Na uboczu świata

WALD
Medyka ma pecha do turystów. Przejeżdża przez nią mnóstwo aut, a zatrzymuje się - tyle co nic. Nawet w czasach, gdy nazwę tej miejscowości znała większość Polaków, kojarzono ją powszechnie z granicą polsko-radziecką - a i teraz, kiedy ruch zmalał, bo poważną konkurencją okazało się przejście w Korczowej, także niewielu tam zagląda.

Do Medyki warto zajrzeć, choćby po to, aby przekonać się, co zostało z parku, w którym król Jagiełło wysłuchał ostatniego w życiu koncertu słowików...

   Powód jest prosty: aby obejrzeć wieś, trzeba opuścić wygodną drogę, prowadzącą do terminalu, przejechać pod torami niegdysiejszej Kolei Arcyksięcia Karola Ludwika - i dopiero wtedy szukać właściwej Medyki i jej osobliwości. A o tym i nie każdy wie, i nie każdemu się chce.
   Ale jeśli już ktoś się zdecyduje na odwiedzenie tej wsi - na pewno nie straci. Medyka ma bowiem nie tylko ciekawą historię, ale i godne uwagi pamiątki, zaświadczające o bogatej przeszłości. Choć akurat po tych najważniejszych wydarzeniach nie ma śladu: no bo jakże wypatrywać słowików, które doprowadziły do śmierci zwycięzcę spod Grunwaldu, króla Władysława Jagiełłę? A było tak, było... To właśnie tam wiekowy już wtedy monarcha tak zachwycił się nocnymi trelami, że zapomniał o całym świecie i przeziębił się na tyle poważnie, iż z tego powodu zmarł niebawem w Gródku Jagiellońskim.
   Nim jednak król popasał w Medyce, miała za sobą całkiem długie dzieje. Powstała najprawdopodobniej w XIV stuleciu jako wieś na prawie ruskim - założona dokładnie tam, gdzie po latach odkryto ślady osadników z pierwszych wieków po Chrystusie. Kiedy Polska inkorporowała Ruś Czerwoną, Medyka (a wiedzieć trzeba, że nazwę tę wywodzić należy nie od medycyny bynajmniej, lecz ruskiego słowa "med", oznaczającego miód; inna sprawa, że ostatni właściciel tej posiadłości, Michał Pawlikowski, był zdania, że źródłosłów jej tkwi w starobałtyckim fonemacie "medis", czyli drzewo) - przeszła na własność króla jako część starostwa przemyskiego. Potem awansowała do rangi centralnego ośrodka dóbr koronnych, a jeszcze później - miejsca sejmików przedlekcyjnych województwa ruskiego oraz przeglądów rycerstwa ziemi przemyskiej. Szczytowym bodaj wyniesieniem Medyki była lokalizacja w niej starostwa niegrodowego.
   Z racji położenia na szlaku ruskim, wieś często odwiedzali monarchowie. Jagiełło bawił tam przynajmniej siedem razy, w jej lasach polował także Jan III Sobieski.
   Największego rozgłosu przysporzyli jednak Medyce dopiero jej XIX-wieczni posiadacze: Pawlikowscy. Nie tylko wznieśli gospodarkę w mocno zapuszczonym majątku na wysoki poziom agrotechniczny, ale przede wszystkim stworzyli w pałacu wybitny ośrodek kultury narodowej: jak dowodzą rejestry z połowy XIX w., należąca do nich biblioteka zawierała ponad 25 000 woluminów, zbiór rycin i rysunków składał się z 18 000 prac, kolekcja map liczyła 600 pozycji, natomiast gabinet numizmatyczny - przeszło 3 700 eksponatów. Do tego dochodziły bogate zbiory pieczęci, obrazów i rękopisów.
   Pierwszym właścicielem, wywodzącym się z tego rodu, był radca dworu Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości Józef Benedykt Pawlikowski, potomek znakomitego rodu rycerskiego, wielokrotnie zasłużonego dla ojczyzny. Jego syn Józef Gwalbert stworzył w Medyce pierwszą w Galicji szkołę rolniczą, a mogąc dzięki niej oprzeć się w codziennej pracy na wykwalifikowanych fachowcach - założył znakomite ogrody, sady, szklarnie i palmiarnie, w których hodowano ponad 300 000 gatunków roślin z całego świata. Uprawy te były źródłem poważnych dochodów, umożliwiających zresztą czynienie zadość kolekcjonerskim pasjom rodziny: kwiaty, owoce, sadzonki i przyprawy rozsyłano po całej monarchii austro-węgierskiej. Jako ciekawostkę można przytoczyć, że Kornel Ujejski, siedząc w palmiarni w Medyce, pisał do kuzynek tchnące autentyzmem listy... z Egiptu.
   Pawlikowscy zapisali się chlubnie w dziejach kultury polskiej - nie tylko dlatego, że bogate kolekcje (ewakuowane w 1849 r. do Lwowa w obawie przed nadciągającymi armiami rosyjskimi, maszerującymi na Węgry, by zdławić tam Wiosnę Ludów) przekazali Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich, ale że wyszło z tego rodu wielu wybitnych twórców i społeczników.
   Józef Gwalbert wielokrotnie dawał wyraz patriotyzmowi, goszcząc m.in. udających się na emigrację uczestników Powstania Listopadowego; inna sprawa, że w pamięci poddanych zapisał się jako tyran i despota...
   Jego syn, Mieczysław, był płodnym pisarzem, działaczem politycznym (m.in. zastępcą komisarza Rządu Narodowego na Galicję Wschodnią), redaktorem krakowskiego pisma "Kraj".
   Syn Mieczysława z kolei, Jan Gwalbert, zasłynął jako literaturoznawca, ekspert od twórczości Juliusza Słowackiego, profesor Akademii Rolniczej w Dublanach, pionier ochrony przyrody, działacz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i założyciel pisma "Wierchy".
   Jego brat Tadeusz, krytyk i reżyser, kierował teatrami w Krakowie i Lwowie.
   Starszy syn Jana Gwalberta, Michał, ostatni pan na Medyce, prowadził własne wydawnictwo "Biblioteka Medycka", specjalizujące się w wyjątkowo wysmakowanych, bibliofilskich edycjach dzieł literatury pięknej, młodszy zaś, Jan Gwalbert Henryk, pozostawił wartościowy dorobek piśmienniczy: literacki oraz będący efektem badań nad historią i kulturą Podhala.
   Rodzina ta związała się z Medyką na 130 lat. Pawlikowscy przeżyli w tym czasie wspominany już przemarsz wojsk carskich, kiedy ich pałac zamieniono na szpital, przeżyli kłopoty, związane ze wsparciem, jakiego udzielali powstańcom styczniowym: w ich majątku mieścił się punkt zborny oddziałów rzeszowianina, płk. Marcina Lelewela-Borelowskiego.
   Po tych zdarzeniach wyjechali do Krakowa, na Kleparz; opustoszały, niszczejący pałac został rozebrany - i dopóki w 1922 r. Michał Pawlikowski nie wzniósł (według własnego zresztą projektu) nowej rezydencji, pomieszkiwali podczas odwiedzin majątku w oficynie. Ta budowla też nie przetrwała - zniszczono ją w trakcie oblężenia Twierdzy Przemyśl w 1915 r. Podobny los spotkał pałac Michała, zgorzały w pierwszej fazie wojny niemiecko-radzieckiej.
   Pomimo tych wszystkich nieszczęść, do Medyki warto zajrzeć. Przede wszystkim po to, aby przekonać się, co zostało z parku, w którym król Jagiełło wysłuchał ostatniego w życiu koncertu słowików...
   A zachowało się całkiem dużo: w gruncie rzeczy wszystko, co przypomina najstarszą lokalizację pierwszego w dziejach wsi zamku, wzniesionego w XVI w. przez starostę Piotra Kmitę, pomysłodawcę ufortyfikowania warowni poprzez wykorzystanie naturalnych rozlewisk starorzecza i uzupełnienie ich ziemnymi obwałowaniami. Niestety, żadnej rezydencji tam nie ma, ocalała jedynie murowana oficyna oraz drewniany dom letni. Kto zna się lepiej na gatunkach drzew, niechybnie wypatrzy w parku wiekowe okazy lip, grochodrzewu, klonów, jaworów, jesionów, dębów, a nawet platanowców, czarnych orzechów, czerwonych dębów, miłorzębów czy klonów srebrzystych.
   Malowniczym zabytkiem jest też drewniany kościółek pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, pochodzący z lat 1607-1608. Budowlę tę powiększył w 1850 r. Józef Gwalbert Pawlikowski: bryła została wtedy poszerzona o nawy boczne i obstawiona murowanymi dodatkami (zakrystią i kruchtą), natomiast wieża, będąca wcześniej integralnym elementem całości, odsunięta jako wolno stojąca dzwonnica.
   Inną - i z całkiem odmiennej bajki - osobliwością Medyki jest dobrze widoczny z drogi, prowadzącej do granicy, tzw. suchy port, jeden z największych swego czasu w Europie punktów przeładunkowych towarów masowych, w którym z radzieckich, szerokotorowych wagonów przerzucano rudę żelaza (oraz jej granulat) na tabor PKP. Z czasów regularnego pobijania rekordów przeładowywanych ton pozostał wżarty na trwałe w mury kolejowych budynków rdzawy nalot. (WALD)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie