18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

reklama

Na wsi umierać

RedakcjaZaktualizowano 
Branża - jak każda. Trzeba się starać, by nie stracić miejsca na rynku, by nie zostać w tyle. W tej dziedzinie też wszystko się zmienia.

WALDEMAR BAŁDA

WALDEMAR BAŁDA

Branża - jak każda. Trzeba się starać, by nie stracić miejsca na rynku,

by nie zostać w tyle. W tej dziedzinie też wszystko się zmienia.

   Świat nabrał pędu. Wszystko się zmienia. Coraz mniej jest spraw i rzeczy, które pozostawałyby niezmienne, zgodne z porządkiem ustalonym przez lata: może tylko narodziny i śmierć.
   Kiedyś na wsi umierało się jakoś inaczej, jakby z większym namaszczeniem, starannością. Jeśli nie liczyć wojen, epidemii czy wypadków - ludzie gaśli w swoich domach, w swoich łóżkach; stopniowo przybliżali się do śmierci. Mieli czas na pożegnanie z doczesnością, z bliskimi; na przygotowanie otoczenia do tego ostatniego dnia. A gdy odeszli - wszystko miało swój dalszy ciąg, zwyczajny porządek.
   Dopóki Stanisław Jochymek nie przekwalifikował się z wytwórcy drewnianych szkatułek - a taką galanterię wyrabiano kiedyś niemal w każdym jerzmanowickim domu - w producenta trumien, zaprzęgało się furmankę i wyruszało do Olkusza, do pana Bigaja, specjalisty od trumien. Nieboszczyk, umieszczony w czterech deskach, spędzał ostatnie swoje godziny w domu. Schodziła się wtedy rodzina, sąsiedzi, celebrowano nocne czuwanie, przeplatane odmawianiem różańca, modlitw, nabożnymi pieśniami.
   Na trzeci dzień - raczej nie później, a już na pewno nie wcześniej - do domu przychodził ksiądz. Kropił trumnę, odmawiał modlitwę; mężczyźni stawali wtedy do niesienia zwłok. Dobierali się parami, według wzrostu; zmieniali w razie potrzeby. Niezależnie od odległości dźwigali zmarłego do kościoła, a potem na cmentarz - chyba że pogrzeb wypadł w zimie i droga była nadzwyczaj ciężka: wtedy posiłkowano się saniami.
   Z czasem ktoś z sąsiedniego Bębła wykombinował konny karawan. Służył przez wiele lat - choć nadal, bodaj przez kilkadziesiąt metrów, niesiono trumnę na ramionach: aby oddać zmarłemu należny mu szacunek - aż Jochymek przekwalifikował się po raz drugi i ze stolarza stał się przedsiębiorcą pogrzebowym. Kupił wtedy karawan samochodowy: nysę; innych aut nie było. Dopiero potem zmienił ją na mercedesa.
   Jochymek zmieniał branżę, bo świat się zmieniał. Zajął się trumnami, gdy rynek przestał potrzebować kasetek, został "pogrzebownikiem", kiedy w trumniarskiej branży pojawiła się liczna konkurencja i nagle, niemal z dnia na dzień, Śląsk przestał brać - jak to było wcześniej - po sto i więcej "pudeł" miesięcznie. Wtedy zajął się organizowaniem pogrzebów.
   Dziesięć lat później, w 1993 r., doszlusował do niego syn. Grzegorz chciał być meblarzem, skończył nawet taką szkołę, ale miał pecha: gdy powinien był zaczynać zawodowe życie, w przemyśle panowała wyjątkowa bessa. O zatrudnienie było trudno, przedsiębiorstwa nie przyjmowały pracowników - żeby mieć z czego żyć, został sukcesorem firmy pogrzebowej. Branża - jak każda. Trzeba się starać, by nie stracić miejsca na rynku, by nie zostać w tyle. W tej dziedzinie też wszystko się zmienia.
   Gdy Stanisław Jochymek zaczynał wyrabiać trumny, wzięcie miały tylko dębowe; owszem, robiło się i sosnowe, ale to nie było to. Wymogi jakościowe za to na dobrą sprawę nie istniały: można było stosować drewno najgorszego gatunku - najwyżej wyrównywało się sęki szpachlą, gipsem, papierem - i nikt nie zgłaszał pretensji. A kiedy przychodziły trudności z materiałem, brało się i topolowe, i bukowe, i nawet grabowe. Fakt: dębiny podrobić się nie da; ale gdy nie chodzi o elegancję, lecz o cenę - dowolność jest duża.
   Dziś nabywcy stali się wybredni: trumna musi być doskonała. Drewno wysokiej klasy (deski z sękami już w warsztacie są odrzucane), dodatki eleganckie, mosiężne, do tego piankowe wybicia i toczone fragmenty. Zamiast niegdysiejszych gwoździ - zszywki i sztyfty. Całość lakierowana pistoletem, z obowiązkowym połyskiem. Modne na Zachodzie trumny matowe i półmatowe nie mają jeszcze w Polsce wzięcia.
   Z Zachodu przyszły za to nowe, niestosowane wcześniej wzory. Przez lata w Jerzmanowicach - a i w Polsce - obowiązywał jeden model: trumna szersza w głowach niż w nogach, wysoka na 70 cm i w najszerszym miejscu mierząca również 70. Teraz te proporcje są inne: 56 cm wysokości, 65 szerokości. Tradycyjna forma też nie obowiązuje: wyrabia się trumny na wzór amerykański (od góry do dołu jednakowej szerokości, z półokrągłym wiekiem) i belgijski (linia łamana, całość w kształcie łódki). Zmiany widać też pod innym względem: obecnie mniej więcej dwóch na pięciu klientów decyduje się na trumny sosnowe. To ze względu na niższą cenę.
   Zmian jest więcej, bo umieranie się zmieniło. Coraz częściej ludzie z Jerzmanowic kończą życie w szpitalach. Kiedyś było oczywiste, że w takiej sytuacji zmarły musi bodaj na noc wrócić do domu. Ustawiało się katafalk - choćby z krzeseł czy taboretów - układało pod trumną siekierę i miskę z wodą zmieszaną z octem (siekiera miała sprawić, że ciało nie puchło, woda z octem - zbierać woń śmierci), przesłaniano lustra, aby w żadnym nie ukazał się nieboszczyk - i czekało na księdza. Dziś ludziom wystarcza wprowadzenie zwłok do domu na kilka godzin - a znacznie częściej karawan Jochymków przywozi je prosto pod kościół.
   Jerzmanowicki zwyczaj nakazuje wprowadzić ciało do świątyni 10 minut przed mszą. Nie udało się przeforsować, aby kapłan wychodził po nie przynajmniej godzinę wcześniej - by bliscy mogli spokojnie posiedzieć przy trumnie, pomodlić się. Podobnym fiaskiem skończyła się - podjęta przez Grzegorza Jochymka - próba wzbogacenia ceremonii pogrzebowej o orację pożegnalną wobec zmarłego i dziękczynną wobec uczestników pochówku. W innych wsiach w okolicy to się przyjęło; Jerzmanowice pozostały konserwatywne.
   Ale nikt już nie trzyma się ślepo dawnych zasad: że pogrzebem zajmują się najbliżsi. Że to oni myją i ubierają zwłoki, przywożą trumnę, zgłaszają zgon w urzędzie stanu cywilnego, ustalają termin pogrzebu z księdzem, z grabarzem. Te wszystkie sprawy powierza się specjalistom. A u nich ceni się to, co ceni się wszędzie najwyżej: fachowość, niezawodność, takt.
   W tym ostatnim żegnaniu Jerzmanowice cenią sobie solidność i staranność. Wybór trumny odbywa się zazwyczaj według zasady "taką weźmiemy, jak Władek był chowany" - dlatego na przykład amerykańskich trumien, z wiekiem otwieranym w połowie, sprzedaje się nie więcej niż dwie w ciągu dwóch lat - a mód pogrzebowych, znanych z innych krajów, czy nawet naszych wielkich miast, nikt nie uwzględnia. Obowiązuje uświęcona tradycją zasada: mężczyzn odziewa się w garnitury, kobiety - w garsonki albo stonowane w barwach suknie. Różnicowania ze względu na porę roku nie ma. Bodaj raz tylko zdarzyło się, że zmarła w zimie została pochowana w futrze. Zwyczajowo nieboszczycy dostają na ostatnią drogę książeczkę, różaniec, krzyżyk, obrazek. Niekiedy bliscy dodają też ulubione, nieodzowne za życia przedmioty: okulary czy laskę; czasem czapkę, paczkę papierosów.
   O tym, aby ktoś za życia opłacił sobie pogrzeb - z opcją na standard, exclusive lub superexclusive - mowy nie ma, choć Grzegorz Jochymek nie ma wątpliwości, że i do tego dojdzie. Przez dziesięć lat swego "pogrzebownikowania" przekonał się, iż nowinki ze świata - choć istotnie: powoli - znajdują uznanie w Jerzmanowicach. Żeby nie obniżać poziomu, sam w każdym roku dodaje do swojej oferty coś nowego. Najpierw wprowadził cenione przez ludzi wyręczanie ich w załatwianiu formalności z ZUS-em, potem zmodyfikował wykonawstwo trumien - zastosował zmiany w sposobie montażu, podniósł jakość lakierowania - jeszcze potem kupił meleksa, którym zwłoki odprowadzane są od mercedesa - karawanu (służącego tylko do przewozów) do grobu, w zeszłym roku urządził przechowalnię zwłok.
   Takie nowinki są nieodzowne, bo w branży panuje ostra konkurencja: w Jerzmanowicach oraz sąsiednich Gotkowicach, Czubrowicach i Racławicach działa aż pięć zakładów pogrzebowych. Ale dążenie do zmian nie może przesłonić najważniejszej zasady: że przede wszystkim trzeba być uczciwym w tym, co się robi, i że każdy pogrzeb trzeba przygotowywać z taką starannością, jakby to był pierwszy pogrzeb w zawodowej karierze.
   Tak trzeba, bo przecież pogrzeb jest zawsze pogrzebem; ostatnim gestem, ostatnią drogą, ostatnim pożegnaniem. Ceremoniałem, w którym każdy drobiazg jest ważny, ma znaczenie. I to, czy tempo marszu "pogrzebowników" do miejsca pochówku będzie dostosowane do kroczących za trumną, i to, czy spuszczenie trumny do grobu nastąpi sprawnie, w ciszy, i to, że napędzany elektrycznym silnikiem melex nie zadymi spalinami, i to, czy wieńce zostaną ułożone w takim porządku, jakiego życzy sobie rodzina, a nie śpieszący się do zakończenia pracy grabarz.
   Grzegorz Jochymek spodziewa się, że w pogrzebach jeszcze wiele się za jego życia zmieni. Nowości przychodzą ze świata, ludzie obserwują pochówki w innych miastach. Do tej pory w Jerzmanowicach nie było jeszcze przypadku grzebania urny z prochami - ale i to kiedyś się zacznie. Może dojdzie i do ustalania sobie za życia całego ceremoniału, może przyjdzie czas, że trzeba będzie otworzyć sklep z trumiennymi dewocjonaliami i ubiorami? W końcu: gdyby kilkadziesiąt lat temu wyprorokować ludziom, że będą chowani w murowanych grobowcach, jak dziedzice, na pewno nie uwierzyliby w taką perspektywę - a gdyby przepowiedzieć, że zwyczaj wyprowadzania zwłok z domu nie będzie powszechnie przestrzegany, niechybnie obruszyliby się. A tak się stało...
   Wszystko się zmienia - ale jedno nigdy się na pewno nie zmieni: śmierć. Sam fakt odejścia. Umieranie pozostanie zawsze tym, czym jest, czym było. Ostateczną ostatecznością. Aktem nieodwracalnym. I - jak mówią ludzie mądrzy - jedynym momentem prawdziwej samotności. Bo ponoć umiera się zawsze samotnie; choćby nawet wokół był tłum i choćby ktoś ściskał za rękę.
   W przejściu na drugą stronę nikt nie towarzyszy.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3