Na Wawelu

Redakcja
W ubiegłą niedzielę w wieczornym dzienniku telewizyjnym usłyszałem, że bohaterem dnia mógłby zostać Fryderyk Chopin, gdyby akurat swoim wyczynem olimpijskim nie przyćmiła go Justyna Kowalczyk! Doznałem lekkiego pomieszania na umyśle. To propozycja rankingu przedstawiona społeczeństwu?

Leszek Długosz: Z BRACKIEJ

Chyba nie jestem szczególnym ponurakiem, ale czegoś nie rozumiem. Choć są i tacy, słyszałem - czytałem (a sądząc po ekskluzywnych piłkarskich meczach rządowych, są to opinie nieodlegle od elit), którzy uważają, że piłkarskie Euro 2012 to kulminacyjny punkt w dotychczasowym biegu naszej historii i ukoronowanie dziejów naszych. "Główny osiąg" Państwa Wiślan, a nas, Współczesnych, uszczęśliwienie i historyczne zaszczycenie.

Pełen uznania i radości z powodu sukcesów Justyny Kowalczyk, muszę jednak (i chcę) zająć się w moim felietonie z lekka przegranym tego dnia Fryderykiem Ch. W opinii komentatorów zdobywcą drugiego miejsca, czyli zaledwie srebra. Tedy zmieniam język. Z tonacji w rodzaju scherza przerzucam się do stylistyki balladowej. (Zgódźmy się na wyczuwalny rytm poloneza).

Udało mi się usiąść owej niedzieli w katedrze na Wawelu (w głównej nawie nawet) podczas krakowskiej inauguracji Roku Chopinowskiego. (W przeddzień dwusetnej rocznicy urodzin). Szczęśliwi którzy tam zdołali być. Niezapomniane to były godziny, szczególny splot motywów. Samo miejsce, powód, aura, program... Oddzielmy część sakralną, czyli mszę uroczyście koncelebrowaną, bo ten motyw nie wymaga objaśnień ni opisu. Choć dorzucę tylko, że nie słyszałem dotąd równie pięknej oprawy muzycznej. Chór, Capella Cracoviensis, soliści. Jakże umotywowany i pięknie dobrany repertuar. Ha, trzeba było, aby na te okazję środowisko muzyczne postarało się. I tak było - podniośle, pięknie i starannie. To już uniosło ducha!

Kolejnym owodem uroczystości było - tak to określę - dokooptowanie symbolu do Krypty Wieszczów w katedrze. Czyli wmurowanie tam kopii popiersia Chopina z jego grobu na paryskim cmentarzu Pére-Lachaise. I tak oto w tej reprezentacyjnej krypcie, gdzie obok koronowanych władców spoczywają (i reprezentowani są symbolami) królowie Ducha Polskiego - dopełniło się. Do Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, przybył ów Czwarty... Nikt w dziejach naszych piękniej, mocniej, prawdziwiej, nikt z większa mocą, miłością, goryczą - tedy z prawdą większą - nie wyraził woli, pragnień, marzeń, możliwości i dążeń ducha tego narodu. (Stawiam te słowa patetyczne, bo jakie by inne w tej sytuacji? Bo dlaczego by nie?). Nikt, jak ta Czwórka! Pomyśleć, że w przeciągu tysiącletniej historii zdarzyło się, iż wszyscy akurat żyli w jednym czasie. Niejako w jednym momencie historii. Znali się wzajemnie. Żyli w opresji politycznej, poza krajem. Doprawdy, przedziwny to moment kondensacji woli i zdolności, jednym słowem - genialności! Szczyt, jaki zdołał wydać ten naród, jaki zrodziła jego kultura.

To świetny pomysł, żeby taką reprezentację ducha - nam, dziś do katedry przybywającym, i pokoleniom przyszłym - w miejscu dla Polaków tak uświęconym zgromadzić...

Słuchaliśmy po mszy "Fortepianu Chopina" Norwida, który Jerzy Trela wypowiedział. Czyż mogło być piękniej, słuszniej, silniej jeszcze i bardziej celnie - w tym miejscu, w tych okolicznościach, tymi właśnie słowami? Potem odezwał się, po raz pierwszy umieszczony w katedrze wawelskiej, fortepian. Playel, egzemplarz historyczny, specjalnie na tę okazję przywieziony z Lipska. Autentyk, na którym grał Chopin. Scherzo E-dur napełniło nawy katedry. Zagrał je Amerykanin, laureat Konkursu Chopinowskiego, Kevin Kenner. To były chwile, które na długo zostaną. Poruszona, rozjaśniona od wewnątrz - to się czuło, to się widziało - rozchodziła się publiczność... Jakby przyciszona wewnętrznie, bo świadoma wyjątkowości wydarzenia i przeżyć. Myślę, że niewłaściwego użyłem słowa. "Publiczność"... Nikt z pewnością nie był tylko publicznością, czyli stroną z zewnątrz, oddzielną. Byliśmy uczestnikami wspólnego przeżycia... Wyrazicielami (akcjonariuszami) tej samej idei i celu.

Jak je zestawiać i jak je relacjonować w dzienniku telewizyjnym, gdzie obowiązuje gradacja newsów, skala masowości, reprezentatywność, poprawność polityczna? Wszelkie inne powiązania i parametry. A liczba widzów, rodzaj głośności, sensacyjność, jest potem miarą sukcesu... I niech pan wybaczy, monsieur Chopin, że wysoki funkcjonariusz nazwę Pańskiego paryskiego cmentarzyka - Pére-Lachaise - w katedrze wawelskiej usiłuje wymawiać tak, jakby to miało brzmieć po angielsku. Ach, takie czasy, nie bądźmy małostkowi.

Podziękowania niech popłyną dla tych sprzymierzonych sił, które uroczystość zaprojektowały i doprowadziły do urzeczywistnienia. TO zostanie. I w ciszy długo będzie "nadawać".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie