku, stojącego w Cichym Kąciku przed krakowską wąskotorową "czwórką", na której wisiała tablica komunikująca o odjeździe tramwaju na "Adolf-Hitler-Platz", czyli Rynek Główny. Dla "narodu panów" nie byłem wtedy Polakiem, lecz "Nieniemcem" - "Nichtdeutsche". O tym właśnie informowały napisy z boku pojazdu, dzielące tramwaj na dwie części, przednią dla Niemców, tylną - dla takich jak ja.
A zdjęcia z kanadyjskich Gór Skalistych z muflonami wpychającymi pyszczyska do naszego samochodu i żebrzącymi o kawałek chleba! Inne fotografie, tym razem już z Moskwy, to prawdziwe anegdoty, bo jak nazwać wizerunek drzwi restauracji z napisem "Restauracja zamknięta na obiad", względnie innych wielkich wrót z jakże prawdziwą informacją, że "Wyjścia nie ma"!
Plącze się po albumach i pudłach dokumentacja prawie całej mojej biografii z tą jej najpiękniejszą częścią, w której towarzyszyła mi najwspanialsza ze wspaniałych - Żona. Zdjęcie Jej pięknych oczu, wielokrotnie powiększone, wisi w salonie do dzisiaj.
Tak więc, jeśli się da, Najmilsi, fotografujmy swoje życie, czym możemy - nawet telefonicznym aparatem komórkowym. Stworzymy wartościowy dokument ukazujący nie tylko nas samych, ale również otaczający nas świat. Warto. Podobnie jak spisywać swoje wspomnienia, a potem, w trudnych dniach, włazić w nie po same uszy.
WŁADYSŁAW A. SERCZYK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie