Na uczelni sypie dowcipami, a w sądzie strzela konkretami

Na uczelni sypie dowcipami, a w sądzie strzela konkretami

Marcin Banasik

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Prof. Ćwiąkalski: - W ministerstwie mogłem liczyć na 8,2 tys. zł na rękę. W porównaniu z zarobkami wziętego adwokata, była to mała kwota
1/2
przejdź do galerii

Prof. Ćwiąkalski: - W ministerstwie mogłem liczyć na 8,2 tys. zł na rękę. W porównaniu z zarobkami wziętego adwokata, była to mała kwota ©Andrzej Banaś

Ministrem sprawiedliwości został, żeby udowodnić swojemu poprzednikowi, że można coś zmienić, nie robiąc ze sceny politycznej areny do walki. Półtora roku później Zbigniew Ćwiąkalski trafił na minę, która zakończyła jego karierę polityczną. To nie zaszkodziło mu jednak w karierze prawniczej.
Młody dr Zbigniew Ćwiąkalski miał przyjemność zasiadać w jury konkursu na najmilszą studentkę prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W fazie finałowej Tomasz Gizbert-Studnicki, również członek jury, zadał jednej z kandydatek pytanie: do kogo podobny jest dr Ćwiąkalski. Liczył, że jedna z najmilszych odpowie: do Romana Kłosowskiego.

Studentce przyszły minister sprawiedliwości nie kojarzył się jednak z małym i krępym bohaterem popularnego serialu "Czterdziestolatek". - Dla niej byłem jak Olbrychski. Od tamtej pory w kręgu znajomych mówiono na mnie Daniel - wspomina uniwersytecką młodość jeden z najbardziej znanych adwokatów w kraju.

Posturą daleko mu do bohatera filmowej wersji sienkiewiczowskiej Trylogii. Jeśli jednak jego wielkość oceniać po rozmachu kariery zawodowej - dorównuje Kmicicowi. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny, profesor i znany z kilkusekundowej roli w filmie "Vinci" aktor urodził się w 1950 r. w Łańcucie. Jego rodzina , wysiedlona z Buczacza, przeniosła się tam po wojnie. Czesław Ćwiąkalski, sędzia i radca prawny, był ojcem niesłychanie łagodnym.

Często był wręcz namawiany przez młodszą o 18 lat żonę, by dał wreszcie klapsa niesfornemu synowi. - Jako dziecko uwielbiałem czytać akta, które przynosił do domu. Najbardziej interesowało mnie to, w jaki sposób strony walczą na argumenty - wspomina pierwsze lektury 64-letni Zbigniew Ćwiąkalski. Podkreśla, że w rodzinnym domu nie można było wyrzucić gazety, dopóki nie było na niej napisane przez ojca "czytana".

Między godzinami spędzanymi nad aktami młody Zbigniew znajdował jednak czas na typowo chłopięce zabawy. - W okolicy nie było drzewa, na które bym nie wszedł. Jeździłem na wycieczki rowerowe i strzelałem z własnoręcznie zrobionej procy - mówi mec. Ćwiąkalski. W nauce szło mu dobrze, chętnie grał w szkolnym teatrze. Udzielał się również w konkursach recytatorskich. Potrafił przez pół godziny deklamować z pamięci obszerne fragmenty "Ogniem i mieczem".

To, kim będzie w przyszłości, było jednak przesądzone od dziecka. Bo choć interesował się także medycyną, na pytanie: kim będziesz - odpowiadał: prawnikiem. Dla swoich dzieci również nie widział innej przyszłości. Syn Piotr został notariuszem, córka Bogumiła adwokatem. - Ojciec powiedział, że studiować możemy, co tylko chcemy. O ile będzie to prawo - z uśmiechem wspomina syn Piotr.

Tak jasno sprecyzowane cele szybko owocowały sukcesami. Studia, doktorat, habilitacja i profesura. - Sale na jego zajęciach zawsze były pełne. Ma doskonałą umiejętność pracy z młodymi ludźmi. Jest bezpośredni, dowcipny i na luzie - wylicza Wojciech Bergier, krakowski adwokat, były student prof. Ćwiąkalskiego. Mecenas podkreśla jednak, że kiedy profesor zakłada togę adwokacką, dowcip i luz natychmiast ustępuje konkretom. - Na sali sądowej to prawdziwy specjalista. Taki "mister konkret" - zapewnia Bergier.

Również w samych superlatywach o profesorze Ćwiąkalskim wypowiada się jego kolega prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. - Znam go od lat i wiedziałem, że to doskonały prawnik, ale kiedy objął resort sprawiedliwości, zaskoczył mnie swoimi talentami politycznymi. Z jego wypowiedzi zawsze bił rozsądek, prostota i jasność słowa - ocenia prof. Zoll, były prezes TK.

Ministrem sprawiedliwości Ćwiąkalski został w 2007 roku. - Zgodziłem się na objęcie stanowiska, ponieważ chciałem udowodnić mojemu poprzednikowi, Zbigniewowi Ziobrze, że można wprowadzać zmiany, nie robiąc z ministerstwa sceny do walki politycznej - wyjaśnia adwokat. Dodaje jednak, że rodzina odradzała mu przyjęcie nominacji. - Żona zapytała mnie, czy wiem, ile będę wtedy zarabiał. W ministerstwie mogłem liczyć na 8,2 tys. zł na rękę. W porównaniu z zarobkami wziętego adwokata, była to mała kwota - przyznaje mec. Ćwiąkalski.
1 »

Komentarze (3)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
ona czuję we mnie pieniądz?

widz (gość)

Zgłoś naruszenie treści

ona czuję we mnie pieniądz?wielkość ...

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Może i z niego jest uczony!

Krajan z Łańcuta (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 7

Ale CYFERBLAT ma nie za ciekawy!


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Bez sensu!

K.Ł (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 6 / 9

Podoba mi się komentarz Krajana z Łańcuta który zamiast napisać coś ciekawego stwierdza jakąś głupotę. Brawo Łańcut!

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo