Na stokach - wciąż ruch, tłok i wypadki

ASZ
Ewenementem tej zimy jest to, że po feriach ruch na stokach wiele nie zmalał Fot. Anna Szopińska
Ewenementem tej zimy jest to, że po feriach ruch na stokach wiele nie zmalał Fot. Anna Szopińska
PODHALE. Ferie się skończyły, sezon narciarski - nie. Widać to po ruchu na podhalańskich stokach. Mimo że amatorzy białego szaleństwa w grudniu długo nie mieli na czym jeździć, co zwiastowało krótszy sezon, liczba narciarskich wypadków bynajmniej nie zmalała. Od 1 grudnia do końca lutego Grupa Podhalańska GOPR odnotowała ich aż 645.

Ewenementem tej zimy jest to, że po feriach ruch na stokach wiele nie zmalał Fot. Anna Szopińska

Co prawda na Podhalu nie spadło tej zimy tyle śniegu, ile w centralnej Polsce, ale od czegóż są armatki... Ten sprzęt pracował na prawie wszystkich stokach w rejonie działania grupy GOPR. Efekt to wytworzenie na trasach narciarskich wystarczająco grubej, dobrze ubitej ratrakami i utwardzonej pokrywy oraz przedłużenie sezonu. Topnienie śniegu przy nasłonecznieniu w dzień i zamarzanie w nocy spowodowało, że w wielu miejscach powstał "beton" - najbardziej niebezpieczny przy upadkach.

- Wszystkie stoki działały, były doskonale przygotowane, w dziewięćdziesięciu pięciu procentach odebrane przez służby GOPR. Nie mieliśmy problemu z gestorami stoków - mówi naczelnik Grupy Podhalańskiej Mariusz Zaród. - Ale od początku było sztuczne naśnieżanie. Na niektórych stokach zdarzyło się do tej pory po czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, a na innych po 20 wypadków. Oprócz stłuczeń i zwichnięć kończyn były wśród nich tak ciężkie, jak otwarte złamania, urazy głowy i kręgosłupa. Liczba wypadków nie zależała od przygotowania stoków, które w większości było bardzo dobre, ale od nasilenia ruchu.

Ten rok był pierwszym, kiedy dla dzieci do lat piętnastu wprowadzono obowiązek używania kasków. Z obserwacji ratowników wynika, że bardzo dużo dzieci podporządkowało się temu wymogowi, co na pewno uchroniło młodych narciarzy przed wieloma urazami głowy. Co więcej - lekkie i wygodne osłony częściej zaczęli też ubierać dorośli. Pokazać się w kasku na stoku to już wcale nie "obciach", wręcz przeciwnie - nawet element narciarskiego szpanu.

Jak widać - zwłaszcza na Kotelnicy Białczańskiej - intensywnie działają wciąż szkółki narciarskie dla najmłodszych, przyjeżdżające nieraz z odległych zakątków Polski z własnymi instruktorami. W porównaniu z okresem ferii, "obłożenie" stoków zmalało, ale tylko nieznacznie.

- Sezon będzie, dopóki nie przyjdzie odwilż - przewiduje naczelnik Zaród. - Sporo wyciągów zgłosiło, że będzie działać do końca marca. Skutkiem tego wypadkowa statystyka raczej nie zamknie się w trzech miesiącach.

Ratownicy zauważają też coraz większą popularność turystyki narciarskiej, zwłaszcza wędrówek na sprzęcie turowym. Podczas takich wypraw, najczęściej w rejonie Turbacza, też dochodzi do urazów i kontuzji.

Mała ilość śniegu bynajmniej nie utrudniała tej zimy pieszych wycieczek, dlatego w schroniskach panował ruch. Na szlakach było stosunkowo bezpiecznie - oczywiście w odpowiedniej odzieży i z zapasem czasu na powrót przed zmrokiem. Jednak zbłąkanych wędrowców bez latarki ratownicy też musieli nieraz "namierzać" za pomocą telefonii komórkowej i naprowadzać na szlak. Teraz w góry zaczynają się już wybierać większe grupy.

(ASZ)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie